Actions

Work Header

You brought out the best of me

Summary:

Erik Lehnsherr jest samotnym alfą z niepokornym synem, a Charles Xavier to omega, który z dzieckiem na rękach ucieka przed tyranizującym go partnerem. Gdy ich ścieżki się krzyżują, Erik zaczyna uświadamiać sobie, że świat nie polega tylko na podziale na alfy, bety i omegi, i w niepozornym Xavierze dostrzega kogoś, z kim może nie tylko porozmawiać.

Notes:

No więc tak.
Tytuł jest tymczasowy, zarówno opis, zarówno całe to opowiadanie, gdyż po prostu frustracja pisarska nakazała mi stworzyć ten oto prolog i zobaczyć, jak zostanie on odebrany. Mam w planach kilka rozdziałów, pierwszy zaczęłam już pisać, ale jestem tak zawalona projektami, że nie wiem, kiedy go dodam.
Od razu ostrzegam, że nie będzie to praca systematyczna, a ja dopiero wdrażam się w temat A/B/O, więc nie zjedzcie mnie za to. Każdy komentarz jest dla mnie na wagę złota, dlatego jeśli masz choć minutę wolnego czasu, napisz, co o tym wszystkim sądzisz ;)

Miłego czytania!

Chapter 1: Prolog

Chapter Text

Erik Lehnsherr nie zawsze był sam. Owszem, wczesną młodość spędził na trwających jedną noc (bądź nawet krócej) romansach i flirtach - był bardzo atrakcyjnym, dobrze prezentującym się alfą o oszałamiającym zapachu, czego był oczywiście świadom i co chętnie wykorzystywał. Najczęściej ulegały mu omegi - zazwyczaj wystarczało, aby patrzył na nie przez parę minut z drugiego końca pomieszczenia, żeby z chęcią pakowały mu się do łóżka; rzadziej zdobywał bety i alfy, dość dumne i świadome swojej godności, by z taką łatwością ulegać jego charyzmie.

Prawdą było, że Erik nigdy szczególnie nie szanował omeg; według niego były tylko łóżkowymi zabawkami, które miały potem rodzić dzieci, bez znaczenia, czy były z kimś związane, czy zostawały z bobasem na lodzie. Ich bojaźliwość i słabość fizyczna oraz mentalna utwierdzały go w tym, przypominały, aby nigdy nie traktował ich jak równych sobie.

Jego światopogląd zachwiał się poważnie, kiedy pewnego zimowego wieczoru poznał Magdę - piękną młodą omegę o długich kasztanowych włosach i ciepłym spojrzeniu błękitnych oczu. Szła poboczem drogi, którą wracał do domu, z zaciętością brnęła w wysokim śniegu i opatulała się szczelniej długim płaszczem. Zatrzymał się i zapytał, czy potrzebuje podwózki, a dalej poszło już z górki. Kolejne randki owocowały coraz silniejszym uczuciem, coraz lepszą chemią między ich dwojgiem, aż w końcu postanowili związać się i założyć rodzinę - tak, założyć rodzinę, coś, czego Erik starał się unikać niczym ognia.

Niecały rok po ich pierwszym spotkaniu na świat przyszedł Pietro - maluch był ruchliwy, energiczny i niesamowicie radosny, z ufnymi ciemnobrązowymi oczętami i srebrnymi włoskami na czubku drobnej główki. Magda zwykła powtarzać, że wyrośnie na wspaniałego przystojnego mężczyznę, bez względu na to, czy będzie alfą, betą czy omegą. Erik zgadzał się z nią wtedy gorliwie, łaskocząc niemowlę po okrągłym brzuszku i uśmiechając się do niego ciepło.

Rodzinną sielankę przerwał tragiczny wypadek - na rynek małego miasteczka, w którym mieszkali Lehnsherrowie, wdarł się samochód dostawczy z pijanym kierowcą za kółkiem. Ledwie kontaktujący z rzeczywistością beta nie nacisnął hamulca, kiedy przed maską jego wozu pojawiły się warzywne stragany, nie nacisnął go również wtedy, kiedy od karoserii odbijały się kolejne szarpiące się ciała. Zahamował, gdy było już za późno, gdy zostawił za sobą dwanaście trupów, w tym Magdę Lehnsherr.

Erik zmienił się nie do poznania. Zaczął coraz więcej pić i zaniedbywać Pietra, który dziecięcym bełkotem domagał się wieści o swojej mamusi. Raz po raz pytał, kiedy wróci, co w końcu uwolniło w Eriku pokłady gniewu, o których sam nie miał pojęcia. Ze stołu, przy którym siedział, zrzucił na pół pustą butelkę whisky, roztrzaskując ją z hukiem o kuchenne płytki.

- Zamknij się w końcu! - wrzasnął na całe gardło w kierunku kurczącego się w swoim krzesełku chłopczyka, nie zwracając uwagi na kredki wypadające z jego drżących ze strachu rączek. Zrobił krok w jego kierunku, w oczach bobasa rosnąc niczym okropny stwór z bajek. Oczy Pietra zaszkliły się gwałtownie, dziecko nie starało się hamować wypływających spod jego powiek łez, które potoczyły się potem po jego pobrudzonych mazakami pucułowatych policzkach.

- Mama nie wróci - warknął Erik; nie zauważył nawet momentu, w którym kontrolę nad jego ciałem przejęły alfie zmysły, nakazujące mu miażdżyć, niszczyć, zabijać, dopóki cierpienie po utracie miłości jego życia nie zniknie. Pietro rozszlochał się, kiedy na swój dziecięcy sposób zrozumiał, co mówił jego tata: jak to mama nie wróci? Zawsze wracała. Zawsze wracała i kołysała Pietra do snu, śpiewała mu piosenki i razem z tatą całowali jego czoło, nim zasypiał.

Gdy chciał o to zapytać, poczuł, jak jego rączki otulają duże i spracowane dłonie jego tatusia, a potem zobaczył, jak ten silny i odważny alfa rozpada się na jego oczach.

- Mama nie wróci, Pietro - wyszeptał na klęczkach, dotykając czołem emanujących przyjemnym ciepłem pulchnych paluszków swojego syna. Spod jego przymkniętych powiek uciekały gorące i słone łzy, pozostawiające po sobie dwa mokre ślady na jego policzkach.

- Mama poszła do nieba, wiesz? - dodał szeptem, unosząc twarz, aby spojrzeć maluchowi w oczy. - Przyleciały aniołki i zabrały ją ze sobą w chmury.

Srebrnowłosy chłopczyk potrzebował paru sekund, by przetrawić to w swojej główce. - Ale ja chcę do mamusi - oznajmił w końcu niewyraźnie, znowu wybuchając histerycznym płaczem. Erik sięgnął ręką i przeczesał palcami jego gęste kosmyki, zyskując uwagę dziecka.

- Mamusia tutaj jest, Pietro, z tobą - oświadczył cicho, po czym otworzył zapięcie drewnianego krzesełka i zdjął z niego chłopca, przytulając go do siebie. - Od teraz mamusia będzie z tobą zawsze. Ona cię pilnuje.

Czuł drżenie jego ciałka w swoich potężnych ramionach i dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak delikatny był; jak łatwo można było go skrzywdzić. Nie mógł do tego dopuścić.

- Mamusia nigdy by cię nie zostawiła, gwiazdko - wyszeptał w jego rozczochrane włosy. - Mamusia bardzo cię kocha. Ja też cię kocham, pamiętasz?

Nie musiał długo czekać na odpowiedź - Pietro zacisnął drobne piąstki na jego spranym swetrze i skinął głową. - Ja ciebie też kocham, tato.