Actions

Work Header

Więc może uwierzysz we mnie teraz

Chapter 2: Pierwsze spotkanie

Notes:

(See the end of the chapter for notes.)

Chapter Text

"dzisiaj, dzisiaj uda nam się przejąć outpost." Powiedział lord multi zasiadając przy stole z reszta rycerzy. "Tym razem nie ma zbędnego gadanie czy nie słuchania poleceń. Jasne?"

Reszta gildii przytakneła zgodnie. "Dobrze. Tak więc, smacznego wszystkim, najedzcie się żebyście mi potem z głodu nie poumierali wszyscy." Dodał Multi.

Tymi słowami rozpoczeło się słynne gildyjne śniadanie, na którego przyrządzeniu nikt nie oszczędzał. Dania były smaczne, chodź niezbyt wykwintne. Na stole roiło się od mięsa sosów i innych tłustych potraw które miały dodać rycerzom siły do walki. Układ miejsc był zazwyczaj ten sam. Starsi rycerze i giermkowie zasiadali po prawej stronie stołu bliżej lorda, a młodsi po lewej nieco dalej. Oczywiście ci młodsi wciąż mogli brać udział w rozmowie, a szczególnie Natan który się przed tym nie chamował.

Chwilę później gildia zabierajac miecze i zbroje wyszła na walkę.

Kolejna przegrana. Kolejna chańba w oczach lorda Multiego. "Nie wytrzymam..." Mruknął do siebie patrząc na gidlie Hopaków pokonującą bez żadnego problemu bandytów. Wszyscy zorganizowani, wiedzieli co mają robić. Rycerze chodzili jak w zegarku...

"Wszystko dobrze, lodzie?" Zapytał Mati stając obok Multiego. "Nie wkurza cie to?" Zapytał go lord. "W sensie? że wygrali?" Strzelił Mati kompletnie nie wiedząc co ma uważać w tej kwestii. "Nie. Coś poprostu w nim takiego jest. Nie myślisz?" Powiedział Multi "Mam na myśli to jak są poukładani. Widzisz przecież, wystarczy tylko spojrzeć na to jak świetnie im idzie." Poprawił się szybko zaklopotany.

"Lordowi chodzi o tamtego lorda? Ewrona?" Zapytał Mateusz powoli zaczynając rozumieć. "Nie, w żadnym wypadku! Nie obchodzi mnie on" powiedział udajac urażonego "ale skoro już zacząłeś temat... Musisz przyznać że on też potrafi wkurwić człowieka."

"Skoro lord tak mówi... Rzeczywiście coś w tym jes-" mówił rycerz gdy Multi mu przerwał. "Ten jego dumny uśmiech, albo ta pewność siebie. To jak potrafi postawić swoją drużynę do pionu, to jak wszyscy go kochają..." Kontynuował Lord Multi "to jak patrzy na siebie codziennie i myśli 'matko jaki ja jestem idealny', to wzyztsko w nim powoduje że krew gotuje mi się w żyłach... Przysięgam ci Mati gdybym tylko mógł, odciąłbym mu ten głupi uśmiech od gęby, a te lśniące włosy powyrywał. Może wtedy nie uważałby się za takiego perfekcyjnego..."

Mati spojrzał na niego zszokowany. "Wiesz lordzi-"

"Albo jak zawsze po swojej 'wielkiej wygranej' przychodzi mnie ośmieszyć, mówiąc o tym jaki to on nie jest świetny że wygrał. Że on tak świetnie ich powybijał, 'nawet nie musiałem użyć broni' mam go już serdecznej dosyć, za kogo on się uwarza co?"

Michał zamilkł na chwilę rozumiejąc jak strasznie się rozgadał na ten temat. "Co ty tak nic nie mówisz? Słuchałeś mnie w ogóle?" Zapytał gdy wreszcie ochłonął.

"Łapać go! Wkroczył na teren walki!" Krzyknął jeden z rycerzy Multiego. Tak dokładnie, zobaczył on najzwyklejszego błazna, tyle że im to nie wolno było nawet jednej nogi na polu bitwy postawić.

Lord Odwrócił się i zmeczony machnął ręką "łapcie go" mruknął. Tak naprawdę sytuację jak takie, miał daleko w nosie a rycerzy wysyłał tylko po to by spełniać obowiązki które mu powierzono. W tym czasie uciekający błazen - Nexe wykrzykiwał kolejne pytania w stronę rycerzy. "Halo! Dlaczego wy mnie gonicie co ja wam zrobiłem takiego?! Mógłby mi ktoś z łaski swojej to wytłumaczyć?!"

Po chwili uciekania Błazen zatrzymał się aby złapać oddech i odwrócił by zobaczyć ile ma na to czasu. Odziwo niemal wszyscy rycerze zatrzymali się już paręnaście metrów wcześniej i powoli kierowali w stronę opuszczonego wcześniej outpostu.

Jednak jeden z nich wydawał się być bliżej. Był to całkiem wysoki chłopak, trudno było tak dokładnie zobaczyć jego twarz, gdy przykrywały ją kosmyki brązowych włosów. Jego czarny płaszcz posiadał pozłacane elementy, a sam chłopak nie prezentował się w taki sposób jak reszta rycerzy. Brunet stał w miejscu a gdy w końcu podniósł rękę by pomachać z oddali rozległ się głośny krzyk od niechcenia.

