Work Text:
Friendzone | Taekook
Nigdy nie sądziłem, że blond włosy u Azjaty mogą wyglądać dobrze. Często widywałem zdjęcia gwiazd w takiej fryzurze, ale zdecydowanie nie byłem jej fanem. Dlaczego więc nagle wszystko się zmieniło? Widząc jego w tej stylizacji nagle pomyślałem, że blond włosy są najpiękniejsze na całym świecie. A może to tylko on tak w nich wyglądał? Niewykluczone. Był idealny w każdym calu. Nie mogłem od niego oderwać oczu, choć wiedziałem, że nie powinienem się tak w niego wpatrywać. W każdym momencie mogłem zostać na tym przyłapany, a tego wolałem uniknąć. Nie mogłem się jednak powstrzymać. Zawsze był piękny, ale w blond włosach wyglądał niezwykle słodko. Jak mały aniołek, który zstąpił na ziemię tylko po to, by zawładnąć każdą moją myślą i sprawić, że moje serce będzie biło tylko dla niego. Może więc powinienem nazwać go diabłem, który zawładnął moją duszą? Chyba nie byłem w stanie tego zrobić. Tae zdecydowanie nie miał nic wspólnego z piekłem.
— Długo jeszcze będziesz tak na mnie patrzył? — Po chwili padło z jego ust pytanie.
Cholera. Zostałem przyłapany.
— Wyglądasz dziwnie — starałem się, by mój głos zabrzmiał pewnie.
Nie mogłem mu powiedzieć, jak cudowny był w moich oczach. Musiałem udawać, że jest dla mnie zwykłym przyjacielem. Że nic do niego nie czuję. Znajomość z nim była niczym tortura, ale byłem gotowy cierpieć, byle móc spędzać z nim swój czas. Nie chciałem zdradzić mu swoich uczuć. Za bardzo bałem się go stracić.
— Czyli — odwrócił twarz w moją stronę, na chwilę ignorując akcję lecącego w telewizorze filmu — wyglądam źle?
Mimowolnie otworzyłem szerzej oczy. Źle? Czy on sobie ze mnie kpił?
— Słowo dziwnie nie jest równoznaczne ze źle. — Wywróciłem oczami. — Po prostu wyglądasz inaczej.
To zabawne jak naturalnie czasami przychodziło mi granie przed nim obojętnego. Czułem się źle, okłamując go, ale nie widziałem innego wyjścia z tej sytuacji. Wyjawienie mu swoich uczuć nie mogło dobrze się skończyć.
— Ale inaczej bardziej w stronę lepiej czy inaczej w stronę gorzej? — naciskał, a ja nie mogłem nie wybuchnąć śmiechem.
— Czy to ważne? — Początkowo planowałem uniknąć odpowiedzi na to pytanie, ale widząc jego minę, poddałem się. Chłopak wyglądał, jakby naprawdę chciał poznać moje zdanie na ten temat, więc nie mogłem go zignorować. — Lepiej, lepiej… — westchnąłem z rezygnacją i wplątałem swoje palce w jego włosy, by zaraz je rozczochrać, na co Taehyung uroczo się skrzywił. Po chwili jednak szeroko się uśmiechnął, wyraźnie zadowolony z mojej odpowiedzi, i wrócił do oglądania, a ja musiałem zrobić to samo, choć dużo bardziej wolałem patrzeć na jego twarz. Nie byłem jednak w stanie skupić się na filmie. Nie kiedy on był tak blisko. Moje myśli wciąż krążyły wokół jego osoby.
Tkwiłem w tej dziwnej relacji już prawie rok i powoli zaczynałem się do tego przyzwyczajać. Początkowo Tae był dla mnie zwykłym znajomym. Na tyle ciekawym, bym chciał poświęcać mu większą część swojego wolnego czasu. Wspólna rozmowa, wygłupy… Podobało mi się to. Z czasem stał się dla mnie naprawdę cennym przyjacielem. Nie byłem typem osoby, która łatwo ufała ludziom, ale Taehyung był inny. Brzmiało to banalnie, ale właśnie tak uważałem. Był naprawdę wyjątkową osobą, która przyciągała mnie do siebie niczym magnes. Nim się spostrzegłem, zacząłem drżeć przy każdym jego dotyku, tęsknić za jego widokiem już po kilku minutach od naszej rozłąki i poświęcać mu większą część swoich myśli. Byłem stracony. Na początku chciałem mu o wszystkim powiedzieć. Wyłożyć wszystkie karty na stół i zobaczyć, jak na to zareaguje. Plany pokrzyżowało mi jednak jedno zdanie, które padło z jego ust. „Jesteś dobrym przyjacielem, Kook.”
