Work Text:
Kaminari Denki uważał, że posiadanie bratniej duszy jest naprawdę ekstra. Posiadanie tatuażu, który porusza się po całej skórze jest niezwykłe – zwłaszcza, że jego towarzyszem od chwili narodzin jest srebrny smok chiński, który wraz z nim dorastał. Można powiedzieć, że stał się ekspertem w teorii o bratnich duszach, obok znajomości literatury angielskiej i amerykańskiej oraz elektromechaniki. Nie wspominając o najnowszych kawałkach – nie miał nikogo równego sobie i miał nadzieję, że jego bratnia dusza będzie nadawać na tych samych falach muzycznych.
Kiedy miał odpłynąć myślami ku zapowiedzi najnowszego filmu od Marvela j ego telefon zaczął wibrować w kieszeni bluzy . Kaminari westchnął ciężko, gdy zobaczył kto do niego się dobijał.
— Halo?
— Wreszcie raczyłeś odebrać, debilu! Gdzie ty kurwa jesteś?! Lepiej, żebyś miał dobry powód, że po raz kolejny z rzędu się spóźniasz do pracy!
Smok spiął się pod wpływem krzyku jego szefa. Denki odruchowo chwycił się za ramię, chcąc go jakoś uspokoić.
— Zasiedziałem się nad referatem na zaliczenie u Aizawy. - skłamał gładko, modląc się w duchu, że Bakugou nie wyczuje od niego małego kłamstwa. Tak naprawdę wolał doczytać parę stron „Buszującego w zbożu” i miał nadzieję, że się nie chlapnie przez przypadek. - Wiesz jaki on jest. Właśnie jadę pociągiem i zostały mi dwa przystanki do wysiadki. Zaraz będę na miejscu.
— Masz szczęście, że się spóźnisz tylko kwadrans, ćwoku. - warknął. Kaminari miał ochotę w tym momencie sobie pogratulować szczęścia. - W zamian weźmiesz zmianę Fumikage, bo pacan jutro nie przyjdzie do tej zasranej dziury i nie będziesz miał z niej kasy.
No i pozamiatane po jego niecnych planach dokończenia książki i ewentualnego nadrobienia trzeciego sezonu „Daredevila”. A ludzie piszą w internecie, że życie jest piękne…
— I zbierz dupę w troki, bo nie zamierzam słyszeć twojego jebanego milczenia. Jak twoje spóźnienie podskoczy do trzydziestu minut weźmiesz dodatkowo zmianę Jirou i gwarancję, że i tutaj nie dostaniesz za to kasy!
— Tak jest – odpowiedział, następnie się rozłączył. Nie miał zamiaru słuchać ciągu dalszego jego tyrady, jakim jest do dupy pracownikiem, jak to pięknie ujął, zasranej dziury. Zanotował w głowie, że na poprawę humoru przyjdzie do sklepu całodobowego oraz kupi energetyki i zupki dla jego współlokatora, Shinsou oraz coś zjadliwego do pisania cholernego referatu.
Na całe szczęście w torbie miał „Buszującego w zbożu”, powerbank, dokumenty, portfel, nowy kubek do pracy z jednostką rezystancji, pałeczki i ostatnie dwie paczki zupek chińskich z niewiadomym składem. Spędzenie koło ośmiu godzin w „Underground Zero” nie wydawało się być Kaminariemu straszne, a jeśli jego bro będzie dzisiaj wolny od pracy to mógłby tam siedzieć nawet przez całą noc.
Widząc znajomy przystanek Denki wysiadł pospiesznie i przybił kartę do czytnika. Kątem oka rzucił okiem na zegar, mieszczący się obok rozkładu wszystkich linii. Zacisnął mocno wargi i niemalże biegł jak na złamanie karku do „Underground Zero”. Jakimś cudem nie wyrżnął spektakularnego orła, ani nie spowodował wypadku, a nawet nie popchnął żadnego pieszego! Najzwyczajniej w świecie cud nad Sumidą.
Kaminari zwolnił dopiero, gdy zobaczył szyld sklepu, w którym pracował. Wziął parę głębokich wdechów, by nie paść martwym przy samym wejściu. Gdy poczuł, że jego oddech wraca do normy, mentalnie przyszykował się do ochrzanu od szefa. Wchodząc do środka usłyszał dzwoneczek, który przeszkadzał Katsukiemu i odgrażał, że, posługując się prawem cytatu, wyjebie w kosmos to cholerne gówno. Oczywiście nikt z pracowników nie wypominał mu, że miał wyrzucić go lata temu. Co to to nie.
