Actions

Work Header

This is not The End

Summary:

Thomas, Minho oraz reszta ocalałych streferów zasiedla wyspę, odległą od centrum zakażeń.
Pomimo mijającego czasu, ból po stracie ukochanego zamiast maleć, rośnie z każdym dniem.
Jak wykaże się obiekt A2 w ostatnim przygotowanym dla niego teście?

Notes:

Work Text:

-Proszę, Tommy Proszę...-szepnął Newt tracąc ostatki samokontroli.
Thomas patrzył jak na jego oczach ginie kolejny przyjaciel
Wtedy podjął decyzję.
-Jeśli ty zginiesz, to ja też.- stojący przed nim poparzeniec spojrzał na niego z czystym szaleństwem. To już nie był ten słodki,pomocny a czasami wredny chłopak. W jego oczach czaiła się nieodpartą żądza krwi.
Rzucił się na Thomasa nie zważając na to kim jest chłopak pod nim. Nie odróżniał nikogo, nie znał nikogo.
Wiedział jedno. Ma go zabić.
Wyjął nóż z kieszeni zakrwawionych spodni, już miał przykładać go Thomasowi do gardła gdy jego rozbiegany wzrok skrzyżował się z tym bruneta.
Tego bruneta, jego bruneta!
-Tommy...-szepnął i upuścił nóż na beton. Brązowooki ze zdziwieniem dostrzegł że Newt patrzy się na niego, lecz nie tym szalonym spojrzeniem.
Thomas postanowił skorzystać z chwili i szybko odsunął od nich nóż oraz broń. Newt nadal się nie ruszał, patrzył.
Patrzył, a z każdą sekundą do jego mózgu napływały najróżniejsze obrazy.
Od pierwszego spotkania z Tommy'm po szalony pościg za pociągiem...
I wtedy już wiedział.
-Tommy, zabij mnie, jeśli kiedykolwiek byłeś moim..- chłopak przerwał gdy poczuł na wargach usta Thomasa.
Całowali się, i to nie było jego kolejne urojenia. To działo się naprawdę.
Nagle poczuł jak ktoś wbija mu igłę w odkryte ramie.
Ostatkiem sił odsunął się od Thomasa
-Kocham cię Tommy...- i wtedy spełniony zamknął oczy czekając na śmierć.
Thomas poczuł jak ciało ukochanego osuwa mu się w ramionach.
-Newt, Newtie, kochanie nie proszę spójrz na mnie...Proszę Newtie, nie opuszaj mnie...- krzyczał dławiąc się łzami -Newt! Nie żartuj sobie tak ze mnie proszę! Ja też cię kocham! Słyszysz?! Kocham cię ty blondyno! Proszę cię nie opuszaczaj mnie...- Szepnął po czym znów zaczął szlochać.
Teresa stała za martwym ciałem przyglądając się scenie rozgrywającej się przed nią.
-Tom...Ale czemu to nie działa?- spanikowana wskazała na pustą fiolkę po serum.
-Najwyraźniej było już za późno...- usłyszała po chwili wypruty z uczuć głos swojego przyjaciela.
Dziewczyna spojrzała na martwe ciało blondyna i zapłakała.
Nigdy pomiędzy nimi nie było żadnej bliższej relacji jednak gdy patrzyła na jego wyniszczoną przez pożogę twarz nie wytrzymała.
Po chwili obok nich pojawili się zdyszana Brenda oraz Minho.
-Newt! Nie Newt!- powietrze rozdarł rozpaczliwy głos czarnowłosego azjaty.
-Nie, to niemożliwe! Stary wstawaj!-krzyczał roztrzęsiony skośnooki. Przyklękł na jedno kolano chowając głowę między ramiona.
Thomas zapatrzony w nieruchomą twarz ukochanego nie zwrócił nawet uwagi na scenę rozgrywającą się przed nim.
Wstał, biorąc bezwładne ciało na ręce a następnie skierował się w stronę górolotu.

ROZDZIAŁ 2

Perspektywa:Thomas
Podniosłem głowę rozglądając się zdezorientowany dookoła. Widziałem niewyraźnie przez lekką mgiełkę którą pozostawiły łzy więc przetarłem pięścią powieki aby przywrócić wzrok do normy.
Tuż za mną zaczęły przepychać się tłumy ocalałych. Słyszałem piski, okrzyki zachwytu czy śmiech. Przede mną, mimowolnie pojawił się obraz szczęśliwego, niewinnego blondyna z labiryntu.
Jego czekoladowe oczy patrzące na mnie z zaciekawieniem gdy ten przeklęty Gally wyciągnął mnie siłą z pudła.
Te nieśmiałe uśmiechy podczas ogniska... I to wielkie szczęście pomieszane z ulgą w momencie gdy rzucił mi się na szyje po cudem przeżytej nocy w labiryncie.
Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się rozmarzony, tęskny uśmiech... Wtedy wszystko było takie proste, dlaczego do cholery zachciało mi się uciekać z tego raju?
To nie był raj.
-Thomas chodź! -Minho podszedł do mnie powolnym krokiem. -Trzeba zbudować jakieś schronienie na noc.
-Ach tak, tak już idę...-odpowiedziałem zapatrzony w wodę. Kto by pomyślał że w świecie wyżartym przez pożogę i wojnę istnieje jeszcze miejsce nieskażone człowiekiem...
Ostatni raz rzuciłem tęskne spojrzenie na przezroczysto-niebieski ocean i dogoniłem azjate.
[...]
Opadłem zmęczony z głośnym jękiem na srebrzysty piasek a Minho popatrzył na mnie pobłażliwie. Uśmiechnąłem się do niego lekko pokazując tym że wszystko jest okey.
Cóż...nie było, przynajmniej nie do końca.
Moje życie już nigdy nie będzie takie same, pieprzony bohater Thomas który wszystkich uratował, wielkie mi rzeczy.
Podniosłem się i otrzepałem z piasku, po czym skierowałem się do namiotu przeznaczonego dla mnie i moich najbliższych przyjaciół. Był pusty, więc szybko podszedłem do sterty ubrań i wybrałem sobie jakąś względnie czystą koszulkę.
Przebrałem się w nią a następnie usiadłem na prowizorycznym łóżku.
Rozejrzałem się trochę. W sumie nie miałem teraz nic do roboty.
Siedziałem więc tak nucąc pod nosem melodię którą kojarzyłem z odległych czasów. Zamknąłem oczy.
Czyli to jest ten cały raj? To do tego miejsca przez tyle czasu dążyłem? To tak miało być?
Niewiadomo kiedy poczułem że zasypiam.
[...]
Obudziły mnie promienie słońca z zza firanki. Usiadłem i rozejrzałem się po pokoiku urządzonym na niebiesko.
Popatrzyłem na zegarek. Zerwałem się jak poparzony na małych nóżkach biegnąc do sypialni rodziców.
Tata, jak się spodziewałem już wyszedł do pracy. Mama za to spała w najlepsze.
-Mamo! Mamo! wstawaj dzisiaj idę do podstawówki!- piszczałem skacząc po materacu.
Ta przetarła oczy i spojrzała na mnie z uśmiechem, przytuliła mnie co z chęcią oddałem.
-No Steph dzisiaj idziesz do szkoły, ale ten czas szybko leci...-westchnęła puszczając mnie.
[...]
Nieśmiałym krokiem wszedłem do klasy oznaczonej numerem 16. Wszystkie spojrzenia spoczęły na mnie. Kątem oka zauważyłem jak starsza nauczycielka uśmiecha się przyjaźnie w moim kierunku.
-Ty zapewne jesteś Stephen...- zaczęła- Czekaliśmy na ciebie.
Odpowiedziałem jej grzecznie po czym usiadłem obok jakiegoś małego blondynka.
Patrzył na mnie z wielkim (troszkę przerażającym) uśmiechem. Odpowiedziałem mu lekkim rumieńcem...jak to ja.
-Jestem Newt.- przedstawił się czekoladooki. -Ale jesteś śliczny, choleraa..
[ Przepraszam ale nie pamiętam jak miał na imię Newt przed tym, chyba nawet nie było podane dop. autorki]
-Ja jestem Stephen ale proszę mów na mnie Step- poprosiłem a następnie spojrzałem na niego zszokowany. -Nie jestem śliczny. Jeśli już to przystojny ale dzięki.-uśmiechnąłem się do Newta.
-Dobrze...Thomas wstawaj! Szybko śniadanie jest!
Obraz słodkiego blondyna i przytulnej klasy zaczął się rozmazywać, za to na jego miejscu pojawiły się skośne oczy mojego przyjaciela.
-Thomas, klumpie wstawaj! Patelniak zrobił obiad.- poinformował mnie wychodząc z baraku.
Przez chwilę przeszła mi przez myśl strefa. Uśmiechnąłem się lekko kręcąc delikatnie głową.
No cóż...świat jest okrutny.

ROZDZIAŁ 3

Perspektywa: Thomas
-No, no szefciu jak tam nowa kuchnia?- zagadał Minho podchodząc do okienka z którego patelniak podawał jedzenie.
Frypian tylko poburczał coś pod nosem i wepchnął mi do rąk tacę z jakąś breją.
Nie skomentowałem tego. Za to przyjrzałem mu się bliżej. Podkrążone, czerwone oczy, blada, zniszczona skóra i smutny uśmiech którym próbował ukryć swój stan.
Podziękowałem mu cicho i odszedłem zajmując miejsce na jakieś prowizoryczniej ławie. Po chwili przysiedli się do mnie Minho, Teresa, Brenda i Aris.
Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy nie wiedząc od czego zacząć.
Minho zakaszlał znacząco i rozpoczął rozmowę podczas gdy każdy usilnie wpatrywał się w swój talerz.
-A więc...podoba wam się tutaj?
-Tak, jest w porządku.- odpowiedziała Brenda drapiąc się po karku.-Jak znalazłeś to miejsce?
-Szczerze mówiąc powiedział mi o nim Gally, do niego kierujcie to pytanie.-zaśmiał się kiwając głową w kierunku Gally'ego.
-Tom...-podniosłem pusty wzrok na Teresę siedzącą przede mną. Patrzyła na mnie przerażająco smutnym wzrokiem. -Moglibyśmy porozmawiać na osobności?- zapytała.
-A czemu na osobności?- wtrąciła się Brenda. -Nie ufacie nam?
-Eh...wiesz przecież że to nie tak.- odpowiedziałem chcąc ją uspokoić i nie pozwolić na kolejną kłótnię.
Jak powszechnie wiadomo Teresa i Brenda nie pałały do siebie miłością, a wręcz przeciwnie.
Od ich pierwszego spotkania widać było że się nie zaprzyjaźnią.
-To jak?!- zdenerwowała się krótkowłosa.- Już zapomniałeś o tym wszystkim co się stało zaledwie wczoraj?!
Nie, nie zapomniałem. Uwierz.
Nie odpowiedziałem. Zamiast tego wstałem a następnie odłożyłem z hukiem na stół trzymaną wcześniej szklankę.
Na sali zrobiło się cicho jak makiem zasiał. Oczy wszystkich zgromadzonyc zwróciły się w kierunku naszego stołu, a dokładniej na moją osobę.
Prychnąłem lekceważą i szybkim krokiem skierowałem się do wyjścia.
Za sobą słyszałem nawoływania Teresy jednak nie zważając na nie kierowany furią pobiegłem w kierunku lasu.
Czy to dziwne że chciałem spędzić trochę czasu samemu a nie wysłuchiwać ciągłych pytań o moje samopoczucie?
Po piętnastu minutach truchtu dotarłem na mały pagórek na szczycie którego znajdował się sporych rozmiarów głaz.
Przysiadłem na nim rozglądając się dookoła z zaciekawieniem.
Z tego miejsca widoczna był cała wyspa.
Nasze koczowisko oświetlone było przez liczne ogniska i latarnie. Położyłem się płasko na kamieniu i zamknąłem oczy. Zasnąłem.
[...]
Nawet nie zarejestrowałem kiedy zrobiło się ciemno..
Popatrzyłem na przezroczysty ocean i zauważyłem statek, który został tu sprowadzony na specjalne życzenie Jorge'a.
Ten facet to dopiero ma pomysły...
[...]
-Oh Newtie, gdybyś tylko tu był...-szeptałem leżąc płasko na plecach z szeroko rozłożonymi rękami i nogami.
Wgapiałem się w rozgwieżdżone, bezchmurne niebo. Może zabrzmi to tandetnie ale usiłowałem policzyć gwiazdy.
Banalne, a jednak daje tyle frajdy...
Zamknąłem powieki a do mojej głowy zaczęły napływać wspomnienia ze strefy.
I ten pamiętny dzień, ognisko.
Tylko, ja i Newt...no I reszta strefy.
Pamiętam nawet tak głupie szczegóły jak obrzydliwy smak, bimbru pędzone przez Gally'ego.
Pamiętam, gdy wpatrywaliśmy się w identyczne niebo pijąc go, rozmawiając o wszystkim i o niczym...
Pamiętam jego śmiech, taki szczery i miły dla ucha...
Pamiętam też moment gdy mój świat runął po raz pierwszy, i o dziwo nie było to dowiedzenie się prawdy o DRESZCZ-u.
Te żyły na jego ręce, ten smutny uśmiech, te łzy w oczach, ta zgubna nadzieja...
Tak, to moment w którym dowiedziałem się o jego chorobie. Pieprzona pożoga.
Chociaż to było nic, w porównaniu z tym, co stało się później...
Do moich oczu napłynęły niechciane łzy, jednak ja obiecałem sobie już nigdy nie płakać. Musze być silny, dla niego.
Zamknąłem oczy próbując odgonić niechciane oznaki słabości.
Otworzyłem je póżniej i uśmiechnąłem się pod nosem, udało się.
Wstałem, i przybiłem sobie mentalnego facepalma. Czy ja naprawdę jestem aż takim idiotą że dopiero teraz zauważyłem że zaczęło już świtać?

