Chapter Text
Toronto, Studio Podsumowań, 2 października 2017, godz. 19.00
Do studia wszedł Don. Publiczność zaczęła klaskać. Don uśmiechał się – zgodnie z umową zawartą z Chrisem, co 4 tygodnie miał organizować Podsumowanie sezonu. Pamiętał jeszcze, jaki sukces odniosły Podsumowania Planu Totalnej Porażki i Totalnej Porażki w Trasie, toteż był zadowolony z tej umowy. Dodatkowo również dostawał okazję na podręczenie eks-uczestników.
Studio wyglądało dokładnie tak samo, jak przed pięcioma laty – plan istotnie był opuszczony, a studio było integralną częścią planu – a od kiedy, zgodnie z umową sezonu, bramy planu były stale zamknięte, studio było jedyną drogą na zewnątrz. Z tego powodu oraz z faktu, że wszyscy przegrani trafiali bezpośrednio na plan i nie mogli trafić nigdzie indziej, przejście przez studio było konieczne do wydostania się na świat. A studio było otwarte tylko w czasie Podsumowań.
Don usiadł po lewej stronie kanapy dla prowadzących (patrząc z perspektywy widza). Prawa strona była zasłonięta przez kurtynę, tak samo jak cała prawa część studia, gdzie zazwyczaj znajdowała się Galeria Gwiazd.
-Panie i panowie, oficjalnie otwieram pierwsze w tym sezonie Podsumownie, a zarazem cały cykl Podsumowań! - ogłosił Don. Publiczność znowu zaklaskała. Don pozwolił oklaskom się wyciszyć, po czym zabrał głos – Na początek, pewne ogłoszenie. Jak zapewne wiecie, do mnie należał wybór mojej współprowadzącej. Miała to być dziewczyna z Wariackiego Wyścigu. A zatem wybrałem... - nagłym ruchem zerwał kurtynę obok siebie. Kurtyna spadła, odsłaniając... Kitty – Kitty! Radosną dziewczynę oraz siostrę Emmy, dziewczyny Noah!
-Cześć wszystkim! - zawołała radośnie Kitty – Jak się cieszę, że mogę prowadzić dla was Podsumowanie!
-Wiedziałem, że będzie najlepsza – Don mrugnął do widowni – ale brakuje nam czegoś jeszcze... Galerii Gwiazd! Ponieważ nie mamy żadnych osób, które by się nie zakwalifikowały do Plejady Dorosłych Gwiazd, nie mieliśmy jak wybierać byłych uczestników. Ale! Znaleźliśmy kilka osób, które są blisko związane z niektórymi uczestnikami sezonu. Kitty, czy byłabyś taka miła i zerwała kurtynę?
-Oczywiście! - pisnęła Kitty, wyskoczyła z siedzenia, chwyciła kurtynę i pociągnęła. Kurtyna opadła, odsłaniając Galerię Gwiazd. Siedziało tam 5 osób, byli to kolejno: Emma, Brody, Tammy, Jose i Brady.
-Wspomniana już Emma, dziewczyna Noah! - zawołał Don – Brody, bliski przyjaciel Geoffa i Bridgette! Tammy, dziewczyna Leonarda...
-Nie jestem jego dziewczyną! - obraziła się Tammy. - Po prostu należymy do jednej gildii...
-No cóż... - wzruszył ramionami Don – nie wiedziałem, bo też mnie to nie bardzo obchodziło. Dalej, Jose, brat Alejandro! Oraz Brady, chłopak Beth! Wow... Brody, Brady... Dopiero teraz zauważyłem, jakie macie podobne imiona.
Brody i Brady spojrzeli na siebie, po czym roześmiali się.
-Tak czy siak, nie przedłużając, czas zaprosić naszego pierwszego przegranego – Maxa! - ogłosił Don.
-Max zawsze uważał się za geniusza zła. Niestety – albo stety – to, co robił, nigdy nie było ani genialne, ani złe – powiedziała Kitty.
-Po raz pierwszy pojawił się w Totalnej Porażce na Wyspie Pahkitew – dodał Don – tam dotarł bardzo daleko, ponieważ tak mało robił, że właściwie nikt go nie zauważał... Przegrał właściwie przez widzimisię Chrisa, który był nieco rozdrażniony po akcji ze Scarlett.
-W tym sezonie nie zaprezentował się zbyt dobrze – kontynuowała Kitty – w pierwszym wyzwaniu, dotyczącym mapy wyspy, zgłosił się do rysowania. Chciał sabotować inne drużyny, ale mu się nie udało. A dodatkowo okazało się, że nie ma zupełnie talentu artystycznego. Rozgniewana drużyna jednogłośnie usunęła go z wyspy.
