Chapter Text
Po ogarnięciu zaległych dokumentów, na jego biurku zrobiło się o wiele czyściej. Zawołał ochroniarza.
- Dzień dobry, panie Sikorski.
- Czy Minister Wang Yi już czeka?
- Och, od około godziny.
Radosław zmarszczył brwi. - Dlaczego mnie o tym nie powiadomiłeś?
- Minister prosił, by tego nie robić.
- Przyprowadź go tutaj.
Wang z kawą w ręku wszedł zaraz za ochroniarzem, który był od niego wyższy o dobre dwadzieścia centymetrów.
- Mogłeś powiedzieć, że już czekasz... Przyjąłbym cię natychmiast. - burknął Polak.
- Nie chciałem ci przeszkadzać w pracy. - odparł lekko Yi, siadając na fotelu.
Radek popatrzył na kawę. Była ciemna, ale nie czarna. Upił łyk. Bez cukru. Skąd on do cholery widział, jaką lubił kawę?
- Smakuje ci? - spytał spokojnie Wang,
- ...Tak. Co robiłeś podczas czekania?
- Wziąłem ze sobą coś do poczytania. - dla potwierdzenia swoich słów wyjął książkę z teczki.
- Czy to jest...
Przetarł oczy. Tak. Wzrok go nie mylił. To był... Słownik chińsko-polski.
- Słownik? Tak.
- Dlaczego? Nie musisz znać polskiego, żeby rozmawiać z Polakami.
Żeby rozmawiać ze mną - dodał w myślach.
- Myślałem, że tutaj znajdę sposób na wypowiedzenie twojego imienia. - mruknął zawiedziony Yi. - Ale mi się nie udało.
- Nie musisz... Nie musisz tego umieć! - prawie wykrzyknął, czując przemożną potrzebę, by chwycić go za dłoń, leżąca na książce. Dlaczego?
To wszystko było dziwne.
- Jednak, chciałbym. - powiedział, wkładając. - Radosliw?
Tym razem nie mógł się powstrzymać od śmiechu. - Nie, jeszcze nie. Ale jesteś blisko, Yi.
Wang nie obraził się. Jedynie przytaknął z uśmiechem. - Mam taką nadzieję.
- Powtórz to jeszcze raz...
- Rado...sliw?
Parsknął. - Nie, jeszcze nie.
Yi przewrócił oczami. - To za każdym razem brzmi inaczej!
- Polski to trudny język...
- Zauważyłem.
...
Po rozmowie Wang wstał i kiwnął do niego głową, stojąc przy drzwiach.
- Do zobaczenia... Radosliw.
Sikorski wbił paznokcie w rękę, by ten ból go otrzeźwił. - Jeszcze nie.
- Nie będę się poddawał, Radek.
- Wiem o tym.
Drzwi zamknęły się lekko, a Radosław schował twarz w dłoniach. Ten minister był nieobliczalny.
Więc, dlaczego tak to polubił? Coś ściskało się w nim, gdy pomyślał o tym, że Yi niedługo wyjeżdża. Jeszcze dwa dni.
Ochroniarz wszedł do pomieszczenia. - Ministrze?
- Tak? - podniósł głowę.
- Czy Minister Wang uczy się polskiego?
- Widocznie tak.
- Mogę spytać, dlaczego?
- Ponieważ chce wymówić moje imię...
Pracownik zamrugał szybko. - Co?
- Tak, Robert. Ja też tego nie rozumiem.
- To nawet miłe, nie uważa pan? - spytał delikatnie.
- ...Może. Wyjdź, dobrze?
- Oczywiście.
Gdy mężczyzna opuścił gabinet, Radek siadł przed laptopem i wszedł w swój kalendarz. Dwa dni. Dwa spotkania, cztery, jeśli doliczyć te niezaplanowane. Ponieważ tak się składało, że Yi zawsze jakoś go napotykał.
To było absurdalne. Minister spraw zagranicznych Chin poświęcał czas na nauczenie się jednego polskiego imienia.
A jednak zrobiło mu się ciepło.
Nie powinien czekać na kolejne spotkanie.
Ale czekał.