ROZDZIAŁ 4
Perspektywa:Thomas
-Tom! Gdzieś ty był?! Szukaliśmy Cię wszędzie!- do moich uszu dobiegł krzyk Teresy gdy tylko wychyliłem się zza linii drzew.
-Cóż, najwyraźniej się do tego nie przyłożyliście.- skomentowałem gdy dziewczyna rzuciła mi się na szyję przytulając mnie mocno.
Ja na jej zachowanie jedynie przewróciłem oczami, no bo cóż innego mógłbym zrobić?
Odepchnąć ją? Wyszedłbym na chama.
Krzyknąć na nią? Wyszedłbym na jeszcze większego chama.
Więc stałem tak jak kołek czekając aż dziewczyna się ode mnie odklej.
-Thomas! Ty cholerny klumpie!- uśmiechnąłem się gdy tylko usłyszałem głos mojego przyjaciela.
Skośnooki biegł w naszą stronę trzymając się za obandażowane ramię.
Gdy zauważył że mu się przyglądam westchnął i powiedział:
-Mały wypadek przy pracy...póżniej ci wytłumaczę.
Pokiwałem głową na znak zrozumienia.
W trójkę skierowaliśmy się w stronę namiotów.
-MINHO TY IDIOTO CHODŹ TU BO CI NOGI Z DUPY POWYRYWAM!- ciszę przerwał głośny krzyk Gally'ego.
Intuicyjnie odwróciłem się w stronę Minho uśmiechającego się niewinnie.
-Gadaj coś ty zrobił.- powiedziałem wbijając w niego wzrok z udawaną powagą.
-No..em, tak jakby zabrałem Gally'emu ubrania podczas gdy on się kąpał?-podrapał się niezręcznie po karku uśmiechając się.
Minho podniósł wzrok na mnie lecz ja nie wytrzymałem, zaśmiałem się głośno nie mogąc się opanować.
-Szybko rusz dupę musimy uciekać!- krzyknął czarnowłosy gdy zauważył białego ze złości, idącego w naszym kierunku Gally'ego.
I jeśli chodzi o niego, to wole się z nim nie kłócić. Ostatnio nieźle przypakował.
-Thomas! -usłyszałem krzyk blondyna.
Odwróciłem się szybko w jego stronę.
Z włosów skapywała mu woda a na siebie założone miał dwa wielkie ręczniki.
Nie mogłem powstrzymać parsknięcia za co otrzymałem pełne pogardy spojrzenie.
-Gdzie jest ten klump, Minho? -zapytał starając się panować nad emocjami.
-Em Minho? -rozejrzałem się dookoła siebie. -Pewnie gdzieś polazł nie widziałem go dzisiaj.-odpowiedziałem starając się utrzymać poważny ton głosu.
Krzywobrwiowy* spojrzał na mnie starając się doszukać kłamstwa, jednak ja nie dawałem nic po sobie poznać.
Chłopak westchnął cicho omijając mnie, idąc w stronę swojego namiotu, zapewne po ubrania na zmianę.
Patrzyłem na jego plecy jeszcze kilka sekund po czym skierowałem się do swojego prowizorycznego domku.
[...]
Minęło kilka dni.
Leżałem plackiem na moim hamaku starając się unormować oddech.
Byłem słaby. Nawet bardzo, lecz bałem się o tym komukolwiek powiedzieć.
No bo jak to tak? Wielki zbawca, przywódca jest tak naprawdę kupą nieszczęścia i rozpaczy?
Usłyszałem za sobą ciche kroki więc odwróciłem się, przedtem starając się jeszcze ukryć ślady mojego stanu.
-Tom...płakałeś? -Teresa przysiadła na hamaku obok należąc do Minho.
-Co? Nie..wydaje Ci się.- zaprzeczyłem z uśmiechem.
Dziewczyna popatrzyła na mnie sceptycznie unosząc lewą brew jednak po chwili przytaknęła.
-To em.. po co przyszłaś?-zapytałem podnosząc się do siadu.
-Minho kazał Cię obudzić. Chciał abyś pomógł mu w budowaniu pokoju map.-poinformowała mnie.
-Pokoju map? Chce powrócić do dawnego fachu?
-No wiesz, ktoś musi zbadać wyspę.-powiedziała zanim wyszła.
Wstałem i również skierowałem się ku wyjściu.
[...]
-Sztamaku, czekaj! -krzyknął za mną Minho.
-Coś jeszcze pomóc? -zapytałem się zakasając rękawy brudnej koszuli.
-Nie, nie. -zaprzeczył. - Chciałem z tobą trochę pomówić. -Usiadłem na trawie krzyżując nogi a chłopak obok poszedł w moje ślady.
Siedziałem czekając aż zacznie swój monolog, nie chciałem go pospieszać.
-Okej, a więc..-odkaszlnął. -Jak wiesz, przed chwilą skończyliśmy budować pokój map. -spojrzał na mnie a ja pokiwałem głową.- Potrzebni nam są zwiadowcy po to, aby zbadać tą wyspę. Sonya, ja i Brenda zgłosiliśmy się na ochotników, ale brakuje nam jednej osoby...także stąd pytanie. Chciałbyś biegać ze mną po labiryncie jak za starych, dobrych lat? -popatrzył na mnie z nadzieją w oczach.
-Jasne że tak! Czemu w ogóle pytasz?-zaśmiałem się przytulając go.
-Myślałem że nie chcesz mieć nic wspólnego ze strefą...wiesz Alby, Chuck...Newt. -dodał szeptem.
-Proszę nie wspominajmy o nich na razie, proszę..-czarnowłosy pokiwał energicznie głową podnosząc się na nogi, strzepując niewidzialne drobinki kurzu ze spodni.
-To co? Ognisko? -zapytał się mając wyraźnie lepszy humor niż przedtem.

ROZDZIAŁ 5

Perspektywa:Thomas
-Thomas! Chodź zagrasz z nami!- przeprosiłem Teresę i skierowałem się do wołającej mnie zgrai.
Siedzieli nieopodal ogniska w kręgu. W oczy rzucił mi się pewien blondyn.
Uśmiechał się do mnie patrząc na mnie swoimi pięknymi, czekoladowymi oczami.
Najwyraźniej zagapiłem się gdyż po chwili leżałem twarzą w ziemi.
Nad sobą usłyszałem śmiech Gally'ego i przytyki Bena. Podniosłem się zawstydzony spoglądając na Newt'a oraz Minho.
Skośnooki śmiał się ze mnie turlając się po trawie a na twarzy blondyna malował się nieśmiały, uroczy uśmiech.
Usiadłem między nimi zastanawiając się o co im chodzi.
-Dobrze zawrzyjcie twarzostany! Muszę wytłumaczyć Njubi zasady gry. -nagle zrobiło się cicho jak makiem zasiał. Wszystkie twarze zwrócone były na Alby'ego.
-Więc tak: Co miesiąc podczas ogniska mamy tradycję grania w grę o nazwie pytanie czy wyzwanie. Niektórzy nazywają ją też butelka, no nie ważne...
Chodzi o to że ja, jako że jestem przywódcą kręcę butelką.- wskazał na pustą, szklaną butelkę znajdująca się pośrodku koła.-Zresztą co ci będę tłumaczył, pokaże Ci.
Alby zakręcił butelką. Zatrzymała się na Minho. Chłopak miał dumny uśmiech na twarzy. -Pytanie czy wyzwanie? -zapytał się go przywódca.
-Pytanie, co ja baba jestem? Oczywiście że wyzwanie. -wypiął pierś do przodu a wszyscy zachichotali.
-Dobrze więc, Minho...-zastanowił się.
-Podejdź do według ciebie, najbrzydszej osoby w naszym kręgu po czym pocałują ją. -wyrzyscy zgodnie spojrzeli na naburmuszonego Gally'ego. Blondyn fukał coś pod nosem, jednak Minho minął go.
Ku zdziwieniu wszystkich czarnowłosy skierował się do Teresy która niewiadomo kiedy dołączyła do gry.
Ta otworzyła oczy w zdziwieniu jednak nie zdążyła gdyż usta Minho skutecznie jej to uniemożliwiły.
Wszyscy w kręgu zaczęli się śmiać i buczeć a ja spojrzałem na Newtie'go.
Siedział po turecku chichocząc uroczo pod nosem. Chłopak zauważył że mu się przyglądam dlatego po chwili siedzieliśmy zapatrzeni w siebie w bezruchu.
[...]
Po kilku rundach podczas których między innymi Chuck musiał wypić jakiś ohydnie wyglądający płyn a Jeff wyznał w kim się podkochuje butelka znów trafiła w ręce Minho.
Chłopak energicznym ruchem zakręcił butelką która po chwili zatrzymała się, kto by się spodziewał, na mnie.
Rozejrzałem się zdenerwowany. Dlaczego Minho? No Purwa!
-No, no Tommy, czy jak tam na ciebie mówi twój chłopak. -prychnięcie Newt'a. -Pytanie czy wyzwanie?
Chwilę się zawahałem. -Wyzwanie?- odpowiedziałem niepewnie.
-Uhuhu...wiesz co robić Minho...-usłyszałem podekscytowany głos czarnoskórego.
-Pocałuj Newt'a.- popatrzyłem na niego zdziwiony mimo to nie byłem na niego zły.
Nie wiem jak to możliwe ale spojrzałem na zarumienionego blondyna obok mnie i...stało się.
Nie wiem jak, to był jak impuls. Całowałem go na początku zachłannie chcą mieć go jak najbliżej siebie jednak zwolniłem tempo gdy poczułem że brązowooki aniołek zaczął oddawać niepewnie pocałunek.
Muskał delikatnie moje wargi jakby były zrobione z porcelany, moje serce się roztapiało. Jednak wiedziałem, czułem że to nie jest nasz pierwszy raz, i zapewne nie ostatni.
Słyszałem wiwaty i krzyki wokół nas.
Otworzyłem oczy.
Podniosłem się do pozycji siedzącej i rozejrzałem się. Znajdowałem się pod jakimś drzewem a na przeciwko mnie paliło się majestatyczne ognisko, takie jak we wspomnieniu...
Wspomnienie...nawet nie wiecie ile bym dał aby cofnąć się do tamtych dni, strefa to z pewnością najpiękniejsza rzecz jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła, oczywiście poza pocałunkami z moim aniołkiem.
Za ogniskiem był znów krąg, tyle że mniejszy. Brakowało kilka ważnych osób...
Alby, Chuck, Winston, Jeff, Ben i...Newt.
Popatrzyłem jeszcze na grających po czym podniosłem się do pionu, rozciągnąłem i ruszyłem do namiotów.
Życie już nigdy nie będzie takie same...

ROZDZIAŁ 6

Perspektywa:Thomas
Obudziłem się wypoczęty jak nigdy dotąd.
Dźwignąłem się do góry spoglądając na przygotowany dla mnie zestaw ubrań.
Wstałem chwytając je. Na bluzce była przyklejona kartka.
Mam nadzieje że będą pasować, Tom.
Teresa.
Uśmiechnąłem się lekko, to miłe z jej strony...
Ubrałem się w czarną koszulkę, szare dresy i niebieskie skarpetki.
Odzież nie była nowa tylko uprana tak, żeby nie było żadnej plamy.
[...]
Wstałem dziękując Patelniakowi i razem z Minho skierowaliśmy się do dużego baraku. Pokoju map.
-Dobrze, więc jeśli są już wszyscy..-rozpoczął gdy wszyscy zwiadowcy usiedli na przygotowanych hamakach.-Jak dobrze wiecie dopiero od niedawna zamieszkujemy tę wyspę. Nie zbadaliśmy ją dokładnie.
Wszyscy pokiwaliśmy głowami nie chcąc mu przerywać.
-A więc musimy trochę po niej pobiegać. Jako że wyspa jest niewielka nie potrzeba nam dużo zwiadowców. -przejechał po wszystkich wzrokiem.
-Ja będę w parze z Thomasem, a wy dziewczyny razem. poinformował je. -Aa i jeszcze coś..- dodał widząc jak Sonya i Brenda zamierzają wyjść. -Biegniemy pierwszy raz pojutrze o 8:00. Szczegóły powiem wam jutro.
[...]
-Minho..- chłopak podniósł na mnie wzrok.
-Co tam sztamaku?
-Pamiętasz coś przed labiryntem?-zapytałem go skubiąc trawę.
-Powiem ci klumpie że tak...- przyjrzałem mu się zaciekawiony. Szczerze? Byłem pewny że nie. -Pamiętam pokój, szary. Z dwoma łóżkami...Pamiętam jakąś paczkę ludzi, między innymi siebie. Tak jakby...ughr...jakbyśmy byli tam ja, ty, Newt, Teresa i...Gally?- chłopak syknął łapiąc się za głowę.
-Minho wszystko w porządku?!- w sekundzie znalazłem się obok czarnowłosego.
-Tak, zaraz mi przejdzie...-westchnął powoli się rozluźniając.
Odetchnąłem z ulgą.
Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś mu się stało...
Pogadaliśmy jeszcze kilka minut na niezobowiązujące tematy po czym zgodnie stwierdziliśmy że idziemy nad ocean.
[...]
Dzisiaj dzieci (13-16 lat) postanowiły zrobić imprezę nad oceanem. Jako że nie możemy odstępować ich nawet na krok to mi, Minho oraz Teresie przypadł ten zaszczyt pilnowania ich.
Podczas gdy młodzież bawiła się w przezroczystej wodzie ja oraz moi przyjaciele postanowiliśmy skorzystać z pięknego, wieczornego słońca.
-Tom, przecież oni są młodsi od nas o góra dwa lata.- zaśmiała się brązowowłosa kładąc się odwrócona twarzą do mnie.
Może innym mogłoby się wydawać iż jesteśmy parą, ja dobrze wiedziałem że nic nie czuje do tej dziewczyny, co najwyżej miłość brata do siostry.
-Ale nie chce mi się pływać, chce się opalaaać...-wzdychałem patrząc na niebo powoli przyjmujące żółtawo-pomarańczowy odcień.
-Minho czekaj na mnie!-usłyszałem za sobą głos Jorga.
Mężczyzna stał w "kąpielówkach" biegnąc w stronę wody gdzie pluskał się mój przyjaciel. Zaśmiałem się gdy zobaczyłem jak zaczęli "wojnę na największe fale."
-Jak dzieci...-szepnęła pod nosem dziewczyna obok by po chwili podnieść się informując mnie o tym że idzie coś zjeść.
Leżałem plackiem na miękkim materiale służącym za koc.
Tommy kocham Cię..
-Co kurwa? kto to?-podniosłem się przerażony.
-Mam chyba omamy...- burknąłem pod nosem. No bo jak to możliwe abym usłyszał głos martwego Newta?!
Zaczynam wariować...
Podniosłem się już całkowicie po czym poinformowałem Minho o tym że idę na kolację.
Przez całą drogę do jadalni miałem w głowie ten głos... To było tak bardzo odległe, jak wspomnienie...
Ale przecież Newtie oprócz wtedy przy śmierci wcześniej nie wyznał mi miłości...
Warknąłem zły. Dlaczego mój mózg robi mi głupie nadzieje?!
Pewnie to był tylko jakiś sen, zresztą tam mogłem trochę zasnąć.

