Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationship:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2021-05-23
Updated:
2021-07-08
Words:
3,704
Chapters:
2/?
Comments:
11
Kudos:
23
Bookmarks:
3
Hits:
436

Prawdziwe powietrze

Chapter 2

Notes:

W końcu ruszyłam dupe!! Dzięki @siba_karabinow za motywacje do napisania xD. Jak się spodziewałam, cały czerwiec nie pisałam, bo byłam w pracy, a dzisiaj energicznie kończyłam rozdział, bo jutro wyjeżdżam na weekend na festiwal (ktoś meetup we Wrocławiu??) i znowu nic bym nie napisała. O dziwo muzyka z playlist ''loki vajb'' pasuje do pisania fika o Lalce. No cóż hahah. Miłego czytania!!

Chapter Text

W przedpokoju było pusto, tak samo w jego pokoju. Spóźnił się, a jej tu nie było. Napełniło go to strachem. Jeszcze raz rozejrzał się po izbach, nie zwracając uwagi na stolik na korytarzu i wpadł do pokoju Ignacego. 

- Już wyszła? - zapytał niespokojnym głosem. 

- Stachu, jesteś! - przyjaciel zawołał, wstając z krzesła. - Tyle cię nie było, że martwiliśmy się z… 

- Tak, tak, ale czy ona sobie już poszła? - gorączkowo pytał, zaglądając w kąty pokoju. 

- Spokojnie, przecież wiesz, że pani Wąsowska nigdy nie postawiła stopy w mojej izbie! Wypiliśmy herbatę, jak zawsze na korytarzu i…

- I co się stało?! Poszła sobie? Wiedziałem, że tym razem za późno przyszedłem… 

- Stachu! - Ignacy podniósł głos i złapał przyjaciela za ramiona. - Rzeczywiście mógłbyś pan przychodzić dla niej szybciej.

- To moja wina. Będę już zjawiał się o czasie, obiecuję.

- Ale -  subiekt dodał, starając się skupić uwagę Wokulskiego na sobie - pani Wąsowska wyszła dopiero wtedy, gdy przybiegła tu panna Marianna. 

- Panna Marianna? Co ona tu robiła? 

- Do ciebie przyszła! Cała zapłakana, herbaty nie chciała. 

Wokulski wyprostował się i odskoczył w stronę drzwi. 

- Nie dość, że nie było mnie tu dla pani Wąsowskiej, to jeszcze Marianna mnie poszukiwała - wymamrotał. 

- A tyś gdzie znowu przepadł? - zawołał za nim Rzecki, kiedy ten ubierał kapelusz i szalik na korytarzu. 

- U panny Izabeli - kupiec wydusił ze wstydem. - Wiesz, gdzie obie się oddaliły? 

- Nic mi nie wiadomo. - Rzecki bezradnie rozpostarł ramiona. Z żalem spoglądał na przyjaciela, którego nerwowość mógł wytłumaczyć jedynie poczuciem winy. - Wydaje mi się, że pani Wąsowska chciała zabrać ją do siebie do mieszkania. 

- Dziękuję, przyjacielu. - Wokulski podbiegł do niego i ścisnął jego ręce. - Ja… sądzę, że powinienem też tam się znaleźć i przeprosić. Wiesz, może Marianna potrzebowała mnie…

Rzecki pokiwał energicznie głową, obserwując jak Stanisław wybiega z mieszkania. 

- Sklepem się nie martw i tak już nim się zająłem… - wymamrotał do siebie. 

 

***

 

Biegł przez miasto, potrącając przechodniów. W pewnym momencie musiał przystanąć, sapiąc i zdając sobie sprawę ile lat minęło od kiedy z takim zapałem biegł przez te same uliczki.

Niechciana w tym momencie myśl przyszła mu do głowy. Fragment rozmowy, która omało nie skończyłaby się tragedią, gdyby nie wtrącenie się Tomasza Łęckiego. 

- Ja nie rozumiem, jak pan może ich traktować, tak jakbyśmy byli równi - powiedziała wtedy.  

- Nikt nie jest oczywiście tak wspaniały jak pani. - Jego głos brzmiał wtedy jeszcze pewnie siebie i swobodnie.

- Ale pan nie rozumie. Nie. Nie. - Izabela energicznie pokręciła główką, przekrzywiając kołnierz sukni. - Przecież ich świat jest taki… brudny. Nieporównywalny z tym, co przeznaczone jest dla nas. - W jej głosie mieściła się taka dziecinność i niewiedza o życiu, że Wokulskiego przez chwilę zmroziło ze strachu o to, że się w niej odkochał.

