Actions

Work Header

Goździki w herbacie

Chapter 5: Rozdział V

Notes:

(See the end of the chapter for notes.)

Chapter Text

– Ty chyba sobie ze mnie jaja robisz. – Siedząca naprzeciwko mnie Tamara zakryła sobie twarz dłońmi i westchnęła głęboko.

Od tamtej dosyć pamiętnej rozmowy z Tordem minął tydzień. Nie powiedziałbym, że jesteśmy super najlepszymi przyjaciółmi, ale zdecydowanie mniej się kłócimy. Do rękoczynów też dochodzi coraz rzadziej (choć dwa dni temu oberwał ode mnie za głupi komentarz), więc jesteśmy na dobrej drodze do rozejmu. Nie znaczy to oczywiście, że od razu wybaczyłem mu jego debilizm z przeszłości, w żadnym wypadku. Po prostu byłem skłonny zakopać topór wojenny, przede wszystkim dla dobra naszej paczki. O pocałunku pozwoliłem sobie zapomnieć, tłumacząc go nagłym wybuchem emocji. Tak żyło mi się lepiej.

To właśnie próbowałem wytłumaczyć Tamarze, z którą wyszedłem do pobliskiego pubu. Na co dzień mieszkała w Manchester, gdzie pracowała jako dźwiękowiec w kilku większych klubach, jednak udało jej się złapać wolne i odwiedzić mnie, czego bardzo potrzebowałem. Potrzebowałem jej jak nikt nigdy nie potrzebował swojej starszej siostry. Nikt nie był w stanie zrozumieć tej sytuacji tak jak ona, bo to właśnie ona widziała jak to wszystko po kolei we mnie uderzało. Rozumiałem jej zdenerwowanie, ta kobieta nienawidziła Torda chyba bardziej niż ja. Kiedy powiedziałem jej o tamtym incydencie, Victoria i Ellie musiały ją we dwójkę trzymać, powstrzymując ją przed zamordowaniem blondyna przed wejściem do szkoły. Nauczyciele nie byli zachwyceni, że dorosła kobieta próbuje napaść na ucznia i, gdyby nie fakt, że dziewczyny ją odciągnęły poza teren szkoły, pewnie wzywaliby policję.

– Uwierz mi, ja też nie chcę w to wierzyć. – Wziąłem łyk drinka, którego zamówiłem sobie już kawał czasu temu. Przez temat dyskusji, alkohol wyjątkowo nie chciał mi przechodzić przez gardło. – Wiesz, mam wrażenie, że się zmienił i-

– Chuj a nie się zmienił! – Tamara uderzyła dłonią o blat stolika, przyciągając tym wzrok innych klientów. Ta nagła uwaga jednak nie powstrzymała jej przed głośnym wyrażaniem swojej opinii. – Nie widzisz tego, że historia się powtarza? Znowu cię zmanipuluje, owinie sobie wokół palca, a potem porzuci! – Wzięła głęboki wdech, złapała mnie delikatnie za dłoń, wodząc kciukiem za jej wierzch. – Tommie, zrozum, martwię się o ciebie… Widziałam, jak zdrada tego chuja cię uderzyła. O mały włos, a straciłabym brata…

– Nie musisz mi tego przypominać. Byłem słabym nastolatkiem, a moje hormony szalały. Teraz jestem stabilny, biorę leki-

– O których notorycznie zapominasz.

– Tamara…

– Thomas.

Westchnąłem ciężko, gorzki alkohol znów przepłynął przez moje gardło.

– Będę uważać, okej? Zresztą, Edd i Matt są w domu, jakby coś się stało, to oni zawsze staną po mojej stronie. – Ścisnąłem jej dłoń, starając się zapewnić jej jakieś poczucie komfortu. – Nie wybaczyłem mu w pełni, ale dałem szansę.

– To i tak za dużo. Jaką masz pewność, że jego intencje są dobre? Skąd możesz być pewien, że ta przyjaźń jest dla niego faktycznie ważna?