ROZDZIAŁ 7

Perspektywa:Thomas
Szykowałem się do mojego pierwszego biegu od czasów Labiryntu.
Nie powiem, byłem zdenerwowany. Zakładałem koszulkę gdy usłyszałem za sobą kroki.
-Tom, ja...chciałam Ci życzyć powodzenia.- podeszła do mnie Teresa kładąc mi dłoń na ramieniu.-Uważaj na siebie...-odwróciła mnie w swoim kierunku po czym złożyła pocałunek na moim policzku, niebezpiecznie blisko ust.
Nabrałem gwałtownie powietrze. Dziewczyna już dawno się ulotniła.
Na pewno nie zrobiła to specjalnie...
Mam nadzieje że nie.
[...]
-Gotowy?
-Jak nigdy dotąd. -wysłałem towarzyszowi zawadiacki uśmiech po czym zacząłem biec.
Minho szybko mnie dogonił wyprzedzając mnie trochę.
-Dobra, Sztamaku najpierw biegniemy na północno-wschodnie a póżniej sprawdzimy plaże na południu.-krzyknął nie odwracając się do mnie.
-To nie trochę za dużo?-zdziwiłem się. Przecież zajmie nam to do nocy...
-Musimy ją sprawdzić jak najszybciej. Pamiętaj że nie wszyscy jesteśmy odporni.-zaczął a ja mu przytaknąłem.-Nie chciałem tego mówić przy innych ale obawiam się poparzeńców...-mimo że nie mówiłem tego głośno, w duszy również się bałem że znajdują się na wyspie.
DRESZCZ mówił że nie ma miejsca nie skażonego Pożogą, nawet oni zachorowali...
A jeśli Pożoga rozprzestrzenia się teraz przez powietrze jest naprawdę niebezpiecznie.
-Thomas...rusz się klumpie, bo zostajesz z tyłu! -zawołał mnie przyjaciel.
Przejechałem ręką po włosach w tej chwili zazdroszcząc Minho, jak to do cholery możliwe że jego włosy ciągle stoją prosto i nie rozwalają się na boki. To nie fair.
-No klumpie!
-Już biegnę...-zebrałem w sobie siły aby dogonić chłopaka biegnącego już o dobre 70m ode mnie.
Po chwili go dogoniłem.
-Szybki jesteś, nie ma co. -Skomentował skręcając nagle w lewo.
[...]
Usiedliśmy zmęczeni na kamieniach tuż przy plaży.
Wykonaliśmy już wszystko co mieliśmy zaplanowane na dziś więc mogliśmy zrobić sobie chwilę przerwy przed powrotnym biegiem.
Wyspa, przynajmniej w tym rejonie była czysta. Śmiem twierdzić że jesteśmy pierwszymi ludźmi mieszkającymi na niej.
Minho postanowił wspiąć się na drzewo aby rozejrzeć się od góry.

Jako że drzewo było wysokie trochę mu to zajęło.
Ja w tym czasie postanowiłem korzystać z przerwy póki mogę.

-O purwa! -ciszę przerwał gwałtowny krzyk Minho.
Podniosłem się czym prędzej szybko wyjmując broń. Byłem przygotowany na atak.
-Thomas chodź tu. -zwrócił się do mnie po imieniu. To musi być coś poważnego.
-Już wchodzę. -mój głos był przepełniony...strachem.
Zwyczajnie się bałem. Nie chciałem opuszczać tego miejsca.
Gdy już wspiąłem się na wysokość przyjaciela rozejrzałem się.
-Cholera! -krzyknąłem.-Czy oni postradali zmysły?! -piekliłem się.
-Nie wiem Thomas ale musimy tam jak najszybciej wrócić. -skwitował wściekły czarnowłosy.
[...]
Jego mina była zacięta gdy krzyczał na wszystkich znajdujących się w pomieszczeniu. Jorge chciał się bronić jednak został odprawiony z kwitkiem od wściekłego Minho.
Nikt więcej nie odważył się odezwać.
Ja też. Uwierzcie lub nie, ale zły Minho, to niebezpieczny i bezlitosny Minho...
Zresztą Gally w strefie zdążył się nie raz przekonać...
-Pytam jeszcze raz. Po jaką cholerę włączyliście Górolot?! -Uniósł się po raz kolejny.
Czułem się niemal jak w strefie. Wszystko wtedy było takie proste...
Cholera Tommy! Nie myśl o tym!
Co?
T-tommy?
Newt?! Newt to ty? Co ty robisz w mojej głowie?! Newt!
Jednak w mojej głowie nie rozbrzmiał już więcej uspokajający głos Newtie'go.
Westchnąłem cicho. Ja naprawdę zaczynam wariować.
To wszystko przez ten cholerny DRESZCZ! To oni umyślili sobie jakąś idiotyczną pożogę po to aby zmniejszyć liczebność ludzi!
Czekaj...Coo?!
Co to do purwy było?!

ROZDZIAŁ 8

Perspektywa: Minho
-Sztamaku chodź tutaj! -zawołałem chłopaka idącego ze spuszczoną głową.
Brunet podniósł na mnie zamglony wzrok nie do końca rozumiejąc o co mi chodzi lecz po chwili pojawił się obok mnie.
Usiadł pomiędzy mną a Brendą ponownie opuszając wzrok.
-Thomas, klumpie co cię gryzie?
-zapytałem patrząc na niego z wyraźnym zmartwieniem.
Jest moim przyjacielem. To logiczne że się o niego martwie, kocham go przecież jak brata chociaż nigdy bym się do tego nie przyznał.
-Nic mi nie jest. A co miałoby mi być?-uśmiechnął się do mnie tak sztucznie że aż oczy mnie zabolały.
Po chwili dosiadła się do nas Teresa.
Na gatki Paige, jak ja nie trawie tej kobiety... Klei się do Thomasa odkąd tylko pojawiła się w DRESZCZ-u.
To właśnie przez nią Newt nigdy nie wyznał Thomasowi swoich uczuć.
Tak, wiedziałem że Newt'owi podobał się Thomas. Powiedział mi i Chuck'owi kiedyś.
Zresztą wszyscy to podejrzewali po tym co się stało na ognisku...Oczywiście wszyscy oprócz Thomasa, on był zajęty swoją Tereską...
-Thomas mów mi o co chodzi. Przecież wiesz że możesz mi zaufać...-uśmiechnąłem się ciepło do niego.
-Purwa Minho! Jak mam się czuć?! Miłość mojego życia nie żyje, -Teresa poruszyła się niespokojnie. -Większość moich przyjaciół nie żyje przeze mnie. A mi wracają cholerne wspomnienia albo zaczynam wariować! -słowa wylewały się z niego. Chłopak wyraźnie nad tym nie panował.
-Czekaj...wspomnienia?! -krzyknąłem.
-Thomas ty purewski klumpie! Kiedy miałeś zamiar mi powiedzieć? - uniosłem się spoglądają na niego z nieukrywanym bólem.
Przecież ufamy sobie. Jest moim przyjacielem a on zataił przede mną taką informację?!
Zawiodłem się na nim...
Perspektywa: Thomas
Purwa! Czemu to powiedziałem? Teraz będę musiał mu się spowiadać z tego co pamiętam.
-Znaczy...ee - zaciąłem się. -Wiesz chciałem, naprawdę...-dodałem widząc jego groźne spojrzenie.
-Thomas, spokojnie. Jeśli nie chcesz mówić przy nas. -wskazała na siebie i Teresę która wierciła się niemiłosiernie.
-To my sobie pójdziemy. -Brenda posłała mi współczujące spojrzenie a ja mimowolnie uśmiechnąłem się do niej.
To skarb mieć taką przyjaciółkę.
-Jakbym mógł prosić dziewczyny...Nie czuję się na siłach by opowiadać o tym przy tylu osobach. -Brenda podniosła się przytulając mnie krótko co chętnie oddałem. Po chwili już jej nie było. Teresa nadal siedziała na swoim miejscu.
-A ty co? Na specjalnie zaproszenie czekasz? -warknął na nią Minho na co ta posłała mu zdenerwowany uśmiech.
-Tom, nie ufasz mi? -popatrzyła na mnie maślanymi oczami na które często dawałem się złapać. Nie tym razem.
-Teri idź sobie, Proszę. To sprawa pomiędzy mną a Minho. -dziewczyna prychnęła pod nosem cicho po czym szybko się ulotniła.
-Nareszcie...-uśmiechnął się błogo czarnowłosy. -Zawsze wszystko psuła, a najbardziej Newtmasa. -skośnooki rozłożył się na piasku.
-Możesz powtórzyć? -zapytałem zdezorientowany.
-No Newtmas. Połączenie twojego imienia i Newta. Newt-mas...-odpowiedział wybuchając śmiechem na mój zdziwiony wyraz twarzy...
-Oj Thomas,Thomas ty jeszcze dłużo nie wiesz...-westchnął poprawiając grzywkę. -No dobra a teraz opowiadaj o tych wspomnieniach bo umieram z ciekawości.
[...]
Opowiedziałem Minho o wszystkich wspomnieniach jakie dotychczas miałem. Chłopak był w ciężkim szoku gdy dowiedział się że ja, on i Newtie znaliśmy się od około szóstego roku życia.
-Chcesz mi powiedzieć że pewnego dnia gdy mama miała zawieść cię do szkoły zawiozła cię do budynku z wielkim napisem "DRESZCZ" z którego nigdy cię nie odebrała? -Minho rozszerzył w zdumieniu oczy.
To wspomnienie było bardzo świeże, ponieważ śniło mi się dzisiejszej nocy. To tak jakby kontynuacja tego, z przed kilku dni.
-No, tak...-westchnąłem przecierając oczy. Zbliżała się dopiero pora obiadowa a ja już byłem padnięty. Najchętniej zakopałbym się pod kocykiem i nigdy już nie wstał.
Niestety robota sama się nie zrobi. A do tego wszystkiego, Minho został mianowany Przywódcą a ja jego zastępcą (karma to suka co nie?*) więc mieliśmy dwa razy więcej pracy niż zwykle.
Gdybyś tylko był tu ze mną wszystko byłoby łatwiejsze. Może brzmi egoistycznie ale kto by się tym przejmował? Ważny jesteś tylko ty.
Chce żebyś wiedział, gdziekolwiek teraz jesteś, że kocham cię nad życie i obiecuje ci że się jeszcze spotkamy.
Już niedługo...
Thomas nawet nie zdawał sobie sprawę z tego, że ich spotkanie nadejdzie aż tak szybko...

ROZDZIAŁ 9

Perspektywa: Thomas
Stałem oparty o ścianę patrząc jak Minho bierze w obroty kolejną pannę.
Tym razem padło na Sonye.
Oj Newt by się wkurzył że ktoś dotyka jego siostrzyczkę...
Czekaj co?
Czemu pomyślałem że Sonya jest siostrą Newta? Owszem, może są podobni, bardzo, ale skąd w ogóle przyszło mi to na myśl?
Wszystkie wspomnienia przychodzą tak łatwo, niespodziewanie. To tak, jakby to było coś oczywistego...
Przekręciłem głową odganiając wszystkie niepożądane myśli, przyszedłem się tu bawić a nie znów rozmyślać nad tym co było.
Odepchnąłem się od ściany kierując się do pijanego w trzy dupy przyjaciela.
Złapałem go za ramię gdy chłopak znów zamierzał wypić magiczny napój Gally'ego.
-Oo już kolejna chętna?- skośnooki obrócił się wokół własnej osi kładą ręce na moich biodrach.
Zmarszczyłem brwi. Co on odwala?
Minho nawet nie spojrzał mi na twarz. Zaczął kołysać nami w rytm lecącej ze starego, znalezionego w ruinach DRESZCZ-u głośnika.
Próbowałem się wyrwać. Za sobą usłyszałem śmiechy i gwizdy.
-Minho do purwy, co ty robisz? -wyrwałem się z jego uścisku.
Czarnowłosy podniósł znużony, mętny wzrok i spojrzał na mnie jakby nie rozumiejąc o co mi chodzi. Po chwili do niego najwyraźniej dotarło bo jego oczy z sekundę na sekundę zaczęły robić się coraz szersze.
-Czy ja -wskazał palcem wskazującym na swoją klatkę. -Tańczyłem z tobą?!-krzyknął zdziwiony a całe towarzystwo znajdujące się w baraku rykło śmiechem.
-Śmieszne w chuj...-warknął pod nosem przywódca.
-Chciałem cię oderwać od tego picia i pogadać a ty widocznie wziąłeś mnie za kolejną panienkę do tańczenia.- zaśmiałem się klepiąc go w plecy a chłopak zaśmiał się w końcu.
Uśmiechnąłem się jeszcze do gapiów i wyszedłem na świeże powietrze, potrzebowałem pobyć chwilę sam. Tak po prostu.
Jedynym oświetleniem na plaży był wielki, biały księżyc oraz tafla oceanu odbijająca jego blask.
Zapatrzyłem się na piękne widoki. Mam wrażenie że kiedyś, również widziałem piękne miejsce.
Gęsty las, jezioro, księżyc oświetlający okolice. Ten krajobraz był głęboko zakorzeniony w moim mózgu.
Miałem wrażenie że stało się tam zarówno coś pięknego oraz coś...złego? Smutnego?
Usiadłem na piasku i zdjąłem buty. Odwróciłem je a z nich zaczęły wysypywać się ogromne ilości srebrzystego piachu.
Kocham Cię Tommy. Ty cholerny idioto! Kocham Cię!
Znowu...
Znowu zaczyna mi odbijać. Od kilku dni, kilka razy dziennie słyszę takiego typu zdania.
Stwórca tego kretyńskiego świata zapewne ma niezłą rozrywkę oglądając mnie, umierającego od środka.
Westchnąłem ciężko wypuszczając długo trzymane powietrze.
Ja też Cię kocham Newtie...
Z tymi słowami zasnąłem mając nadzieje na lepsze jutro.
[...]
-Halo, halo! Ziemia do świeżego! Pobudka! -usłyszałem kpiący głos Minho.
Gdy chciałem się na niego wydrzeć za budzenie mnie z przyjemnej drzemki poczułem jak chłopak schowany za nim wylewa na mnie niespodziewanie wiadro pełne zimnej, co ja gadam, lodowatej wody.
Pisnąłem mało męsko przeklinając pod nosem siarczyste 'Purwa!' po czym przyjrzałem się mojemu napastnikowi.
Był nim nie kto inny jak Newt. Popatrzyłem na niego zdziwiony jednak widząc że chłopak jest szczęśliwy jakoś nie potrafiłem się na niego gniewać... ma taki słodki uśmiech.
-Minho masz przepurpione na całej linii. -warknął na chłopaka lecz później parsknąłem śmiechem widząc jego zdezorientowaną minę. -Newt, po tobie się tego nie spodziewałem ale wybaczę ci to okropne, wręcz karygodne postąpienie gdyż...-urwałem zastanawiając co powiedzieć.-...bo jesteś moim...najlepszym przyjacielem, tak.
Blondyn uśmiechnął się w odpowiedzi lekko nie odpowiadając nic.
-Em, Tommy..znaczy, Thomas tu masz jakieś ciuchy, przebierz się w nie i przyjdź na śniadanie.-poinformował mnie czekoladooki chcąc się jak najszybciej ulotnić.
Minho już dawno nie było...
-Czekaj! -zawołałem go w pośpiechu wstając z łóżka. -Mów na mnie Tommy, uwielbiam to...-złapałem go za nadgarstek.
Newt odwrócił się do mnie spoglądając mi w oczy z uśmiechem.
-Dobrze Tommy, zapamiętam. Chłopak dał mi szybkiego buziaka w policzek a następnie jak burza uciekł w kierunku bazy.
Poczułem jak na mojej twarzy zaczynają tworzyć się wypieki.
Cholerne rumieńce...
[...]
Obudziłem się w swoim baraku.
Obok w najlepsze chrapał sobie Minho zapewne nie mający świadomości tego, że jest już pewnie późne popołudnie.