"Natan idziesz czy nie?!" Chłopak zatrzymał rękę w połowie gestu i spojrzawszy ostatni raz na Nexe. podbiegł do reszty gildii

Błazen zmarszczył brwi, oczywiście nie z wyniku złości, coś bardziej w stylu niepewności bądź zdziwienia. Warto powiedzieć, że w jego rodzinnym mieście rycerzy nie spostrzegania tak dobrze jak by się mogło wydawać. Szczególnie źle spostrzegało się lordów, jednak z tym Nexe akurat się zgadzał. Często widywał owych lordów w mieście załatwiających swoje sprawy, ich dumne uśmiechy nie znikały z twarzy a chęć wywyższenia wsrod reszty była ogromna. Mimo wzyztsko Nexe starał się nie ocenia ludzi z powodu na 'grupe' do której przynależeli.

Chłopak otrzepał się z myśli gdy zdał sobie sprawę jak długo stał w tym samym miejscu zamyślony. Chwilę później kontynuował swoją drogę do miasta.

Drzwi otworzyły się wpuszczając promienie słońca do środka, co prawda nie za wielkie bo był to letni wieczór jednak na tyle aby obudzić Bladiego. "O Nexe jesteś wreszcie, zupa czeka na stole zjedz sobie, chyba jeszcze ciepła. Gdzie byłeś cały dzień?" Zapytał i ziewnął. Bladii często spał w dzień, robił sobie drzemki nawet gdy nie był śpiący. Będę był jak najbardziej do tego przyzwyczajony. "Dzięki Bladii." Powiedział z uśmiechem i usiadł do stołu. "Wiesz, robiłem misje od króla." Zaczął "znasz może takiego rycerza jak... Natan?"

W tym czasie gidlie YFL prowadziła swoje codzienne wieczorne uczty które zaczynały się oddaniem chwałt bogom, i wdzięczności dla lorda za przyjęcie pod skrzydła i pomoc w rozwoju.

"Słuchajcie to nie są żarty." Powiedział Multi. "Nie możemy się kompromitować w ten sposób za każdym razem. Musicie się wziąć w garść i słuchać nawzajem."

"Lordzie ja przysięgam że ten chłop nawet nie dotknął mego miecza!" Powiedział Mati próbując wybielić swoje imię. "Mateusz, naprawdę nie chce się kłócić, ani prowadzić śledztwa o to czyja to wina. Uważam że wszyscy, jako gildia powinniśmy wziasc odpowiedzialność za swoje działania." Multi wziął łyka wina. "To chyba oczywiste jak mniemam?" Dodał i spojrzał na swoich rycerzy. Ci jedynie pokiwali głową, niektórzy zapatrzeni w talerz, niektórzy myślami gdzieś kompletnie indziej. Kilku z nich naprawdę brało słowa lorda słowa do siebie.

Zege i Muzyka przesłali sobie nawzajem spojrzenia.

"Naprawdę oczekuje od was, że następnym razem zastosujecie się do zasad" kontynuował Lord. "Abyśmy nie musieli się upokarzać przed lordem Ewronem i jego gildią?" Zapytał zwierzak w połowie żartem. "Nie. Lord Ewron, jak i jego gidlia nie mają nic wspólnego z nami." Powiedział nieco zbyt oburzonym głosem. "Macie się słuchać. Nie być gdzieś indziej, i nie zamysłach się podczas bitwy! Nie przekrzykiwać się i nie wywracać na każdym kroku!" Krzyknał poważniej lord.

"Natan mówię też do ciebie. Głównie do ciebie" dodał a brunet wrócił na ziemię. Był głęboko zamyślony więc zrozumienie gdzie jest, co się dzieje i oczyma jest rozmowa nie było takie oczywiste.

Nagle wrota otworzyły się a w nich stanął Kamileq. W rękach trzymał list, i niemal natychmiast podał go lordowi gdy tylko go namierzył. "To od króla. Kazał przekazać" powiedział. "Dziekuje." Mruknął Multi i spojrzał na list, chłopak szybko zniknął z jego pola widzenia.

'Drogi lordzie Multi, potrzebujemy waszej pomocy w kopalni. Nie obawiaj się jednak, w gildii znajdzie się zarówno reszta mieszkańców i rycerzy.

Podpisano: Krol CTSG'

"Proszę bardzo to jest ten nasz poważny król podpisujący się z umsieszkiem na końcu" powiedział pod nosem Multi.

"Lordzie, z tego co wiem to jego zastępca pisze te listy w jego imieniu. Zapomniałem jak mu..." Zauważył zwierzak patrząc na list. "Zaha. Zastępca nazywa się Zaha" dodał Łukasz również pojawiając się u boku lorda, spoglądając na kartkę papieru.

"Ciekawe." Odpowiedział lord. Aczkolwiek nie uważał że informacja należy do 'ciekawych'. "Ale wracając do rzeczy, król chce abyśmy zjawili się w kopalni. Najlepiej teraz.

Notes:

Sorry że ten był taki krótki, nie miałam totalnie motywacji, obiecuje że następny będzie długi :>

Notes:

To pierwszy raz kiedy wstawiam coś na ao3, mam nadzieję że jest w jakiś sposób czytalne