Zapewne każdy cieszyłby się z takich słów, ale ja byłem załamany. Byłem jego przyjacielem, więc jak mogłem nagle wyznać mu swoje uczucia? Przecież to zrujnowałoby wszystko, co razem przeżyliśmy. Zabolałoby go, a ja nie chciałem go skrzywdzić. Chciałem, by był szczęśliwy. Dlatego postanowiłem grać obojętnego. Mogłem być przy nim, wspierać go i cieszyć się jego szczęściem. Nic ponadto.
— Ostatnio cały czas się zawieszasz. — Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Tae tuż przy moim uchu. Czując jego ciepły oddech, od razy odskoczyłem, na co blondyn zareagował głośnym śmiechem. — Jestem aż tak straszny?
— Zaskoczyłeś mnie — burknąłem, spoglądając gdzieś w bok. Wolałem na niego teraz nie patrzeć, bo wiedziałem, że moje policzki od razu zrobiłyby się delikatnie czerwone. Chłopak też doskonale zdawał sobie z tego sprawę i najwidoczniej nie zamierzał oszczędzić sobie tego widoku. Nachylił się delikatnie nade mną, tak by jego twarz znalazła się tuż przed moją.
— O czym tak intensywnie myślałeś, hmmm? — Jego oczy wpatrywały się w moje, a ja na moment zapominałem o oddychaniu. Czułem, jakby powoli wchodził w głąb mojej duszy.
Moje policzki natychmiast nabrały nowych kolorów, a kiedy tylko blondyn to zobaczył, od razu szeroko się uśmiechnął, bardzo zadowolony z siebie. Najwidoczniej pomyślał, że nakrył mnie na jakiś brudnych myślach. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że cały czas w mojej głowie był tylko on.
— Lepiej skup się na filmie.
Zmiana tematu rozmowy wydawała mi się być najlepszym pomysłem. Tae był jednak innego zdania. Już po chwili usłyszałem jego głośny śmiech.
— Przecież już się skończył.
Pokręcił rozbawiony głową, a ja popatrzyłem zaskoczony na ekran telewizora. Faktycznie. Białe napisy na czarnym tle zdecydowanie nie mogły być zbyt interesującym widokiem.
— To jak? Odpowiesz na moje pytanie? — zaczął naciskać, a ja nie wiedziałem, jak powinna brzmieć moja odpowiedź. Bliskość chłopaka skutecznie mnie rozpraszała i nie pozwalała zebrać myśli. Dlaczego on mi to robił? Był tak słodki, ale, gdy tylko chciał, potrafił zagonić mnie w kozi róg, z którego nie mogłem się wydostać.
— Gdyby każdy miał słyszeć nasze myśli, to wypowiadalibyśmy je na głos. — Spróbowałem innej taktyki, która najwyraźniej poskutkowała, bo Tae westchnął smutno i odsunął się ode mnie. Widząc jego minę, poczułem okropny ucisk w sercu, ale nie mogłem mu wyjawić swoich myśli. Tak bardzo nie chciałem zniszczyć naszej przyjaźni…
— No już. Nie rób takiej miny. — Trąciłem go delikatnie w bok. — Zrobię ci coś do jedzenia — zaproponowałem, wiedząc, że nic tak nie poprawia mu humoru jak jedzenie, które sam mu zrobię. Tae uwielbiał, kiedy ktoś dla niego gotował, więc robiłem to tak często, jak tylko mogłem. Tym razem pokręcił jednak przecząco głową, czym wprawił mnie w niemałe zdziwienie. Nie chciał jeść?
— Yoongi robi wieczorem imprezę, więc muszę wracać do domu. — Mówiąc to, zrobił minę zbitego pieska, co miało zapewne wyrażać jego żal z niemożności zjedzenia czegoś pysznego. Zaraz jednak na jego twarzy pojawił się uśmiech. — Może chciałbyś tam iść ze mną, co? Ostatnio ciągle siedzisz w domu… Dobrze ci to zrobi.
Nie miałem ochoty na żadną imprezę, ale widząc jego proszącą minę i wciąż mając w pamięci jego smutną twarz sprzed chwili, nie zostało mi nic innego jak się zgodzić. Pokiwałem więc niechętnie głową. Tae lubił pić za dużo alkoholu, więc jakaś niańka mu się przyda. Nawet jeśli to blondyn był tym starszym i nie potrzebował mojej opieki, to lubiłem sobie wmawiać, że beze mnie sobie czasami nie poradzi. Czułem się wtedy odrobinę szczęśliwszy.
