Work Text:
Kiedy Lucyfer wszedł do salonu, pierwszym co zauważył, był wielki czerwony napis „Interwencja”, wiszący na ścianie.
— Co się dzieje? — spytał, patrząc po kolei na Deana, Castiela, Gabriela i w końcu na Sama.
— Lucy, — zaczął Gabriel. — Zauważyliśmy ostatnio, że bardzo dużą część czasu spędzasz przed komputerem, przeglądając strony dla fanów, oglądając filmiki…
— I co z tego? — spytał zły.
— To niezdrowe — powiedział Sam, a w jego oczach Lucyfer dostrzegł zmartwienie.
— Jestem archaniołem. Jedyne co dla mnie niezdrowe to święty olej, anielskie ostrze i brak ciebie — przypomniał mu.
— Ale koleś… To całe twoje czytanie fanfiction i nawijanie o coraz to nowych serialach… — Dean patrzył na niego skrzywiony.
— Nie słyszałem, żeby Sam się skarżył — powiedział diabeł.
Wszyscy spojrzeli na młodszego Winchestera, który wyglądał jak zwierzę zapędzone w róg i otoczone ze wszystkich stron.
— Mimo ostatnich całkiem, e… ciekawych doświadczeń z fanfiction, wolałbym żebyś ograniczył komputer — wydusił z siebie w końcu.
— Musiałbym znaleźć sobie inne, równie ciekawe zajęcie — stwierdził Lucyfer.
— Mam parę pomysłów — powiedział Sam i złapał partnera za rękę, ruszając do ich sypialni.
Lucyfer wyszczerzył się do trójki, która patrzyła na nich… Dean z obrzydzeniem, Gabriel rozbawieniem, a Castiel jak zawsze niczego nie rozumiejąc.
Kto by pomyślał, że interwencja może się tak ciekawie skończyć?
