Chapter Text
Nastolatek wbiegł po stopniach. Krzyknął “przepraszam” do jakiegoś mężczyzny, którego potrącił kondygnację niżej. Wpadł zasapany do mieszkania i próbując złapać oddech zamknął za sobą drzwi. Peter spojrzał na niego ze zdziwieniem znad laptopa, po czym sprawdził godzinę. 23:58. Uśmiechnął się złośliwie.
– Gratuluję. Pobiłeś rekord.
Stiles wyprostował się i podszedł bliżej. Opadł ciężko na fotel i jeszcze przez chwilę próbował uspokoić tętno.
– Jak zostanę jeszcze 3 minuty to jutro mam też zaliczone?
– Czy ja wiem? Dręczenie ciebie jest dosyć ciekawym zajęciem, a ostatnio zaczyna mi się nudzić.
– Zastanawiałeś się może kiedyś, dlaczego ludzie cię nie lubią?
Peter uśmiechnął się, teraz już wyraźnie rozbawiony. Zamknął i odłożył laptopa.
– Mam wrażenie, że powodów jest mnóstwo, ale nie zależy mi na sympatii ludzi, których sam nie lubię. – Po chwili zastanowienia dodał – A takich, których lubię, jest mało.
– Możesz ich wymienić, bo naprawdę mnie zaciekawiłeś.
– Christopher, Ty… – mężczyzna zawahał się. – I to wszyscy z tych, których znasz.
– A ilu jest ich w sumie? – dociekał Stiles.
Peter zmrużył oczy i zamilkł na dłuższą chwilę.
– Złe pytanie?
– Nie… Po prostu liczę – odpowiedział wciąż zamyślony wilkołak. – Na razie mam 11.
– Dodaj jednego i możesz robić Ostatnią Wieczerzę.
Peter wstał z kanapy. Podszedł do kuchni i, włączając czajnik, obrócił się do chłopaka.
– Chcesz…?
– KAWY – przerwał mu nastolatek, przez co wilkołak uniósł brwi.
– Nie planujesz iść spać?
– Mam jutro test z historii i jeszcze nie zacząłem się na niego uczyć.
– To nie w twoim stylu – przyznał Peter. – Zazwyczaj to tekst Scotta.
Dlatego Scott nie chodzi na historię.
– Ciężko mi się ostatnio skupić na nauce. – Wsunął się głębiej w fotel i zamknął oczy. – Zwłaszcza przy takim nauczycielu.
– To znaczy?
– Vikens wymaga tylko idiotycznych, nikomu niepotrzebnych szczegółów. Nawet Lydia miała z nim problemy.
– A ty nie zapamiętujesz tych szczegółów, bo skupiasz się na innych? – zgadł Peter.
– Mhm – mruknął. – Po co mi znać wszystkie nazwiska dowodzących podczas bitwy? Wystarczy chyba, że pamiętam, że była, i była spowodowana głupotą ludzką.
– Nie żebym nie chciał przyznać ci racji... – zaczął Peter, stawiając kawę na stoliku obok fotela – ale nie wydaje ci się, że te lekcje mają po prostu ćwiczyć twoją pamięć?
– Mam tyle rzeczy do spamiętania, że naprawdę nie widzę sensu w dalszym jej ćwiczeniu.
Otworzył oczy i sięgnął po kubek. Wypił połowę jednym łykiem, parząc sobie gardło. Peter przyglądał mu się, zastanawiając się nad czymś. W końcu odstawił swoją kawę i podszedł do jednego z regałów.
– Jeśli chcesz, to mam coś, co mogło by ci pomóc – powiedział nie odwracając się.
– To znaczy?
Wilkołak znalazł w końcu, czego szukał. Zdjął z półki książkę w twardej, ciemnożółtej okładce. Podał ją Stilesowi i usiadł na kanapie.
– Przejrzyj spis treści – polecił mu, sięgając po swój kubek.
Stiles nieufnie obejrzał książkę. Wyglądała na dosyć nową. Okładka wciąż błyszczała. „Magia che semplifica la vita”. Z jakiegoś powodu nie miał problemów z przetłumaczeniem tytułu. „Magia ułatwiająca życie”. Uniósł brwi i spojrzał na Petera, który już go ignorował. Odpisywał komuś na wiadomość. Stiles wzruszył ramionami i wrócił do książki.