-Myślę, że powiedzieliśmy o nim już wystarczająco. Oto Max! - Don wskazał na wejście do studia.
Do studia wszedł Max. Wyglądał na rozgniewanego – zapewne wynik 3 tygodni spędzonych na planie. Max usiadł na kanapie dla gości.
-Witaj, Max – powiedział Don.
-Wyglądasz na rozdrażnionego, co się stało? - spytała Kitty.
-Też byś taka była, gdybyś spędziła przymusowo 3 tygodnie na jakimś głupim opustoszałym planie – warknął Max – po co tutaj przyszedłem? Żebyście roztrząsali przyczyny mojej porażki?
-Między innymi – odparł Don.
-To wam mogę od razu powiedzieć. Za wszystko obwiniam Scarlett. Koniec dyskusji – mruknął Max.
-Obawiam się, że będziesz musiał nam powiedzieć coś więcej – uśmiechnął się Don – a zmusi cię do tego nasza stara dobra forma zabawy z przegranymi, czyli... Prawda albo Młotek!
Na ekranie nad głowami prowadzących pojawiła się statuetka kobiety z zakrytymi oczami, trzymająca wagę i miecz... Po chwili statuetka została rozwalona przez młot.
-Naprawdę musimy? - jęknęła Kitty.
-Oczywiście, to nieodłączny element dobrego Podsumowania! - zawołał Don – widziałaś, jak dobre wyniki osiągał Geoff?
-Ale potem z tego zrezygnował...
-Bo Bridgette mu kazała.
-Czy możecie już wrócić do mnie? - wtrącił się Max.
-Tak, oczywiście – powiedziała Kitty – uprzedzam cię tylko, że jeśli teraz kłamiesz, prawdopodobnie zostaniesz uderzony przez wielki młot.
-Oj tam, nie taki znowu wielki – odparł Don – wymieniłem młot Geoffa na mniejszy...
W tym momencie spadł wielki młot, Don ledwo się uchylił. Kitty roześmiała się.
-To było dobre! Powtórz to jeszcze raz! - zawołał Jose.
-Zamknij się – mruknął Don – więc Max, powiedz nam, co tak naprawdę myślisz o Scarlett.
-Przecież już powiedziałem! To idiotka – mruknął Max. Młot nie spadł.
-Wow... Chris do dzisiaj jest przekonany, że, jak to kiedyś ujął „zmierzaliście prosto do Całuskowa” - odparł Don.
-Nie obchodzi mnie, co myśli Chris – powiedział Max.
-Jak wspominasz 3 tygodnie na Planie Totalnej Porażki? - spytała Kitty.
-Beznadziejnie – odparł Max – nie było absolutnie nic do roboty.
Młot spadł. Max uchylił się.
-No dobra – przyznał – tam w końcu był drugi sezon, nie? Fajnie było obejrzeć te wszystkie miejsca.
Brady zachichotał.
-Przyznam się, że chciałbym być na twoim miejscu – powiedział do Maxa.
-W sumie to bym się chętnie zamienił – powiedział Max – tam też jednak nie było AŻ tak ciekawie.
-Powiedz mi, co myślisz o tych, co dołączyli do ciebie w czasie twojego uwięzienia? - zapytał Don.
-Niezbyt ciekawe postacie – powiedział Max – ta Blaineley jest strasznie dziwna, a Amy... kiedy ją lepiej poznałem, stwierdziłem, że nie jest taka fajna. Wprawdzie jest zła, ale nie na tyle, żeby mi zaimponować.
-Czy powiedziałbyś teraz, że wolisz Samey?
-Nie bardzo. Nadal twierdzę, że Samey to chodząca porażka. Po prostu przekonałem się, że Amy się od niej pod tym względem nie różni.
-Dziękujemy ci, Max – powiedziała Kitty – zdaje się, że musimy już zaprosić następnego gościa.
-Nieszczególnie długo ze mną rozmawialiście – zauważył Max.
-A czego się spodziewałeś? - zachichotał Don – jesteś wielkim przegranym tego sezonu! Zająłeś ostatnie miejsce! Poza tym, inni mają zapewne więcej ciekawych rzeczy do powiedzenia, np. kto na nich głosował!
-To wy tego nie wiecie? - zdziwiła się Emma.
-Nie. Ta informacja trafia tylko do odpadającego, my jej nie dostajemy. Naszym zadaniem jest wydobycie jej z uczestnika, a bardzo pomocne w tym jest Prawda albo Cośtam – uśmiechnął się Don.
-Mnie się nie zapytaliście o to – poskarżył się Max.
