Chapter Text
Magnus wyciągnął ramiona, by się trochę rozciągnąć. Przez ostatnie pięć godzin siedział prosto pracując nad swoim nowym projektem. Bycie projektantem mody nie było łatwe. Dwa lata temu, po zdobyciu dyplomu, przybył do Nowego Jorku szukając pracy. Jego najlepszy przyjaciel, Raphael, znał słynnego projektanta w mieście, Luke’a Garroway’a, więc załatwił dla niego spotkanie.
Magnus przedstawił mu swoje projekty, a Luke był pod takim wrażeniem, że natychmiast zatrudnił go jako swojego asystenta. Teraz w wieku dwudziestu pięciu lat był już rozpoznawalny w świecie mody. Został sam w mieszkaniu ze swoim kotem. Magnus był biseksualny i miał już za sobą kilka związków, ale żaden z nich nie trwał długo. Zawsze uważał, że pewnego dnia spotka swoją prawdziwą miłość.
Patrząc na czas projektant westchnął, gdy rysował w swoim szkicowniku. Było późno, a on był głodny. W związku z Finałami w Pixel Magnus musiał wymyślić najlepsze projekty i przedstawić pomysły Luke’owi. Presja była duża i miał nadzieję, że da z siebie wszystko. Wpatrywał się w kostium na manekinie. Nic nie wydawało się być w porządku.
Magnus stwierdził, że na dziś wystarczy, bo poziom jego energii był równy zeru. Spakował swoje rzeczy i w krótce po tym zamknął biuro. W drodze do domu wziął obiad na wynos i kilka puszek piwa.
- Dzieeeeń dobry, wróciłem! – Magnus otworzył drzwi do swojego domu. – Gdzie jest mój słodki, mały diabeł?
Rozejrzał się i zobaczył małą kulkę szarego futra, która podbiegła do niego. Magnus uśmiechnął się, gdy podniósł kota i podrapał go za uchem.
- Jak się masz Prezesie Miau? Okropnie się za tobą stęskniłem. - kot szczęśliwie mruczał ocierając się o dłonie właściciela. – Jestem tak zmęczony i głodny. – powiedział Magnus i oparł kota na swojej klatce piersiowej. – Wiem, że ty też. Zjedzmy razem. – spojrzał na pomieszczenie i zmarszczył czoło. – Ale najpierw powinniśmy tu trochę przewietrzyć. – Magnus podszedł do okna i rozsunął zasłony.
Po otwarciu okna wziął głęboki wdech. Chłodne powietrze uderzyło go w twarz. Zawsze lubił to uczucie. Rozluźnił mięśnie i odprężył umysł. Stał tak przez kilka minut i już miał zawrócić, kiedy zauważył młodego mężczyznę stojącego naprzeciwko budynku. Jego mieszkanie znajdowało się na drugim piętrze, więc wyraźnie mógł dostrzec jego rysy z góry.
Magnusowi zdawało się, że zapomniał o oddychaniu na kilka sekund. Facet był niesamowicie przystojny. Wyglądał na tak wysokiego jak on z tymi ciemnymi, czekoladowymi włosami. Marszczył brwi patrząc na coś przed sobą. Wargi miał lekko rozchylone. Magnus nabrał ochoty, by zobaczyć, jak chłopak wygląda z bliska.
Projektant wpatrywał się w niego jeszcze kilka minut zastanawiając się, dlaczego się nie ruszał. Co robił w zimną noc w T-shircie i spodniach. To było prawie, jakby zamienił się w posąg. Wzruszył ramionami, pewnie czekał na kogoś… dziewczynę/chłopaka, kto wie. Zaburczało mu w brzuchu wraz z głośnym miauczeniem Prezesa Miau. Magnus roześmiał się.
- Już idę.
Magnus miał właśnie odwrócić się od okna, gdy jego wzrok padł na dwa cienie czające się za młodzieńcem. Jego oczy rozszerzyły się, kiedy zobaczył, że jeden z nich trzymał w ręku nóż i powoli zbliżał się do niego. O mój Boże… chcą go zaatakować. Czy Magnus powinien zadzwonić na policję? Ale zajęłoby to zbyt wiele czasu. Powinien zejść i uratować go? Ale co jeśli są niebezpiecznymi kryminalistami. No i mają broń.
Zanim Magnus ułożył jakikolwiek inny plan, ku swojemu przerażeniu jeden z mężczyzn zaatakował od tyłu nożem. Adrenalina skoczył. Musiał go uratować. Nie było mowy, żeby pozwolił go skrzywdzić.
Kiedy znalazł się na zewnątrz, młodzieniec leżał na ziemi zwinięty w kłębek, podczas gdy dwoje mężczyzn okrutnie kopali go w bok i wymuszali od niego pieniądze. Wyglądali na bandytów.