Zacisnąłem wargi. Przecież nie mogłem jej powiedzieć o wszystkim, co stało się tamtej nocy. Nie chciałem jej aż tak wściekać.

– Nie mam pewności, ale przecież mieszkam z nim już kawał czasu. Widzę jak się zachowuje.

– I jak dotąd ponoć zachowywał się jak zjeb.

– Źle to wszystko odbierałem po prostu. Ja byłem nastawiony negatywnie, więc on, siłą rzeczy, odpowiadał mi tym samym. – Ścisnąłem dłoń siostry. – Teraz będzie inaczej, obiecuję ci.

Tamara westchnęła, wpatrzona w swoją szklankę, jakby bursztyn whisky skrywał odpowiedzi na wszystkie jej pytania. Gdzieś w głębi czułem, że to ja popełniam błąd, dając Tordowi drugą szansę i pozwalając mu się do mnie zbliżyć. Przemawiała przeze mnie nostalgia, tęsknota za tym, co mieliśmy, wiedziałem to, ale co miałem innego zrobić z faktem, że w sercu miałem dziurę, którą tylko on był w stanie załatać?

– Powiedzmy, że ci ufam, – w końcu mruknęła – ale jeśli coś ci się stanie przez tego debila, już nigdy nie zobaczy światła dziennego.

– Przekażę mu.

– A co u reszty? – Tamara ostatecznie zmieniła temat. – Musimy w końcu gdzieś wyjść całą siódemką.

– Ósemką – ośmieliłem się ją poprawić, na co odpowiedziała mi wrogim spojrzeniem.

– Zdążyłam się stęsknić za wszystkimi – westchnęła i wzięła łyka swojego drinka.

– U chłopaków jest całkiem dobrze. Edd jest wiecznie zapracowany, zlecenie za zleceniem, Matt podpisał pierwszy duży kontrakt, chyba Dior. – Tamara gwizdnęła, słysząc moje słowa. – Tori też ma się dobrze. Słyszałem plotki, że ma zostać tu współwłaścicielką.

– Co ty gadasz? – Tamara uśmiechnęła się szerzej. – Nie wierzę, że taki promyk słońca jak Victoria dzieli geny z tą blond kurwą.

– A co u Ellie? – Szybko spytałem, chcąc uniknąć kolejnego wybuchu złości ze strony mojej siostry.

Słysząc to imię Tam zarumieniła się lekko i odwróciła wzrok. Odłożyła swoją szklankę i zaczęła szperać w swojej torbie, z której w końcu wyjęła telefon. Odblokowała go, kliknęła coś na ekranie, po czym odwróciła go w moją stronę. Zdjęcie przedstawiało znajomą dziewczynę, siostrę bliźniaczkę Edda – Elizabeth. Na jej rozpromienionej twarzy widać było rozmazaną od płaczu maskarę, jednak uwagę przyciągała jej dłoń, przystawiona do aparatu. Jej palec serdeczny ozdobiony był srebrnym pierścionkiem z niewielkim turkusowym kryształem na samym środku. Zakryłem usta dłonią, ukrywając przy tym szeroki uśmiech, który wkradał się na moją twarz.

– Myślisz, że czemu wzięłam wolne? – Na twarzy Tamary gościł pełen dumy wyraz twarzy. – Byłyśmy w Edynburgu dwa tygodnie temu. Myślałam, że upuszczę pudełko przez to jak bardzo mi się ręce trzęsły.

– Tam, ja… Boże, dziewczyno, nareszcie! – Zagłuszyłem swój śmiech dłonią, przyciskając ją bardziej do ust. Moja siostra przewróciła oczami, jednak widziałem jak jej uśmiech się poszerza. – 28 lat, jesteście razem 4, najwyższy czas na planowanie ślubu.

– A weź się zamknij, brzmisz jak matka. – Tamara znów sięgnęła do torby, grzebiąc w niej. W końcu wyciągnęła z niej ciemnozieloną kopertę i podała ją mi. – Jesteś pierwszą osobą, którą zapraszam. I chciałabym, żebyś był moim świadkiem.