-Bo w twoim przypadku wszystko jest oczywiste – odparła Kitty – dostałeś 12 głosów, czyli wszyscy poza tobą zagłosowali na ciebie. Ty sam zagłosowałeś na Scarlett. Motywy wszystkich są dosyć oczywiste, więc właściwie wiemy wszystko, co interesujące. Pozostali mogą nam powiedzieć znacznie więcej. Czy nie tak?
Max zaczerwienił się.
-No, w sumie... - bąknął.
-Super – ucieszył się Don – możemy iść dalej. Nasz następny gość w Totalnej Porażce zadebiutował w czasie Totalnej Porażki w Trasie... przez przypadek.
-Ale to wystarczyło, żeby Chris zakwalifikował ją do nowego sezonu! - dodała Kitty.
-Jako że była znacznie starsza od pozostałych, uważała się za naturalną przywódczynię swojej drużyny – ciągnął Don – niestety, nie wszyscy w drużynie tak uważali, zwłaszcza Jasmine. Obie dziewczyny zaczęły rywalizować, co się zresztą szybko skończyło, kiedy spowodowała przegraną Jasmine w wyzwaniu z paintballem. Większość drużyny uznała to za jedną z przyczyn przegranej w wyzwaniu i wyeliminowała naszego gościa.
-Ta dziewczyna jest starsza od reszty uczestników o prawie dziesięć lat, zna się doskonale na modzie i plotkach, ale nie wie, jakie kolory się liczą jako maskujące. Oto Blaineley!
Do studia weszła Blaineley. Była uśmiechnięta, chociaż widać było, że nie chce tu być. Usiadła obok Maxa.
-Cześć, Blaineley – powiedział Don.
-Cześć, Don – odpowiedziała Blaineley – widzę, że dostałeś ciepłą posadkę.
-Tajemniczy sponsor Chrisa dobrze płaci – uśmiechnął się Don.
-No tak, inaczej to studio, od 4 lat nieużywane, pewnie nadal byłoby w ruinie – mruknęła Blaineley.
-Tak czy siak, cieszę się, że cię widzę – odparł Don – będziemy cię mogli trochę potorturować.
-Niech zgadnę, w hołdzie pierwszemu ze wszystkich Podsumowań, poddasz mnie zaraz Prawdzie albo Młotkowi – powiedziała Blaineley ze skrzyżowanymi rękami.
W studiu zapanowało na chwilę milczenie.
-...dobra jest – szepnęła Kitty.
-Ok... - powiedział przeciągle Don – w takim razie zaczniemy zabawę. Czy masz jeszcze jakieś pytania?
Blaineley otworzyła usta, ale zanim zdążyła coś powiedzieć, Don powstrzymał ją ręką.
-Nie, nie będziesz mogła prowadzić Podsumowań. Wybrałem tę oto Kitty i to ona będzie hostessą wszystkich trzynastu podsumowań – powiedział – jakieś INNE pytania?
Blaineley powoli zamknęła usta.
-Dobry jest – szepnęła Emma do siostry. Kitty zachichotała.
-Dobrze, Blaineley... O ile to twoje prawdziwe imię... - mruknął Don. Publiczność roześmiała się.
-Teraz już prawdziwe – odpowiedziała poważnie Blaineley – zmieniłam je po Totalnej Porażce w Trasie.
Don zerknął na młot, ten jednak nie spadł. Don gwizdnął.
-Widzisz, Max, o tym właśnie mówiliśmy – zwrócił się do Maxa, po czym znowu do Blaineley – Dobrze, w takim razie powiedz nam, kiedy zaczął się twój konflikt z Jasmine.
-Od samego początku – stwierdziła Blaineley – kiedy mnie tak bezwzględnie wysłała na to tworzenie mapy. Nie spodobało mi się, że to ona została przywódczynią.
-Czy faktycznie chciałaś doprowadzić do jej przegranej w drugim wyzwaniu? - spytała Kitty.
-Oczywiście, że nie! - zawołała Blaineley – po prostu chciałam na niej wyżyć swoją złość. Nie pamiętałam, że ten ktoś, kto mnie postrzelił, nadal tam jest oraz że zdradzam pozycję Jasmine.
-Czy naprawdę myślałaś, że eliminacja Jasmine jest możliwa?
-Nie – przyznała Blaineley – ale miałam nadzieję, że uda mi się zwrócić na nią uwagę. Gdybym zebrała na nią choćby trzy głosy, to już by coś znaczyło.
-Czy gdybyś wiedziała, jakie problemy chłopakom z drużyny robi Owen, spróbowałabyś to wykorzystać?
-Owszem, mogłabym namawiać chłopaków na głosowanie na Owena. Gdybym miała pięć głosów chłopaków i swój, pewnie udałoby mi się wyeliminować Owena zamiast mnie. Zwłaszcza, że Sky również zagłosowała na Owena.