Otworzył ją na pierwszej stronie. Wydana trzy lata temu. Tekst był po włosku, mimo to Stiles czytał go bez problemów. Wyglądała jak jakiś poradnik dla fanów Harry’ego Pottera, ale i tak zerknął na spis treści. Zaklęcie niewidzialności. Zaklęcie przywołujące fortunę. Zaklęcia na choroby. Zaklęcie na złamane serce. Nie chciało mu się wierzyć, że to prawdziwe zaklęcia. Przecież strona tytułowa była ozdobiona małymi wróżkami z Piotrusia Pana.
Zaklęcie pamięci.
Pchany głównie ciekawością, odszukał stronę z zaklęciem. Już po kilku linijkach zmienił zdanie co do przeznaczenia książki. Uniósł głowę i spojrzał na wilkołaka teraz z szokiem na twarzy. Peter starał się ukryć rozbawienie.
– Poważnie? – zapytał tylko Stiles.
Peter parsknął śmiechem.
– Naprawdę myślisz, że księgi zaklęć są tylko z czasów średniowiecza?
– Ale ta książka wygląda jak żart.
– To celowy zabieg – wyjaśnił Peter. – Ma wyglądać jak żart dla laików. Nie jest też niebezpieczna dla dzieciaków, którzy chcą się bawić w czarodziei, ponieważ każde zaklęcie wymaga składnika lub energii niedostępnej dla zwykłych ludzi.
Stiles ponownie spojrzał na książkę. Teraz z uznaniem.
– I te zaklęcie naprawdę zadziała?
– Jeśli zastosujesz się do jego zaleceń, to tak. Jakbyś potrzebował pomocy to mnie obudź.
Przeciągnął się i poszedł w stronę sypialni. Stiles zdał sobie z czegoś sprawę, jak wilkołak sięgał już po klamkę.
– Idziesz spać od razu po kawie?
– Ironicznie, najlepszy moment na drzemkę jest zanim kofeina zacznie działać. Dobranoc.
Stiles patrzył jeszcze przez chwilę na drzwi zastanawiając się, czy Peter żartował. Potrząsnął głową i skupił się na zaklęciu. Nie wydawało się skomplikowane. Miało jednak jedno wymaganie, którego się obawiał. Pełne skupienie. Bez leków bardzo rzadko udawało mu się je osiągnąć. Westchnął. To wciąż lepsza perspektywa niż nauka na przedmiot, na którym mu nie zależało.
Mrugnął kilka razy, starając się przywyknąć do ciemności wokół niego. Rozejrzał się niespokojnie. Leżał na łóżku w nieznanym pokoju. Wciąż nie wiedząc gdzie jest i jak się tu znalazł, usiadł powoli. Nie bolała go głowa, więc nie został ogłuszony. Zanim zdążył roztrząsnąć inne opcje, drzwi na przeciwko łóżka się otworzyły.
– Witam z powrotem – rozbawiony Peter zajrzał do pokoju. – Szybko wróciłeś.
– Gdzie jestem?
– W mojej sypialni – wyjaśnił wilkołak. – Kanapa nie nadaje się do spania, a nie wiedziałem, kiedy się obudzisz.
Ostatnie, co pamiętał to czwarte podeście do zaklęcia poprawiającego pamięć. Potrząsnął głową, starając się rozbudzić.
– Straciłem przytomność?
– Mhm – Peter kliknął przełącznik na ścianie. – Przeładowałeś zaklęcie.
– To znaczy? – Światło pomogło rozeznać się w terenie, ale nagły błysk bardzo drażnił jego oczy. – I jak długo byłem nieprzytomny?
– Jakąś godzinę. Jest czwarta nad ranem.
Stiles jęknął i opuścił nogi na podłogę. Wciąż miał przed sobą naukę na sprawdzian z historii.
– Jak się pozbierasz, to podejdź do kuchni.