Przyjąłem kopertę z szokiem wymalowanym na twarzy. Powoli podniosłem się z krzesła, po czym nagle rzuciłem się na moją siostrę, obejmując ją z całych sił, szczęśliwszy niż kiedykolwiek byłem. Tamara odwzajemniła uścisk i poczułem, jak moje ramię robi się mokre od jej łez.

– Tamara, nawet nie wiesz, jak się cieszę! I, cholera jasna, oczywiście, że będę twoim świadkiem! – Odsunąłem się od niej i delikatnie otarłem jej łzy kciukiem. – Zamierzasz zapraszać rodziców?

– Nawet nie zamierzam próbować. – Odwróciła wzrok i pociągnęła nosem, resztki płaczu obecne w jej głosie. – I tak by nie przyszli, oboje o tym wiemy. – Pokiwałem jedynie głową.

~~~

Nastał wieczór, słońce już dawno schowało się za horyzontem, a w naszym salonie panował wesoły chaos. Edd nie mógł przepuścić tak wielkiej okazji jak zaręczyny jego siostrzyczki, więc zaprosił na szybko kilku znajomych i rzucił się w szał przygotowywania imprezy, ciągnąc nas za sobą. Odkurzanie, zmywanie, mycie okien jak na święta, wszystko zrobiliśmy w ekspresowym tempie, żeby o 19:00 być gotowi na przyjęcie gości do naszego domu. Nawet zdążyliśmy ogarnąć jakieś niewielkie dekoracje, balony i serpentyny zdobiły sufit naszego salonu.

Na szczęście po mojej chorobie niemal nie było już śladu, jedynie od czasu do czasu siorbałem nosem bądź kaszlałem, jednak ból dawno minął. Mimo to dalej dostawałem szczególną atencję ze strony Edda, który okazjonalnie sprawdzał, czy przypadkiem nie umieram.

Goście przychodzili stopniowo. Tamara i Ellie równo z czasem, chwilę po nich Matilda. Kilka osób z pracy Matta, z dwóch chłopaków ode mnie, garstka znajomych Edda i Ellie, wszyscy w przeciągu pół godziny od 19:00. Na samym końcu przyszła Tori; pracowała do wieczora, więc dopiero o 20:00 do nas dołączyła, z trzema butelkami szampana, którego tej nocy nie mogłem niestety wypić przez nocną zmianę w klubie.

Impreza rozkręcała się powoli, z upływem czasu i wzrostem promili we krwi ludzie chętniej ze sobą dyskutowali na tematy wszelkie, od historii związanych z Tam i Ellie, przez życie codzienne, aż po spory polityczne. Poszukując odrobiny ciszy i spokoju, udałem się do kuchni, gdzie na szczęście nikogo nie zastałem. Usiadłem na blat i popijałem swojego drinka bezalkoholowego, przeklinając w duchu tą jebaną zmianę, którą zaczynałem o 22:30. Wziąłem w dłoń swój telefon, jednak zbyt długo na niego nie patrzyłem. Usłyszałem skrzypienie kuchennych drzwi, zerknąłem ponad ekran komórki i spostrzegłem lekko podpitego Torda w progu. Ostatnimi czasy chodził za mną jak cień, sam nie rozumiem czemu. Potencjalnie mógł on ułomnie próbować udowodnić swoje dobre intencje, co mu tak średnio wychodziło.

– Twoja siostra nazwała mnie świnią – zawył z niezadowolenia i podszedł do mnie jeszcze stabilnym krokiem. – Chyba mnie nie lubi. – Oparł głowę na moim kolanie, na co jedynie westchnąłem.

– No co ty nie powiesz? – Uśmiechnąłem się zadziornie i wziąłem łyk swojego drinka. – Ciekawe dlaczego. – Tord jedynie fuknął w odpowiedzi.

Mężczyzna siadł obok mnie na blacie i opadł się plecami o okno. Jego obsypane drobnymi piegami policzki barwił lekki rumieniec, najpewniej spowodowany alkoholem. W przygaszonym świetle wyglądał nawet nienajgorzej. Może gdyby nie był Tordem, umówiłbym się z nim? “Jaka głupia myśl.”