-O, dobrze, że wspomniałaś – wtrącił Don – teraz przejdziemy do najbardziej interesującej części wywiadu. Otóż teraz zdradzisz nam, kto na kogo zagłosował.
Na ekranie ponad hostami pojawiła się tabelka. Z lewej strony było wypisane trzynaście imion – stan Leniwych Sansów przed eliminacją. Prawa strona była pusta.
-Paru rzeczy możemy się domyślać – powiedział Don – z całą pewnością to ty zagłosowałaś na Jasmine, tak samo pewnie Jasmine zagłosowała na ciebie. Dodatkowo powiedziałaś, że Sky zagłosowała na Owena – w międzyczasie uzupełniał tabelkę – jak wszyscy wiemy, ty otrzymałaś siedem głosów, Owen trzy, Jasmine, Zoey i Scott po jednym.
-Zastanawiają nas przede wszystkim głosy na Scotta i Zoey – wtrącił Brody – pojawiły się znikąd.
-Na Zoey zagłosował Scott – odpowiedziała Blaineley – nie podobało mu się, że przegrała wyzwanie w czasie całowania się z Mike'em. Na Scotta z kolei zagłosował Owen, bo nie wiedział, na kogo zagłosować. Na Owena, poza Sky, zagłosowali Dave i Cameron. Reszta na mnie.
Don uzupełnił tabelę.
-Czyli na ciebie, poza Jasmine, zagłosowali: Courtney, Izzy, Zoey, Dawn, Noah oraz Trent. Zgadza się?
-Tak – potwierdziła ponuro Blaineley – to oni.
-Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania? - spytał się Don.
-Co będziesz robić, jak to podsumowanie się skończy i będziesz wolna? - spytał Jose.
-Pewnie znajdę nową pracę. Może założę swój własny talk-show „Tajemnice Totalnej Porażki”? Uwierz mi, przez te dwa tygodnie dowiedziałam się bardzo dużo o uczestnikach. Niestety, nie udało mi się zdobyć ich zaufania.
-Jakieś jeszcze pytania? - spytał Don. Nikt się nie odezwał – To świetnie, ponieważ przyszedł czas na tradycyjne, uwielbiane przez wszystkich „Po tym zostanie ślad”!
Na ekranie zaczęły się wyświetlać różne sceny z pierwszych czterech tygodni sezonu.
=============Po tym zostanie ślad===============
Trwa pierwsza strzelanina w „Czerwony nie jest kolorem maskującym”. Rodney dostaje kulką prosto w krocze.
Katie i Sadie próbują przekroczyć rzekę Dixul w „Mapa jest podstawą!”. Sadie przypadkiem wpycha Katie do wody. Woda jest lodowata.
Eva biegnie przez las, niosąc Ezekiela w „Czerwony nie jest kolorem maskującym”. Nad drogą wisi niska gałąź. Eva schyla się. Ezekiel dostaje gałęzią w twarz.
Lindsay próbuje wejść do swojej Strefy Gracza w „Wadliwa separacja”. Przed drzwiami jest wielka kałuża. Lindsay próbuje ją ominąć. Nagle poślizguje się na błocie i wpada twarzą do kałuży.
Scott uderza kijem bejsbolowym o scenę w „Ostatni sygnał”. Kij odbija się i uderza Scotta.
Trwa bójka między Szalonymi Papyrusami a Nieśmiałymi Alphys w „Wadliwa separacja”. Bridgette w szale kopie kogoś w krocze. Okazuje się, że kopnęła Geoff'a.
===============Koniec========================
Publiczność śmiała się mocno. W końcu Kitty uciszyła widownię.
-Myślę, że czas, aby zaprosić trzeciego gościa – powiedziała.
-Masz rację – zgodził się Don – nasz trzeci gość przez cały czas zajęty był walką ze swoją siostrą.
-Co w końcu okazało się zgubne dla niej, kiedy ze względu na emocje złamała zasady i doprowadziła swoją drużynę do przegranej – dodała Kitty – drużyna nie pozostała jej dłużna i wyeliminowała ją, czyniąc z niej trzecią uczestniczkę, która odpadła z sezonu.
-Nasz gość ma siostrę bliźniaczkę, której szczerze nienawidzi, oraz trzy lata temu została ujawniona całemu światu jako ta zła siostra! Panie i panowie, oto Amy! - zawołał Don.
Do studia weszła Amy i usiadła obok Blaineley.
-Cześć, Amy. Może jabłko? - powiedział Don, po czym uśmiechnął się. Widownia się roześmiała.
-Nie, dziękuję – odparła Amy – mam urazę do jabłek.