Tae, widząc moją zgodę, natychmiast się cały rozpromienił. Uwielbiałem go takiego oglądać. Był wtedy przepiękny.
— Fantastycznie! — Klasnął w dłonie. — Spotkamy się na miejscu. — Wstał z kanapy i nachylił się nade mną, jakby chciał mnie przytulić lub pocałować (prawdopodobnie moja wyobraźnia szalała za bardzo), ale zamiast tego tylko rozczochrał moje włosy dokładnie tak, jak ja zrobiłem mu wcześniej. — To do wieczora! — pożegnał się i od razu wyszedł, nawet nie czekając na jakąś reakcję z mojej strony. Typowe.
***
Chyba jeszcze nigdy nie szykowałem się na żadną domówkę aż tyle, co dzisiaj. Chciałem wyglądać jak najlepiej. Specjalnie dla Tae. Zawsze starałem się dobrze prezentować na spotkaniach z nim, ale na co dzień nie chciałem przesadzać. Dzisiaj natomiast mogłem pozwolić sobie na więcej.
Ubrałem więc obcisłe czarne spodnie, które zdecydowanie nie należały do nadzwyczaj męskich, i zwykłą, bordową koszulkę z krótkim rękawem. Włosy dokładnie wyprostowałem, tylko po to, by jakoś wyglądały, gdy ułożyłem je delikatnie do góry. Nawet wysiliłem się na lekki makijaż, a raczej wysmarowanie twarzy niewielką ilością kremu bb mojej kochanej rodzicielki. Sam siebie zadziwiłem efektem mojej ciężkiej pracy. Z dumą mogłem powiedzieć, że wyglądałem zadziwiająco dobrze, a potwierdzeniem tego były ukradkowe spojrzenia, które posyłali mi goście Yoongiego. Snułem się pomiędzy nimi od dobrych dwudziestu minut, szukając Tae, który już dawno powinien być na miejscu. Nie lubiłem, kiedy się spóźniał, bo automatycznie zaczynałem się o niego martwić. Gdyby chociaż napisał mi jakąś wiadomość… Jakim cudem zakochałem się w tak nieodpowiedzialnym człowieku? Byłem pewien, że blondyn zdawał sobie sprawę z tego, co czułem, kiedy się spóźniał, a mimo to wciąż to robił. Westchnąłem zrezygnowany, podchodząc do jednego ze stolików pod ścianą. Nie zostało mi nic innego jak zajeść się i zapić z nudów.
— Kookster! — Usłyszałem znajomy głos z końca pokoju, więc automatycznie odwróciłem się w kierunku dźwięku. Widząc dobrze znaną mi sylwetkę, idącą w moją stronę, uśmiechnąłem się szeroko, machając do chłopaka dłonią.
— Cześć Jimin…
Jeszcze zanim zdążyłem się dobrze przywitać, już znalazłem się w jego ramionach. No tak… Cały Park Jimin. Rzep jakich mało.
— Wieki się nie widzieliśmy! Ile to już… Tydzień? — zapytał, a ja nie mogłem nie wybuchnąć śmiechem.
— Aż tak tęsknisz za moją cudowną osobą? — Starałem się zabawnie poruszyć brwiami, w między czasie wpychając sobie jakieś ciastko do ust.
Jimina znałem już dobre dwa lata i to dzięki niemu spotkałem Tae, za co będę mu wdzięczny chyba do końca mojego życia. Poza tym zawsze miło mi się z nim rozmawiało, choć nigdy nie mieliśmy szczególnie dobrego kontaktu. Mało spotyka się aż tak pozytywnie nastawionych do świata ludzi. Chyba nie znałem osoby, która by go nie lubiła.
— Oczywiście, że tak. — Udał oburzonego. — Wiesz, że Cię uwielbiam — westchnął teatralnie, przez co ponownie wybuchnąłem śmiechem. — A gdzie masz Taehyunga? Myślałem, że jesteście nierozłączni.
Nie powinienem rumienić się na takie słowa, ale to było silniejsze ode mnie. Na wszystko, co było związane z Tae, reagowałem stanowczo zbyt mocno i nie potrafiłem nic z tym zrobić.