— Bro! Wreszcie jesteś! - przywitał się żółwikiem dostawca, Kirishima Eijirou. - Katsuki trochę ochłonął i masz tylko dwanaście minut spóźnienia, więc nie weźmiesz zmiany Jirou. A co do pensji to luz, Katsuki nie jest na tyle niemęski, by tak zrobił.
— Dzięki, bro. - odparł z wdzięcznością Kaminari. - Nie wiem jak to zrobiłeś, serio. Wiszę ci dobre żarcie za uratowanie mi życia.
— Może po prostu się pójdzie z paczką do tej knajpy w Shinjuku, o której gadaliśmy parę dni temu?
Zaraz, zaraz. Jeśli Kirishima miał rzeczywiście na myśli paczkę to na pewno będzie Ashido, Sero, Jirou z jej bratnią duszą z uniwersytetu, Yaoyorozu, Fumikage, jak i Bakugou. Życie dzisiaj naprawdę nacisnęło mu na odcisk...
— Czemu nie? - odpowiedział niepewnie.
— Ekstra! Się skrzyknie w konfie i się dogada szczegóły.
Denki przytaknął niemrawo, żałując podjętej przez niego decyzji. Pozostało mu jedynie liczyć na cudotwórcze usposobienie przyjaciela z piaskownicy, że poza pracą Bakugou nie będzie aż takim dupkiem, jakim bywa w „Underground Zero”.
— Hej, bierz się do roboty, kretynie! Nie dość, że się spóźniłeś to jeszcze gadasz w międzyczasie! Jazda, płyty same się nie ułożą na półkach do jasnej cholery!
Chłopak wywrócił oczami, wzdychając ciężko. Musiał wyjątkowo przyznać mu rację co do bycia kretynem.
— Sorry, bro. Robota wzywa, jak słyszałeś.
— Luz, nie przejmuj się. - Eijirou machnął ręką niedbale. - Zresztą sam muszę lecieć. Mnie też wzywa, a nie chciałbym stawać w korku przez ponad trzy godziny do Saitamy. Jeszcze Katsuki mnie zarąbie, że nadal tu siedzę i nic nie robię.
— Słyszałem, Eijirou!
— Widzisz? - zaśmiał się, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Nara, bro! Wpadnę na konfę wieczorem!
Eijirou przybił żółwika Kaminariemu, następnie z samochodu jeszcze mu pomachał na pożegnanie i odjechał w siną dal. Denki miał ochotę parę razy się walnąć porządnie o blat lady z kasą, gdy zobaczył ile musi wyłożyć płyt na półki. Stwierdził, że bez dobrego kopniaka się nie ruszy, dlatego wyjął z torby powerbank oraz telefon. Widząc opłakany stan baterii chłopak podłączył do telefonu powerbank, następnie ustawił w telefonie tryb na dźwięk i z powrotem schował powerbank z telefonem. Dopiero teraz skupił się na piosence, która grała z głośników. Jak na jego gust była trochę zbyt smętna i mroczna, dlatego podejrzewał, że Fumikage po raz pierwszy w życiu zapomniał ją zmienić, gdy skończył swoją zmianę. Tyle dobrego zrobi dla potencjalnych klientów, a Bakugou powinien dodać mu podwyżkę za uratowanie uszu klientów od intensywnego krwawienia oraz stanu depresyjnego.
Kaminari poszedł na zaplecze, aby wylogować się z konta Fumikage. Po chwili wpisał swoją nazwę użytkownika oraz hasło. Ku jego zdziwieniu Spotify wykryło, że jego hasło jest nieprawidłowe.
— Jasna cholera – zaklął. Może zrobił jakąś literówkę, albo wstawił w nieodpowiednim miejscu kropkę?
Dla pewności jeszcze raz wprowadził standardowe dane, tym razem z większą uwagą. Denki odetchnął z ulgą, gdy logowanie tym razem przebiegło bez problemu. Kliknął od razu w swoją playlistę i mógł od razu ogłosić na Mixi, że jest w cudownym nastroju oraz umieścić idealne selfie. Zwłaszcza, że pierwszą piosenką jest ze ścieżki dźwiękowej Spider-Man: Into the Spider-Verse!