Peter wyszedł, przymykając za sobą drzwi. Dopiero teraz Stiles mógł się rozejrzeć po pokoju. Mimo włączonego światła w środku wciąż było dosyć mrocznie. Okno na lewo od łóżka było przysłonięte ciemnym materiałem. Ściany w kolorze ciemnej zieleni tylko pogłębiały ponury wygląd. Obok okna stało spore, drewniane biurko. Stiles wstał, żeby się bliżej przyjrzeć przedmiotom na blacie. Z kilku książek w nieznanym mu języku wystawały pojedyncze kartki z niepokojącymi rysunkami. Jeden przedstawiał niesamowicie starą kobietę, pochyloną nad niemowlęciem leżącym w koszyku postawionym na niskim kamiennym murku. Dziecko wyciągało rączki w stronę kobiety. Co było niepokojące w tym obrazku, to chłodny uśmiech kobiety. Stilesowi ciężko było oderwać wzrok od jej pomarszczonej twarzy. Odłożył książkę i spróbował skupić się na czymś innym. Podejrzanie nieproporcjonalna czaszka ludzka, której Peter używał jako przycisku do papieru, zdecydowanie nie poprawiła mu samopoczucia. Nad biurkiem wisiało kilka oprawionych zdjęć w sepii. Większość przedstawiała jakieś europejskie miasto. Najmniejsze zdjęcie przedstawiało obejmującą się, uśmiechniętą parę. Chwilę poświęcił na wymyślenie, kim mogli być ci ludzie, ale szybko jego uwagę odciągnął błysk w szkle. Obrócił się, żeby zlokalizować jego źródło. Okazało się, że duże lustro stojące na przeciwko biurka, odbiło pomarańczowe światło latarni miejskiej, które przedostało się przez zasłonę. Lustro stało we wnęce, która po bliższej inspekcji okazała się garderobą. W pokoju poza drzwiami do salonu były jeszcze jedne drzwi. Jako, że nigdzie nie zauważył wcześniej innych, założył że to łazienka.
Stwierdził, że jak zostanie w sypialni jeszcze dłużej, Peter zacznie coś podejrzewać. Nie żeby nie podejrzewał nic później, kiedy zapach Stilesa będzie wszędzie. Pewnie nawet teraz słyszy jego kroki w pokoju. Zmysły wilkołaków są naprawdę irytujące.
Wyszedł do salonu, gdzie zastał Petera pochylonego nad kilkoma książkami rozłożonymi na stoliku przed kanapą.
– Masz szczęście, że u Lucy można zamawiać jedzenie całą dobę – rzucił, nie podnosząc głowy wilkołak.
Dopiero zapach chińszczyzny rozłożonej na blacie w kuchni uświadomił mu, jak bardzo jest głodny. Jedzenie nie było rozpakowane, więc Peter nic jeszcze nie jadł. Podszedł do blatu i zaczął wyjmować pojemniki z torby.
– Zamawiałeś chińszczyznę o 4 nad ranem? Twój tryb życia zaczyna mnie martwić.
– Nie jestem głodny – odpowiedział Peter.
Stiles zamarł, wpatrując się w niego. Nie musiał zadawać swojego pytania. Peter wyczuł jego spojrzenie i w końcu podniósł głowę. Patrzył na niego z politowaniem.
– Stiles, nie dałbym ci tego zaklęcia, nie testując go wcześniej na sobie. Widziałem też, ile energii ty na nie zużyłeś.
– Więc zamówiłeś dla mnie jedzenie... o czwartej nad ranem?
– Mhm – Peter już wrócił wzrokiem do książek. – Co w tym dziwnego?
Stiles nie odpowiedział. Był zaskoczony, że Peter o nim pomyślał. Zaburczało mu w brzuchu, więc nie roztrząsał tego dalej. Musiał zacząć się w końcu uczyć na ten cholerny test.
* * *
Siedzieli obok siebie w milczeniu. Stiles nad podręcznikiem do historii, a Peter nad... książką pełną bardzo mrocznych ilustracji. Nawet nie planował pytać, do czego mu to było potrzebne. Skończył wszystko czytać pierwszy raz. Spojrzał na wyświetlacz telefonu. 6:13. Ponad godzinę zajęło mu samo przeczytanie całego materiału. Nie miał najmniejszych szans zaliczyć tego testu.
Peter zerknął na niego i odłożył swoją książkę.
– Skończyłeś?
– Czytać – mruknął tylko. – Z nauką to dopiero początek.
Wilkołak zabrał mu podręcznik i go przejrzał.
– Z jakich stron masz ten sprawdzian?
– 146 do 320 – odpowiedział automatycznie, zastanawiając się, co planuje Peter.
– Pamiętasz może, co było na stronie... – zawiesił głos, otwierając losowo podręcznik, – 216?
– Zdjęcie generała Horkinsa i wyjaśnienie, w jaki sposób jego oddział stawiał opór wobec... – urwał, patrząc na Petera z otwartymi oczami. – Dlaczego ja to pamiętam?