— Wygląda na to, że nadal nie przyszedł. — Wzruszyłem ramionami, starając się brzmieć obojętnie, ale Jimina jeszcze nigdy nie udało mi się oszukać. Chłopak zawsze widział więcej niż zwykli ludzie. Nie musiałem mu nic mówić, by sam domyślił się, jakim uczuciem darzyłem blondyna.
— W takim razie — kiwnął głową w kierunku drugiej strony stolika, gdzie umieszczone były różne alkohole — pijemy?
***
Jimin miał stanowczo zbyt mocną głowę. Czułem się przy nim jak mięczak. Wypił dużo więcej alkoholu ode mnie, a jeszcze nic nie było po nim widać. Ja natomiast byłem już w baardzo dobrym humorze i uśmiechałem się do każdego człowieka w zasięgu mojego wzroku. W końcu swoje szczęście trzeba przekazywać dalej, tak?
— O, jest nasza zguba! — zawołał niewyraźnie Jimin.
Cofam to, co powiedziałem. Jednak było po nim widać, że od dobrej godziny tylko siedzieliśmy na kanapie i piliśmy.
Nie zdążyłem jeszcze nawet odwrócić głowy w kierunku, w którym powinna znajdować się osoba, do której zawołał mój znajomy, kiedy poczułem, jak ktoś siada obok mnie i zaplata ręce wokół mojej talii. Nie musiałem nawet patrzeć, kim jest tajemniczy osobnik, by wiedzieć, że to Tae. Reakcja mojego ciała mówiła sama za siebie. Natychmiast delikatnie się spiąłem, a wypity alkohol uniemożliwił mi powstrzymanie dreszczy, które przebiegły po moich plecach. Blondyn od razu je poczuł, co najwyraźniej bardzo mu się spodobało, bo jego uścisk stał się mocniejszy. A może tylko mi się wydawało? Zdecydowanie nie byłem teraz zbyt obiektywny.
— Spóźniłeś się — burknąłem niezadowolony, marszcząc brwi i odwracając twarz w jego stronę.
Nie przewidziałem jednak tego, że był tak blisko. Kiedy mój nos dotknął tego jego, natychmiast zrobiłem się cały czerwony i delikatnie odsunąłem. Musiałem nie mieć zbyt tęgiej miny, bo chłopak wybuchnął głośnym śmiechem.
— Przecież nie umawialiśmy się na konkretną godzinę — zauważył, a ja musiałem przyznać mu rację.
— I tak się spóźniłeś.
Poczułem się jak małe dziecko, upierające się przy swojej racji. Nie przeszkadzało mi to jednak. Widziałem roześmianą twarz Tae i to mi wystarczało. Wyglądał jeszcze lepiej niż na co dzień, co wcześniej wydawało mi się niemalże niemożliwe. Oczy pokreślił eyelinerem, a usta różową pomadką, przez co wyglądały jeszcze bardziej kusząco. Nie mogłem od nich oderwać wzroku. Po alkoholu moja silna wola niemalże zanikała, więc nie potrafiłem się zmusić do odwrócenia. Miałem ochotę go pocałować. Nie pierwszy raz, ale tym razem potrzeba ta była dużo silniejsza. Patrzyłem jak zahipnotyzowany, gdy chłopak powoli oblizywał usta. To było ponad moje siły. Czułem, że jeśli zaraz ich nie dotknę, to zwariuję!
— Jeszcze trzeźwy? — Słowa Jimina skutecznie sprowadziły mnie z powrotem na ziemię. Od razu przeniosłem wzrok w jego stronę, choć pytanie to nie było skierowane do mnie.
— Dzisiaj planuję pić z umiarem — pochwalił się blondyn, a ja miałem ochotę posłać mu pełne niedowierzania spojrzenie. Bałem się jednak odwrócić w jego kierunku. Alkohol skutecznie utrudniał moje logiczne myślenie, a wolałem nie ryzykować jakąś wpadką, której mógłbym później żałować.
— Chcę to zobaczyć. — Głośny śmiech Parka dało się słyszeć w całym pomieszczeniu. Aż kilka ciekawskich osób spojrzało w naszym kierunku. Ja jednak w tej chwili myślałem tylko o dłoniach Tae, które wciąż mocno mnie trzymały. Takie gesty stały się dla nas naturalne, choć moje serce wciąż nie mogło sobie z nimi poradzić. Był tak blisko, a jednak zawsze tak daleko. Nieosiągalny.
