Actions

Work Header

Ciało

Chapter 2: Conte d'amour

Notes:

Polecam włączyć do czytania tą piosenkę: https://www.youtube.com/watch?v=Esp0gRghwac
Była olbrzymią inspiracją. Zbigniew Preisner - Conte D'amour

(See the end of the chapter for more notes.)

Chapter Text

     Aziraphale zaparzył herbatę w prowizorycznej kuchni w jego księgarni i z tacą przyszedł do salonu. Tam siedział ubrany już w jego białą, jedwabną koszulę Crowley opierając głowę o oparcie sofy. Koszula nie była do końca zapięta przez co odsłaniała kawałek nagiego torsu. Słuchał cicho lecącej w tle muzyki klasycznej, która płynęła z gramofonu anioła. Jego miedziane loki rozlewały się po oparciu. Azirafalowi wydawało się to nadwyraz miłe i ujmujące. W tej białej koszuli Aziraphale wrócił wspomnieniami, do ich pierwszego spotkania w niebie, gdy oboje byli jeszcze aniołami. Rozmarzył się na myśl o jego pięknym, radosnym uśmiechu, gdy stwarzał kolejne gwiazdy i galaktyki mieniące się tysiącem świateł i barw. Wszystko było takie błogie i spokojne. Zupełnie jakby przed chwilą nie przeżyli tyle stresu i zmartwienia. Teraz Crowley nie uśmiecha się już tak często, a jego spojrzenie często bywa smutne, trochę rozżalone. Aziraphale podał kubek z parującym napojem dla demona. Wiedział, że ten wolał by raczej dobre rocznikowo wino, ale chciał go rozgrzać. Pogoda jak to zazwyczaj w Londynie nie jest za ciekawa, a nie wiadomo ile demon tak włóczył się poraniony zanim dotarł do księgarni w Soho. Crowley odebrał kubek mamrocząc pod nosem podziękowanie i wciągnął powietrze, czując zapach świeżo zaparzonego Earl Greya. Dziś wyjątkowo anioł usiadł obok niego na sofie. Spojrzał na niego zatroskanym wyrazem w jasnych oczach.

- Chcesz mi opowiedzieć co się stało? – zapytał Aziraphale kierując się w jego stronę. Crowley jęknął cicho.

- To nic ciekawego…- burknął w powietrze nie zmieniając pozycji w jakiej siedział.

Zupełnie jakby chciał uniknąć tego przejętego spojrzenia anioła. Doskonale wyobrażał sobie teraz jego wyraz twarzy. Nie musiał nawet na niego patrzeć, znał go zbyt długo. Jego przyjaciel bywał nieprzewidywalny, jednak dużo częściej udało mu się przewidywać jego reakcje. Wiedział kiedy był zadowolony, szczęśliwy, a kiedy zmartwiony i smutny. Bardzo łatwo szło to odczytać z jego oczu. Miał wrażenie, że znał go już na wylot. Gdy nie usłyszał żadnej odpowiedzi, a jedynie ciche westchnięcie otworzył oczy i powoli spojrzał na towarzysza. Aziraphale patrzył na niego teraz, nie tylko z wyrazem troski i niewiedzy, ale też z pewnego rodzaju fascynacją. Przez sekundę zauważył jak błękitne oczy anioła powędrowały na jego odsłonięty spod jedwabnej koszuli obojczyk, szczupły i wystający spod skóry. Dopiero po chwili spojrzenie wróciło na jego twarz, czując jak wpatruje się w jego zmęczone złote tęczówki. Wywiercało się w niego, próbując przekonać go by jednak coś powiedział. Usta jednak milczały. Aziraphale nigdy nie nalegał. Demon westchnął.

- Wracałem z jednego z pubów trochę wstawiony, ale mieli tam dobre wino – zaczął cicho patrząc gdzieś w sufit. – Byłem świadkiem sytuacji, gdy jakieś dziecko … cholera, co w ogóle dziecko robiło o tej porze na ulicy?! – gwałtownie zmienił spokojny ton głosu na zdenerwowany. Wypuścił ciężko powietrze.

– Jakieś małolaty akurat ścigały się na pustej ulicy, jak się wydawało, a ten dzieciak akurat wszedł na ulicę prosto pod koła. – dokończył, a Aziraphale wyczuł jak jego głos odrobinę zadrżał. Crowley musiał być naprawdę zmęczony, że nie udało mu się tego ukryć. Jednak treść wiadomości i to co wyobraźnia podsunęła mu później sprawiła, że jego serce nieprzyjemnie ścisnęło się w piersi.