-Nie dziwię ci się – odparła Kitty.
-Jak myślisz, Amy, po co cię tu sprowadziliśmy? - spytał Don.
-Żeby mnie wreszcie uwolnić z tego głupiego planu? - odpowiedziała pytaniem Amy.
-...to też – przyznał Don – ale zanim to zrobimy, zadamy ci szereg krępujących pytań.
-Na które musisz odpowiadać zgodnie z prawdą albo oberwiesz wielkim młotkiem – dodała Kitty.
-Miałem nadzieję, że tego nie zauważy – syknął Don – jak przyjdzie Justin, macie tego nie mówić, jasne?
Pozostali przytaknęli.
-Dobrze, zaczniemy od czegoś niezwiązanego z samym sezonem – powiedział Don – naprawdę aż tak źle było na planie? Max mówił, że było ciekawie.
-Ten idiota latał od jednej instalacji do drugiej – odpowiedziała Amy – mówił, że Plan Totalnej Porażki był dla niego przyjemny w oglądaniu. Ja tam takiej rozrywki nie miałam.
-Ej, ja tu jestem! - zawołał Max – nie obrażaj mnie!
-A czemu nie? - odparła bezczelnie Amy.
-Dobra, już, spokojnie! - zawołała Kitty, uspokajając sytuację – Amy, czy naprawdę ciągłe walczenie z Samey było konieczne?
-Przyznaję, nie było – stwierdziła Amy – ale to było silniejsze ode mnie. Wyobraź sobie, że ty masz kogoś takiego – przez 16 lat jest ci posłuszny, potem się buntuje i przez kolejne 3 lata próbujesz go spacyfikować. Nie powstrzymasz się tylko dlatego, że jakiś sezon się zaczął.
-Dobra... ale czy nie można było chociaż nie wskakiwać do tej strefy, kiedy wiedziałaś, że to się źle skończy? Naprawdę zwyciężyła zawiść?
-Tak! To uderzało w samo sedno sprawy! Sama myśl, że to dzięki niej jej drużyna miałaby pokonać moją, doprowadzała mnie do szału!
-Ale doprowadziłaś do tego, że właściwie i tak dzięki niej wygrali. A ty zrobiłaś z samej siebie cel na eliminacji.
-Fakt, poniosło mnie. Dzisiaj się do tego w stu procentach przyznaję. Ale kiedy emocje zalewają cię falami, nie jesteś w stanie się powstrzymać.
-Ma rację – rzuciła Emma.
-Czy gdybyś teraz miała zobaczyć się z Samey, rzuciłabyś się jej do gardła? - spytał Don.
Amy spojrzała na niego wzrokiem mordercy.
-Oczywiście! Ta sytuacja to była moja wina, ale nadal jej nienawidzę. Moim celem życiowym jest teraz przywrócenie jej statusu do mojego niewolnika.
-Ok... - Don był wyraźnie zaskoczony tą odpowiedzią – nie będę się mieszać do waszych rodzinnych spraw. Przyszedł jednak czas, abyś zdradziła nam, jak ludzie w twojej drużynie głosowali przy twojej eliminacji – nad głowami Dona i Kitty znowu wyświetliła się tabelka, tym razem zawierająca imiona Nieśmiałych Alphys – dla przypomnienia, otrzymałaś wtedy osiem głosów. Po dwa dostali Brick i Jo, a jeden głos poszedł na Evę.
-Tak... - Amy zaczęła się zastanawiać – na pewno ja zagłosowałam na Bricka. Eva i Jo zagłosowały na siebie nawzajem, jak zresztą można było się spodziewać. Na Jo zagłosował też Ezekiel, który dziwnie trzyma się z Evą. No i na Bricka zagłosowała jeszcze... To była na pewno dziewczyna... A, już wiem! To była Sugar! Reszta zagłosowała na mnie.
Don wypełnił tabelkę.
-Czyli na ciebie głosowali: Brick, Cody, Gwen, Ella, Geoff, Topher, Dakota i DJ. Zgadza się?
-Tak – potwiedziła z godnością Amy.
-Przyszedł już czas, aby zaprosić naszego ostatniego gościa – poinformował Don – jeszcze tylko jedna rzecz... Zaskoczyło mnie, że ani razu w czasie tego wywiadu nie skłamałaś. Czyżby młot tak poskutkował?
Amy uśmiechnęła się.
-Wygląda na to, że jednak nie jestem taka zła, na jaką wykreowała mnie z kolei Samey. Ja nigdy nie kłamię...
Młot zaczął się niebezpiecznie trząść. Don zerknął na niego.
-...chyba że sprawa dotyczy w jakiś sposób Samey – dokończyła Amy.
