Actions

Work Header

Czerwony wąż

Chapter 14: Opętany

Notes:

(See the end of the chapter for notes.)

Chapter Text

W całym zaaferowaniu w związku z nowymi odkryciami wokół Harry’ego (czy można być bardziej niewskazaną osobą do świateł reflektorów?) Draco o mało nie zapomniał, żeby schować nowo odzyskany dziennik.

Pół nocy zastanawiał się nad tym, dlaczego jego życie musi być takie skomplikowane, ale ponieważ ostatnio i tak słabo sypiał to w końcu padł – a nawet zaspał na pierwszą lekcję.

Zdziwił się widząc Harry’ego siedzącego przy oknie w sypialni ze swoją sową, bo wszyscy już dawno wybiegli na zajęcia, ale zaraz szybko sobie przypomniał, co stało za jego zamyśleniem.

- Daj spokój – powiedział ścieląc łóżko (żeby nie musieć na niego patrzeć). – Tylko idiota pomyślałby, że możesz być dziedzicem Slytherina.

Harry spojrzał na niego, ale nie wyglądał na zbyt pocieszonego.

- W takim razie wszyscy w szkole są idiotami.

- Wiedziałem, że wcześniej lub później to zauważysz – odparł Draco i zabrał się za powolne zawiązywanie krawata.

Harry znowu spojrzał przez okno i Draco nie mógł tego znieść.

Wiedział, co musi zrobić. To nie znaczyło, że zrobienie tego było łatwiejsze.

Draco był osobą dumną. Samozachowawczą? Czasem. Frantowską? Odrobinę. Ale empatyczną? Niestety… niestety czasem się mu zdarzało.

Podszedł do Harry’ego. Hedwiga gruchnęła na niego, ale nie brzmiało to ostrzegawczo. Raczej brzmiało jak „no, najwyższy czas”. Draco miał ochotę wyrwać jej pióro albo dwa, ale to by nie pomogło.

- Przepraszam.

Powiedział to. Co prawda cicho. Co prawda jakby miał zwymiotować. Ale szczerze, bo jeśli Draco miałby być szczery to brakowało mu towarzystwa Harry’ego i Hermiony (i Weasleya, może. Troszkę. Może troszkę był masochistą).

- Za to co powiedziałem w infirmerii. I za unikanie. I za…

Harry w końcu się odwrócił i Draco na moment poczuł, że to wszystko – to okropne cierpienie i upokorzenie związane z przepraszaniem – było warte zobaczenia tego uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy.

To nie był szeroki, pełny zadowolenia uśmiech. Nie, nie. To był mały uśmiech – taki nie na pokaz. Taki niemal inherentny dla idei, którą w jego głowie był Harry Potter. Jego oczy uśmiechały się bardziej niż usta – błyszczały i patrzyły na niego. W niego. Widziały go.

- Przestań się tak na mnie gapić. Nikt nigdy cię za nic nie przeprosił? – Draco i jego niewyparzona gęba musieli oczywiście ten moment zniszczyć. – Wystarczy tego rozczulania. Jesteśmy już spóźnieni na Zaklęcia.

Draco nie miał w sobie takiej siły, żeby dalej przebywać w tym samym pomieszczeniu, co Harry, więc czym prędzej złapał torbę z podręcznikami i wziął nogi za pas.

Po Zaklęciach, na których w końcu mógł znowu siedzieć z Hermioną bez żadnych problemów (czuł, że zbliżały się w jego stronę przeprosiny Weasleya i już wiedział, że nie przyjmie ich podobnie jak Harry – o nie, będzie się pysznić, będzie je smakować) udał się do sowiarni, gdzie na szybko sklecił list do cioci Andromedy, w którym wyraził po raz kolejny swoje absolutne oburzenie w związku z wyjcem, który postanowiła wystosować jak i poinformował ją o nowych ekscesach Harry’ego (quidditch i mowa węży). Na końcu dodał – dość subtelnie – że skrzat domowy terroryzuje Harry’ego i nie bardzo wiedzą, co z tym zrobić…

Ogólnie rzecz biorąc list wyszedł mu dość krótki i zwięzły. Przeczytał go jeszcze raz przed wysłaniem i postanowił dopisać jeszcze, że ktoś otworzył Komnatę Tajemnic, przez co kot i jeden uczeń zostali spetryfikowani. Ale wątpił, żeby jego ciocię to zainteresowało, bo przecież nie miało to nic wspólnego z nim.