— Nie skończyłeś opowiadać swojej historii — zauważyłem, chcąc jakoś pociągnąć rozmowę i móc skupić się na czymś innym niż mój przyjaciel. Park był świetny w opisywaniu różnych zdarzeń ze swojego życia. Zawsze robił to w zabawny i barwny sposób, a kiedy był po alkoholu efekt był jeszcze lepszy. Zanim przyszedł Tae, opowiadał mi o swoim weekendzie w górach z przyjaciółmi, a ja naprawdę chciałem dowiedzieć się, co było dalej.
Starałem się poświęcić całą uwagę Jiminowi. Co chwilę wtrącałem mu jakieś ochy i achy, a raz na jakiś czas nawet komentowałem jego przygody. Robiłem to jednak tylko po to, by moje niesforne myśli nie odlatywały do krainy, gdzie królem był pewien piękny blondyn. Min najwyraźniej rozumiał, o co w tym wszystkim chodzi i sam zachęcał mnie do mówienia jak najwięcej. Czułem się źle z tym, że po części ignorowaliśmy obecność Taehyunga, ale dopóki z mojego organizmu nie ulotnią się ostatnie kropelki alkoholu, nie mogłem czuć się przy nim bezpiecznie. Nie potrafiłem teraz tak dobrze panować nad sobą, a gdyby tylko blondyn spróbował się ze mną drażnić, chcąc wyciągnąć ze mnie wszystkie moje myśli, powiedziałbym mu o moich uczuciach bez wahania.
Dawniej nie miałem problemów z piciem przy Tae. Robiłem się wtedy śmielszy względem niego, ale nigdy nie bałem się, że powiem mu za dużo. Teraz jednak wszystko się zmieniło. Moje serce coraz gorzej radziło sobie z ciągłym ukrywaniem uczuć i chciało je wszystkie z siebie wyrzucić. Bałem się tego jak niczego innego. Z każdym dniem coraz bardziej cierpiałem i nie zamierzałem nic z tym faktem zrobić. Czy to był już masochizm?
— Idę się przywitać z Yoongim — mruknął mi do ucha Taehyung, a ja tylko pokiwałem głową, bojąc się, że mój głos zadrży przez łaskoczący oddech przy mojej szyi. Bałem się nawet na niego spojrzeć. Cholera, byłem tak bardzo żałosny. Nawet nie wiedziałem, kiedy się taki stałem.
Ucieszył mnie jednak fakt, że blondyn zamiast najpierw przywitać się z gospodarzem, przyszedł do mnie. Nie powinienem w czymś takim doszukiwać się jakiegoś drugiego dna, ale moje myśli nie chciały mnie słuchać.
— Długo jeszcze zamierzasz się tak męczyć? — Westchnienie Jimina znów sprowadziło mnie na ziemię.
— Do śmierci — rzuciłem bez najmniejszego zastanowienia. Sam byłem zdziwiony swoją odpowiedzią. Chciałem mieć go przy sobie, ale wiedziałem, że w końcu wszystko wyjdzie na jaw, rujnując całą naszą przyjaźń. Już ledwo nad sobą panowałem, a minął dopiero rok. Co będzie dalej, skoro z dnia na dzień jest ze mną tylko gorzej.
— Powinieneś mu w końcu o wszystkim powiedzieć — kontynuował chłopak, patrząc na mnie ze współczuciem.
— Wiem.
— A mimo tego nic nie robisz. — Sapnąłem poirytowany. Jimin był jedyną osobą, która rozumiała mnie i cierpliwie wspierała. Mimo tego w takich chwilach miałem ochotę powiedzieć mu kilka niezbyt miłych słów. Powstrzymywało mnie jednak to, że doskonale zdawałem sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze chłopak chciał mojego dobra, a po drugie miał rację. To, że byłem tchórzem, to nie jego wina.
— Wcześniej czy później będziesz musiał mu to powiedzieć. Odwlekanie tego w niczym ci nie pomoże.
Wiedziałem o tym. Doskonale zdawałem sobie z tego sprawę.
— Poza tym to wszystko wcale nie musi się źle skończyć, wiesz?
Ziarenko nadziei. Nienawidziłem tego. To tylko sprawiało, że moje myśli bezsensownie robiły się bardziej optymistyczne. Nie było mi to potrzebne.
Miałem już dosyć współczującego spojrzenia Jimina. Musiałem od niego odwrócić wzrok.
