Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Series:
Part 2 of Fikatonowe z 2018
Collections:
Fiki (z) forum Mirriel
Stats:
Published:
2018-03-15
Words:
698
Chapters:
1/1
Comments:
1
Kudos:
4
Hits:
139

Bezużyteczny

Summary:

Euron Greyjoy rozmawia z pojmanym czarnoksiężnikiem. Łatka.

Notes:

Fikaton 2018 Mirriel, dzień drugi, prompt: piosenka "Drunken whaler".

Work Text:

Pyatt Pree, związany, klęczał przed człowiekiem, który właśnie zdobył statek wiozący czarnoksiężników. Euron Greyjoy, tak się nazywa, powtarzał w myślach Pyatt. Przypominał sobie niejasno, że kiedyś już słyszał o tym kapitanie, coś bardzo niedobrego, ale nie pamiętał dokładnie, co to było. Szkoda. Teraz mogłoby mi się to przydać. Czarnoksiężnik spróbował zmienić pozycję na wygodniejszą, ale osiągnął tylko tyle, że przytrzymujący go pirat zdzielił go pięścią. Kiedyś pożałuje.

Kapitan "Ciszy" przyglądał się temu spokojnie, może nawet z rozbawieniem.

– Powiedz mi, co mam z tobą zrobić? – spytał wreszcie.

– Nie ośmielisz się – syknął Pyatt.

– Zdobyłem tę galeasę – przypomniał mu Euron Greyjoy. – Zapłaciłem za nią żelazem. Mogę zrobić z ładunkiem i podróżnymi, cokolwiek zechcę.

– Nie wiesz, kogo pojmałeś – bronił się czarnoksiężnik. – Jeżeli mnie tkniesz, dosięgnie cię straszliwa klęska.

Człowiek, który go trzymał, szarpnął go boleśnie. Sam kapitan ryknął śmiechem. Pree zatrząsł się z oburzenia, ale i strachu. Nikt nigdy nie ważył się ze mnie śmiać, a ten łotr z Westeros cieszy się całym sobą. Nawet jego niebieskie oko się śmieje.

– Słowa, słowa, słowa – odezwał się Euron Greyjoy. Wciąż się uśmiechał. – Nie pierwszy raz takie słyszę. Kapłani wszystkich religii błagali swoich bogów, żebym zginął na morzu, i zawsze okazywało się, że żadna burza nie może mnie zatopić, ponieważ to ja jestem sztormem. Nie dziwię się zresztą, że bogowie nie chcą mnie zabić, w końcu nigdy nie słyszą tyle modlitw, co wtedy, gdy moja "Cisza" zbliża się do celu – zaśmiał się z własnego żartu. – Gdybym dostawał sztukę złota za każdym razem, gdy ktoś mnie przeklina, miałbym dziś więcej bogactw niż Żelazny Bank. Trzeba czegoś więcej, niż słowa, by mnie przerazić. Potrafisz zrobić coś takiego?

– Mam mądrość stuleci – odparł czarnoksiężnik, usiłując brzmieć godnie.

– Widzę raczej, że masz sine usta. To przez wino, które pijasz? – Kapitan wskazał stojącą w kącie beczułkę. – Co jeszcze ci daje?

– Cień wieczoru otwiera umysł, ale nie jest dla takich, jak ty – zastrzegł Pyatt. – Nie pojmiesz tego, co zobaczysz.

– Zdziwiłbyś się, gdybyś usłyszał, co widziałem. Żeglowałem po Dymiącym Morzu i oglądałem Valyrię.

W to czarnoksiężnik absolutnie nie potrafił uwierzyć.

– Jesteś szalony – stwierdził.

Euron Greyjoy zdjął opaskę z oka. Ku zdumieniu Pyatta okazało się, że westeroski pirat nie skrywał pod nią pustego oczodołu, a zupełnie zdrowe oko, tyle tylko, że ciemne. Złe.

– A ty jesteś bezczelny, bezużyteczny i zaczynasz mnie nudzić – powiedział kapitan. – Kiedyś pewien myrijski czarodziej obiecywał mi, że jeśli dam mu górę złota i rok czasu, wykluje dla mnie smocze jajo, ale nie chciało mi się czekać tak długo i słuchać jego wykrętów, więc go zabiłem. Teraz spieszy mi się jeszcze bardziej. Powiedz mi, co mam z nim zrobić? – Greyjoy zwrócił się do podwładnego.

– Może to, co z pijanym wielorybnikiem z tej ibbeńskiej piosenki? – zaproponował pirat. – Poderżniemy mu gardło zardzewiałym ostrzem, nakarmimy nim szczury, a resztki wsadzimy do worka i wrzucimy do morza?

– Nie ośmielisz się! – odruchowo zaprotestował jeniec.

Euron Greyjoy przekrzywił głowę. Patrzył teraz na Pyatta swoim ciemnym okiem, wręcz świdrował go spojrzeniem, a czarnoksiężnik poczuł lodowaty dreszcz, pełznący wzdłuż kręgosłupa.

– Na to zawsze będzie czas, Codd – powiedział kapitan. – Na razie zamknij go pod pokładem razem z pozostałymi. Jeśli czarnoksiężnicy z Qarthu rzeczywiście są tak mądrzy, za jakich pragną uchodzić, na pewno wymyślą, w jaki sposób mogą mi się przysłużyć. Jeżeli zachowają się głupio i spróbują stawiać opór albo mi grozić, sam zabiję najgorszego krzykacza i każę pozostałym go zjeść. Ludzie to tylko mięso – dodał, wzruszając ramionami.

W jego głosie, w całej postawie było teraz coś takiego, że Pyatt Pree wierzył w każde słowo.

– Nie zrobisz tego – powiedział czarnoksiężnik, ale już znacznie mniej pewnie.

– Dlaczego nie? – spytał Euron Greyjoy. – Powiedz mi, dlaczego mam tego nie robić?

Pyatt Pree przełknął ślinę. To bardzo wysoka cena, ale nie mam wyboru, pomyślał.

– Czy w dalszym ciągu chcesz zobaczyć żywego smoka? Ja widziałem trzy. Dom Nieśmiertelnych odwiedziła dziewczyna, która je wykluła.

Na twarzy kapitana odmalowało się zaciekawienie. Kazał Coddowi puścić jeńca, a sam otworzył beczułkę z winem czarnoksiężników i zaczerpnął z niej pełen kielich. Większość ludzi, kosztujących cienia wieczoru po raz pierwszy, krzywiła się przy tym i porównywała smak do inkaustu i zepsutego mięsa, ale Euron Greyjoy pił je tak, jakby sam był czarnoksiężnikiem.

– Opowiedz mi o niej więcej – polecił. – Dopóki będziesz mówił ciekawe rzeczy, pozwolę ci zachować język. Jaka jest ta smocza dama?

Series this work belongs to: