Work Text:
Danny nigdy się o to nie prosił. Kochał swoje spokojne życie w New Jersey. Był, co prawda gliną, ale jego życie było sielanką w porównaniu z teraźniejszością. Nie wiedział, co takiego przeskrobał, że został skazany na coś takiego. Czy on wyglądał na kogoś kto kocha ryzykowne życie?
Jednak z czasem się przyzwyczaił. W końcu, to on był tu głosem rozsądku, choć i jego ponosiło. Wiezienie podejrzanego na masce samochodu przez miasto nie jest normalne. A teraz dobrowolnie zgadzał się na coś więcej, on chyba lgnął do życia na krawędzi.
Patrząc na klęczącego Steve'a, miał dla niego tylko jedną odpowiedź:
- Tak!