– Zatrzymałem cudem na chwilę czas, by zabrać tego dzieciaka z ulicy i odstawić na chodnik. – dokończył w końcu. Aziraphale uśmiechnął się delikatnie.

– To takie miłe, mój drogi … uratowałeś tego malca. – powiedział cicho anioł nieśmiało dotykając jego ramienia jakby chciał tym drobnym gestem potwierdzić swoje słowa. Crowley spojrzał na niego nieprzyjemnie.

– Nie jestem miły… - syknął, poczuł jednak mile ciepło jakie przeszło przez jego ciało, gdy Aziraphale go dotknął. Coś w rodzaju wsparcia. – To mnie właśnie zgubiło – dodał, a blondyn zmarszczył lekko brew.

– Chwilę później byłem w piekle. Cóż, dawno mnie tam nie było. Tam na spotkanie wyszedł mi Beelzebub i Hastur… - czuł jak słowa ugrzęzły mu w gardle.

Wyraźnie nie chciał tego opowiadać i pomijał pewne rzeczy.

– Były groźby, kazanie, trochę fizycznych tortur jak sam zauważyłeś. Coś w rodzaju kary. – spuścił głowę szepcząc tak cicho, że śmiertelnik by tego nie usłyszał.

Drobny, miedziany loczek opadł na jego twarz zasłaniając cały ból tego wspomnienia. Aziraphale nadal był milczał, po prostu słuchając, jednak czuł jak zbiera się w nim jakiś rodzaj złości i żalu, do tego co się stało. Uczucia tak niepodobne do anioła, ale jednak gdy ktoś krzywdzi bliską mu osobę zawsze reaguje. Jego ręka zsunęła się po ramieniu i powoli, nieśmiało chwycił jego dłoń ściskając ją mocniej. Crowley spojrzał na to zdziwiony i jego oczy powędrowały wyżej, na twarz jego anioła. To dziwne ciepło rozlewające się teraz po jego ciele … nie było to spowodowane herbatą, gdyż ten nawet jej jeszcze nie ruszył. Spojrzenie Aziraphale’a było współczujące, ciepłe. Czuł jak w jego spojrzeniu odnajduje spokój.

Mój kochany chłopcze … tak mi przykro – szepnął blondyn, pochylił się nieznacznie by wolną ręką zaczesać za ucho jego luźny kosmyk. Palce niechcący pogłaskały skórę jego policzka. Demon zabrał rękę by odruchowo położyć ją na jego dłoni, która cały czas spoczywała przy włosach i wtulił ją w siebie. Sam nie rozumiał co robi, jednak czuł, że ta miłość i troska anioła była mu teraz potrzebna. Patrzyli sobie w oczy długo, niemal nie mrugając i czytając ze swoich spojrzeń. Ból, żal i zranienie Crowleya zdawało się ustępować pod czułym spojrzeniem anioła. Serca Crowleya zadrzało, to taki nagły impuls jakiego jeszcze nigdy nie czuł. Poczuł kciuk Aziraphale’a na swoich wargach rozchylając je lekko. Anioł poczuł mrowienie na plecach. Takie delikatne. Zupełnie coś nowego. Jakby od początku odkrywał fizyczne aspekty ludzkiego ciała. Jako anioł nie zwracał uwagi na takie szczegóły. Nie odczuwał fizycznych ludzkich potrzeb, to był tylko wyraz jego wolnej woli. Dlatego teraz zadawał sobie pytanie jak przez te 6000 lat mógł pominąć coś tak przyjemnego. Zagryzł wargę delikatnie na tą przyjemną fakturę. Spojrzenie Crowleya tak bardzo go kusiło by posmakować czegoś nowego. Crowley długo się nad tym zastanawiał jednak czuł, że już tego nie kontroluje. Szybko i gwałtownie pochylił się by złączyć ich usta w namiętnym pocałunku, w dłoniach chwytając jego policzki. Anioł jęknął zaskoczony, ale po chwili przymknął oczy poddając się temu i odwzajemniając czułość. Czuł na skórze ciepło zawstydzenia. Napięcie w powietrzu przerywały tylko nuty melodii wciąż płynącej z gramofonu – fortepianu i skrzypiec kompozycji Zbigniewa Preisnera.

Notes:

Wleciała druga część, ale zastanawiam się nad trzecią. Trochę mi się koncept zmienił. Dziękuję za wasze serduszka, to bardzo miłe i motywujące <3

Notes:

Taka ot miniaturka, planuje drugą część ^^ za błędy przepraszam, ale nie mam żadnej bety. Jak coś zauważycie dawajcie znać. Dziękuję za waszą uwagę, będzie mi miło, jak komukolwiek się to spodoba, dawno nie pisałam :D