Młot przestał się trząść. Don gwizdnął.
-No proszę, nie spodziewałem się – stwierdził – cóż, to działa w naszych oczach na twoją korzyść.
-Mów za siebie – mruknął Jose. Don wywrócił oczami.
-Teraz czas, żeby przyszedł do nas nasz ostatni gość! - zaczęła zapowiadać Kitty – znamy go już z Wyspy Totalnej Porażki i Planu Totalnej Porażki.
-W tym sezonie bardziej niż na grze, skupiał się na wyglądzie – kontynuował Don – a nie, to w sumie robił zawsze... Ale tym razem, jego wygląd nie był już tak dobry jak wcześniej... a przynajmniej tak mu się zdawało, przez co musiał radzić się w tych sprawach Alejandro.
-W momencie, kiedy wydawało się, że jest bezpieczny, został nagle zdradzony przez któregoś z członków swojej własnej drużyny – dodała Kitty – i w ten sposób znalazł się tutaj.
-Nasz ostatni gość pragnie zostać modelem, chociaż nie wierzy w swój własny dobry wygląd. Oto Justin! - zawołał Don.
Do studia wszedł Justin. Na ustach miał jakiś dziwny, kwaśny uśmiech. Justin usiadł obok Amy.
-Witaj, Justinie – powitał go Don – masz to szczęście, że znalazłeś się tutaj dzisiaj w nocy, więc nie zmarnowałeś zbyt wiele czasu swojego życia na tym planie.
-Owszem, zmarnowałem, pięć lat temu – odpowiedział Justin, tym razem faktycznie się uśmiechając.
-Zanim jednak stąd wyjdziesz, będziesz musiał odpowiedzieć na kilka pytań – powiedziała Kitty – w tym na to jedno, które interesuje nas wszystkich: kto jest zdrajcą wśród Walczących Undyne?
-Na to moge odpowiedzieć już teraz – zapalił się Justin.
-Spokojnie, dojdziemy jeszcze do tego – odparł Don – a zaczniemy od czegoś pozornie niezwiązanego z grą. Justinie, czy twoim zdaniem masz jeszcze szanse zostania modelem?
-Yyyy... Oczywiście, że mam! - odpowiedział szybko Justin.
Młot natychmiast spadł i uderzył Justina prosto w twarz. Justin spadł z kanapy, trzymając się za twarz. Po chwili wstał – z nosa leciała mu krew i miał podbite oko. Publiczność zaczęła się śmiać.
-Co to było?! - krzyknął.
-Młot – odpowiedział spokojnie Don – spadający za każdym razem, kiedy skłamiesz. Czyli twierdzisz, że już nie masz szans? I dlaczego właściwie skłamałeś?
-Owszem, twierdzę, że już nie mam szans – przyznał Justin, siadając. Jakiś stażysta przyniósł mu woreczki z lodem, które teraz Justin sobie przykładał – za bardzo się zapuściłem. Ale nadal mam nadzieję, a żeby mieć jakieś szanse, trzeba być pewnym siebie. Wiedziałem, że ludzie będą to oglądać, więc chciałem się zaprezentować dobrze. Teraz jednak już wszystko stracone.
-Przykro mi – powiedziała Kitty – to Don się uparł, żeby dać tutaj ten młot.
-Nieprawda! - zawołał Don.
W tym momencie młot spadł w kierunku Dona. Ten ledwo się uchylił. Młot śmignął tuż przed nosem Justina, który wrzasnął.
-No dobra, dobra, to byłem ja! - zawołał Don – Ale co zrobić? Podsumowania Geoffa były najlepsze!
-Wiecie co? Ja myślę, że Geoff dojdzie do finału – powiedział Brody – już raz nam się udało.
-Ale to był tylko Wariacki Wyścig... - zauważyła Kitty.
-TYLKO?! - krzyknął Don.
-A poza tym, nie mielibyście szans wygrać, gdyby ktoś tutaj, nie powiem kto, nie zrzucił Devina ze skały i nie musiałby się wycofać i Carrie by was nie wskazała jako zastępstwo – dodała Emma.
-Ej! To był wypadek! - zawołała zawstydzona Kitty.
-Fakt. Pozdrawiam Devina i Carrie! - zawołał Brody do kamery.
-Ej! To chyba o mnie mieliście rozmawiać – zawołał Justin.
-A, fakt – zreflektował się Don – ale o czym z tobą rozmawiać? Zasadniczo interesuje nas tylko, kto cię zdradził.
-Nieprawda! - zaprzeczyła Kitty – ja mam pytanie do Justina! W dogrywce ostatniego wyzwania obie ekipy miały po dwie osoby, które były w Porażkowych Braciach: wy mieliście ciebie i Harolda, a oni mieli Trenta i Cody'ego. Czy według ciebie to był sprawiedliwy podział?