 

Podniosłem się z hamaku rozglądając się na boki w poszukiwaniu szczotki do włosów.
Kto mnie w ogóle tu przytaszczył? Nie należę do lekkich, to pewne.
Nie mógł to być Minho bo śpi niczym trup.
Może jacyś młodsi chłopcy?

No nieważne.

ROZDZIAŁ 10

Perspektywa: Thomas
-Cześć Frypan. -zawołałem wchodząc do jadalni. Była pusta, lecz ani trochę mnie to nie zdziwiło. Każdy odsypia kac po wczorajszej imprezie.
-Thomas, co ty tu robisz? -zdziwił się wycierając ręce o fartuch kuchenny. Podszedł do mnie klepiąc mnie po plecach.
-Nie piłem, więc chyba tylko ja nie mam kaca.-powiedziałem siadając przy pustym stole.
-Nie zapominaj że ja też nie piłem!-zaśmiał się. W jego głosie dało się wyczuć nutkę żalu. -Ktoś musi ugotować tej bandzie.
-Tak to już jest...-uśmiechnąłem się a po chwili ziewnąłem.
Trwaliśmy trochę w ciszy. Dodam że niezręcznej.
-Thomas...wiem jak to jest stracić cenną osobę. -spojrzałem na niego zdziwiony. Nie wiedziałem że z kimś łączyły go mocniejsze więzi. -Wiem że mogę ci zaufać, Thomas.
Przyjrzałem mu się bliżej. Zaczerwienione oczy, blada cera i smutny uśmiech.
-Możesz mi zaufać Frypan. popatrzyłemm na niego. Chłopak jedynie odwrócił wzrok. Płakał.
-Jesteś pierwszą osobą której o tym mówię...-zaczął.
-J-ja i W-winston byliśmy...parą...-wyjąkał.
Cóż, tego bym się nie spodziewał. Właśnie w takich momentach widać że nie znałem dobrze streferów...
-Naprawdę? -zapytałem głaszcząc go po ramieniu usiłując dodać mu otuchy.
-K-kochałem go...dlaczego do cholery to musiał być on?! -załkał przytulając mnie mocno.
-Masz rację, wiem jak to jest...-szepnąłem. Chłopak po chwili puścił mnie wycierając łzy spływające mu po policzkach.
-Dobra, nie mogę się tak rozklejać. Muszę ugotować tym darmozjadom.- zaśmiałem się oferując mu swoją pomoc z której patelniak chętnie skorzystał.
-Frypan...jak myślisz, spotkamy ich jeszcze kiedyś? -ciemnoskóry oderwał się od krojenia marchewek. Wyglądał jakby się nad czymś głęboko zastanawiał.
-Ja tak nie myśle, ja to wiem.
[...]
Gdy wszyscy zebrali się w jadalni było już grubo po trzynastej.
Wszyscy spożywali przygotowany przeze mnie i przez Frypana jedzenie rozmawiają ze swoimi znajomymi.
-Uwaga! Proszę państwa! -odwróciłem głowę na mizernie wyglądającego Minho.
-Chciałbym ogłosić że jutro o dziesiątej zaczynamy nabory do tak zwanych 'domów'-rzekł przywódca. Każdy słuchał go uważnie nie odrywając od niego oczu.
-Ale co to znaczy?-zapytał jakiś odporniak.
-Zapewne nie byłeś w labiryncie...-chłopak w wieku około czternastu lat kiwnął głową potakując tym samym słowom przywódcy. -Cóż...to, do jakiego domu traficie będzie zależało od tego w czym jesteście dobrzy. Są opiekunowie domów. Na przykład, Gally jest opiekunek budoli. Zajmują się oni budową jak sama nazwa wskazuję.-Wspomniany chłopak wypiął dumnie pierś uśmiechając się z wyższością.
-Jest sporo domów, jednak nie mamy jeszcze kompletu opiekunów.
-westchnął, przechadzając się pomiędzy stołami.
-Dlatego jutro, o godzinie ósmej, przed moim namiotem mają wstawić się osoby które czują się na siłach poprowadzić dany dom. -Gdy skończył ręce większości wystrzeliły w górę niczym petardy.
Pytania, pytania...z czymś mi się to kojarzy...A no tak. Z moim pierwszym dniem w strefie...
-Kartkę z opisami domów oraz wolnymi stanowiskami wywieszę jeszcze dzisiaj około szesnastej. -odpowiedział Minho na któreś z kolej pytanie zadane przez młodszych.
Wszyscy po zjedzonym posiłku rozeszli się w swoje strony.
Gdy już miałem skierować się nad wodę usłyszałem nawoływania.
-Tom! Tom, poczekaj na mnie! -krzyczała Teresa biegnąć przez cały zamieszkany przez nas teren.
Niechętnie odwróciłem się w jej kierunku, nie mogłem przecież udać że jej nie słyszę.
-Tom, pomyślałam że fajnie byłoby spędzić z tobą trochę czasu. Dawno tego nie robiliśmy.-dziewczyno, naprawdę nie mam siły dzisiaj z tobą siedzieć...
Zamiast tego, z moich ust wydostało się:
-Jasne! Czemu nie? -brunetka prawie na mnie wskoczyła ze szczęścia.
-To...em, co robimy? -zapytałem po kilku sekundach niezręcznej ciszy.
-Wiesz, Tom...to, co chciałam zrobić od kiedy cię poznałam w DRESZCZ-u...-Teresa rzuciła się na mnie atakując moje usta swoimi.
Byłem tak zszokowany że potknąłem się upadając na ziemie. Niebieskooka leża na mojej klatce piersiowej całując mnie zachłannie.
Nie oddałem ani jednej jej 'pieszczoty' za to zepchnął ją z siebie tak mocno, że wylądowała półtora metra ode mnie.
-Nigdy więcej tego nie rób! Ba, nigdy więcej się już do mnie nie odzywaj.-wstałem strzepując piach z szarych dresów aby następnie oddalić się szybkim krokiem.

ROZDZIAŁ11

Perspektywa:Thomas
Zszokowany zachowaniem Teresy truchtem skierowałem się do mojego namiotu.
Przy naszym prowizorycznym biurku siedział nucący coś pod nosem Minho.
Podszedłem bliżej niego by zobaczyć co tam kombinuje. Chłopak pisał rozpiskę wszystkich zawodów razem z krótkim opisem oraz opiekunem.
Zdziwiłem się gdy zobaczyłem swoje imię przy zawodzie "Zwiadowcy".
-Min, od kiedy ja jestem opiekunem Zwiadowców? Przecież to twoja fucha. -klepnąłem go w ramię.
-Na włosy szczurowatego, Thomas nie skradaj się tak bo na zawał zejdę. -Zaśmiałem się z porównania jakim uraczył mnie Minho.
-Oj, oj no nie mów że nasz wielki wódz się boi...-dokuczyłem mu a czarnowłosy prychnął cicho powracając do pisania. Zmarszczyłem brwi. Zrobiłem coś nie tak?
-Hej, Minho stało się coś? -przysiadłem w przykucu obok skośnookiego który najwyraźniej mnie ignorował.
-Po prostu dziwnie się czuje wiedząc że to ja zająłem miejsce po...Albym. -westchnął nie przestając pisać.
-Pomyśl jak ja muszę się czuć.-zacząłem. -Zajmuje miejsce mojego ukochanego. -zaśmiałem się nerwowo.
-Thomas, zastanawia mnie coś. -powiedział. Popatrzył na mnie a ja kiwnąłem głową na znak że go słucham. -Kiedy zrozumiałeś że kochasz Newta? Znaczy...zastanawia mnie to, bo Newt powiedział mi o tym co do ciebie czuje już w Labiryncie. -dodał a ja otworzyłem szerzej oczy.
Podobałem mu się już tyle czasu?
Jak ja mogłem tego nie zauważyć?
-Co? Znaczy, nie wiem dokładnie kiedy zaczął mi się podobać. Pierwszy raz pomyślałem o nim inaczej jakoś na pogorzelisku. Po prostu widziałem w nim kogoś więcej niż przyjaciela. Nie powiedziałem mu o tym bo byłem pewny że mnie wyśmieje. -zamknąłem oczy a przed oczami stanęły mi wspomnienia z nocy gdy budziłem się przytulony do niego z dość sporym problemem w spodniach.
To były czasy...
-Rozumiem...-odpowiedział piwnooki znów biorąc się za pisanie.
Więcej już się nie odzywałem. Położyłem się na hamaku próbując zasnąć.
Jednak już po kilku sekundach zrozumiałem że mi się nie uda.
Moje myśli za to powędrowały do sytuacji z przed dwóch godzin. Podobałem się Teresie? Nigdy chyba nie dawałem jej żadnych sygnałów jakobym coś do niej czuł.
Nie wiem co się działo przed Labiryntem jednak jestem pewny, nic do niej nie czuje ani nie poczuje.
To tak jakbym całował siostrę. Przynajmniej ja to tak odczuwam.
[...]
-Świeżyno chodź tu!-krzyknął Gally zwracając tym samym na siebie uwagę kilkunastu odpornych.
Posłał im krzywe spojrzenia pod naciskiem których od razu odwrócili głowy w innym kierunku.Wzruszyłem ramionami po czym podbiegłem do blondyna aka rudego.
-Co chciałeś?-zapytałem lekko nieuprzejmie. Nie mam ochoty z nim teraz rozmawiać, serio.
-Grzeczniej zbawicielu.-zaszydził.
No tak, mimo tego, że nasze relacje uległy znacznej poprawie nadal nie pałamy do siebie miłością. Jest to coś na znak zawieszenie broni.
-Słuchaj, wiem że nie masz ochoty ze mną gadać ale to jest ważne.-wow, on potrafi być kulturalny...-Brenda poszła do lasu. Powiedziała że idzie pozbierać drewno. Wszystko ok poza tym że nie ma jej już od trzech godzin.-dodał.
-Może poszła gdzieś odpocząć. Ja na przykład całą noc spędziłem w lesie a nic mi się nie stało.-próbowałem myśleć racjonalnie.
Wiem, że gdybym to powiedział komukolwiek zaczęliby wszyscy panikować.
Poparzeńcy. Wszyscy się ich boją. I również każdy ma nadzieje że ich na tej wyspie nie ma.
Mamy kilku, a nawet kilkunastu nieodpornych. Gdyby się zarazili to koniec naszej małej osady.
Dlatego dopóki wyspa nie zostanie sprawdzona w stu, a nawet dwustu procentach nie mogą się oni oddalać z tego miejsca.
-Thomas, cholera nie wiemy czy ta twoja magiczna krew ją uodporniła. Być może tylko wyleczyła ją z pożogi. Nie wiemy czy nadal jest zagrożona zarażeniem.- i tu niestety muszę mu przyznać rację.
Może i raz ją uratowałem, jednak dziewczyna nadal jest zapewnie nieodporna.
-Masz rację. Zbierz Minho, Teresę i Sonyę. Idziemy ją poszukać. Ty Gally zostań. Porządzisz tutaj trochę.- zdecydowałem a krzywobrwiowy spojrzał na mnie w szoku. Pierwszy raz się z nim zgodziłem.
Zapiszcie to gdzieś!
-Już się robi!-uśmiechnął się do mnie aby następnie skierować się biegiem w stronę namiotu pozostałych dziewczyn (trzech tylko xd) z namiotu B.
Ja za to pobiegłem do 'bazy' gdzie siedział mój przyjaciel.
-Minho, Brenda zniknęła. Idziemy na poszukiwania ruszaj się klumpie!-krzyknąłem kopiąc go w kostkę przez co chłopak od razu wybudził się z krótkiej drzemki.
-Jak to zniknęła? Cholera! Nie wiadomo czy jest odporna!-pieklił się w pośpiechu zakładając buty.
No geniusz normalnie! Sherlock Holmes nam się rodzi!
-To w takim razie ty jesteś Johnem Watsonem, jego wierną prawą ręką.-zaśmiał się Minho.
Cholera, powiedziałem to na głos?
-Tak.-dodał czarnowłosy patrząc na mnie ze śmiechem.
-Skąd wiesz że tak pomyślałem?-zdziwiłem się.
-Widać było po twojej minie. Zawsze masz taką kiedy nad czymś myślisz!-krzyknął wychodząc przez główne drzwi.
Nie odpowiedziałem mu już więcej.
Skierowaliśmy się na prawą stronę obozowiska gdzie czekali na nas Sonya i Teresa. Do tej ostatniej nawet nie podszedłem.
Za to Sonyę przytuliłem na powitanie. Dziewczyna jest wspaniała. Tak strasznie przypomina mi Newtie'go...
-Okej, dzielimy się tak jak ostatnio?-zapytałem się mojego przyjaciela który obecnie kłócił się z czerwoną ze złości Teresą.
-Ee tak, tak. Wy, dziewczyny pobiegniecie na lewą stronę a ja z Thomaskiem na prawą. Spotkamy się tu za dwie godziny.-wyrecytował a one pokiwały gorliwie głową.-A i jakbyście spotkały coś lub kogoś...no wiecie...tu macie broń.-wyjął ze swojego plecaka dwa składane noże.
Czyli nie tylko ja mam złe przeczucia?