– Wiesz... – wilkołak uśmiechnął się zamykając książkę, – możliwe, że to przez to, że rzucałeś dzisiaj zaklęcie na idealną pamięć.
– Ono... zadziałało?
– Najwyraźniej – wciąż starał się ukryć rozbawienie. – Czego się spodziewałeś?
– Że jedyne co zrobiłem, to zemdlałem, próbując się skupić.
I w końcu, Peter się roześmiał.
– Myślałeś, że zemdlałeś, bo udało ci się skupić?
– Bardzo zabawne – mruknął Stiles.
Zabrał podręcznik Peterowi, który starał się uspokoić.
– Przepraszam – odpowiedział w końcu wilkołak. – Po prostu... To naprawdę zabrzmiało komicznie – usprawiedliwił się.
Stiles przewrócił oczami i spojrzał na książkę. Nagle coś do niego dotarło.
– Czyli nie muszę tego więcej czytać.
– Nie. Zaklęcie utrzymuje się przez kilka tygodni – wyjaśnił już poważnie Peter. – Rzeczy, które zapamiętałeś przy jego pomocy już nie zapomnisz, chyba że bardzo będziesz chciał. To też wymaga jednak pełnego skupienia, więc nie wiem, jak sobie z tym poradzisz – dodał ze złośliwym uśmiechem.
Stiles uderzył go książką w ramię. Wiedział, że wilkołak ledwo to poczuł, ale odruchu nie zatrzymał. Zaczął się zastanawiać nad czymś innym.
– Czyli pozostałe zaklęcia w tej książce też działają?
– Zaklęcia w większości książek, które zbieram, działają – odpowiedział Peter.
Stiles odwrócił się w stronę regału.
– Powiedz mi jeszcze, że te wszystkie książki są z zaklęciami.
– Nie. Tutaj jest tylko kilka, które dopiero sprawdzam. Reszta jest na pozostałych regałach.
– Pozostałych?
W sypialni nie było żadnych półek z książkami. Najwyraźniej jego zdziwienie malowało się wyraźnie na jego twarzy, albo w zapachu, bo Peter westchnął i wstał. Podszedł do jedynego regału w pokoju i sięgnął na wystający ze ściany za nim uchwyt, na którego wcześniej Stiles nigdy nie zwrócił uwagi. Pociągnął w stronę okna i cały panel, który wcześniej uznał za inaczej pomalowaną ścianę, odsunął się, ukazując przejście do innego pomieszczenia.
Stiles podszedł bliżej i zerknął wilkołakowi przez ramię. W środku była biblioteka. Pokój był niewiele tylko mniejszy od całego mieszkania na długość. Wszystkie ściany zasłonięte były regałami. Większość półek zajęta była przez książki, ale na kilku stały kartony, drewniane szkatuły i inne dziwne przedmioty.
Niepewnie wszedł do środka. Zmarszczył brwi i rozejrzał się. W pomieszczeniu nie było żadnego źródła światła, mimo to było jasno. Jak w pochmurny dzień, kiedy nie widać słońca na niebie. Odwrócił się do Petera, żeby o to zapytać, ale wilkołak go ubiegł.
– Magia. Postaraj się nadążać.
Przewrócił oczami i wrócił do rozglądania się. Wiele książek wyglądało na bardzo stare. Pożółkłe, rozpadające się okładki bez tytułów na grzbietach, wyglądały jakby miały za sobą długą i bolesną historię.
– Która jest najstarsza? – zainteresował się, po przyjrzeniu się pobieżnie wszystkim półkom.
Obserwujący go do tej pory wilkołak, oderwał się od drzwi i podszedł do jednego z pudeł w głębi pomieszczenia. Zdjął z niego pokrywkę i wyjął ciemnobrązowy zwój. Po dotknięciu go, Stiles zauważył, że materiał był bardzo miękki. Nie przypominał papieru ani papirusu, którego by się spodziewał. Miał dziwny, jakby metaliczny połysk.
Zapisany był jeszcze ciemniejszymi znakami, przypominającymi mieszankę run z hieroglifami. Spojrzał zaciekawiony na Petera, czekając na wyjaśnienia.
– To jedno z pierwszych zaklęć – powiedział przyciszonym głosem wilkołak, również wpatrzony w zwój. – Było chronione przez wyznawców starych bogów od eonów.