Czmychnął niezauważalnie z zaplecza, by z dużo lepszym humorem wziąć się za układanie płyt. Zaczął tradycyjnie od winylowych – co jak co, ale płyty winylowe stanowiły dla niego świętość, które trzeba obchodzić się z nimi jakby miał do czynienia z ósmym cudem świata. Przelotnie spojrzał na okładkę albumu, który trzymał i uśmiechnął się pod nosem, z czułością głaszcząc „Rubber Soul” Beatlesów. Odłożył ją z namaszczeniem do sekcji „Lata 60”, a dokładniej obok „Revolvera”.
— Jakby co to spierdalam! - wrzasnął nagle Bakugou ze swojego pomieszczenia, po czym usłyszał trzask zamykających się drzwi od jego „biura”. - Nie waż się opierdalać, bo jak się o tym dowiem to będziesz miał przejebane do końca swoich dni! Wiesz, gdzie są kluczyki do wszystkiego, nie chce mi się powtarzać.
Do jego uszu znowu dotarł trzask drzwi, tym razem wejściowych, jak i zawieszonego obok dzwoneczka. Kaminari westchnął ciężko, by później powrócić do pracy.
Jego praca przebiegała wręcz cudownie. Nikt go nie rozpraszał, za to mógł we własnym tempie układać płyty, ponieważ większość klientów o tej porze nie przychodzi do „Underground Zero”. Zwłaszcza, że to jest środek tygodnia, dlatego szanse na duży ruch są zerowe. Kaminari podszedł do zaplecza, by zobaczyć godzinę na swoim telefonie.
— Dopiero wpół do siódmej? – zdziwił się. - Czas za szybko płynie.
Jego brzuch zaburczał głośno. Jęknął cicho, po czym nalał do elektronicznego czajnika wody. Wychodząc z zaplecza Denki szybko oszacował, ile powinien w tym czasie wyłożyć towar na półki. Pocieszył się w myślach, że nie zostało tak wiele do ogarnięcia, a w tym czasie zdąży zjeść i przy dobrych wiatrach poczyta parę stron „Buszującego w zbożu”.
Jak pomyślał tak zrobił. Gdy wyłożył z pewnym bólem w sercu ostatnią płytę do sekcji „Grunge” („Ultramega” od Soundgarden) Kaminari wyniósł prędko kartony oraz, przy okazji, śmieci do stojącego w pobliżu śmietnika. Kolejny argument do ewentualnej podwyżki, powinien gdzieś sobie zanotować. Oczywiście później, gdyż na pierwszym miejscu w jego liście priorytetów króluje jedzenie. Trzy godziny bez jedzenia? Tak być nie może!
Niemalże z nabożną czcią wyciągnął z torby ostatnie paczki zup, które zwinął od Shinsou, oraz kubek. Jedną z nich otworzył, następnie wsypał jej zawartość do kubka. Szybko poszedł do zaplecza, by wlać dostateczną ilość gorącej wody do naczynia, po czym odstawił czajnik elektryczny na swoje miejsce. Denki uśmiechnął się promiennie, z radością pałaszując czystą chemię. Gdyby nie to, że szefem „Underground Zero” jest Bakugou Katsuki mógłby położyć nogi na ladę i najzwyczajniej w świecie się zdrzemnąć – pozostaje do wyboru czytanie „Buszującego w zbożu”, ale nie miał tego za złe. Przynajmniej Bakugou nie będzie miał jakichkolwiek podstaw, by wywalić go na zbity pysk za „niszczenie mienia pracy”.
Zignorował całkowicie dzwoneczek, oznajmiający przyjście klienta, jednak jego tatuaż dał o sobie znać swoim pieczeniem. Smok poruszył się impulsywnie po przedramieniu, kierując się do jego dłoni. Czy to możliwe, że pierwszym klientem od zmiany będzie jego bratnia dusza?
No jasne, że tak! Przecież tatuaż zawsze piecze, kiedy w pobliżu pojawia się bratnia, a jak dojdzie do kontaktu fizycznego tatuaże przeplatają się i mogą przemieszczać się swobodnie po ich ciele. A podobno to on jest ekspertem w dziedzinie bratnich dusz...