Prawda?

Reszta zajęć zeszła mu dość przyjemnie. W związku z naprawioną relacją z Harry’m mógł nawet podłożyć nogę Seamusowi, kiedy szli na kolację po tym jak ten głośno rozprawiał z bandą puchonów o mrocznych zdolnościach Harry’ego.

Wszystko oczywiście musiało się prędzej czy później popsuć, bo po kolacji w pokoju wspólnym napadła na niego Ginewra.

Widział ją, jak obrała go sobie na celownik i jak szła sprężystym krokiem posłać w jego stronę oskarżenie. Na szczęście już wymyślił drogę ucieczki.

Spotkał się z nią w połowie drogi, czyli na środku pokoju wspólnego, dość opustoszałego, ku jego fartowi.

- Nie wiem, w co pogrywasz – zaczął nie dając jej chwili na wypowiedzenie choćby sylaby. – Ale żądam, abyś natychmiast oddała mi moją własność.

Usta Ginny zamknęły się z cichym kliknięciem, a brwi wygięły się w skonsternowaniu.

- Nie wiem, czy wiesz, ale ten dziennik to jedna z kilku rzeczy, którą moi rodzice postanowili mi przekazać po tym jak wyrzucili – nie miał zamiaru nigdy więcej używać tego słowa, ale na potrzeby manipulacji emocjonalnej było ono konieczne, – mnie z domu. Wiesz jakie to uczucie? Nie wiesz. Powiem ci, że nieprzyjemne.

Ginny zwróciła wzrok w stronę siedzących na kanapie Harry’ego, Hermionę i Rona, którzy przyglądali się im z różnymi emocjami – z czego najniebezpieczniejszą z nich była Hermiona.

- Nie zgubiłaś go prawda? – zapytał szybko. – Wiesz, że to wyjątkowy dziennik. Możesz nie rozumieć, jak działa i myśleć, że wiesz lepiej, ale nie wiesz. Zresztą, obiecałaś, że go oddasz.

Harry patrzył na Ginny rozczarowanym wzrokiem i to była wisienka na torcie. Ginewra zacisnęła usta i uciekła do swojej sypialni. Draco odetchnął z ulgą i skierował się w stronę kanapy.

- Nie rozumiem, dlaczego Ginny zrobiła coś takiego – odezwał się Harry, kiedy Draco rozsiadł się wygodnie jak król. – Ktoś powinien z nią porozmawiać. Hermiono…

Ale Hermiona go nie słuchała. Nachyliła się w stronę Dracona.

- Dlaczego ją okłamałeś? – zapytała z żarem. – Przecież odzyskaliśmy już dziennik.

Draco nie dał rady się powstrzymać i wywrócił oczami.

- Co? Chciałaś, żebym jej powiedział, że zakradłaś się do jej sypialni i ukradłaś dziennik, który ona ukradła mnie? Nie wiem, co ona myślała, ewidentnie chciała mi zrobić aferę, kiedy zorientowała się, że już nie ma dziennika. Jeśli uzna, że znowu jest w moim posiadaniu to będzie próbowała znowu go ukraść. Kupiłem nam tylko trochę czasu. Albo, jeśli jej zawstydzenie się przedłuży, święty spokój. Może w końcu przestanie za mną łazić. A teraz – westchnął zerkając na zegar ścienny. – Ja padam z nóg. Nie będę na was czekać, Hermiona pewnie zaraz powie wam o co chodzi z dziennikiem, Tomem Riddle’m i Komnatą Tajemnic…

- Komnatą Tajemnic? – wtrącił Harry nagle jeszcze bardziej zainteresowany.

- Przepraszam, ale co ma wspólnego moja siostra z Komnatą Tajemnic? – odezwał się Weasley.

- Merlinie, już zapomniałem jak strasznie jesteś powolny…

- Ron zostaw go!

- Ja go zabiję przysięgam!

Draco uciekł z lekkim śmiechem i zgodnie z tym, co powiedział – nie czekał na chłopaków. Umył się, przebrał w piżamę i schował za kotarami w łóżku. Był nawet w tak dobrym humorze, że wyjątkowo odpowiedział na pytania Toma dotyczące Harry’ego i zasnął zanim się nawet zorientował.