– Eonów?
– „Wieki” nie pasują do takiego okresu czasu. – Uśmiechnął się przelotnie. – Powstało dużo wcześniej niż pierwsi ludzie.
– Co ono robi? – zapytał, wracając wzrokiem do zaklęcia.
Peter wyprostował się gwałtownie. Spojrzał w stronę wejścia. Teraz nawet Stiles usłyszał dźwięk telefonu w salonie.
– Derek będzie tu za kwadrans – powiedział w ramach wyjaśnienia Peter. – Miał zadzwonić, jak wyjdzie od siebie.
Cofnął się i odłożył zwój na miejsce. Stiles pomyślał, że Derek również nie wiedział o istnieniu biblioteki, ale następnym komentarzem, Peter wyprowadził go z błędu.
– O ile jego wiedza o istnieniu tego pokoju mi nie przeszkadza, o tyle nie zależy mi na jego obecności tutaj.
Obaj wyszli do salonu i panel ścienny wrócił na miejsce. Stiles spojrzał na zegarek. Jak chce się jeszcze przebrać w domu, powinien już wychodzić. Wziął się za zbieranie swoich rzeczy, ale zatrzymał się podnosząc bluzę.
– Czy Derek wie, że tu jestem?
– Wątpię – odpowiedział Peter, sprzątając swoje książki z kanapy.
– Chodzi mi o mój zapach – uściślił. – Jestem tutaj prawie codziennie. Mój zapach musi być...
– Niewyczuwalny – przerwał mu wilkołak. – Cały budynek jest otoczony osłoną. Zmysły innych wilkołaków działają tutaj jak ludzkie. Jedyne, co Derek może wyczuć, to twój dezodorant, bo naprawdę, używasz go za dużo.
Jeszcze zanim skończył mówić, oberwał poduszką z kanapy. Nawet się nie osłonił. Roześmiał się tylko, odkładając ją na miejsce.
– Następnym razem będziesz musiał mi powiedzieć, jak założyć taką osłonę na mój pokój – rzucił tylko Stiles, zanim ruszył w stronę drzwi.
– Czekaj! – zawołał za nim Peter.
Zatrzymał się i obrócił do wilkołaka. Peter podszedł do szuflady w kuchni, w której trzymał wszystkie swoje klucze. Odpiął dwa i podał je Stilesowi, który uniósł brwi. Peter dał mu klucze do mieszkania.
– Dajesz mi klucze. Do twojego mieszkania.
– Wyjeżdżam – wyjaśnił krótko. – Nie będzie mnie co najmniej tydzień. Masz i tak codziennie zaglądać do twojego smoka.
Jak tylko Peter się odwrócił, Stiles zerknął na panel zasłaniający wejście do biblioteki.
– Codziennie – mruknął tylko.
Peter musiał jednak usłyszeć coś w jego głosie, bo spojrzał na niego poważnie.
– Możesz tam wchodzić, ale nie testuj żadnych innych zaklęć. Czy to jasne?
– Jasne – powtórzył Stiles.
Najwyraźniej go nie przekonał, bo wilkołak zmrużył oczy.
– Przepraszam, ale to dla twojego bezpieczeństwa – uprzedził go, zanim sprecyzował. – Nie wolno ci testować zaklęć dopóki ci na to nie pozwolę.
Tym razem jego głos rozbrzmiał w głowie Stilesa dużo głośniej. Zrozumiał, że był to rozkaz, któremu przysięga nie pozwoli się sprzeciwić.
– Naprawdę? – jęknął.
– To nie dlatego, że ci nie ufam. To dlatego, że pod tym jednym względem jesteś zbyt podobny do mnie – dodał Peter. – Masz dwie minuty, jak nie chcesz się minąć z Derekiem na ulicy.
Stiles zerwał się i rzucił się biegiem po schodach. Nie musiał się odwracać, żeby wyczuć, jak Peter przewrócił oczami.
* * *
Wymówił się z treningu, twierdząc że źle się czuje, i że prawdopodobnie uszkodził kostkę. Scottowi powiedział, że nie chce biegać po boisku w deszczu. Nie jest przecież wilkołakiem. Wolał siedzieć w ciepłym mieszkaniu z książką. Nie swoim mieszkaniu, ale tego nie musiał wyjaśniać.