Kaminari ze swojego miejsca omiótł uważnie spojrzeniem na małe korytarze między półkami, próbując znaleźć nieznajomą (lub nieznajomego, Denki nie wykluczał takiej możliwości – miłość to miłość, a co ma być to będzie). Zganił się w myślach, że jego reakcja podpada pod desperację. Skoro był cierpliwy przez bite dwadzieścia dwa lata, to dlaczego teraz zachowuje się jak gówniarz z gimnazjum? Dla uspokojenia nerwów Kaminari wziął parę razy głębokie wdechy, następnie jak gdyby nic powrócił do dokańczania bardzo smacznej zupki chińskiej, która była słodka i lekko pikantna, czyli tak jak lubił. Chwała Shinsou i jego kubkom smakowym!
Smok wciąż nie dawał mu spokoju, niecierpliwie łaknąc kontaktu z bratnią duszą. Przeniósł się z przedramienia do wnętrza lewej dłoni. Gdyby nie to, że przeznaczona mu osoba jest tutaj zrugałby swój tatuaż za irracjonalne zachowanie. Jednak z drugiej strony sam postępuje wbrew logice – zdecydowanie większość osób stwierdziłaby, że rozmawianie ze swoim tatuażem jest głupie i robią to zwykle małe dzieci. Denki właściwie od dziecka wmawiał sobie, że poprzez kontakt ze srebrnym smokiem więź między nimi będzie umocniona oraz dawała wsparcie. Dotyk według niego był tylko niewielkim elementem dopełniającym całości.
Kaminari zerknął ukradkiem na swoją dłoń. Jego tatuaż aż trząsł się z nerwów, co bardzo go zaniepokoiło. Nie spodziewał się, że tak gwałtownie smok będzie reagował. Był zmuszony zachować tak naprawdę spokój za ich dwóch, dlatego zaciskał i rozluźniał na przemian dłonie, a także usilnie wyobrażał sobie wycieczkę klasową z liceum nad morzem, gdzie z pokoju pensjonatu, w którym na kilka dni miała zarezerwowane pomieszczenia, miał doskonały widok na morze.
Kiedy już stał się oazą spokoju jego opanowanie po raz drugi zostaje wystawione na próbę. Czuł nieprzyjemny dreszcz na plecach jak wtedy, gdy się zostaje z zaskoczenia oblanym zimną wodą. Jego dłonie stały się lepkie od potu, a serce zaczęło coraz szybciej bić. Denki, by nie koncentrować swojej uwagi na strachu, rzucił okiem na płytę, którą jego bratnia dusza chciała kupić. Jak zobaczył znajomą okładkę płyty jakimś dziwnym trafem kamień spadł mu z serca.
— Bardzo dobry wybór. - pochwalił, kiwając z uznaniem. - Obstawiam, że jednym z twoich ulubionych kawałków jest „Livin’ on a prayer”. Mylę się? - po czym zadarł głowę, by się przyjrzeć przeznaczonej mu osobie.
Miał srebrne włosy (świeżo farbowane czy z takimi się urodził?), które praktycznie żyły swoim życiem, czarne oczy i chyba najoryginalniejsze rzęsy, jakie kiedykolwiek widział w swoim życiu. To jest więcej niż pewne, że dbał o formę – Kaminari musiał się powstrzymać, by nie skupiać swojego wzroku na jego ręce i tors.
— Wow, masz naprawdę niesamowite oczy – wypalił, zanim pomyślał, co mówi. - Nie mam żadnych słów, które oddałyby w stu procentach ich piękno.
I w tym momencie jego świat się zawalił. W myślach błagał, by ktoś nagle przyszedł i powie mu, że jego zmiana się skończyła. O, jeszcze niech powie, że zaprowadzi go do naprawdę dobrze ukrytego miejsca, gdzie nikt nieproszony nie znajdzie, by móc tam umrzeć ze wstydu. Plan brzmiał naprawdę dobrze, za to nie był realny.
Pomarzyć zawsze można.
Reakcja jego bratniej duszy przywróciła go na ziemię. Wpatrywał się w niego zaskoczony, a na jego policzkach zakwitł lekki rumieniec.
— Dzięki. – wyszczerzył się po chwili, z zainteresowaniem patrząc na Denkiego. - Co do kawałka to mam do niego sentyment, ale nie jest jednym z moich ulubionych, sorry. Płyta jest prezentem dla starszego brata na urodziny.
— Mimo wszystko i tak lecą propsy. - Chłopak zeskanował kod kreskowy. - Trzy tysiące czterysta siedemdziesiąt jenów, proszę. Płacisz kartą czy gotówką?