- Hej, przestańcie! – Magnus wrzasnął. – Zostawcie go w spokoju. Już wezwałem gliny, będą tu lada chwila.
Kłamstwo Magnusa zadziałało, kiedy zobaczył, że na twarzy obojga mężczyzn odmalowało się przerażenie. Ucieszył się, widząc, jak potykają się o własne nogi w mrocznej uliczce, skąd przyszli wcześniej. Magnus podbiegł do chłopaka, który nadal leżał na ziemi. Przyklęknął i ostrożnie położył rękę na jego ramieniu.
- Wszystko w porządku?
Młody mężczyzna jęknął i odskoczył od dotyku.
- Uspokój się, dobrze? Nie zamierzam cię skrzywdzić. – Magnus trzymał się na dystans mówiąc cicho.
Facet powoli podniósł wzrok i rozprostował się. Magnus był szkowany, gdy zobaczył zadane chłopakowi obrażenia.
- Jezu… zranili cię.
Na skroni miał długi krój, a jego lewę ramię krwawiło. Widział też czerwone ślady na jasnoniebieskiej koszulce.
- Potrzebujesz lekarza. Możesz wstać? Pozwól, że ci pomogę.
Facet spanikował. Jego oddech przyspieszył, gdy próbował uciec od Magnusa. Jego wielkie, przerażone oczy szukały kogoś, kogo w tej chwili tam nie było. Nie wiedział co się dzieje i dlaczego bolało go całe ciało. Ledwo słyszał jak nieznajomy go wołał zanim. W końcu jego oczy uciekły w tył głowy a on zemdlał na ziemi.
Magnus poczuł, jak serce opada na jego żołądek, gdy zobaczył, że facet padł nieprzytomny.
- Nie, nie, nie… Och, Boże… co mam zrobić? – jego drżące ręce uniosły się nad ciałem. – Zadzwonić na policję czy pogotowie? Jeśli zadzwonię po gliny, będzie mnóstwo pracy papierkowej, na którą mnie nie stać przy nowym projekcie… Przejazd karetką nie wydaje się konieczny… Okej, okej… Zabiorę cię do Catariny, jest dobrym lekarzem i przyjaciółką.
Magnus wziął się w garść i zadzwonił do swojego sąsiada Raphaela i wyjaśnił systuację. Przyjaciel przyszedł w ciągu dwóch minut, aby pomóc. Na szczęście nikt nie widział, jak niosą nieprzytomnego gościa do jego mieszkania. Kiedy nieznajomy leżał już na kanapie Magnus zadzwonił do Catariny i poprosił ją, by przyszła natychmiast.
- Hmm… nie ma przy sobie żadnych dokumentów. – powiedział Raphael sprawdzając kieszenie. – Będziesz musiał poczekać, aż się obudzi.
- Dziękuję, Raphaelu. – Magnus skinął głową.
- Nie ma problemu przyjacielu. Po prostu się nim zajmij. Wygląda na to, że należy do dobrej rodziny. – mówił to stojąc już w drzwiach. – Możesz dzwonić w każdej chwili, jeśli potrzebujesz pomocy.
- Pewnie i jeszcze raz dzięki.
Magnus spojrzał na młodszego mężczyznę na swojej kanapie i westchnął. W co on się wpakował. Jego przyjaciółka Catarina przyjechała po dwudziestu minutach i zajęła się obrażeniami.
- Zabandażowałam mu rękę i głowę, ale wydaje mi się, że ma mocne obrażenia na żebrach. Nie są złamane, ale przez jakiś czas może mieć z nimi trudności.
Magnus okiwał głową i poczuł się winny. Powinien był dotrzeć do niego wcześniej.
- Dziękuję Ci, Catarino. Bardzo szybko przyszłaś.
- Magnusie, to moja praca, nie dziękuj mi. Chociaż powinnam zapytać, kim jest ten chłopak? – lekarka pytająco uniosła brwi.
Magnus opowiedział, co stało się ledwo godzinę temu.
- Mam nadzieję, że wkrótce się obudzi i będę mógł odesłać go do domu. Jego rodzina musi się martwić.
- Najprawdopodobniej ocknie się dopiero rano. Zrobiłeś dziś coś dobrego Magnusie... Miał szczęście, że tu byłeś. Muszę już iść. Jeśli czegoś potrzebujesz, to zadzwoń. Przepisałam mu listę lekarstw. Upewnij się, że ją dostanie. – wyjaśniła Catarina i opuściła mieszkanie.
Magnus potarł skroń i usiadł na krześle.
- Myślę, że wszystko skończy się dobrze… wszystko co piękne jest niebezpieczne. Mam nadzieję, że nie jesteś członkiem jakiegoś gangu… albo seryjnym mordercą? Nie, nie… jesteś zbyt słodki, żeby kogoś zabić. – roześmiał się i patrząc na śpiącego mężczyznę wyszeptał. – Kim jesteś?
