Work Text:
Kiedy Dean namawiał wszystkich na wypad do klubu, nie spodziewał się, że jego brat i Lucyfer, zrobią takie zamieszanie.
Obaj tańczyli, jakby byli do tego — i dla siebie — stworzeni, i Dean był pewien, że parę osób, które ich oglądały, albo zaczęły się ślinić, albo popadły w depresję. Z różnych powodów.
— To takie nie fair — powiedziała jakaś dziewczyna. — Dlaczego wszyscy przystojni i fajni faceci są albo homo, albo zajęci?
— Albo jedno i drugie — mruknęła jej koleżanka.
Dean chciał temu stanowczo zaprzeczyć, bo przecież to, że jego brat umawiał się z Lucyferem, a Castiel z Balthazarem, o niczym nie świadczyło. W końcu on był wolny i chętny, ale nie zdążył jej o tym powiedzieć, ponieważ Gabriel się do niego dosiadł, obejmując przy tym ramieniem.
Dziewczyna widząc to, prychnęła i odeszła od baru, ciągnąc za sobą znajomą, w jak największy tłum. Kiedy Winchester przestał je widzieć, odwrócił się do Gabriel i warknął:
— I co zrobiłeś?
Ten wyglądał na urażonego.
— No co? Odgoniłem desperatkę. Zasługujesz na kogoś lepszego Winchester. — Pociągnął łyk jakiegoś kolorowego i na pewno obrzydliwie słodkiego drinka, po czym oblizał wargi.
Dean wbrew sobie powiódł po nich wzrokiem, ale otrząsnął się, gdy Gabriel spojrzał na niego z czymś dziwnym w oczach.
— To wszystko przez nich. — Wskazał na zbliżającą się parę.
— Co znowu zrobiliśmy? — spytał Lucyfer, siadając obok nich i zamawiając dwie wody. — No co? — spojrzał na ich miny pełne zdumienia. — To się nazywa solidarność. Sam nie pije, bo nas odwozi, więc ja też nie mam zamiaru tknąć alkoholu.
Sam nachylił się do diabła i wymruczał:
— Będziesz potem bardzo, bardzo szczęśliwy.
— Już jestem. — Lucyfer przyciągnął młodszego Winchestera do pocałunku i ignorując Deana, który marudził, że „On nie chciał tego słyszeć i że są obrzydliwi”.
— Daj spokój, Dean — powiedział Sam, odrywając się od diabła. — Jakbyś umiał tańczyć, to z pewnością byś którąś oczarował.
— Potrafię tańczyć! — krzyknął.
— Tak, jasne. — Jego młodszy brat wywrócił oczami. — Wolnego. Słuchaj, poprosiłbym, żeby Lucyfer cię nauczył, ale on ma dosyć… specyficzne metody, jeśli chodzi o naukę tańca.
— Za dużo informacji — jęknął Dean, uderzając głową w blat i nie zauważając wymiany spojrzeń między Tricksterem, a Samem.
— Co nie zmienia faktu, że mógłbyś nauczyć się od kogoś innego — kontynuował niezrażony łowca. — Blathazar ci nie pomoże, ma za dużo zabawy z pokazywaniem Castielowi uroków życia, ale Gabriel… — Spojrzał znacząco na siedzącego obok archanioła.
— Tchórzysz, Winchester? Tylko jedna lekcja. Jak ci się nie spodoba to możesz odpuścić — powiedział Trickster.
— Ale tylko jedna lekcja — zaznaczył Dean, Gabe wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Gdy parę tygodni później, znów pojawili się w tym klubie, Dean z rozbawieniem stwierdził że nie ma kogo poderwać na taniec. W końcu, jego pratner i jedyna prawdziwa miłość, byłby okropnie zazdrosny, gdyby spróbował. A komu, jak komu, ale Gabe’owi, lepiej było nie podpadać.
