Work Text:
Wchodząc do kuchni, pierwszym na co zwrócił uwagę był Lucyfer, po raz kolejny siedzący przed laptopem. Czytał coś, a jego twarz wyglądała tak, jakby miał gorączkę, co zaniepokoiło Sama.
W końcu archanioł nie może mieć gorączki, prawda?
— Lucy, wszystko okej? — spytał, a na dźwięk jego głosu, diabeł aż podskoczył.
Szybko zamknął laptop i odwrócił się do Winchestera.
— Hej, Sammy — powiedział.
— Co robiłeś? — Sam spojrzał na niego podejrzliwie, a zaraz potem na laptop.
— Nic takiego — Lucyfer uśmiechnął się, ale widząc spojrzenie swojego partnera, westchnął zrezygnowany. — Kojarzysz tę stronę, tumblra?
— Tak. Co z nią? — spytał Winchester, mając coraz gorsze przeczucia.
— Wpisałem tag „Lucifer” i wyskoczyłem ja. To znaczy nie ja — powiedział szybko. — Ale ja. W sensie ja z książek jakiegoś Carvera Edlunda.
Sam zbladł.
Tylko nie te cholerne książki…
— I co dalej? — spytał.
— Znalazłem fanfiction — przyznał archanioł. — Całą masę fanfiction.
Sam jęknął, chowając twarz w dłoniach. Koszmar fanek Deana i Sama powrócił jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
— Było coś, co nazywa się Destiel, to twój brat z Castielem. Był też Sastiel, Sabriel, Samifer… — zaczął wymieniać.
— Co? — Sam spojrzał na niego w szoku. — Naprawdę nas razem łączą?
Lucyfer wyglądał na urażonego.
— I co z tego? — mruknął. — Przecież i tak jesteśmy razem.
Sam spojrzał na niego rozbawiony.
— Nie o to mi chodziło. No, i dobrze, że chociaż jedna z par jest prawdziwa — powiedział Winchester, przytulając go.
— Destiel? — droczył się z nim Lucyfer.
— No to dwie — zmienił zdanie Sam i pocałował go.
Archanioł oddał pocałunek, a gdy w końcu się od siebie oderwali, powiedział:
— To jest zdecydowanie bardziej gorące niż w tych wszystkich fanfiction.
— Nie masz świeżego, pełnego oglądu sytuacji — mruknął Sam, dobierając się do jego szyi. — Musimy porównać rzeczywistość z każdym fanfiction z nami, które czytałeś.
— Było ich naprawdę wiele — zauważył Lucyfer, rozpinając jego koszulę.
— Mam czas — powiedział Sam i pociągnął go do sypialni.