-Nie – powiedział Justin – zauważ, że Trent i Cody mają teraz swój własny zespół i przebój, który ciągle bije kolejne rekordy. Harold umie jedynie beatboxować, a ja, chociaż umiem i śpiewać, i grać na instrumentach całkiem nieźle, to jednak nie mogę się w tym wypadku równać Trentowi i Cody'emu. Starałem się wykorzystać nasz potencjał jak najlepiej, ale oni nas przebili.
-Wiesz, że to nie Trent ani Cody przewodniczyli tamtemu zespołowi w dogrywce? - zauważyła Kitty.
-Wiem. Po paradzie radości, jaką zrobiły Leniwe Sansy, zrozumiałem, że to Dawn była za wszystko odpowiedzialna. Dodatkowo potrafiła wykorzystać muzyczny potencjał Courtney, Gwen, Elli itd. Na to jednak nie miałem już wpływu.
-Dobra, dość! - zawołał zniecierpliwiony Don – koniec tej zabawy! Wiemy, że przy eliminacji cała drużyna Szalonych Papyrusów zagłosowała na ciebie i wiemy również, że wszyscy poza zdrajcą głosowali na Duncana. Kto jest zdrajcą?
-Nie domyślacie się? - uśmiechnął się Justin – przecież to on jest znany z takich przekrętów.
-Alejandro – powiedział Jose – to oczywiste.
-To prawda – potwierdził Justin.
-Faktycznie, to było dość oczywiste... - powiedział wolno Don.
-Trzeba było tak się spieszyć? - zapytała Kitty.
-Macie jeszcze jakieś pytania do Justina? - spytał się Don.
Nikt nie odpowiedział.
-W takim razie – powiedział Don – będziemy wkrótce kończyć podsumowanie... ale zanim to zrobimy... skontaktujemy się z Quantanaką! A dokładniej, skontaktuje się z nią nasza Galeria Gwiazd. Każdy z nich ma możliwość wykonania wideopołączenia i porozmawiania z jedną osobą, która jeszcze bierze udział w sezonie. Teraz na Quantanace jest 13.15 czy coś koło tego, więc powinni oni mieć obiad. Lecimy więc po kolei. Emma!
-Chwileczkę jeszcze, mam jedno pytanie do Blaineley – przerwała Emma – dlaczego Dave, Cameron i Sky głosowali na Owena?
-Ze względu na jego układ pokarmowy, oczywiście! - odpowiedziała Blaineley.
-Ok, będę rozmawiać oczywiście z Noah – powiedziała Emma.
-W porządku – powiedział Don i wstukał coś w klawiaturę.
Po chwili na ekranie pojawiła się twarz Szefa.
-Czego?! - zawołał Szef.
-Cześć, Szefie! - uśmiechnął się Don – przecież doskonale wiesz, co oznacza ten telefon.
-No to się pytam, czego? Czy tam, jak wolisz, kogo? - mruknął Szef.
-Przyprowadź do telefonu Noaha – powiedział Don.
Szef zniknął z wizji.
-Telefon zamontowany jest w kuchni – wyjaśnił Don – umówiłem się z Szefem, żeby w dni podsumowań zawsze robił obiad o tej porze. W ten sposób ułatwiamy robotę sobie, a życie uczestnikom.
-...ale przecież teraz jemy obiad... - w telefonie dało się słyszeć głos Noaha. Po chwili Noah został wepchnięty przez Szefa przed ekran i spojrzał w niego – Emma?
-Tak, Noah, to ja – uśmiechnęła się Emma – jak tam?
-Nic nowego, poza tym, że tym razem Chris postanowił męczyć nas cały rok zamiast dwóch miesięcy – powiedział Noah, po czym uśmiechnął się. - Fajnie, że dzwonisz.
-Dostałam taką możliwość, więc czemu nie – odparła Emma. W tym momencie Don pokazał jej, że musi już kończyć – niestety, nie dają nam dużo czasu, więc już muszę kończyć. Powodzenia... I przekaż Owenowi, żeby uważał na swoją fizjologię. Chłopaki z jego drużyny tego nie lubią.
-JA jestem chłopakiem z jego drużyny – zauważył Noah – no nic, zobaczę, co da się zrobić. Do zobaczenia.
W tym momencie telefon rozłączył się.
-Następny, Brody! - powiedział Don.
-Oczywiście, mojego zioma Geoffa poproszę! - zawołał uradowany Brody.
Po krótkiej chwili i kolejnej utarczce z Szefem przed ekranem pojawił się Geoff.