 

*

Przyszedł grudzień, a z grudniem kolejne problemy. Draco czuł się jak infernus – martwy w środku, zmęczony i dziwnie nieobecny. Kiedy w sobotni poranek sowa cioci Andromedy zostawiła mu list dopiero po kilku chwilach zorientował się, że naturalną reakcją będzie otworzyć go i przeczytać. Ale nawet jak na to wpadł to litery mieszały się mu przed oczami, dziwnie wyginały, zmieniały kształt w pismo Toma, które miał wykute w pamięci tak głęboko, że zamykając powieki majaczyło gdzieś na skraju niewidzialnego wzroku jak złoty znicz gotowy do złapania.

Jego stan nie umknął uwadze Harry’ego ani Hermiony. A co gorsza – nauczycielom. Nawet Snape dał mu punkty ujemne za nieuważanie na lekcji. Profesor McGonagall skomentowała, że zbliża się przerwa świąteczna i że przerwa na pewno dobrze im wszystkim zrobi. Draco nie był taki pewny.

Na szczęście uwaga wszystkich się od niego odsunęła, gdy miał miejsce kolejny atak i to tuż przy wieży gryfonów.

- Seamus Finnigan i Dean Thomas ćwiczyli transmutowanie szklanych kul w bańki – powiedział Dumbledore przyglądając się scenie zbrodni z profesor McGonagall i profesor Sprout. – Pomono, jak się mają mandragory?

Sprout pokręciła głową.

- Potrzebuję więcej czasu Albusie, ale jak tak dalej pójdzie…

- Uczniowie są w niebezpieczeństwie – stwierdziła McGonagall. – Może będzie lepiej, jeśli… wiesz, że nie jest mi łatwo to powiedzieć, ale… może będzie lepiej, jeśli uczniowie nie wrócą do Hogwartu po świętach, dopóki problem nie zostanie rozwiązany?

- Nie! – zaprotestował natychmiast Harry. – Nie możecie zamknąć Hogwartu, pani profesor…!

- Potter – syknął Draco ściskając jego nadgarstek.

I zaciągnął do dormitorium, co nie było łatwe przez tłum zebranych wokół portretu uczniów i nauczycieli.

- Draco, słyszałeś, co powiedziała McGonagall?

- Myślę, że mamy poważniejsze rzeczy na głowie, Harry – odparł i zauważył, że Weasley drepcze za nimi do sypialni. – Nie wiem, co jest z tobą nie tak, ale zaczynam myśleć, że te ataki są skupione wokół ciebie.

Harry wytrzeszczył oczy.

- Co? Nie! Jak możesz tak mówić! Przecież wiesz, że nie jestem dziedzicem Slytherina!

- Na Merlina – Draco przetarł skronie. – Wiem. Nawet Weasley to wie…

- Hej!

- Ale czy Hermiona wam nie powiedział, co pokazał mi dziennik? Ktoś otworzył już Komnatę pięćdziesiąt lat temu. I myślę, że tym kimś był Sami-Wiecie-Kto. A teraz, czy to nie dziwne, że aż dwóch gryfonów i to z naszego dormitorium padło ofiarą potwora z Komnaty…? – zapytał z żarem i nagle poczuł, że kręci mu się w głowie.

Świat zakołysał i ktoś – Harry albo ten drugi rudy – krzyknęli jego imię, ale Draco nie miał pewności, bo stracił przytomność.

I już miał im powiedzieć, że podejrzewa, że potworem jest bazyliszek – ale niestety. Nie mógł przewidzieć, że z tamtym pytaniem, następne słowa wypowie dopiero dzień przed przerwą świąteczną…

Dziwnym trafem przez wszystkie dni prowadzące do świąt w zamku nie miał miejsce żaden nowy atak. Nie był żadnych incydentów ani dziwnych zdarzeń.

Draco obudził się w szpitalnym łóżku, gdzie obok na krześle zobaczył siedzącego Teda, czytającego jakiś magiczny kryminał o zawrotnym tytule „Niffler na drodze zbrodni”.

