Actions

Work Header

Tatooine to taka piękna planeta!

Work Text:

Gdyby nie hełm, to zębów już dawno by się pozbył przez ten cholerny piach. I oczu. Reszta natomiast by się roztopiła przez upadł, który z każdą chwilą przybierał na sile. Jak ktoś w ogóle był w stanie to wytrzymać? No  jak?! Gdyby nie to, że jego zbroja miała system chłodzący, to wolałby zginąć, niż wylądować na tej planecie. A i tak był to gówniany przydział.

Pędził przed siebie mając nadzieję na znalezienie miasta. Powinno być niedaleko. Był tego pewien. Tak samo, jak tego, że siedzi w tym wygrzebanym z jakiejś opuszczonej farmy wilgoci  rozpadającym się X-34.

ON znajdował się w X-34!

Dał radę!

Uciekł! Udało mu się! Już dawno nie odczuwał takiej radości z wygranej. W szczególności, że tu chodziło o jego życie.

Jakieś zarysy w oddali zaczęły się pojawiać. Przyspieszył, o ile to było jeszcze możliwe. Jeżeli mu się rozwali po drodze ten śmigacz, to trudno. Tyle już da radę dojść. Ważne, żeby to tylko było miasto.

I tak! Miasto!

Jego radość sięgnęła zenitu. Ale wtedy musiał ją zagłuszyć dymiący i głośno informujący o swojej awarii X-34. Więc cóż poradzić..? Zatrzymał go, wyskoczył i już spokojniejszym krokiem ruszył do najbliższego garnizonu, żeby tam zdać informacje z odbytej przez niego wyprawy.

Paniczną ucieczkę przed Tuskenami może sobie daruję, w końcu źle by to wyglądało w papierach... Nawet, jeżeli inni będą mi gratulować wyjścia cało z tej smutnej sytuacji.

Znalazł ich, znalazł swoich ludzi! Otworzył drzwi i…

 

Smród rozkładanych resztek dotarł do jego nozdrzy, aż kilka razy zamrugał oczami. Cały obraz się zmienił. Było ciemno. Żadnego budynku, a po przeciwnej stronie obserwowały go puste oczodoły.

Przetarł twarz dłońmi będąc na granicy załamania nerwowego.

- Przeklęte Tatooine!- wydarł się pozbywając się już jakiejkolwiek nadziei na to, że ktoś go usłyszy.

I przeklęty Sarlacc...