– Myślisz, że kiedyś mi jeszcze wybaczy? – rzucił nagle. – W sensie Tamara.

– Tak szczerze? Raczej nie. – Wzruszyłem ramionami widząc niezadowoloną twarz blondyna. – Zawiść płynie w naszej krwi, co poradzisz.

– A ty mi jakoś wybaczyłeś. – Dźgnął mój policzek figlarnie, uśmiechając się przy tym jak głupek. Strzepnąłem jego dłoń z warknięciem.

– Nie bądź taki nadęty, nie wybaczyłem ci jeszcze. To tylko dawanie ci drugiej szansy.

Tord stęknął z niezadowoleniem i oparł głowę o moje ramię. Nie strąciłem jej, nie chcąc robić pijanemu realnej krzywdy.

– No weź! Co ja mam, buty ci wycałować, żebyś mi wybaczył?!

Zaśmiałem się lekko na te słowa, ta wizja wydała mi się wtedy dosyć komiczna.

– Może wezmę to pod uwagę. – Odwróciłem wzrok, a kiedy znowu spojrzałem w stronę Torda, ten już zsuwał się z blatu kuchennego na kolana. No tak, spróbuj żartować z pijanym. – Hej! Debilu to tylko żart był! Weź wstań!

Kątem oka zauważyłem sylwetki ludzi zerkających przez szparę kuchennych drzwi, najpewniej zaciekawionych przez mój krzyk. Widok Torda, klęczącego przede mną i trzymającego mojego buta musiał być co najmniej dziwny. Zapiekły mnie policzki, a wstyd sparaliżował mnie na moment. Kiedy tylko odzyskałem władzę nad swoim ciałem, wyrwałem swoją stopę z chwytu chłopaka, zeskoczyłem z blatu i szybkim krokiem udałem się do swojego pokoju. I tak już wypadało mi się przebrać do pracy.

Stanąłem przed swoją szafą i westchnąłem cicho. Ubiór to chyba jedyna rzecz, której nie lubiłem w tej pracy. Głównie przez to, że nie był w moim stylu, a dodatkowo tak skąpe ubrania w środku jesieni nie były najlepszym wyborem. Szybko znalazłem siateczkowy tank top, moja najlepsza opcja. Na dół założyłem czarne skórzane spodnie. Spojrzałem w lustro i skrzywiłem się nieco. Nie lubiłem mieć odsłoniętych rąk, wywoływało to dyskomfort i u mnie i u ludzi otaczających mnie, jednak teraz nie mogłem z tym wiele zrobić. “Powinieneś się tym przejmować wcześniej, debilu” pomyślałem. Po dodaniu biżuterii, narzuciłem na siebie czarną bluzę, którą zapiąłem od razu nie chcąc świecić przed gośćmi moją przykrytą jedynie przez siatkę klatką piersiową.

Kiedy tylko znalazłem się na dole, wzrok wszystkich obecnych wylądował na mnie. Dokładnie to, czego potrzebowałem – nadmierna atencja. Szybkim krokiem podszedłem do Tamary, która była w centrum tego kilkunastoosobowego tłumu.

– Wybacz siostrzyczko, na mnie czas. Mam zmianę w klubie. – Przytuliłem ją ciepło, co odwzajemniła. Ucałowała mnie w policzek, na co zaśmiałem się cicho i spojrzałem na stojącą obok niższą dziewczynę. Odsunąłem się od Tam i objąłem Ellie. – Miło było się zobaczyć, dziewczyny. Szczęścia wam życzę. – Po tych słowach szybkim krokiem poszedłem do przedpokoju, przebrałem buty i wyszedłem z domu, przy okazji uciekając przed pijanym ujadaniem Torda.

Wziąłem głęboki wdech, listopadowe powietrze lizało mnie chłodem po twarzy. Gruba bluza ledwo co chroniła mnie przed zimnem, więc szybkim krokiem udałem się do swojego auta, kilkuletniego Nissana. Auto piknęło, kiedy wcisnąłem guzik na pilocie, wsiadłem za kółkiem, przekręciłem kluczki w stacyjce i natychmiast włączyłem ogrzewanie. Poczekałem chwilę, aż auto się nagrzało, wrzuciłem bieg i ruszyłem w stronę znajomego klubu.