ROZDZIAŁ 12

Perspektywa:Thomas
-Brenda, cholera!-krzyczałem rozglądając się na boki.
Niemożliwe aby zapuściła się aż tak daleko. Miała iść tylko po patyki, więc po co miałaby się oddalać o około pięć kilometrów?
Minho zdecydowanie przesadza, a Brenda zapewne jest już na obozowisku z Gally'm.
-Minho, wracajmy!-szarpnąłem chłopaka za ramię gdy ten nie chciał się zatrzymać. -Minho, purwa stój!
-Musimy ją znaleźć. To nasza przyjaciółka.-westchnął zatrzymując się.
Chyba nie wspominałem że Brenda i Minho się zaprzyjaźnili. Otóż tak. Od momentu kiedy wsiedliśmy do samolotu dużo gadali, są niczym brat i siostra.
Tak jak ja i Teresa...kiedyś.
-Wiem, ale rozejrzyj się.-wskazałem palcem na pobliskie krzaki.-Jest ciemno.
Zawiesiłem wzrok na ciemnym lesie.
Nie wiem czemu lecz bujne krzewa i drzewa przypominały mi o strefie.
Ogólnie wszystko przypomina mi strefę. Czy jest możliwe że aż tak za nią tęsknie?
A może nie tęsknie za miejscem a za kimś, kto tam ze mną przebywał?
-Masz rację.-powiedział Minho.
[...]
Gdy wreszcie dobiegliśmy na miejsce od razu skierowaliśmy się do sali narad.
Jak się okazało czekały tam na nas Sonya i Teresa. Ta druga spojrzała na mnie spod byka lecz nic się nie odezwała.
I bardzo dobrze!
Postanowiłem sobie, że będę ją unikać. Nie chce aby znowu umyśliła sobie że jestem w niej zakochany.
Moje serce należy tylko i wyłącznie do złotowłosego aniołka...
-I co? Znalazłyście ją?-zapytał zmęczony skośnooki wręcz padając na krzesło. Sonya zaśmiała się jedynie krótko na poczynania czarnowłosego.
Cholera...jak ja wcześniej mogłem nie zauważyć podobieństwa między nimi?
Przecież Sonya wygląda jak skóra zdarta z Newta.
Czy jest możliwe abym ja też miał jakieś rodzeństwo?
-Tak, znalazłyśmy ją od razu przy obozowisku. Spacerowała sobie.-odezwała się dotychczas milcząca Teresa.
-Zrobiliście jej testy?-zaciekawiłem się. Ostrożności nigdy za wiele.
-Gally je właśnie przeprowadza.-odpowiedziała blondynka zanim wyszła. Za chwilę w jej ślady ruszyła i szatynka.
-Czemu Gally? Nie mógłby to zrobić na przykład...Jorge?-irytował się Minho.
-A co zazdrosny o Brendę jesteś?-zaszydziłem z niego.
-O nią nie, ale o Gally'ego...-nie takiej odpowiedzi się spodziewałem...
Minho najwyraźniej zrozumiał co powiedział bo zrobił się czerwony. Nieudolnie próbował to ukryć zasłaniając się rękawem za dużej bluzki.
Gdy chłopak zauważył że mam zamiar o to spytać, zniknął mi nagle z pola widzenia. Ja on to do cholery zrobił?
[...]
Ułożyłem się w wygodnej pozycji. Dzisiaj byłem zdecydowanie padnięty.
Kto by pomyślał, że 10km potrafi aż tak wymęczyć człowieka?
Przymknąłem oczy chcąc jak najszybciej zasnąć, jednak jak na złość zaczęły się moje rozważania.
Co by było jakbym nie odepchnął Teresy?
Co by było jakby Brenda się nie znalazła?
Co by było jakby...Newt żył?
Cóż, zapewne wspaniale...żylibyśmy sobie w jakimś namiocie oddalonym od innych, przytulając się do siebie w nocy.
Zostalibyśmy kochającą się parą, z szurniętym przyjacielem (który chyba zakochał się w Gally'm...jazu jak to brzmi.).
Westchnąłem ciężko otwierając oczy. Gdybanie tu nic nie da. Poza tym to, o czym pomyślałem przed chwilą było niemożliwe z wielu powodów a najważniejszym był ten że,
Newt nie żyje.
Tak, to wystarczający argument.
Po chwili poczułem że zasypiam...
[...]
-Tommy, cholera wstawaj!-usłyszałem głos Newta.
-Newtie...jeszcze chwila.-westchnąłem ciężko bardziej przykrywając się materiałem imitującym koc. Przekręciłem się na twardej ziemi lekko się krzywiąc. Ledwo opanowałem kichnięcie przez unoszący się wokół kurz.
-Wszyscy już wstali, musimy ruszać.-poinformował mnie. Ja jednak nic sobie z tego nie zrobiłem. W momencie gdy chłopak niczego się nie spodziewał pociągnąłem go w dół za nogę.
Blondyn wpadł prosto w moje ramiona. Odwróciłem jego zarumienioną twarz w swoją stronę przytulając się do jego boku.
Czekoladooki mimowolnie ułożył głowę na moim ramieniu, jednak po kilku sekundach zdał chyba sobie sprawę z tego co robi bo zerwał się na proste nogi mówiąc coś o terminie.
Westchnąłem a następnie dźwignąłem się do pionu. Podszedłem do odwróconego do mnie plecami Newta po czym cmoknął w czerwony policzek. -Uroczy jesteś...
W odpowiedzi dostałem kuksańca w bok i piękny, zawstydzony uśmiech.
-No ruszajmy już! Jeszcze tylko około trzydzieści kilometrów i będziemy na miejscu.-krzyknął Minho popędzając wszystkich w stronę miasta.
Obudziłem się nad ranem. Znajdowałem się w swoim namiocie tuż obok chrapiącego przyjaciela.
Po Newtcie nie było ani śladu...

ROZDZIAŁ 13

Perspektywa:Thomas
Siedzimy przed wejściem do namiotu szpitalnego już dobre dwadzieścia minut.
Wtedy właśnie przybiegł do nas Gally z informacją że z Brendą jest źle. Robią jej dodatkowe badania, nie wiadomo jeszcze co to jednak wszyscy podejrzewamy najgorsze.
-Minho, Thomas wejdźcie.-przez namiot wychyliła się Angela.
Angela to była lekarka DRESZCZ-u. Zdradziła ich w trakcie ostatecznej walki i ryzykując życiem przeszła na naszą stronę. Ufam jej.
-Co jej w końcu jest?!-denerwował się Minho stając obok Gally'ego.
Blondyn dziwnie wzdrygnął się na to i lekko odsunął od mojego przyjaciela. Minho jednak nic sobie z tego nie zrobił.
-Obawiam się że to pożoga...-powiedziała powoli akcentując każde słowo. W tej sekundzie spełniły się moje najgorsze koszmary. Stałem sparaliżowany nie mogąc wydobyć z siebie głos.
Tu nawet nie chodzi o wyleczenie jej, bo z tym sobie jakoś poradzimy. Przecież mamy serum. Jeśli ona się zaraziła oznacza że musiała mieć jakiś kontakt z poparzeńcami. Na wyspie jest niebezpiecznie.
Cholera! Wiedziałem że tu jest za spokojnie!
-Ile zostało nam jeszcze serum?-zapytałem odrywając wzrok od szafki naprzeciwko mnie.
-Dwie fiolki...-westchnął Gally.
-Podajcie jej jedną fiolkę serum. Ktoś musi ją pilnować.-rozkazał Minho.-Hariett poradzisz sobie?-spojrzał na stojącą w kącie z Sonyą ciemnoskórą dziewczynę. Ta pokiwała głową mówiąc coś jeszcze na ucho blondynce. -Thomas, ogłoś zebranie. Tylko opiekunowie i ważniejsze osoby.-nie oglądając się na nikogo wyszedłem z namiotu.
Szybko skierowałem się do mojego i Minho "pokoju" żeby napisać ogłoszenie.
Uwaga!
Zebranie o 21:00 w pokoju map. Opiekunowie oraz przedstawiciele labiryntów. (Jorge, ty też)
Proszę zabrać ze sobą notesy lub coś podobnego, mogą się przydać.
Zastępca przywódcy- Thomas

Nabazgrolił szybko a następnie podbiegłem do pustej tablicy ogłoszeń zrobionej z dwóch belek ciemnego drewna.
Po chwili wokół kartki zaczęły zbierać się osoby. Usłyszałem przekrzykiwania się i wołania jednak zignorowałem kierując się do bazy.
Siedział tam Minho. Załamany Minho.
-Stary, nie przejmuj się...-poklepałem go po plecach a ten podniósł na mnie smutny wzrok.
-Nie jest tu bezpiecznie Thomas. Skoro Brenda się zaraziła tym fujalstwem inni nieodporni też mogą.-warknął cicho.- Ja, ja chciałem im stworzyć bezpieczne miejsce, bezpieczną przystań...-dodał.-Najwyraźniej na tym świecie wszystko jest ogarnięte pożogą.
-Ale przecież jak biegaliśmy po wyspię nie spotkaliśmy najmniejszych śladów po poparzeńcach.-przypomniałem.
-Thomas...ja już nie wiem co robić.-nastolatek, a raczej już młody dorosły rozpłakał się przytulając się do mnie. Na początku zdziwiłem się. Minho i płakanie? To niedorzeczne. Jednakże wtedy zrozumiałem.
Minho jest tylko człowiekiem.
Wszyscy jesteś tylko ludźmi, i jakbyśmy się nie starali nie zmienimy tego.
Jesteśmy miękcy i uczuciowi, potrafimy lubić, szanować i...kochać. To są główne różnice między nami, a poparzeńcami, oni utracili najważniejsze cechy występujące u społeczeństwa...
Przytuliłem więc przyjaciela pozwalając mu się wypłakać w swoje ramię.
Newtie, jeśli obserwujesz nas z góry...wiedz że cię kocham i nigdy nie przestanę...Do końca świata i jeden dzień dłużej.
-Minho, idą inni.-szepnął odsuwając od siebie chłopaka. Widocznie mu się poprawiło. Podałem mu jeszcze chusteczki leżące niedaleko aby wytarł ślady po swojej małej zbrodni a następnie usiedliśmy czekając na rozpoczęcie zebrania.
(Właśnie sobie zdałam sprawę jak to dwuznacznie brzmi XD)
[...]
-To jest niemożliwe aby na wyspie byli poparzeńcy!-krzyknął Minho uciszając tym samym kłócące się towarzystwo. Ja, siedziałem rozwalony na krześle od dobrych dwóch godzin jedynie przysłuchując się kłótnią.
-Jak purwa niemożliwe hermano skoro Brenda złapała to świństwo?!-przekiwał go Jorge. Oj tak, jeśli chodzi o Brendę z Jorgem lepiej nie zadzierać...
-Cisza!-wrzasnąłem w przypływie irytacij. Wszyscy zebrani zamilkli spoglądając na mnie z szokiem. -Poparzeńców na tej wyspie nie ma! Nie ma. Mam przeliterować?
-Em...mogę coś powiedzieć?-odezwał się chłopak w wieku około trzynastu lat, zapewne przedstawiciel swojego rocznika.
-Tak, tak...-uspokoiłem się a następnie pokiwałem głową. Jak my się zachowujemy przy dzieciach?
-Ee...Brenda się zaraziła pożogą, to wiemy. -wszyscy pokiwali głową.-A jeśli nie przez poparzeńców, to może ktoś ją tak jakby zatruł? No nie wiem, wstrzyknął jej to dziadostwo?
-To nie jest głupi pomysł...-powiedział pod nosem Gally. Inni siedzieli cicho na swoich miejscach zastanawiając się nad słowami chłopaka.
-Nie wiem jak wy, ale zastanawia mnie gdzie jest Teresa.-dodał ciszej najmłodszy z zebranych jakby bojąc się naszej reakcji.
Popatrzyłem na blondyna zdziwiony nie za bardzo rozumiejąc o co mu chodzi. Czy on sądzi, że Teresa podała Brendzie to cholerstwo? Tylko dlaczego miałaby to robić? Przecież jest po naszej stronie...
-Teresa jest po naszej stronie.-odpowiedziałem niepewnie. Sam nie wiem czy wierzyć w te słowa.
-Wiem to. Jednakże z tego co się orientuje to tylko ona i Angela potrafią przygotować obydwie wersje serum.-odpowiedział przestraszony.
-Angela nie mogła tego zrobić bo cały dzień była ze mną.-odezwał się Jorge a kilka osób pokiwało głową potwierdzając jego słowa.
-A Teresy nie ma...-warknął Minho.- Gdzie do purwy jest Tereska?! Widział ją ktoś dzisiaj?
Wszyscy obecni na sali pokręcili przecząco głową. Zajebiście.
-Ogłaszam koniec zebrania!-powiedział zdenerwowany jak nigdy dotąd Minho.-Thomas, Jorge, Sonya i Victor, wy zostańcie.
Stanąłem obok przyjaciela. Gdy zauważyłem że blondyn wychodził zaczepiłem go.
-Hej, młody jak masz na imię?
-Isaac.-to imię uderzyło we mnie z wielką siłą. Miałem wrażenie że poznałem już kiedyś kogoś o takim imieniu...Ba, na pewno poznałem.
Gdy odwróciłem się z powrotem w kierunku drzwi, blondyna już nie było.
Wzruszyłem ramionami postanawiając jeszcze go kiedyś zaczepić i znów skupiłem swoją uwagę na Minho.
-Musimy znaleźć Teresę. Nie wiem jak wy, ale ten chłopak miał rację. To musi być ona.-powiedział przenosząc wzrok z osoby na osobę. -Od jutra zaczynamy poszukiwania. Jeśli ktoś ją znajdzie niech przyprowadzi ją odrazu do mnie. Zezwalam na użycie siły.-jego twarz przyozdobił szatański uśmiech.
Się porobiło...nigdy bym nie podejrzewał Teresę o takie coś. Owszem, była kiedyś po stronie DRESZCZ-u jednak byłem pewien że jest po naszej stronię.
Czy to możliwe, aby ktoś z tej piekielnej organizacji przeżył?
Pokręciłem głową starając się wyrzucić niechciane myśli z głowy. Pożegnałem się z Victorem oraz Sonyą a następnie razem z Minho skierowaliśmy się do naszego namiotu.
Nie, to niemożliwe. DRESZCZ przepadł i nigdy nie powróci...a Teresa...no cóż, ja się z nią policze... Nie pozwolę jej krzywdzić moich przyjaciół.