Spojrzałem więc na kanapę naprzeciwko nas i zamarłem. Na samym środku siedział gospodarz tego domu z moim Tae na swoich kolanach. Yoongi uśmiechał się do blondyna i niebezpiecznie zbliżył swoją twarz do tej należącej do mojego przyjaciela. Miałem ochotę krzyczeć, żeby się odsunął, ale jedyne co byłem w stanie zrobić, to patrzeć na scenę rozgrywającą się przede mną. Słyszałem, że Jimin coś do mnie mówił, ale nie byłem wstanie zrozumieć jego słów. Nie mogłem oderwać wzroku od pary naprzeciwko mnie. Patrzyłem jak zahipnotyzowany na Taehyunga, który właśnie objął starszego chłopaka za kark i przyciągnął do siebie, co temu najwyraźniej bardzo się spodobało, bo przyssał się do ust blondyna.
I byłoby na tyle z ziarenek nadziei, które w sobie miałem. Dźwięk mojego pękającego serca powinni usłyszeć wszyscy w pokoju, ale nikt nie zwrócił na to najmniejszej uwagi.
Tkwiłem w stanie całkowitego zawieszenia, patrząc na całującą się dwójkę. Otrzeźwiły mnie dopiero krople, które spadły na moje dłonie.
Popatrzyłem na nie zdezorientowany. Cały się trząsłem, a mokrych kropelek przybywało. Dopiero po chwili zorientowałem się, że to moje własne łzy. Powoli wyciągnąłem ręce w kierunku swojej twarzy. Była cała mokra.
Natychmiast wstałem i ruszyłem w kierunku wyjścia z domu. Nie chciałem robić widowiska. Nie chciałem też dłużej na to patrzeć. Wydawało mi się, że Jimin coś za mną krzyknął, ale już tego nie usłyszałem. Zbyt szumiało mi w głowie. Przez alkohol, który w siebie wlałem, wszystko czułem dwa razy mocniej, a przed oczami wciąż widziałem Tae i Yoongi’ego.
Chciałem iść jak najdalej od tego miejsca, ale kiedy tylko poczułem chłodne powietrze na twarzy, oparłem się o najbliższą ścianę i zjechałem po niej, nie mając nawet siły stać dłużej na nogach. Automatycznie przyciągnąłem swoje dłonie do klatki piersiowej, mając wrażenie, że coś zaraz rozerwie mi ją od środka. Skuliłem się, chcąc schować się przed całym światem. Nawet zaciśnięte powieki nie pomogły mi pozbyć się tego okropnego obrazu sprzed oczu.
Mój cudowny Tae…
Nie.
Już nie mój…
Zacisnąłem zęby na ręce złożonej w pięść, by powstrzymać szloch, który wstrząsnął całym moim ciałem. Czułem się fatalnie. Jakby moje serce właśnie umierało. Moja dusza. Cały ja. Nie mogłem powstrzymać reakcji mojego ciała. Nie miałem siły z nim walczyć. Chciałem zniknąć. Zrobić coś, by serce przestało tak boleśnie kłuć. Cokolwiek.
Dlaczego on to zrobił?
Dlaczego akurat wtedy, kiedy byłem tak blisko?
Czy naprawdę nic dla niego nie znaczyłem?
Starałem się oddychać głęboko, by choć trochę się uspokoić, ale to tylko wzmogło mój szloch, który powoli przestawałem kontrolować. Z każdą chwilą czułem się coraz gorzej. Jakbym rozpadał się na kawałki…
— Kookie. — Usłyszałem cichy głos nad swoją głową. Słychać było w nim przerażenie, smutek i coś na kształt skruchy. A przynajmniej tak mi się wydawało, choć słowa te ledwo do mnie dochodziły.
Cholera. Czy naprawdę nikt nie mógł uszanować tego, że teraz chciałem zostać sam?
Popatrzyłem powoli w górę, przecierając szybko swoje oczy rękami w nadziei, że będę wyglądał choć trochę mniej żałośnie. Widząc jednak, kim jest stojąca przede mną osoba, zamarłem.
Taehyung.
Blondyn kucnął przy mnie, a w jego oczach dostrzegłem łzy. Musiałem wyglądać naprawdę żałośnie, skoro tak reagował na mój widok. Widziałem, jak się waha i zastanawia, co powinien teraz ze mną zrobić.
Miałem ochotę wybuchnąć głośnym, histerycznym śmiechem. Moje serce właśnie przez niego się rozpadało, a ja i tak patrzyłem na jego piękną twarz, jakby to był najcudowniejszy widok, jaki dane mi było w całym moim życiu oglądać. Zresztą… Może tak właśnie było. Był idealny. A przynajmniej w moich oczach.