- To też ludzie, starający się żyć jak reszta - odpowiedział poważnym głosem, starając się przywołać w pamięci obraz Izabeli, która w życiu nie wypowiedziałaby takich słów. 

- Co pan może o tym wiedzieć? Przecież jest pan bogaty. 

Wokulski odchrząknął, wpatrując się z zaciśniętymi ustami w dziewczynę przed nim. Nagle jakby zbladła w jego spojrzeniu. Inne rzeczy zaczęły się wyostrzać, jak pokojowe, które na pewno nie żyły w brudnym świecie i Tomasz Łęcki, kierujący się w ich stronę. 

- Słyszał pan o sztuce, która będzie wystawiana niedługo? - mężczyzna niezręcznie zapytał.

- Tak, papo! Opowiedz mu. - Izabela ucieszyła się i z uśmiechem obróciła się w stronę kupca. 

Ten uśmiech go uratował. Znów wszystko skupiło się na Izabeli, która w ekscytacji wydawała mu się wspanialsza niż kiedykolwiek. 

Teraz jednak, stojąc na mrozie, jego umysł powracał do kilku, bolesnych zdań. Jej uśmiech nie wydawał mu się już tak przyjazny. Nie, kiedy udało mu się wydostać się z pięknego świata Łęckich i zdał sobie sprawę z tego, że nie był w stanie przebiec więcej niż kilkaset metrów bez zadyszki. Kiedy wokół siebie mógł dostrzec ludzi kulących się wokół małych ognisk, które były ich jedynym źródłem ciepła.

Co pan może o tym wiedzieć? 

Nie był arystokratą i był tego świadom. Odczuwał ciężar tej implikacji za każdym razem, gdy pojawiał się u Łęckich, którzy przez całe życie znali tylko swój światek, nie chcąc nawet zrozumieć, co dzieje się kilka ulic obok. 

Nie powinienem jej winić za to kim jest, pomyślał. Przecież kochał ją jaką była. 

Z tym przekonaniem oddalił się od żebraka proszącego o drobne, kierując się w stronę mieszkania Wąsowskiej. 



***

 

Nie pamiętał jak znalazł się w jej mieszkaniu. Najbardziej zapadło mu w pamięć, jak stanęła przed nim w korytarzu i oparła się ręką o ścianę, jakby zagradzając mu drogę. 

- Pan tutaj? - zapytała ze zdziwieniem, jednak po chwili się poprawiła - Pewnie po Mariannę, znając życie pan Rzecki… 

- Ja się sam zastanawiałem, gdzie pani się podziała - odparł na jednym wdechu.

- Tak? - Kazimiera zmrużyła oczy. - Jeszcze zacznę przypuszczać, że myślał pan o mnie, gdy czekałam na pana prawie godzinę. 

- Przepraszam, musi pani zrozumieć, że starałem się tu dobiec. A wcześniej… 

- Państwo Łęccy, prawda? Chcieli przedstawić panu kogoś, albo Izabela zaczęła jakąś historyjkę i… zapomniał pan? - Wokulski zacisnął usta, nie odpowiadając. - No nic - Kazimiera odparła, lustrując zakłopotanego mężczyznę. - Widzę, że pan się naprawdę przestraszył jak zniknęłam z Marianną. Lubię towarzystwo pana Rzeckiego, ale mógłby pan się bardziej postarać. Biegł pan? 

- Mróz, moja miła. - Wokulski machnął ręką i pozwolił sobie przesunąć się, by zobaczyć fragment salonu. - Co się stało, Mariannie? - zapytał z niepokojem. Dziewczyna była cała czerwona, jakby dopiero co płakała. - Kazimiero? 

Rysy kobiety zmiękły, kiedy przysunęła się obok kupca, również zerkając w stronę dziewczyny. 

- To delikatna sprawa - powiedziała cicho. - Nie sądzę, że pan zrozumiałby. 

- Przecież Marianna specjalnie udała się do mnie - zaczął. 

- I dzięki Bogu, że tam pana nie spotkała. - Wąsowska tylko uśmiechnęła się, widząc zdziwione spojrzenie Stanisława. Zauważył, że uśmiechała się całkiem inaczej od Izabeli. Robiła to o wiele rzadziej, jednak jej uśmiech zawsze wydawał się być zarezerwowany dla żartu, który tylko oboje znali, co w pewien sposób dodawało mu intymności, której tak mu brakowało przy spotkaniach z Izabelą. - Niech pan się na mnie tak nie patrzy - powiedziała z rozbawieniem.

 - Chodzi o konkurenta - po chwili syknęła. 

- Pani Marianna miała narzeczonego? 

