Chapter Text
Spojrzał na wskazaną przez Neville’a kulę lustrując ją uważnie wzrokiem jakby w fascynacji, niepewnie po nią sięgnął przyglądając się jej jeszcze uważniej i wtedy usłyszał głos recytujący dobrze znaną mu przepowiednie, a dobrze znaną ponieważ usłyszał ją od Dumbledor'a parę lat wcześniej. Mimo to jak zahipnotyzowany wsłuchiwał się głos wypowiadający dokładnie te same słowa, które już kiedyś słyszał, chciał jednak wysłuchać to wszystko do końca, sam nie wiedząc czemu.
- Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana...Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca... - Jednak nie było mu dane gdyż nagle usłyszał zaniepokojony głos wołającej go Hermiony; odwrócił się w stronę towarzyszy, a po chwili zauważył odzianą w maskę postać zmierzającą powoli w ich kierunku.
- Gdzie jest Syriusz? - Harry zadał ostro pytanie spoglądając z lekkim niepokojem na postać, tak jak i jego towarzysze.
- Chyba powinieneś zauważyć różnicę między snem... - Zaczęła postać, a właściwie wnioskując po głosie mężczyzna; jednak zamilkł na chwilę i wyciągał swoją różdżkę. - ...a rzeczywistością. - Powiedział i jednym ruchem różdżki sprawił, iż maska rozmyła się jakby była tylko dymem. Teraz spoglądali na aż za dobrze znanego im czarodzieja, Lucjusza Malfoy’a który obserwował ich ze swoją zwyczajową wyższością. - Widziałeś tylko to co Czarny Pan chciał abyś zobaczył. A teraz daj mi przepowiednie. - Zażądał śmierciożerca, jednak Harry nie miał zamiaru tak łatwo się poddać.
- Zniszczę ją jeśli komuś coś zrobisz. - odpowiedział spoglądając blondwłosemu hardo w oczy; nagle do jego uszu doszedł czyjś śmiech, aby w następnej chwili do nieznanego śmiechu doszedł równie nieznany głos.
- Potrafi się bawić...ecie pecie mały Potter. - Odezwała się cynicznie kobieta o burzy czarnych loków na głowie oraz szalonym spojrzeniu.
- Bellatrix Lestrange. - Nagle powiedział Neville i Harry po chwili skojarzył kobietę.
- Neville Longbottom, tak? - Odpowiedziała szybko czarownica przyglądając się Neville’owi. - Jak tam rodzice?
- Jak ich pomszczę poczują się lepiej! - Wykrzyknął chłopak celując swoją różdżką w stronę Bellatrix, Malfoy jednak zaczął swoją przemowę próbując uspokoić zdenerwowanego gryfona przez co Neville opuścił różdżkę; powtórzył także, iż chcą przepowiedni.
„Ich niedoczekanie” przeszło przez myśl Harry’emu, jednakże nie dane było im pogawędzić ani porozmyślać dłużej gdyż zaczęli zbliżać się pozostali śmierciożercy; co uświadamiało nastolatków o fakcie, iż są otoczeni. Wysłuchali jeszcze przez chwilę prób zmanipulowania Harry’ego przez Malfoy’a aż przyszedł czas by rzucić kilka zaklęć i uciec, zaczęli biec próbując wydostać się z ogromnego pomieszczenia wypełnionego przepowiedniami przy okazji tłukąc dość sporo z nich w trakcie walki ze śmierciożercami. W końcu dostali się do wyjścia; wyszli w pośpiechu spadając prosto w przepaść i zatrzymując się dopiero przy ziemi, po chwili zorientowali się, iż znaleźli się w pomieszczeniu z dziwnym kamiennym łukiem po środku, wydał się Harry’emu interesujący gdyż słyszał dochodzące z niego szepty, zapytał o to pozostałych jednak oni niczego nie słyszeli.
- Stańcie za mną. - Powiedział w pewnym momencie wyczuwając, że coś…ktoś zaczyna się zbliżać; zrobili tak jak im powiedział, wszyscy wyciągając swoje różdżki. Nagle zaczęły otaczać ich ze wszystkich stron czarne obłoki, Harry zaczął czuć się coraz słabszy i skończyło się to dla niego na ziemi, jednak wiedział, że teraz nie ma na to czasu, zaczął się podnosić i zauważył, że jego przyjaciele zostali złapani przez śmierciożerców, nie wiedział nawet kiedy to się stało. Rozglądał się nie będąc pewnym co może teraz zrobić, jak im pomóc; wtedy usłyszał cichy chichot, a potem dobrze znany głos.