Na moment zamarłem, kiedy zobaczyłem, jak blondyn rozkłada szeroko ręce, chcąc, bym się do niego przytulił. Miałem ochotę w tym momencie na niego nawrzeszczeć. Wyrzucić wszystko z siebie. Powiedzieć mu, jak mocno go kocham i ile już musiałem przez niego cierpieć. Chciałem mu opowiedzieć, ile znaczyła dla mnie każda nasza wspólna chwila i jak bardzo cierpiałem za każdym razem, kiedy zdawałem sobie sprawę, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nikim więcej.
Nie byłem jednak w stanie tego zrobić. Nie mogłem wydusić nawet jednego słówka. Jedyne, co mogło się wydobyć z mojego gardła, to szloch.
Pragnąłem dotyku Tae bardziej niż czegokolwiek innego. Nawet teraz, kiedy to przez niego byłem w takim stanie. Chociaż… Czy mogłem go o to obwiniać? To ja robiłem sobie ciągle niepotrzebne nadzieje. To ja nie powiedziałem mu o swoich uczuciach i ciągle go okłamywałem.
Po moich policzkach ponownie zaczęły płynąć łzy, a ja nie miałem już siły się opierać. Wręcz rzuciłem się w ramiona blondyna, przytulając do niego najmocniej, jak tylko mogłem. Miałam ochotę błagać go, by został przy mnie na zawsze i już nigdy nie wypuszczał mnie ze swoich objęć. Ale nie mogłem tego zrobić…
— Przesadziłem — wyszeptał wprost do mojego ucha drżącym głosem.
Przesadził? Przecież to nie była jego wina. Tylko moja. To ja byłem żałosnym masochistą, który nie był w stanie uspokoić swoich uczuć. Stłumić ich. Nie mogłem tego zrobić, choć wiele razy próbowałem. Tae był dla mnie zbyt ważny. Za każdym razem uczucie wygrywało z rozsądkiem.
— Przepraszam, przepraszam… — zaczął powtarzać, wtulając twarz w moje włosy, a po chwili jego głos zamienił się w szloch.
Zesztywniałem, nie wierząc w to, co słyszałem. Czy on właśnie płakał? Ale dlaczego?
Chciałem podnieść głowę i popatrzeć na jego twarz, ale nie pozwolił mi na to, więc tkwiliśmy w uścisku, płacząc cicho, każdy z nas z zupełnie innych powodów. Moje serce wciąż boleśnie kłuło, przypominając mi scenę, której wcześniej byłem świadkiem. Nie pozwalało mi o tym zapomnieć nawet na kilka sekund.
— Tak bardzo Cię przepraszam — wyszeptał Tae, a jego głos brzmiał nadzwyczaj słabo. Korzystając z okazji, że blondyn poluzował trochę uścisk, podniosłem głowę do góry, by móc spojrzeć w jego twarz. Był cały czerwony i zapłakany. Nie chciałem go takiego oglądać. Kochałem, gdy się uśmiechał i był szczęśliwy. Nie powinien wyglądać tak z mojego powodu.
Chciałem mu powiedzieć, żeby przestał płakać, i choć trochę go uspokoić, choć sam czułem się aktualnie jak wrak człowieka. Nie byłem jednak w stanie, więc tylko pokiwałem przecząco głową, patrząc na niego proszącym wzrokiem w nadziei, że to zrozumie. Widząc, co próbuję mu przekazać, zbliżył swoją twarz do mojej i oparł nasze czoła o siebie. Chwilę tak trwał z zamkniętymi oczami, próbując uspokoić swój urywany oddech. Nie na dużo się to jednak zdało. Oboje byliśmy w kiepskim stanie i żaden z nas nie mógł się uspokoić. Wszystkie emocje, które się w nas nakumulowały przez ostatni rok, teraz szukały jakiegoś ujścia.
— Ja tylko chciałem, żebyś był o mnie choć troszeczkę zazdrosny — powiedział tak cicho, że w pierwszej chwili wydawało mi się, że się przesłyszałem. — Nie chciałem, żeby to się tak skończyło.
— Tae — wyszeptałem, nie wiedząc, jak mam zareagować na jego słowa.