- A pan co taki zdziwiony? - Spojrzała na niego karcąco. - Dziewczyna ładna, pracowita… 

- Przecież wie pani o co mi chodzi, nie musi mi pani tłumaczyć zalet panny Marianny.

- Wie pan jak ja lubię z panem rozmawiać. 

- Ale nie w ten sposób.

- To już pańskie obiekcje. - Zmieniając ton na bardziej rzeczowy, Wąsowska dodała - Powiedziałam, że może u mnie na chwilę zostać. Dziewczyna potrzebuje kogoś, kto jeśli jej nie pomoże, to przynajmniej wysłucha. Rozumiesz Stanisławie, że ani ty, ani pan Rzecki, nie zrobilibyście tego, czego Marianna potrzebuje? 

Wokulski zamrugał, zdając sobie sprawę, że kobieta zwróciła się do niego po imieniu. Podobało mu się to, jak wymówiła jego imię. 

- A-ale ja chciałbym jej pomóc - wymamrotał. 

Przez twarz Wąsowskiej przebiegł wyraz zdziwienia, który szybko starała się zamaskować, przybierając blady uśmiech. Nie spodziewała się tego po mnie? Pomyślał, że panna Łęcka nie pozwoliłaby zatrzymywać się na dłużej w pomieszczeniu z kimś takim jak Marianna. Na chwilę go zmroziło, kiedy wywnioskował, że Wąsowska mogła myśleć, że on zachowa się podobnie.

- W takim razie niech pan poczeka - powiedziała i oddaliła się w stronę salonu. 

- Musi pani tylko wiedzieć, że ja… - nerwowo zaczął. 

- Za chwilę mi pan powie. - Machnęła ręką, nie obracając się za siebie. 

Jest przekonana, że gardzę młodą kobietą w pokoju, która właśnie przeżyła złamanie serca. Jakbym mógł? Widział przed sobą zapłakaną dziewczynę, która była takim samym człowiekiem jak on, a nawet jeśli nie lepszym. Kazimierę z niepodobną dla siebie delikatnością przysiadła się do niej i kojąco zaczęła jej coś opowiadać. 

Obserwował jak odgarnia splątane kosmyki z twarzy Mariany i trzyma ją za rękę. Wyglądała w tej pozie o wiele młodziej, jakby pocieszała swoją młodszą siostrę, obie niewinne wobec całego świata. Nie było to prawdą, wiedział, że jak tylko Kazimiera wstanie jej ruchy znowu się wyostrzą, a Marianna zacznie płakać przez dżentelmena, który nie pokazałby swojego prawdziwego oblicza, gdyby nie przeszłość dziewczyny. Obie nie miało łatwo, a mimo to podczas każdego spotkania z Wąsowską dostrzegał jak małe rzeczy umiały ją zafascynować, jak beztrosko umiała się śmiać z jego żartów. Jeśli umiała sprawić, by wspominał spotkania z nią jako jedne z najszczęśliwszych wydarzeń w ostatnich czasach… Wstrzymał oddech, zdając sobie sprawę, że nigdzie nie był tak zrelaksowany i nigdzie nie śmiał się tak swobodnie, jak z Wąsowską. W takim razie… panna Marianna też powinna tak się czuć przy niej, racja? 

Panna Łęcka nie zrobiłaby tego dla Marianny. Jej beztroska nie wynikała z wiary w ludzi. Nie robiła tego na przekór, jakby chciała mu udowodnić, że nawet on może wciąż się śmiać jakby był znowu młodzieńcem. Gdy patrzył na Wąsowską, zrozumiał, że zachowanie kobiety było dokładnie tym, czego spodziewał się po pannie Łęckiej. 

- Panna Marianna pozwoli na chwilę panu nas zabawić. - Kazimiera nagle znalazła się przy nim, szepcząc. 

- Na pewno? - zapytał, rozumiejąc, że nie pomoże dziewczynie w taki sam sposób, jak Wąsowska. 

Kobieta, jakby czytając jego myśli powiedziała:

- Nie musi pan jej okazywać litości, ani pocieszać. Wystarczy, że rozmową poprawi jej pan humor. Wiem, że umie pan to zrobić, bo… - zawahała się, ze skrępowaniem patrząc na sufit. - Mi zawsze pan poprawia humor - wydusiła w końcu, uśmiechając się delikatnie. 

Odwzajemnił go, zauważając, że nie powróciła do swojej szorstkości. Może jednak Kazimiera wciąż w niego wierzyła.




Notes:

jeśli chcecie zobaczyć troche gadania o lalce to zapraszam na mojego Twittera @idkvercia