-Brody?! Hej, ziom! Jak leci? - zawołał Geoff.
-U mnie dobrze, ale ważniejsze, co u ciebie? - powiedział Brody.
-Jest wspaniale! Mam bardzo fajną drużynę, chociaż mało imprezową. No i nie ma w niej Bridgette – ocenił Geoff.
-A wiesz, co u Bridgette? - spytał Brody.
-Chyba dobrze, chociaż twierdzi, że jej drużyna też mogła by być lepsza... Przynajmniej chłopaki. Ale nie narzeka szczególnie.
-To dobrze. Nie dajcie się tylko wkręcić w rywalizację, bo może się to źle skończyć. Do zobaczenia!
-Oczywiście, że pamiętam! Mam dla niej szczególne względy. Pa pa!
-Następna, Tammy! - powiedział Don, jak tylko Geoff się rozłączył – swoją drogą dziwne, ale Szef powinien widzieć na wyświetlaczu, kiedy telefon dzwoni, do kogo jest on kierowany....
-Poproszę Leonarda – powiedziała Tammy, a widząc rozbawione spojrzenie Dona, dodała – Co? Jego jedynego znam z nich wszystkich...
Po kolejnej chwili Tammy podjęła rozmowę z Leonardem. Jak się okazało, Leonard wierzył, że nie może używać magii, ponieważ Quantanaka to „strefa zdemagizowana”. Nikogo to jednak szczególnie (poza Tammy) nie obchodziło.
-Następny... Ooo, Jose! To może być interesujące – powiedział Don, kiedy Tammy skończyła rozmawiać.
-Poproszę rozmowę z Heather – powiedział Jose, uśmiechając się złośliwie. Pozostali popatrzyli na niego zaintrygowani. Rozmowa z eksdziewczyną swojego brata zapowiadała się ciekawie.
Po chwili przed ekranem w kuchni na Quantanace wylądowała Heather. Widząc Jose, uniosła brwi.
-No proszę, brat Alejandro! W sumie to nawet nie wiem, czy jesteś lepszy, czy gorszy od niego... - mruknęła.
-Nie dzwonię do ciebie, żeby się opowiadać za lub przeciw Alejandro – odparł Jose – ale mam dla ciebie pewną informację. Czy wiesz, kto jes wśród was zdrajcą, który sprzedał swój głos Szalonym Papyrusom i wyeliminował Justina?
-Ej, ja chciałem jej to przekazać! - zawołał Justin.
-Nie, nie, nie mów, że to Alejandro! - krzyknęła Heather.
-Właśnie on – powiedział spokojnie Jose.
-Ugh, jak ja go dorwę! - zawołała Heather, po czym zniknęła z wizji. Jose wzruszył ramionami i rozłączył się.
-No i na sam koniec, Brady! - powiedział Don.
-Ja poproszę oczywiście telefon do Beth – powiedział Brady.
Kilka chwil później na ekranie w studiu pojawiła się Beth.
-Brady! Jak się cieszę, że cię widzę! - pisnęła.
-Ja też, Beth – uśmiechnął się Brady – mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam.
-Właściwie to teraz jemy obiad, ale breja Szefa jest tak niedobra, że w sumie można to policzyć jako nieprzeszkadzanie – stwierdziła Beth, po czym uchyliła się przed chochlą rzuconą przez Szefa – bez urazy, Szefie!
-To dobrze – powiedział Brady – wiesz, jak dla mnie, nie musisz wygrać tego sezonu. Poza tym, dzisiaj zaczął się rok akademicki, o ile sobie przypominasz. Ale jak dla mnie, to po prostu baw się dobrze.
-Och, dzięki! - zawołała Beth – takie słowa na pewno mi pomogą!
-Dobra, wracaj już do tego obiadu – powiedział, śmiejąc się, Brady – coś tam jeść musisz.
-Oczywiście. Do zobaczenia! - pożegnała się Beth, po czym rozłączyła się.
-No cóż, na dziś, to chyba już wszystko! - powiedział Don.
-Czy aby na pewno nie zapomnieliśmy o czymś ważnym? - spytała Kitty.
-Z pewnością – odparł Don – ale teraz już nic z tym nie zrobimy, czas nam się kończy. Oficjalnie więc możemy wypuścić Maxa, Blaineley, Amy i Justina na wolność!
Widownia zaczęła bić brawo.
-A my już zamykamy ten interes – powiedziała Kitty – ale pamiętajcie, żeby oglądać kolejne Podsumowania! A żeby wiedzieć, o czym my mówimy, musicie też koniecznie oglądać Totalną Porażkę...
-Plejadę Dorosłych Gwiazd! - dokończył Don – Do zobaczenia za cztery tygodnie!