Podróż z Seaford do Brighton, gdzie znajdowało się moje miejsce pracy, trwała około pół godziny i wiodła w głównej mierze nad pięknym wybrzeżem. Księżyc i gwiazdy delikatnie oświetlały kanał La Manche, stwarzając iluzję, jakby woda lśniła niczym diament. Po 3 latach pracy w tym miejscu znałem tą trasę na pamięć, mógłbym ją przejechać z zamkniętymi oczami, jednak te widoki zawsze wywierały na mnie ogromne wrażenie.

Wpół do 23 zatrzymałem się przed znajomym budynkiem, zaparkowałem, wysiadłem i zamknąłem auto. Revenge było dosyć popularnym klubem, a zdecydowanie jednym z głośniejszych i bardziej dumnych jeśli chodzi o tą okolicę. Barwne flagi zdobiły ściany budynku, a różowy neon już lśnił, zachęcając gości do zajrzenia. Sam z siebie najpewniej nigdy nie wszedłbym do środka, raczej nie bywałem w takich miejscach, jednak potrzeba zarobienia pieniędzy wepchnęła mnie do środka.

Było jeszcze przed otwarciem, więc parter świecił pustkami. Wielka sala, jeszcze nie zadymiona i nie oświetlona kolorowymi lampami, wyglądała dość zwyczajnie. Od razu zauważyłem za barem Scottie, mojego współpracownika. Z uprzejmym uśmiechem pomachałem nu, na co odpowiedziało mi tym samym i pomachało mi, żebym do jeno podszedł.

– Dobry wieczór, Thomas – przywitało mnie, na co skinąłem głową. – Ja dzisiaj zajmę się parterem. Możesz śmiało iść na piętro ogarnąć sobie przestrzeń. Nie spodziewaj się tam tłumu, jest dzisiaj drag show na parterze.

Zgodnie z poleceniem Scottie, udałem się na piętro, gdzie znajdowała się druga sala i drugi bar, za którym tego dnia miałem stać. Rozpiąłem swoją bluzę, jednak nie zdjąłem jej w pełni. Podwinąłem rękawy i zacząłem zdejmować krzesła z blatów stolików, przygotowując miejsce do otwarcia. Miałem nadzieję na raczej spokojną noc, jesienią do klubu nie przychodzą wielkie tłumy, jednak to show, o którym powiedziało mi Scottie może pokrzyżować mi te plany.

Trochę zamiatania później i wybiła 23:00. Klub powoli wypełniał się ludźmi, głównie młodymi dorosłymi w grupkach po około 3-6 osób. Godzinę później rozpoczęło się show na parterze, które przyciągnęło do siebie niemal wszystkich gości. Na sali ze mną zostało kilka osób, jakaś grupka znajomych w jednym boksie i jeden facet siedzący przy barze.

– Hej. – Podniosłem wzrok ze szklanki, którą czyściłem i zwróciłem go w stronę głosu. Był to ten facet, tak jak podejrzewałem. – Często tu przychodzisz? – Ostry zapach alkoholu, wydobywający się z jego ust, uderzył moje nozdrza.

Zlustrowałem go wzrokiem. Przede mną siedział wysoki, lekko opalony facet, smukły, ale lekko umięśniony. Kilka kosmyków blond włosów, związanych w kucyk, wydostało się z upięcia i opadało na jego czarne oczy, widocznie go denerwując. Po jego wcześniejszym zachowaniu wobec innych klientów wnioskowałem, że był przejezdnym, nie znał tu nikogo, a dodatkowo był dość nachalny. Podniosłem brew, utrzymując neutralny wyraz twarzy.

– Pracuję tu – odpowiedziałem prosto i wróciłem do polerowania szklanki, próbując przy tym w miarę kulturalnie odtrącić mężczyznę. On jednak się nie poddawał.