- Założę się, że Niffler byłby lepszym nauczycielem niż Lockhart – odezwał się zachrypłym głosem i skrzywił przez to jak bardzo jego powieki pozaklejały się od zaschniętych łez.

- Draco – Ted natychmiast odłożył książkę i dotknął czule jego ramienia. – Jak się czujesz? Coś cię boli?

Draco czuł się dziwnie swobodnie z ciepłą dłonią Teda na ramieniu i nawet miał jeszcze dziwniejszą ochotę, żeby mężczyzna go uściskał, ale odrzucił tę myśl.

- Co się stało?

- Straciłeś przytomność. Byłeś bardzo wycieńczony. Madame Pomfrey robiła co mogła, ale nie potrafi wyjaśnić, dlaczego nagle zasłabłeś. Czekaliśmy aż się obudzisz, żeby przenieść cię na badania do św. Munga.

- To nie będzie konieczne – powiedział szybko, bo szpital czarodziei zawsze go przerażał. – Już czuję się o wiele lepiej. To pewnie ze stresu.

- Draco.

- Tak. Bo te ataki i jeszcze różne… szkolne rzeczy. I nie spałem najlepiej przez kilka ostatnich… dni. Tak. Więc to na pewno stres.

- Draco.

- Więc nie ma potrzeby się przejmować. To się zdarza. Zresztą może brakowało mi słońca? Jest w końcu dość blady. A w Anglii nie jest zbyt słonecznie. A już zwłaszcza w zimie!

- Draco…

- Tak?

- Byłeś nieprzytomny przez prawie dwa tygodnie – powiedział Ted powoli.

Dwa tygodnie?

- To niemożliwe – odparł. – Czy to żart? Czy Nimfadora cię do tego namówiła? Mało zabawne.

- Też tak sądzę, panie Malfoy – rozległ się głos Madame Pomfrey, która szybkim krokiem zmierzała do niego z wyciągniętą różdżką. – Panie Tonks, dlaczego od razu mnie pan nie poinformował, że pan Malfoy się obudził?

Ted podrapał się niezręcznie w głowę i odsunął. Draco od razu poczuł się nieswojo bez jego dotyku.

Następne godziny były niezwykle dziwne.

Zjawiła się ciotka Andromeda. Zbadano go co najmniej trzy razy. Nawet Nimfadora rzuciła na niego kilka zaklęć, których nauczyli jej na treningu aurorów, ale nikt nie wiedział, co z nim było.

Na szczęście, wszyscy szybko zapomnieli o św. Mungu po tym jak Draco wykazał się wyjątkowo dobrą formą – bo tak się zresztą czuł.

Nie wiedział tylko czy fakt, że obudził się w ostatni dzień zajęć był pozytywny czy nie – z jednej strony stracił dwa tygodnie zajęć. Ale z drugiej strony stracił dwa tygodnie zajęć.

Cóż, nie zastanawiając się nad tym dłużej, pozwolił się zabrać do domu – to znaczy do domu Tonksów – i ku jego zadowoleniu pozwolono mu przesiadywać przed telewizorem o wiele dłużej niż pozwalano w wakacje.

Zwycięstwo!

I w świąteczny poranek – oglądając jakiś dziwny mugolski film o czarodzieju w starodawnej szacie, który uganiał się za jakimiś rycerzami kompletnie bez sensownie aż uratował ich nawet przed smokiem – przypomniał sobie o bazyliszku.

- Cholera.

Notes:

A więc uczniowie są petryfikowani na prawo i lewo. Jest źle. W szkole jest jakiś potwór. W szkole jest Bazyliszek. I ktoś otworzył Komnatę. I Harry może być w tarapatach i...
Draco Malfoy: TAAAAAAAK TELEWIZJAAAAA

Notes:

Publikowane symultanicznie na Wattpadzie pod tym samym Tytułem, fanfiction autorstwa SignusWalters
(inspirowane: Ultimately about the fall, the story of a Malfoy in Gryffindor by moony_lovegood, Time Twister by YouAreMyHappilyEverAfter, Perspective Series by mfingenius, Not Easy by RunningOutsideTheLines, the devil’s got nothing on me, my friend Series by ohohpierre, The Lion Hidden Underneath by Demiwitchwoodwalker, The Wrong Sort by CaffeinatedFlumadiddle i wiele innych)