ROZDZIAŁ 14

Perspektywa:Minho
Przed poszukiwaniami wstąpiłem jeszcze do namiotu lekarskiego w którym obecnie znajduję się Brenda. Zauważyłem ją śpiącą na łóżku. Za nią, przy biurku siedziała doktor Angela.
-Jak z nią?-zapytałem podchodząc do długowłosej brunetki w średnim wieku, kobieta podniosła wzrok na moją osobę a następnie uśmiechnęła lekko.
-Lepiej, krew Thomasa wyleczy ją raz, dwa!-ucieszyła się. Wstała podchodząc do pacjentki. Zmieniła jej kroplówkę wiszącą nad jej głową.
Pokiwałem delikatnie głową i poinformowałem że idziemy szukać Tereskę. Kobieta jedynie popatrzyła na mnie.
Wyszedłem z namiotu lekarskiego a następnie skierowałem się na umówione miejsce spotkania, gdzie czekał już na mnie Thomas.
-Gdzie reszta?-zapytałem podchodząc do szatyna. Ten podniósł na mnie wzrok a następnie poklepał mnie lekko po plecach.
-Jorge nie mógł usiedzieć na miejscu więc już poszedł. Vince i Sonya pobiegli za nim.-opowiedział po krótce. Nie odezwałem się więcej, za to zabrałem się za mocne związanie sznurówek, zapowiadają się długie poszukiwania...Teresa od wczoraj zniknęła, wyparowała, po prostu jej nie ma.
Nie rozumiem tylko jaki ona miała motyw. Przecież była po naszej stronie w końcu...chyba.
Z resztą, kto ją tam wie? Pierdolnięta jest i tyle.
-Thomas, założyłeś zegarek?-zapytałem ponownie odwracając się w stronę szatyna. Jakieś to było moje zdziwienie gdy go tam nie zastałem...
Perspektywa:Thomas
Gdy Minho zajął się swoimi butami ja, postanowiłem się trochę rozejrzeć. Mimo tego że znajdujemy się tu grubo ponad dwa tygodnie praktycznie nie znam tego miejsca.
Owszem, biegałem trochę lecz wtedy, skupiałem się raczej na wyszukiwanie
niebezpieczeń bądź śladów pożogi.
Nagle zza moich pleców wyskoczyła zakapturzona postać. Jednym, szybkim ruchem powaliła mnie na ziemie a następnie kilka razy uderzyła w bok głowy przez co najwyraźniej straciłem przytomność.
[...]
-Thomas, możemy pogadać?
-Oo teraz to Thomas, a wcześniej to och Tommy...-zaśmiał się Minho stojący nieopodal razem z Chuckiem i Albym.
-Zamknij się Minho.-warknął zły jak osa Newt. Czy to możliwe że przez te docinki Newt zrobił się aż tak czerwony? A może to nie przez złość tylk...
-Thomas, rusz pikoloną dupę!-zawołał mnie. Dopiero teraz zorientowałem się, że chłopak jest już dobre pięć metrów przede mną. Szybko dogoniłem go dorównując z nim krok, nie było to szczególnie trudne ponieważ blondyn kulał na jedną nogę.
Zanotować, muszę się dowiedzieć co mu się stało.
Czekoladooki od wczorajszego dnia jest jakiś zły, rozkojarzony i po prostu nie w tym świecie. Czy to możliwe aby zachowywał się tak po naszym pocałunku? Z resztą, co ja mu się dziwię, pocałował swojego najlepszego przyjaciela...
Newt nadal nie odwrócił głowy w moim kierunku, usilnie starał się patrzeć na chłopaków kopiących koryta kilkanaście metrów dalej. I tak patrząc na niego zdałem sobie z czegoś sprawę, jego włosy są śliczne...
Znaczy no nie żeby nie był śliczny, bo jest cały śliczny, ale no...ja nie jestem gejem.
Przecież podoba mi się Teresa! Nie mogę zakochać się w swoim najlepszym przyjacielu! Po prostu nie!
Ale śliczny jest, trzeba przyznać.
Nagle poczułem jak przekręca mi się noga. Już po chwili leżałem na rozwalony na ziemi.
-Ostrzegałem, trzeba było się tak we mnie nie wgapiać to byś usłyszał.-stwierdził tylko przez chwilę odwracając się w moją stronę.
I ona wystarczyła aby nasze spojrzenia się skrzyżowały.
Był cały, słodko zarumieniony, a jego oczy mieniły się wszystkimi kolorami tęczy. Włosy sterczały na boki, święcąc na złoto przez padające na nie promienie słoneczne. Cera jasna, nieskazitelna...
Perfekcja. Pikolona perfekcja.
-Em, to co chciałeś mi pokazać Newtie?-zapytałem, starając się wyrzucić wcześniejsze myśli z głowy.
-Newtie?-zaśmiał się.-Nie za słodko?-tym razem odwrócił się do mnie całym ciałem, stojąc ze skrzyżowanymi rękami i wyczekującym wzrokiem. Przestraszyłem się, cholera...to Newtie mi się wymsknęło. I to nie tak że mówię tak na niego czasami w myślach...
Blondyn nadal na mnie patrzył a ja czułem że zaczynam się pocić ze stresu.
Chłopak jednak po chwili zaśmiał się, pociągając mnie za rękaw koszulki.
-Spokojnie, możesz tak na mnie mówić. To urocze...-westchnął nadal nie puszczjąc mnie.-Ty jesteś moim Tommym, a ja twoim Newtiem...-dodał.
Może mój mózg jest tak zrypany że podsyła mi takie myśli, jednak mam wrażenie że to co powiedział było lekko...dwuznaczne?
-Jesteśmy.-czekoladooki puścił mój rękaw uśmiechając się przy tym do mnie promiennie.
O kurwa, chyba mi stanął.
Starając się dyskretnie zasłonić rosnącą erekcję między nogami rozejrzałem się w około.
Znajdowaliśmy się na pięknej, zapewne dawno nie odwiedzanej (stwierdzam to po zarośniętych wysoko trawach.) polanie. Było tu pięknie, a dodając do tego powoli zachodzący za murami labiryntu słońce dodawało temu miejscu szczególny klimat.
-Newt, dlaczego mnie tu przyprowadziłeś?-zadałem pytanie które od jakiegoś czasu kłębiło mi się w głowie.
Chłopak stał niecały metr ode mnie drapiąc się po karku.
-Ja, no...chciałem ci coś...no powiedzieć..-zaczął niepewnie nadal nie podnosząc na mnie wzroku. Był taki uroczy...
-Jasne, nie krępuj się. Przecież jesteśmy przyjaciółmi, możesz mi powiedzieć wszystko.-uśmiechnąłem się do niego ciągnąc go za rękę tak, aby usiadł na trawię obok mnie.
Blondyn jednak wyrwał rękę z mojego uścisku patrząc na mnie lekko zranionym spojrzeniem. Nie za bardzo rozumiałem o co mu chodziło...powiedziałem coś nie tak? Newtie po chwili przybrał maskę obojętności której tak u niego nienawidzę. On jest za piękny, nie powinien się szpecić taką miną. Powinien być uśmiechnięty i radosny...Ja, ko..znaczy uwielbiam go takiego.
-Już nieważne Tommy, powiem ci kiedy indziej...W..odpowiednim momencie.-odezwał się wypranym z uczuć głosem.
-Kiedy będziesz wiedział że to odpowiedni moment?-zapytałem podnosząc się szybko z ziemi by złapać go za rękę aby nie uciekł.
-Uwierz mi...będę wiedział. I ty chyba też się wtedy domyślisz.-westchnął kręcąc oczami. Uśmiechnął się po chwili udając że nic się nie stało.
Oj Newt, mnie nie oszukasz...
-Obiecaj mi coś!-zawołałem za nim.-Obiecaj że kiedyś mi powiesz...
-Tommy...ja ci tego nie obiecam. Ja ci to przysięgam.-zaśmiał się jak gdyby nigdy nic.
Warknąłem na jego zachowanie cicho pod nosem. To miała być ważna rozmowa...lecz najważniejsze jest to że pomiędzy nami wszystko jest w porządku.
Za żadne skarby nie chciałbym stracić takiego przyjaciela.
Mam nadzieje że jak wreszcie uciekniemy z tego pikolonego labiryntu znajdzie sobie żonę i będzie szczęśliwy...zasługuje na to.
[...]
Obudziłem się ze sporym bólem głowy. Byłem bardzo zdezorientowany.
Gdzie ja do cholery jasnej jestem?!
Gdy chciałem się podnieść, poczułem że moje ręce oraz nogi zakute są w łańcuchy.
Dźwignąłem się na tyle, ile mi pozwalały a następnie rozejrzałem się. Jedyne co widziałem to egipskie ciemności. Jednakże od razu wyczułem ciepło pomieszczenia oraz grzejnik za moimi plecami.
Czyli zostałem porwany...
Super.
Tereso, jeśli to twoja sprawka, to marny twój los.