– Tyle sam wywnioskowałem, kotku. – Przewróciłem oczami na jego słowa, czego nie zauważył. – Kiedy znów będę mógł zobaczyć taką ślicznotkę, hm? – Sięgnął po moją dłoń, jednak zdążyłem ją odsunąć.

– Nic ci do tego, chłopie – warknąłem, co zdawało się jedynie bardziej go zaintrygować. – Daj mi pracować w spokoju.

– No weź – przeciągnął ostatnią sylabę w dziecinny sposób. – Nie mów, że ci się nie podobam. Widziałem, jak wodzisz po mnie wzrokiem, kotku.

Na tym postanowiłem zakończyć rozmowę, czego ten jegomość ewidentnie nie mógł przyjąć do wiadomości. Ciągle nadawał mi do ucha, próbując wyciągnąć ze mnie jakąkolwiek odpowiedź. Jedyne, co powstrzymywało mnie przed przyjebaniem mu w ryj była myśl, że mógłbym przez to stracić całkiem spoko pracę. Robiłem więc wszystko co w mojej mocy, żeby ignorować tego jazgoczącego faceta, myłem szklanki, układałem butelki, rozglądałem się za innymi klientami. Zerknąłem na zegarek na swoim telefonie, była dopiero 1:00, co oznaczało jeszcze 3 godziny do zamknięcia. Jeszcze 3 godziny jebania się z nachalnym zjebem.

– No weź, powiedz mi chociaż jak się nazywasz – nalegał dalej ten typ. – Ja na przykład jestem Ben.

Zerknąłem na niego. Dalej uśmiechał się w ten sam, głupkowaty sposób. Dalej nachylał się w moją stronę, próbując zakłócić moją przestrzeń osobistą. Westchnąłem ciężko, liczyłem na spokojną zmianę, ale oczywiście nie mogło być tak łatwo.

– Słuchaj, nie jestem zainteresowany, okej? Daj mi pracować w świętym spokoju – rzuciłem od niechcenia w jego stronę.

– Oj no weź, kotku… – Zaczął grzebać w swojej kieszeni. Sam nie wiem, czego szukał, ale dla bezpieczeństwa się odsunąłem. – Zapiszę ci mój numer, co ty na to? – Prychnąłem w odpowiedzi, ale facet nie przejmował się tym zbytnio. Wygrzebał w końcu jakiś stary paragon i długopis, którym zapisał na skrawku papieru szereg cyfr. Podsunął mi papierek ze swoim numerem telefonu, który od niechcenia wziąłem, zgniotłem i wepchnąłem do swojej kieszeni, co zdawało się zaspokoić tego kmiota, bo odszedł od baru i zszedł na parter.

Reszta zmiany minęła mi spokojnie, jednak czas dłużył się nieubłaganie. Kilka minut po 4:00 w końcu udało nam się ze Scottie wykurzyć ostatnich klientów i została nam do zrobienia najbardziej żmudna część tej roboty, czyli sprzątanie. Zamiatanie, mycie podłóg i łazienek ciągnęło się przez wieczność i kiedy wreszcie skończyliśmy, było już grubo po 5:00.

Scottie zakluczyło drzwi wejściowe, wcześniej włączając zabezpieczenia, i podało mi klucz, jako iż to ja otwierałem w poniedziałek.

– Ciebie też ten dziwny typ zaczepiał? – spytało, na co skinąłem głową. – Boże, facet jest nie do zniesienia! Oby tylko nie przychodził więcej.

– Wyglądał na przejezdnego – skomentowałem. – Zobaczymy go może jeszcze 2 razy, potem chyba dotrze do niego, że z takim podejściem nie jest mile widziany i się odpierdoli. Nikomu nic nie zrobił?

– Nie, nie był agresywny. Choć potrzebuję odszkodowania za to, ile komórek mózgowych straciłom przez jego teksty na podryw.