- Czy ty naprawdę wierzyłeś, a raczej czy naprawdę byłeś tak naiwny żeby sądzić, że dzieci mają szanse z nami wygrać? - powiedział Lucjusz Malfoy idąc w stronę Harry’ego akcentując co niektóre słowa oraz stukając laską w podłoże. - Powiedzmy otwarcie, Potter. Dasz mi tę przepowiednie teraz...lub zobaczysz jak te dzieciaki giną. - Harry zastanawiał się nad dobrą decyzją, w trakcie swoich rozmyśleń usłyszał także krzyk Neville’a „Nie dawaj mu tego!” ten szybko został uciszony przez Bellatrix. Wiedząc, iż nie ma wyjścia jeśli chce by reszcie nic się nie stało, oddał blondwłosemu kulę z przepowiednią spoglądając z rezygnacją i wtedy blade światło zaświeciło za Malfoy’em. Pojawił się Syriusz sprawiając, że po chwili Malfoy staczał się w dół kamiennego wniesienia na którym stał łuk po uderzeniu Syriusza zaserwowanym w jego Malfoy’owską arystokratyczną twarz. Po Syriuszu zaczęły pojawiać się kolejne osoby ratując przyjaciół Harry’ego z rąk śmierciożerców, kątem oka avadooki zauważył jak kula z przepowiednią roztrzaskała się po upadku Malfoy’a; w następnej chwili rozpętała się otwarta walka, Syriusz bronił Harry’ego przez chwilę walcząc także z Malfoy’em. Wszystko szło dobrze, aż w pewnym momencie cały obraz przyćmił mu się przed oczami, a Potter runął na ziemie tracąc na chwilę kontakt z otoczeniem, odzyskując go powoli usłyszał jak Bellatrix wypowiada śmiercionośne zaklęcie, chwila kolejnego zamroczenia i szmaragdowy rozbłysk światła. Harry widział jak jego chrzestny zostaje przez niego uderzony oraz jak zostaję wciągnięty do łuku; siedząc na ziemi spoglądał na to oniemiały, nie mógł przyjąć do wiadomości co się właśnie stało, nie rozumiał tego, nie miał pojęcia co się wydarzyło. Syriusz zniknął, jego ojciec chrzestny, jedyna pozostała mu rodzina; wstał szybko nawołując chrzestnego jakby to miało go przywrócić, nie zraził go nawet nagły przytrzymujący go w miejscu uścisk; będąc w amoku zauważył Bellatrix, przyjrzał się jej, zaczęła się wycofywać. Próbował poukładać w swojej głowie to co się przed chwilą stało…słyszał wtedy jej głos, a po tym Syriusza trafiło zaklęcie. Nie myśląc dłużej wyrwał się z uścisku i pobiegł za czarownicą w rozpaczy oraz wściekłości, w końcu odnalazł uciekającą czarownicę, wycelował różdżkę.
- Crucio! - Krzyknął jednak nie wyglądało na to by zaklęcie zadziałało, zaczął słyszeć głos w swojej głowie, dobrze znany głos namawiający go do skrzywdzenia czarownicy, chciał tego…tak bardzo tego teraz chciał, jednak się nie ugiął. Odwrócił się celując w Voldemort’a, który pojawił się znikąd, nie wiedział nawet jakim cudem wyczuł, że ten stał zaraz za nim, ale nie miał teraz na to czasu. Zanim mógł rzucić jakiekolwiek zaklęcie różdżka została wytrącona mu z ręki.
- Taki słaby... - Usłyszał słowa Voldemorta, który jakby chciał dodać coś więcej jednak w pobliskim kominku zapalił się zielonkawy ogień, a z niego wyszedł Albus Dumbeldore. Był świadkiem krótkiej wymiany zdań pomiędzy Voldemort’em i Dumbeldorem, po chwili zaczęła się zażarta walka pomiędzy dwoma czarodziejami, tak szybko jak się zaczęła, tak i się skończyła. Voldemort zniknął, wydawało mu się, że to już koniec, jakże też się mylił; chwila spokoju nie trwała długo. Harry upadł na ziemię, zaczęła przelewać się przez niego fala wspomnień i słów wypowiadanych przez Voldemort’a, słyszał także dyrektora, widział twarze przyjaciół spoglądające na niego z troską, tak jak i zatroskany wyraz twarzy dyrektora próbującego mu pomóc chociażby swoimi słowami.
- A co gdyby to było kłamstwo, gdyby Dumbeldore wpajał ci same kłamstwa...Harry...gdyby manipulował tobą, sprawiał byś był jego wiernym pieskiem na każde zawołanie bądź skinienie palcem...udawana troska. - Wsłuchiwał się w słowa Voldemort’a, czuł jakby w pewien sposób miał rację, jednak nie chciał się z tym godzić.
- Kłamiesz, nie wiesz jak to być kochanym, gdy ktoś się o ciebie troszczy...chce pomóc i nigdy się tego nie dowiesz...tego czym jest miłość albo czym jest przyjaźń...i wiesz nawet mi ciebie żal... - odpowiadał Voldemort’owi, gdy nagle poczuł silny ból i myślał, że uwolnił się od głosu w swojej głowie; oddychając ciężko zauważył jednak nie uwolni się od niego tak szybko jak miał nadzieje, gdyż ten stojąc nad nim w materialnej formie zaczął znów do niego mówić.
- Jesteś głupcem Harry Potterze i mówię ci, że stracisz...wszystko. - Mówił Voldemort gdy nagle rozproszył go lekko dźwięk kominków, zaczęli się schodzić urzędnicy; Voldemort nie marnując więcej czasu spojrzał ostatni raz na Pottera. - I wkrótce się o tym przekonasz. - Dodał jeszcze tak aby tylko Harry to usłyszał. Gdy minister zauważył Voldemort’a stanął jak spetryfikowany, a ten zaraz zniknął. Harry usłyszał jeszcze niedowierzające słowa ministra magii „On wrócił...” nim stracił przytomność.