— Poczekaj chwilę… - nieznajomy zaczął szukać we wszystkich kieszeniach w dżinsowej kurtce. Gdy odnalazł portfel odliczył należną cenę. - Proszę.
Kiedy opuszki ich palców musnęły się poczuli lekkie porażenie i Kaminari mógł przysiąc na jego pokaźną kolekcję mang oraz przetłumaczone z angielskiego na japoński książki od beatników, że widział małe iskierki z ich palców. Spojrzeli na siebie zdezorientowani, następnie niemal od razu zaczęli patrzeć na swoje ręce z nieukrywaną ciekawością na swoje tatuaże, będące w innym ciele.
— Oho – gwizdnął z podziwem. - Nie spodziewałem się znaleźć tutaj bratnią duszę!
— Chyba raczej żaden z nas się tego nie spodziewał. W sumie wypadałoby się przedstawić.
— Racja. Jestem Tetsutetsu Tetsutetsu. I nie, nie żartuję. - przestrzegł Tetsutetsu, nie czekając na jego reakcję. - Do tej pory zastanawiam się, co mieli w tych głowach.
— Miło mi cię wreszcie poznać, Tetsu. Chyba tak mogę do ciebie mówić, prawda?
— Nie ma sprawy!
— Okej. W takim razie jestem Kaminari Denki. - przedstawił się, posyłając mu lekki uśmiech. - Dorzucę od siebie, że za chwilę skończy mi się tutaj zmiana i moglibyśmy gdzieś pójść w nieznane. Co ty na to?
— Pewnie!
W tej chwili Denki miał ochotę wstać oraz wykonywać karykaturalne ruchy przypominające taniec na ladzie, by później wciągnąć Tetsutetsu i wirować w swoim świecie, gdzie byliby tylko oni, a także muzyka cicho grająca z głośników. Nawet Bakugou nie zdołałby zrujnować atmosfery swoim krzykiem, bo ma obok osobę, która czekała na niego bardzo długo. Mógłby z nim iść bez zastanowienia na koniec świata i jeszcze dalej. Chyba to jest to uczucie, które jest między bratnimi duszami – w zaledwie pół godziny potrafiłby dla niego przenosić góry na jego skinienie. Jest to poniekąd… dziwne? Niezwykłe?
Nie zauważył, kiedy odpłynął myślami. Natarczywe spojrzenie Tetsu niejako ściągnęło go na ziemię.
— Coś nie tak? - odezwał się, modląc się w duchu do wszystkich bóstw, by nie zrobić z siebie po raz kolejny tego dnia kretyna.
— Masz coś tutaj. - Tetsutetsu nieoczekiwanie pochylił się do twarzy Denkiego, następnie starł bardzo powoli kciukiem. - I po problemie.
Kaminari poczuł na nowo ukłucie przypominające kopnięcie prądem. Jego twarz niemalże od razu zaczerwieniła się, a mrowienie od głupiego uśmiechania się nie ustąpiły. Prawdopodobnie nigdy nie przyzwyczai się do elektryzującego dotyku Tetsutetsu. Odzyskał na chwilę zdrowy rozsądek, by po chwili chwycić gwałtowanie za szarą koszulkę jego bratniej duszy i złożyć na jego wargach pocałunek.
Cóż, nie był on idealny, jak im się wydawało. Ich czubki nosów strasznie bolały, dlatego wręcz odskoczyli od siebie, chwytając się za bolące ich miejsce. Jedyną otuchą było dla nich czucie przez ułamki sekund ich warg na swoich.
— Przepraszam! Nie powinienem tak znienacka i...
— Nie szkodzi, iskierko. - przerwał mu Tetsu, znów niespiesznie zmniejszając między nimi dystans. Przez cały czas przypatrywał się uważnie w złote oczy swojej bratniej duszy, obserwując każdy najmniejszy ruch z jej strony. Zagryzł lekko wargę, czując niespodziewany spadek pewności siebie, zastępując ją obawami. Natychmiast zganił się w myślach, że niepotrzebnie się zamartwia, a nie chciałby wystawić cierpliwości Denkiego na próbę.