ROZDZIAŁ 15

Perspektywa:Thomas
-Cholera, Tommy! Szybciej, zanim się skapną!
-Przecież biegnę! O co ci chodzi?-krzyknąłem próbując dogonić blondyna pędzącego kilka metrów przede mną.
-Chowaj się!-usłyszałem szept po swojej lewej. Za sporym filarem siedział Newt. Jak on tak szybko się tam znalazł? Przed chwilą biegł z zawrotną prędkością.
Poczułem jak czekoladooki ciągnie mnie za rękę, usiadłem skulony obok niego. Już po kilku sekundach obok nas przebiegło na oko z dziesięciu strażników.
Gdy już przebiegli wyskoczyliśmy z naszej kryjówki ponownie kierując się do dormitorium dziewczynek z grupy B, a dokładniej do Sonyi, siostry Newta.
-Tommy...-powiedział mój przyjaciel kładąc mi rękę na torsie. Zadrżałem na ten dotyk, może to dlatego że się go nie spodziewałem? Na pewno tak było.
-Co się stało Newtie?-spojrzałem mu w oczy w których zatonąłem...nawiasem mówiąc już nie pierwszy raz.
-Newtie?-zaśmiał się.-Wiesz że uwielbiam jak tak na mnie mówisz...-uśmiechnął się do mnie szeroko, w jego oczach ponownie pojawiły się tak kochane przeze mnie iskierki radości...Dawno och nie widziałem...
Och, Thomas idioto. On jutro popołudniu trafi do labiryntu, kto by się cieszył?
-Chciałem ci coś...powiedzieć.-zaczął.-Proszę, nie przyjmij tego źle...-powiedział.
-Spokojnie Newtie, przecież jesteśmy przyjaciółmi, możesz mi zaufać.-odpowiedziałem ruszając z miejsca, powoli kierując się w stronę dormitorium dziewczynek z grupy B.
-Wiesz, nieważne... powiem ci kiedy indziej, w odpowiednim momencie...-usłyszałem jego wyprany z uczuć głos. Odwróciłem się szybko w jego stronę. On nie ma prawa się smucić. Jest na to za śliczny.
I nie jestem gejem!
Chyba..
-A kiedy będzie odpowiedni moment?-zapytałem.
-Może w labiryncie...Za kilka miesięcy ci powiem, obiecuje.-powiedział uśmiechając się smutno.
-A jak zapomnisz? Przecież będzie tam tyle zajęć że wątpię abyś o tym pamiętał.-zmartwiłem się.
-Nie zapomnę. O tym na pewno nie.
Ruszyliśmy w dalszą drogę już się więcej nie odzywając. Kilka razy uciekaliśmy przed strażnikami, a raz prawie przyłapała nas doktor Paige, na szczęście Newt w ostatniej chwili chwycił mnie za rękaw.
Po kilkunastu minutach przemierzania kompleks DRESZCZ-u znaleźliśmy się na miejscu. Ja, z oczywistych przyczyn nie chciałem wchodzić. Postanowiłem dać Sonyi i Newtowi chwilę samotności.
Siedząc tak po ścianą, machając nogami usłyszałem damski głos dochodzący z łazienki znajdującej się po lewej od drzwi.
Ściana była na tyle cienka że słychać było przez nią najmniejszy szmer, a co dopiero rozmowę.
Podszedłem do białej ściany a następnie przyłożyłem ucho.
Nie moja wina że jestem taki ciekawski!
-Lizzy, ale ja mu nie mogę powiedzieć! On traktuje mnie jedynie jak przyjaciela!-mówił Newt podniesionym głosem. Jaki on? Chodzi mu o Minho?
-Newt, musisz. Jeśli naprawdę kochasz Thomasa, po prostu musisz mu powiedzieć.-odpowiedział Sonya, czy tam Lizzy.
Dopiero po chwili dotarło do mnie znaczenie jej słów.
Newt. Ten Newt. Się we mnie zakochał?!
O szlag!
-Lizzy. Boje się jak on to odbierze. Wiesz nie często przyjaciele wyznają sobie miłość.-powiedział już ciszej.-Przynajmniej w tym znaczeniu.-dodał później.
-Musisz spróbować. Jeszcze przed labiryntem.
-Dobrze, a teraz chodź i mnie przytul bo nie wiadomo kiedy się zobaczymy...-reszty rozmowy postanowiłem nie podsłuchiwać.
Nie jestem aż taki.
Po kilkunastu minutach przez drzwi przeszedł lekko zapłakany Newt. Nie wiedziałem jak się zachować. Przytulić go? A może się nie odzywać?
Nie musiałem praktycznie nic robić ponieważ dosłownie kilka sekund później trzymałem w rękach płaczącego mi w rękaw, słodkiego blondyna.
Przytuliłem go mocniej do siebie chowając twarz w zagłębieniu jego szyi aby powdychać ten wspaniały zapach.
Rumianek i miód.
-T-tommy, ja musze c-ci coś wyznać.-zaczął odsuwając się na bezpieczną odległość. Czyli wziął słowa siostry do serca...Jeju ale jak ja mam się zachować!
Nie traktuje naszej więzi czysto przyjacielsko, to pewne, lecz nie wiem czy to już miłość.
Nie chce go zranić, zależy mi na nim.
-J-ja...się no...-wyjąkał. Widać że nie wie jakie słowa dobrać.
I gdy tak patrzyłem na czerwonego na buzi, zagubionego czternastolatka o lśniących włosach już zrozumiałem.
Kocham go.
-Tommy, ja, ja cię...kurwa, jebać to!-poczułem jak chłopak kładzie ręce na moim karku a następnie przyciąga mnie do pocałunku. Byłem w szoku. Nie oddałem go, no bo cóż...wstyd się przyznać ale nie umiałem.
Newt oderwał się ode mnie patrząc na mnie zapłakanym wzrokiem podczas gdy ja stałem jak słup soli z rozdziawioną buzią.
-Przepraszam cię, Tommy...-szepnął blondyn uciekając w stronę swojego dormitorium.
Nawet nie zorientowałem się a już biegłem za pędzącym blondynem. Był szybki, o tak.
Złapałem go gdy mocował się z drzwiami.
Odwróciłem go za ramię tak, że nasze twarze dzieliły dosłownie milimetry.
-P-proszę, Tommy, nie bij mnie, proszę...-odezwał się cicho trzęsący się ze strachu chłopak.
-Dlaczego miałbym to robić?-zdziwiłem kładąc rękę na jego podbródek tym samym zmuszając do podniesienia głowy.
-Pocałowałem cię. Bez twojej zgody. A ty zapewne nie jesteś gejem.-powiedział trochę pewniej.
-Skąd wiesz że bez mojej zgody?
Gdy chłopak chciał odpowiedzieć przybliżyłem się do niego pokonując zbędną przestrzeń pomiędzy nami.
Pocałowałem go delikatnie, niepewnie. Nie wiem czy w ogóle można było to nazwać pocałunkiem. Było to bardziej muśnięcie.
Odsunąłem się od niego cały czas patrząc mu w oczy.
-Kocham cię Newtie, szkoda że tak późno zdałem sobie z tego sprawę...
-J-ja też cię kocham Tommy...-szepnął a na jego twarzy zaczęły się tworzyć czerwone wypieki.
Zachichotałem cicho na to a po chwili zacząłem składać mu pocałunki zaczynając od czoła, poliki, żuchwa, dochodząc aż do ust. Cmoknąłem go w wargi uśmiechając się jeszcze do niego po czym skierowałem się w stronę swojego pokoju. Za sobą usłyszałem tylko westchnięcie a następnie zamykanie drzwi.
[...]
-Jak to kurwa nie jedziesz?!-zbulwersował się mój blondyn patrzący na mnie ze złością.
-Newtie, kochanie, proszę cię nie złość się na mnie...Nie wiedziałem jak ci to powiedzieć.
-Jak to kurwa nie wiedziałeś?!-huknął a w naszą stronę zaczęła się kierować Teresa razem z dwoma strażnikami.
Minho wyszedł spoza kolejki starając się wytłumaczyć im że jak on to powiedział?
"To ich pierwsza kłótnia małżeńska! Nawet nie próbuj im przeszkadzać, złamasko!"
Odepchnęli go przez co wpadł na Alby'ego który zaczął się pieklić.
-Obiekt A5, A2 i A7 sprawiają problemy jak widzę.-odezwał się facet po lewej.
-Jakie obiekty?! Ja pierdole, nie łatwiej powiedzieć:Newt, Thomas i Minho?-tym razem odezwał się Chuck. Wszyscy spojrzeli w jego stronę zszokowani, jak on się odezwał?
Skąd on w ogóle zna takie brzydkie słownictwo?
-No właśnie, pierdole was jebany w dupę DRESZCZ!-krzyknął Minho.
Ah, no dobra. Wszystko jasne...
Po chwili poczułem jak ktoś wbija mi igłę w odkryte ramię. Upadłem na ziemię razem z przyjaciółmi. Ostatkiem sił spojrzałem na naszego napastnika.
Teresa oraz trzech psychów...
Straciłem przytomność..
[...]
Obudziłem się zlany potem, czyli tak, jak już od około tygodnia. Sen nie zrobił już na mnie większego wrażenia, śnił mi się już tysięczny raz.
Nawet nie rozglądałem się w około. To było jasne że zobaczę tylko przeraźliwie biały pokój, z przeraźliwie białym stołem i łóżkiem.
Jedzenie dostawałem raz w tygodniu, przychodził zamaskowany facet z jakoś breją na talerzu. Nie miał żadnych znaków szczególnych, oprócz sporego napisu na piersi...
"DRESZCZ"
Nie wiem co z moimi przyjaciółmi, cholera martwię się...Jednak, czy oni martwią się o mnie?
Szukają mnie w ogóle?

ROZDZIAŁ 16

Perspektywa: Minho
-...Podejrzewam że trzymają go tu.-zakończył swój monolog Vince. Dopiero po chwili zrozumiałem co on powiedział. Spojrzałem na miejsce gdzie mężczyzna trzymał palec.
-Denver?-zdziwiłem się.-To to miasto nie zostało opanowane przez poparzeńców?
-Zostało.-odpowiedział.-Teoretycznie.-dodał a ja nie zrozumiałem o co mu chodzi.
Jestem przemęczony, zdecydowanie. Odkąd Thomas zniknął, a było to ponad miesiąc temu, mało śpię, naprawdę mało...
Nie chce aby mu się coś stało, został mi tylko on.
-Wytłumaczyłbyś?-zapytał Gally nie wiadomo skąd pojawiając się obok mnie. Polubiłem go. Bardzo mnie wspierał przez ostatni miesiąc, można powiedzieć że się zakolegowaliśmy...poza tym ładnie mu w nowej fryzurze...stop!
Chłopak jak zwykle stanął trochę za blisko mnie jednak tym razem się nie odsunąłem, udałem że tego nie zauważam.
-Gdy ostatnio tam byliśmy była inwazja poparzeńców, prawda?-zapytał a ja oraz reszta osób znajdujących się w pokoju pokiwała twierdząco głową.- Ktoś musiał ich wpuścić czyż nie? Wątpię aby sami, w tak krótkim czasie zburzyli grube na dziesięć metrów, betonowe mury.-dopowiedział a ja musiałem mu przyznać rację.
-Czyli uważasz że DRESZCZ specjalnie ich wpuścił aby narobić paniki a oni sami w tym czasie schowali się w jakieś bazie pod ziemią?-dokończyła Sonya a Vince tylko potwierdził. Strasznie mi kogoś przypomina ona, tylko za cholerę nie wiem kogo...
-Porwali Thomasa i trzymają gdzieś w jakieś dziurze pod ziemią, nad nimi znajduję się wielkie koczowisko poparzeńców a my mamy się tam dostać? Łatwizna.-odezwał się z sarkazmem Gally.
Spojrzałem na niego z mordem w oczach nic nie mówiąc, o dziwo chłopak od razu spokorniał szepcąc ciche przeprosiny czym zadziwił wszystkich obecnych w namiocie.
-Trzeba opracować plan, nie pójdziemy na żywioł, nie tym razem...-odpowiedziałem a każdy pokiwał głową. -To dobrze że się rozumiemy. Aa i czekajcie chwilę.-dodałem widząc jak niektórzy chcą już wychodzić.-Nie zabieramy nieodpornych ani młodszych niż piętnaście lat.-zarządziłem.
Kilka przedstawicieli młodszych grup fuknęło coś pod nosem lecz po chwili każdy wyszedł. Zostałem sam.
Thomas, złamasie idziemy po ciebie. Trzymaj się proszę...
Z tą myślą zasnąłem z nadzieją na lepsze jutro.
Perspektywa: Thomas
-Hej, poczekaj chwilę!-zawołałem strażnika który niezmiennie od już...no nie wiem ilu czasu przynosi mi jedzenie.
Zgubiłem już rachubę czasu, nie wiem czy obecnie jest środek nocy a może ósma rano jednak nie czuję się zmęczony.
-Czego chcesz?-zapytał niemiło odwracając się do mnie. Po raz pierwszy spojrzał mi w oczy. Widziałem już że trudno będzie z nim pogadać.
-Dlaczego mnie porwaliście?-zapytałem. Było to pytanie które kotłowało mi się w mózgu już od dłuższego czasu. Strażnik koło czterdziestki spojrzał na mnie z politowaniem.
-To ty nie wiesz czy jesteś aż takim głupcem?-zapytał retorycznie.-Próbujemy twoją krwią wyleczyć poparzeńca który przekroczył granicę, badania...-powiedział takim tonem jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
Otworzyłem usta w zdziwieniu. To jest w ogóle możliwe? Znaczy, nigdy się nad tym nie zastanawiałem...chyba.
-Teresa jest po waszej stronie?-zapytałem widząc że mężczyzna wychodzi.
-A jak myślisz, czy ona kiedykolwiek była po twojej stronie?
Drzwi się za nim zamknęły, zostałem sam.
Sam ze swoimi myślami...
[...]
Obudziłem się ze sporym bólem głowy, nie byłem sam.
W rogu pokoju siedziała kobieta, Teresa. Siedziała i uśmiechała się przyjaźnie jakby nigdy nic się nie stało.
-Ty suko.-warknąłem a jej uśmiech momentalnie zmalał. Spojrzała na mnie lekko zranionym wzrokiem jednak po chwili przybrała maskę obojętności.
-Czemu mnie wyzywasz, Tom?-zapytała niewinnie. Mam ochotę wydłubać jej oczy, czy staje się poparzeńcem?
-Bo sobie na to zasłużyłaś.-te słowa prawieże wyplułem. Dziewczyna nadal siedziała na krześle w białym kitlu w rogu pomieszczenia którego tak nienawidziłem.
-Tom, wszystko co robię jest dla twojego dobra.- wstała gwałtownie zbliżając się do łóżka na którym leżałem. Gdy chciałem się podnieść ze zdziwieniem zdałem sobie z czegoś sprawę.
Nie potrafię, nie mam siły...
-Czym mnie tym razem nafaszerowałaś?!-krzyknąłem starając się udepnąć kroplówkę, niestety nie miałem siły podnieść ręki.
-Leki nasenne, zaraz powinny zacząć działać.-odpowiedziała. -Tom, chcę ci przywrócić wspomnienia, zasługujesz na to. Wtedy łatwiej będzie ci to zrozumieć.-dodała.
-Co do cholery zrozumieć?-zapytałem czując jak robię się lekko zmęczony.
-Że ja jestem dobra, niby dlaczego miałabym ratow...-reszty nie dosłyszałem ponieważ zapadłem w głęboki sen.
Zasnąłem z nadzieją na lepsze jutro.