W głowie miałem prawdziwy mętlik. Nie chciałem pozwolić mojemu sercu zrobić sobie kolejnych niepotrzebnych nadziei przez złe odczytanie słów blondyna. Dlatego chciałem poprosić go o wytłumaczenie całej sytuacji, ale nie zdążyłem tego zrobić, ponieważ w tym momencie Tae otworzył oczy i po prostu mnie pocałował. Byłem w tak wielkim szoku, że przez dobre kilka sekund tylko trwałem w bezruchu, a kilka łez znowu spłynęło po moich policzkach. Czułem się zagubiony. Szczęśliwy i zagubiony. Usta blondyna były przyjemnie miękkie i ciepłe, ale nie dane mi było długo się nimi nacieszyć, bo chłopak, nie doczekawszy się żadnej reakcji z mojej strony, zaczął się powoli odsuwać. Nie mogłem mu na to pozwolić. Nie chciałem, żeby odchodził. Szybko przycisnąłem swoje usta z powrotem do tych jego, co natychmiast odwzajemnił.
Pierwsze muśnięcia były bardzo delikatne. Wyglądało na to, że żaden z nas nie był pewien, jak daleko może się posunąć. Z każdą jednak chwilą uczucia przejmowały nad nami władzę. Pocałunek stał się intensywniejszy i zdecydowanie mniej delikatny. Trochę jakbyśmy chcieli za jego pomocą przekazać wszystko to, czego baliśmy się powiedzieć głośno.
Tego właśnie potrzebowałem.
To był jedyny sposób, w jaki mogłem przekazać mu wszystkie moje uczucia.
Oderwaliśmy się od siebie, dopiero gdy zaczęło nam brakować powietrza. Tae oparł swoje czoło o moje, ciężko oddychając. Żaden z nas nie chciał kończyć tego pocałunku. Czułem się, jakbym znowu wypił za dużo alkoholu, choć byłem pewny, że ulotnił się on już ze mnie jakiś czas temu. Kręciło mi się w głowie. Szumiało w uszach… Przede wszystkim czułem się jednak szczęśliwy. Ucisk z mojego serca, który towarzyszył mi już od tak dawna, nagle zniknął. Poczułem się lżej. Jakbym ściągnął z siebie jakiś wielki ciężar. Najpiękniejsze w tym wszystkim było to, że nareszcie poczułem, że nie jestem blondynowi obojętny. Jego pocałunek zdecydowanie wskazywał na coś zupełnie innego. I dlatego właśnie postanowiłem zaryzykować.
— Kocham cię.
Czułem, jak Tae zadrżał przez moje słowa i wciągnął powietrze, jakby miał być to jego ostatni wdech w życiu. Chciałem popatrzeć na jego twarz i móc wyczytać z niej jego myśli, ale za bardzo się bałem. Mój strach tylko się wzmógł, kiedy z ust blondyna wyszło coś na wzór prychnięcia. Moje serce na moment przestało bić.
— Ja też cię kocham, idioto… — głos na końcu załamał mu się pod wpływem emocji, a moje serce postanowiło jednak wrócić do żywych i zacząć pracować na zwiększonych obrotach.
Tae mnie kochał… Kochał mnie...
Boże, czy to działo się naprawdę?
Usta Tae, które ponownie znalazły się na moich, były jednak zbyt realne, by mógł to być tylko sen.
DODATEK SPECJALNY:
A przynajmniej tak mi się wydawało. Dlatego bez zastanowienia pogłębiłem pocałunek… Trafniejsze byłoby jednak powiedzenie, że próbowałem to zrobić, bo nagle jego usta zniknęły. Przesuwałem się do przodu, dzielnie ich szukając, ale przede mną nikogo nie było.
Otworzyłem zdezorientowany oczy. Nad moją głową znajdował się biały sufit. Rozejrzałem się wystraszony dookoła, nie mogąc zrozumieć co się dzieje. Znajdowałem się w moim pokoju, a światło słoneczne, które wpadało przez okno, podpowiadało mi, że był już późny wieczór.
Czy to oznaczało, że to wszystko było tylko snem? Wytworem mojej chorej wyobraźni?
Nie miałem jednak czasu się nad tym dobrze zastanowić, bo w tej chwili nagle usłyszałem głośny dźwięk mojego telefonu, znajdującego się na szafce nocnej. Wyciągnąłem rękę w jego stronę i odebrałem połączenie, nawet nie patrząc, kim jest mój rozmówca. Wciąż byłem bardzo zdezorientowany.
— No nareszcie! — Głos Tae był lekko karcący, ale wręcz słychać było w nim jego uśmiech. — Ile mam na ciebie idioto czekać?
— Czekać? — powtórzyłem za nim.
— Noo… — Jego pewność siebie odrobinę zmalała. — Miałeś przyjść dzisiaj do Yoongiego, pamiętasz?
Kurwa.