Nareszcie usta spotkały się. To było coś… niesamowitego. Dreszcz nieznanych do tej pory emocji wstrząsnął nimi. W powietrzu zdawałoby się wyczuć napięcie elektryczne, które wytworzyli. Muśnięciami odkrywali niespiesznie zarówno strukturę, jak i posmak warg. Kaminari podniósł się spokojnie z krzesła, aby zapewnić wygodę Tetsutetsu. Jego opuszki palców delikatnie przejeżdżały po twarzy swojej drugiej połowy, notując w pamięci każdy milimetr jego skóry. Tetsutetsu coraz śmielej wplątywał w blond kosmyki palce, które co jakiś czas lekko ciągnął.
Denki pod wpływem pieszczoty Tetsu jęknął cicho. Nie chcąc być bardziej biernym naparł odrobinę mocniej na wargi, próbując nadać swój rytm. Usłyszał pomruk aprobaty z jego strony, następnie pochwycił tempo narzucone przez niego. W pewnym momencie poczuł, jak palce Tetsutetsu zjeżdżały coraz niżej, by dotknąć jego tyłka, jednakże, ku jego zaskoczeniu, Kaminari ugryzł go w dolną wargę. Tetsutetsu mruknął z uznaniem, dając się pozwolić w jego grze. Uznał, że jego ręce powinny odkrywać coś więcej niż twarz. Leniwie sunął palcami, zahaczając o lewe ucho. Tetsu nie starał się stłumić westchnienia, odchylając głowę nieco do tyłu. Denki nie mógł powstrzymać uśmiechu, toteż podroczył się jeszcze trochę, pieszcząc niespiesznie małżowinę uszną. Lewą dłonią rozpoczął wędrówkę po dobrze zbudowanych plecach, kreśląc na nich abstrakcyjne wzory. Kiedy miał zbliżać się do dolnej partii pleców nagle przeniósł swoją dłoń ku srebrnym włosom. Tetsutetsu zareagował na to warknięciem, po czym go ugryzł górną wargę. Kaminari próbował naśladować ruchy, które sprawiały, że rozpływał się pod dotykiem Tetsutetsu, jednakże nieskutecznie. Spróbował rysować opuszkami palców podobne kontury, które wcześniej wykonywał. Tym razem Tetsu zamruczał, na co Denki skwitował szerokim uśmiechem.
Brakowało im coraz bardziej powietrza, toteż delikatnie odsunęli się od siebie, biorąc łapczywie oddechy i patrząc sobie w oczy. Czas jakby stanął w miejscu, gdzie istnieli tylko oni, w stylizowanym na lata 90 sklepie muzycznym oraz stanowiące tło dla tej sceny brzmienie Jimmy Eat World lub Normana Greenbauma. Gdyby nie to, że teraz jest jedyną osobą z personelu Kaminari rzuciłby wszystko w pioruny, zwalając obowiązek zamknięcia „Underground Zero” na kogoś innego, nawet na samego właściciela.
Noż jasna cholera, całkowicie o tym zapomniał!
— To jak, wypad wciąż aktualny? - upewnił się Tetsutetsu. Denki w duchu podziękował mu za przejęcie tej, jego skromnym zdaniem, niewygodnej pałeczki.
— Jasne! Ogarnę się szybko i możemy iść.
Kaminari wziął kubek, by odłożyć go na suszarce. Najwyżej umyje go, gdy przyjdzie na kolejną zmianę. Wylogował się ze Spotify, wyłączył laptopa, na końcu zamknął kasę na klucz, który przywiesił w standardowym miejscu. Po raz kolejny o mały włos nie wyrżnąłby solidnego orła przez pośpiech, który sobie narzucił.
— Tylko się nie zabij, iskierko! - zaśmiał się.
— Prędzej ty mnie zabijesz swoim spojrzeniem. – odgryzł się, chowając naprędce do torby książkę. Przy okazji sprawdził, czy wszystko wziął ze sobą. Dokumenty są, portfel jest, książkę przed chwilą wsadził, powerbank z telefonem jest, a kubek na blacie. - Okej, chodźmy stąd.
Tetsutetsu posłał mu chyba najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek w życiu zobaczył. Denki w odpowiedzi również uniósł kąciki ust, następnie wyłączył również zasilanie w „Underground Zero” oraz zamknął go na cztery spusty.
— Czas rozpocząć nasz mały quest, towarzyszu. – Kaminari wysilił się na oficjalny ton, po czym zaplótł delikatnie swoje palce z palcami Tetsu. - Więc w którym kierunku pójdziemy?