Zaparkował na miejscu, na którym zwykle stał samochód Petera. Dziwnie się czuł, wchodząc do pustego salonu. Zostawił plecak na kanapie i włączył ekspres do kawy. Sprawdził temperaturę smoczego jaja i upewnił się, że skorupa wciąż nie ma żadnych pęknięć.
Rozważył bardziej szczegółowe oględziny mieszkania, ale uznał, że Peter nigdy nie powiedział, że on nie czuje jego zapachu. Skoro to jego osłona, to pewnie na niego nie działała.
Może w bibliotece znajdzie jakieś zaklęcie, które pozwoli mu się ukryć nawet przed Peterem.
Bez dalszego zastanawiania się, odsunął panel zasłaniający bibliotekę i wszedł do środka. Zaczął przeglądać książki, szukając jakiegoś systemu, w którym zostały ułożone. Po prawie pół godziny, poddał się, uznając że Peter musiał je powtykać na półki na chybił trafił. Wybrał trzy księgi napisane po angielsku. Przykrywała je najcieńsza warstwa kurzu, więc Peter musiał je ostatnio otwierać. Może będzie mógł ustalić, jakich zaklęć niedawno używał wilkołak. Wrócił do salonu, zasuwając za sobą panel. Usiadł na kanapie i ostrożnie obejrzał woluminy.
* * *
Oderwał wzrok od książki i sięgnął po dzwoniący telefon. Założył, że Scott znowu zapomniał o jakimś sprawdzianie i potrzebuje pomocy z nauką. Odebrał, nie sprawdzając wyświetlacza.
– O czym zapomniałeś? – rzucił do słuchawki, bez wstępów.
– Ja, o niczym – odpowiedział mu rozbawiony głos Petera.
– Przepraszam... – mruknął, prostując się i opierając o kanapę. – Myślałem, że to Scott.
– Scott często dzwoni do ciebie o tej porze?
– Co? – zaskoczony Stiles spojrzał na wyświetlacz.
23:41.
Było 19 minut do północy. Przetarł oczy i niemrawo rozejrzał się po mieszkaniu, zastanawiając się, co odpowiedzieć Peterowi. Kawa, którą zrobił, po powrocie ze szkoły, stała nietknięta na blacie, gdzie ją zostawił 8 godzin temu, żeby przestygła.
Peter wciąż cierpliwie czekał na odpowiedź.
– Dlaczego ty do mnie dzwonisz o tej porze? – Nie wymyślił nic innego.
– Bo jutro masz szkołę – wyjaśnił usłużnie Peter, – a wciąż siedzisz nad moimi książkami.
– Masz tu kamery? – Stiles nie widział sensu w ponownym rozglądaniu się. Jeśli w salonie były kamery, nie chciał dostarczać wilkołakowi więcej powodów do śmiechu.
– Nie, ale sam często tak kończę. Schowaj wszystko i wracaj do domu – polecił.
W jego głosie nie było rozkazu, ale i tak go posłuchał. Tym jednym razem przyznał mu rację. Oczywiście nie na głos.
– I tak już kończyłem – bąknął tylko, zbierając książki jedną ręką.
– Oczywiście – zakpił Peter. – Powiedz mi, że chociaż coś jadłeś.
– Tak. Zamawiałem obiad.
Możliwe, że spanikował, dlatego kłamstwo nie wyszło przekonywująco. Usłyszał westchnięcie po drugiej stronie.
– Jak jesteś głodny, w lodówce jest mój obiad z wczoraj. Smacznego. I jutro ustaw sobie budzik, żeby coś zjeść.
Nie wiedział, jak na to zareagować. Na szczęście Peter nie czekał na jego odpowiedź.
– Dobranoc – rzucił tylko.
– Dobranoc – odpowiedział automatycznie Stiles.
Wilkołak się rozłączył, więc Stiles odłożył telefon na stolik. Zabrał wszystkie książki do biblioteki. Miał nadzieję, że ułożył je odpowiednio.
Sprawdził lodówkę. Jedzenie nie wyglądało na zatrute, więc odgrzał sobie porcję w mikrofali i zjadł przed telewizorem.
Ostatnie co pamiętał z wieczora to przyłożenie głowy do poduszki. Tylko na chwilę. Obudził go telefon. Tym razem sprawdził wyświetlacz. Dzwonił ojciec. Była 4 nad ranem. Musiał wrócić z dyżuru i zastać pustą sypialnię syna. Z tego łatwo się nie wyłga.