Zaśmiałem się lekko, pożegnałem się ze Scottie i ruszyłem w drogę powrotną do domu. Na horyzoncie powoli jaśniało, jednak do wschodu był jeszcze kawałek czasu. Niebo zdobiły już tylko najjaśniejsze gwiazdy, których nie przysłoniło światło zbliżającego się słońca, a drogi opustoszały niemal całkowicie, co pozwalało mi na szybszą jazdę, a przy tym szybszy powrót do domu.

Już po dwudziestu minutach stałem przed drzwiami swojego domu. Nawet nie musiałem ich odkluczać, były otwarte, być może ze względu na mnie lub przez zakończoną niedawno imprezę. Wszedłem do środka, przebrałem buty w przedsionku i wszedłem do salonu, który myślałem, że będzie pusty. Jednak ku mojemu zdziwieniu na kanapie znalazłem śpiącego w dziennych ubraniach Torda. Nachyliłem się nad chłopakiem, zapach alkoholu był niewiele silniejszy co przed moim wyjściem. Wyglądał nietypowo spokojnie, jego zawsze miękkie włosy opadały na jego zmrużone oczy, poruszał nimi tylko jego powolny oddech. Niepewnie wyciągnąłem rękę w jego stronę i odgarnąłem niesforne kosmyki z jego twarzy, na co śpiący mężczyzna uśmiechnął się podświadomie.

Nie chcąc przeszkadzać mu w śnie, udałem się do swojego pokoju na piętro. Jednak kiedy miałem się rzucić na łóżko, nawet nie przebierając się, zauważyłem, że jest ono zajęte przez nikogo innego jak Tamarę. No tak, ona i Ellie piły tego wieczoru, więc nie mogły wracać do Manchesteru. Westchnąłem cicho, zgarnąłem z szafy gruby koc i wróciłem do salonu.

Moje chodzenie tam i z powrotem musiało wywołać nieco hałasu, bo leżący na kanapie blondyn obudził się i wpatrywał się we mnie zaspany. Siadłem obok niego i przykryłem się kocem tak szczelnie, jak to tylko możliwe.

– Fajny strój – skomentował z drobnym uśmiechem. – Pasuje ci. – Przewróciłem oczami na jego słowa, zbyt zmęczony, żeby wdawać się w dyskusję. Tord wpatrywał się we mnie dłuższą chwilę, odsunął się nieco, robiąc mi więcej miejsca na kanapie i w końcu odezwał się znowu. – Tamara powiedziała mi, co się z tobą działo, kiedy skończyliśmy liceum – wyszeptał i pociągnął za rękaw mojej bluzy, zsuwając ją lekko z mojego ramienia. Szybko ją poprawiłem. – Tom, ja naprawdę przepraszam. Nigdy nie chciałem cię tak głęboko skrzywdzić. – Przytulił do siebie moją dłoń, ledwo będąc w stanie powstrzymać się przed zaśnięciem i ziewnął przeciągle. – Wynagrodzę ci to jakoś, obiecuję… Jeg skal ta vare på deg…

Po tych słowach jego głowa opadła z powrotem na kanapę i usnął, jakby nic się właśnie nie stało. Poczułem lekki przypływ gorąca na te słowa. Choć nie wiedziałem, co znaczy ostatnie zdanie, ton w jakim Tord je wypowiedział jakoś na mnie wpłynął i poruszył mną. Uśmiechnąłem się mimowolnie, ułożyłem w jakiejś w miarę wygodnej pozycji, przykryłem nas obu kocem i zasnąłem.

Notes:

Dzięki wielkie za przeczytanie kolejnego rozdziału <333
Jeśli kogoś interesują plany co do historii, to mam w miarę zarys tego, co chcę zrobić na podstawie starej wersji tej historii i moich notatek. Żyję w nadziei, że actually dam radę to dokończyć i dać wam satysfakcjonujący koniec

Notes:

Dziękuję ślicznie za przeczytanie tego pierwszego rozdziału <3333
Planuję w przyszłości przetłumaczyć tą historię na angielski, ale na razie się do tego nie zabieram xd
W tej chwili są opublikowane 4 rozdziały na Wattpadzie, które opublikuję tu na raz. Kolejne będę wrzucał równolegle na obie platformy