ROZDZIAŁ 17

Perspektywa: Thomas
Ja i Newt biegający pomiędzy białymi korytarzami DRESZCZ-u.
Ja i Newt siedzący w jego pokoju.
Ja, Newt i reszta naszej ekipy schowana w starym, nieużywanym od lat schowku.
Ja i moja rodzina podczas pierwszego dnia w przedszkolu.
Ja żegnający się z Newtem dwadzieścia minut przed zabraniem go.
-Pamiętam...-szepnąłem z szokiem otwierając oczy. Tym razem nie znajdowałem się w tym pomieszczeniu co zawsze, leżałem w łóżku, okryty niebieską pościelą. Pokój był bardzo przyjemny z wyglądu, beżowe ściany, ładne dodatki, oraz...kotara oddzielającą moje łóżko od czyjegoś?
Próbowałem wstać, na darmo.
-Jesteś jeszcze zbyt słaby aby się podnieść, poczekaj chociaż z dwie godziny.-zaśmiała się postać zza materiału.
Cholera, skądś znam ten głos...tylko mniej zachrypnięty i jakiś taki...cieplejszy.
-Kim jesteś?-zapytałem jedyne sensowne pytanie w tej chwili. Mój mózg nadal zalewała fala wspomnień nad którymi nie potrafiłem zapanować.
Mężczyzna, tak sądzę po głosie, zaśmiał się gorzko.
-A jak ci się wydaje, Tommy?
O purwa...
-Nie, to niemożliwe abyś to był ty...ty, ty umarłeś...byłem przy tym.-niedowierzałem.
-Och Tommy, wolałbym umrzeć niż żyć tak jak teraz...-zakaszlał już więcej nic nie mówiąc.
-Newtie, proszę Cię podejdź tutaj...-zapłakałem. Boże mój kochany, mały, słodki i uroczy Newt żyje...
-Nie Tommy, nie zrobię tego.-odpowiedział czym mnie zadziwił. -Nie chce abyś widział mnie w takim stanie...
-Nie gadaj głupot, kocham Cię i nie obchodzi mnie jak teraz wyglądasz..-powiedziałem pewnie, akcentując każde słowo.
-K-kochasz mnie?-szepnął jednak ja to usłyszałem.
-Kocham Cię, kocham Cię od zawsze i nawet nie myśl że tak nie jest.-rzekłem pewnie. Słyszałem pociągnięcie nosem. Czy mój aniołek się popłakał?
-Tommy, kocham Cię.-szepnął wychodząc zza kotary. Zdziwiłem się lekko gdy zauważyłem wystające żyły na jego szyi. Jego twarz była zniszczona, jednak nie aż tak bardzo jak podczas śmierci.
Przytuliłem go do siebie zaczynając jeszcze mocniej płakać. Blondyn wtulił się we mnie ufnie. Po chwili poczułem jak po moim ramieniu spływają łzy.
-Ja też Cię kocham, skarbie. I będę ci to powtarzał codziennie do końca świata i jeden dzień dłużej.-powiedziałem.
Po kilku minutach oderwaliśmy się od siebie ponieważ usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Naprzeciwko nas stanęła Teresa.
Dziewczyna była wzruszona? Nie wierze, że taki potwór jakim ona jest ma w ogóle uczucia.
-Widzę że już sobie trochę wyjaśniliście.-zaczęła przysiadając na stołku obok nas.-Jednak ja chciałam wam wszystko dokładnie opowiedzieć. Jak to się w ogóle stało że jesteście tu, gdzie jesteście.
Ja oraz Newt siedzący na rogu mojego łóżka pokiwaliśmy głową.
-A więc tak: Pamiętacie jak wbiłam Newtowi lekarstwo podczas gdy wy się szamotaliście?-Potwierdziłem. -Był to lek nasenny. Newt nie umarł, on zasnął.
Podczas gdy my pojechaliśmy górolotem kilka wyznaczonych pracowników DRESZCZ-u zabrało Cię Newt, tu. Do tajnej bazy DRESZCZ-u.-wytłumaczyła a ja rozszerzyłem oczy w zdziwieniu.
Dziewczyna zawiesiła się chwilę lecz kontynuowała.
-Trzymali Cię tu, czekając aż do końca oszalejesz. Wtedy kazali mi porwać Thomasa. Przez ostatni miesiąc podawaliśmy ci lek z jego krwi. To dlatego zdrowiejesz.-dodała. Ja się się nic nie odzywałem. Byłem w zbyt wielkim szoku aby cokolwiek powiedzieć.
-Jak sami widzicie, już prawie wyzdrowiałeś. Jeszcze tylko około dwie dawki w będziesz zdrowy. Za to ty, Tom, zapewnie zdałeś już sobie sprawę z tego że odzyskałeś wspomnienia.-pokiwałem głową na "tak" a Newt rzucił mi zszokowane spojrzenie. Wzruszyłem lekko ramionami mocniej ściskając nasze splątane ręce.
-Tom, wiem że mnie teraz nienawidzisz, tyle razy was oszukałam, grałam na dwa fronty jednak chce się wam odpłacić. Choć w połowie.-powiedziała a ja spojrzałem na nią zaciekawiony.
-Gdy Newt zostanie do końca wyleczony, pomogę wam się stąd wydostać. Niedługo skontaktuje się ze streferami aby im wszystko wytłumaczyć. Oni was odbiorą stąd, a wtedy nic wam nie będzie groziło.
-A co z tobą?-zapytał mój aniołeczek. Nie mogłem oderwać od niego oczu. Nawet żyły i lekko rozbiegany wzrok mi nie przeszkadzały. Był i jest piękny.
-Zapewne umrę. -odpowiedziała tak zwyczajnie, jakby mówiła o pogodzie. Zdziwiłem się jej zachowaniem jednak nie zareagowałem. Już nie jest moją przyjaciółką, nie potrafię jej współczuć, już nie.
-Zostawisz nas samych, Tereso?-zapytałem spokojnie. Brunetka o niebieskich oczach pokiwała głową wychodząc.
-A więc...-zacząłem patrząc na mojego Newta. Chłopak uroczo zmarszczył nos spoglądając mi w oczy.
-A więc...pocałujesz mnie wreszcie? Widzę że na to czekasz...-zaśmiał się słodko.
Nie czekając na nic więcej zbliżyłem nasze twarze do siebie, złączając tym samym nasze usta w tęsknym pocałunku. Całowaliśmy się aż do utraty tchu. Na początku było niewinnie, jednak po chwili zwykłe muśnięcia zamieniły się w mocne, ociekające desperacją. Po naszych twarzach spływały łzy szczęścia. Przytulaliśmy się mocno, tak jakbyśmy bali się, że druga osoba za chwilę zniknie, wyparuje.
Gdy oderwaliśmy się od siebie z cichym mlasknięciem, Newt zaczął uroczo chichotać.
-Aż tak źle całuje?-zaśmiałem się, skradając mu jeszcze jednego buziaka.
-Nie, po prostu zdałem sobie sprawę że pierwszy raz odkąd pamiętam jestem szczęśliwy...-uśmiechnął się szeroko, chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi.
-Och Newtie...nie pierwszy raz, uwierz, pamiętam. -odpowiedziałem mu całując jeszcze w czubek głowy. -Wydaje mi się że musimy porozmawiać. -odparłem po chwili ciszy.
-Tylko nie teraz, jestem zmęczooony.-ziewnął wpychając się pod moją kołdrę.
-Przesuń ten wielki tyłek. -zaśmiał się przytulają mnie niczym koala. Jedną nogę przełożył przez moje biodro a jedną rękę na mój tors. Przyciągnąłem go jeszcze bliżej zaczynając się bawić jego włosami.
-Dobrze kochanie, ale jutro czeka nas poważna rozmowa..-poddałem się.-Kocham Cię, aniołku.-odpowiedzi nie usłyszałem. Zasnął.
Najszczęśliwszy dzień mojego życia, zdecydowanie.

ROZDZIAŁ 18

Perspektywa: Minho
-Gally? Skąd się tu wziąłeś?-zdziwiłem się gdy zauważyłem blondyna siedzącego na moim hamaku. Chłopak, gdy tylko mnie zauważył uśmiechnął się szeroko.
Eh,okej?
-Mam wspaniałe wiadomości!-podekscytował się. Zachowywał się trochę jak dziecko które dostało czekoladę.
-No słucham Cię uważnie w takim razie sztamaku.-rozsiadłem się naprzeciwko niemu, na hamaku należącym do Thomasa.
-Teresa dzwoniła.-powiedział prawie że skacząc. Pokazałem gestem ręki aby kontynuował. -Thomas jest w DRESZCZ-u. Jednak oferowała pomoc w zabraniu ich z tamtąd.-dodał a ja zdziwiłem się lekko.
-Jak ich? Ja tej złamaski tu nie chce. -warknąłem pod nosem. Oczywiście ciesze się że Thomas niedługo tu będzie jednak nienawiść do Teresy przezwyciężyła.
-I tutaj przechodzimy do sedna.-podniósł się ze swojego miejsca podchodząc do mnie. Blondyn chwycił mnie za ramiona.-Tylko proszę, oddychaj spokojnie i nie padnij na zawał.-poprosił nadal uśmiechnięty od ucha do ucha.
Pokiwałem coraz bardziej zdziwiony głową. To zaczyna się robić dziwne, szczęśliwy Gally jest dziwny...
-Newt....żyje.
Przez kilka sekund panowała pomiędzy nami głucha cisza przerywana tylko przez kraczące na zewnątrz kruki.
-Purwa! Nie rób sobie ze mnie takich okrutnych żartów okej?!-wkurzyłem się. Wstałem gwałtownie odtrącając ręce chłopaka.
-Minho, to prawda! Dlaczego miałbym cię okłamać co?-krzyknął za mną.
Zatrzymałem się. W sumie racja.
Dopiero po chwili dotarło do mnie znaczenie jego słów.
-O PURWA!-krzyknąłem podbiegając do Gally'ego. Chwyciłem go za kark nie panując nad sobą. Przyciągnąłem go do pocałunku. Gdy złączyłem nasze wargi zrozumiałem co zrobiłem. Chciałem się odsunąć lecz poczułem jak chłopak mocno trzyma mnie w biodrach tym samym umożliwiając to.
Gdy blondyn zaczął oddawać pocałunek nie wiedziałem co zrobić, jednak po chwili oderwaliśmy się od siebie.
-Gally, przepraszam poniosło mnie...-szepnąłem zdezorientowany i zawstydzony.
-Nawet nie wiesz ile na to czekałem...-odezwał się. Spojrzałem na niego zdziwiony. -Tak, podobałeś mi się już w labiryncie.-dodał widząc zapewne moją minę.
-Serio?-zszokowałem się. Zresztą kto by się nie zdziwił? -Gally, ja...ja muszę to wszystko przetrawić okej? Daj mi trochę czasu.-poprosiłem ostatecznie. Blondyn pokiwał głową, uśmiechając się do mnie szczerze co oddałem.
Wyszedłem z namiotu jak poparzony. Na zewnątrz było dość spokojnie, gdzieniegdzie biegali chłopcy z piłką, jednak ja olałem to, od razu ogłaszając spotkanie w bazie.
[...]
-Ja pierdole...-wyrwało się komuś z tylnich ławek gdy skończyłem opowiadać.
Wszyscy siedzieli jak wryci patrząc tępo na mnie. Domyślam się co teraz przeżywają.
-Em...to na pewno nie jest jakaś ściema?-zapytał Jorge przytulający do swojego boku Brendę.
-Nie, ale sam w to nie mogłem uwierzyć na początku.
-Wszystko jest super! Nawet lepiej niż super...-zaczęła Sonya.-Ale my mamy ZNOWU podkreślam ZNOWU zaufać tej dziwce co nas zdradziła?!-krzyknęła zbulwersowana.
-Sonya, nie mamy innego wyjścia! Sami się tam dostać nie damy radę, to logiczne. Przyda nam się pomoc z wewnątrz.-odpowiedziałem jej. Dziewczyna fuknęła coś obrażona pod nosem na co zaśmiała się Harriet.
-Teresa ma jeszcze zadzwonić. Wtedy wszystko dokładniej zaplanujemy. Newt musi dostać jeszcze dwie dawki, na razie musimy się wstrzymać.-powiedział Gally stając obok mnie. Poczułem jak nasze ręce się o siebie ocierają przez co momentalnie zrobiłem się czerwony jak burak.
-Tylko pamiętajcie, na razie nie nagłaśniajcie tek sprawy.
Wszyscy pokiwali głowami a następnie wyszli gdy ogłosiłem koniec zebrania.
Thomas, Newt...czekam na was przyjaciele. A spróbujcie mi tylko nie być parą to nogi z dupy powyrywam!
-Tęsknie za wami chłopcy...-szepnąłem pod nosem a następnie wyszedłem z sali narad.

Dwa dni później...
Perspektywa: Thomas
-Sonya, znaczy Lizzy jest moją s-siostrą?-szepnął Newt. Ja pokiwałem tylko głową. Chłopak złapał się za głowę w szoku.
-Jak ja mogłem o tym zapomnieć?! To przecież moja siostra!
-A ja byłem twoim chłopakiem i o tym też zapomniałeś!-wytknąłem mu chcąc rozładować napięcie. Czekoladooki zachichotał cicho przytulając się do mnie.
-Ty też jakoś zapomniałeś. A poza tym, zakochaliśmy się w sobie od nowa. To tylko dowodzi jak nasze uczucia są silne.-odezwał się niewyraźnie przytulony do mojego barku.
-Ohoho czyżby mój Newtie-przylepa się zawstydził?-zaśmiałem się odsuwając go od siebie, po to aby spojrzeć mu w oczy.
-Thomasie, Newtcie...musimy panu podać dzienną dawkę leku.-odezwała się stara pielęgniarka w masce.
Ah no tak...boi się że się zarażenia.
-Em jasne.-odpowiedział jej mój śliczny, blondwłosy aniołek idąc za kobietą. Ruszyłem za nim łapiąc go za rękę. Blondyn zawstydził się, przez chwilę patrząc mi w oczy.
[...]
-Kochanie, to nie będzie bolało.-zapewniłem gdy ta jędza chciała mu wstrzyknąć lek.
-Gdy robili mi ostatni zastrzyk nie byłem sobą, więc nie pamiętam.-oburzył się.
Słodziak.
-Potrzymam Cię za ręk-nie zdążyłem dokończyć gdyż zirytowana pielęgniarka wbiła Newtowi długą igłę w jego ramię.
-Co pani robi?!-wkurzyłem się od razu podchodząc do mojego chłopaka. Zauważyłem że żyły na jego szyi zaczęły zanikać. Myślałem że dłużej z tym schodzi...
-Dzisiaj wieczorem ostatnia dawka.-odezwała się chłodnym głosem.
Do nas podeszli dwaj pracownicy DRESZCZ-u którzy mieli za zadanie odprowadzić nas do naszego pokoju.
I gdy tak przemierzaliśmy postanowiłem zapytać:
-Kto jest teraz kanclerzem?
Mężczyzna spojrzał na mnie nie odzywając się.
Dopiero gdy zdjął swój kask zrozumiałem dlaczego...
-Gally?! Co ty tu robisz do cholery?-szepnął dość głośno mój ukochany.
-Zabieramy was stąd.-powiedział jakby nigdy nic ponownie zakładając kask. W jego kieszeni zauważyłem kilka fiolek z tych, które podawała Newtowi ta baba.
Złapałem mojego skarba za rękę całując go jeszcze szybko w policzek. Za nami słyszałem cichy głos, coś w stylu "słodziaki".
Teraz to się dopiero zacznie akcja!
[...]
-Biegnijcie szybko do górolotu! Ja spróbuje ich zatrzymać.-krzyknął do nas Gally obok którego pojawił się nagle...Minho? Nie widziałem go wcześniej...
-Pogadamy za chwilę złamaski wy moje!-odezwał się czarnowłosy zestrzelając w tym samym czasie do biegnącego strażnika.
Nie czekając na nic razem z Newtem pobiegliśmy do górolotu który stał otwarty.
Pomogłem jeszcze lekko osłabionemu blondynowi wejść za co odpowiedział mi szczerym uśmiechem.
-Gdzie my teraz jedziemy w ogóle?-zapytał mój aniołek łapiąc dla pewności za broń. Musimy uważać. Gdzieś niedaleko znajduję się koczowisko poparzeńców. I tak to cud że jeszcze nas nie zaatakowali.
-Do domu skarbie...-szepnąłem złączając nasze usta w krótkim pocałunku.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też Tommy.
Stanęliśmy obok siebie na wprost otwartych wrót górolotu.
Widzieliśmy z daleka jak nasi przyjaciele skutecznie odpierają atak pracowników DRESZCZ-u.
-Szybko! Wszyscy do środka, wysadzamy to klumpowisko!-usłyszeliśmy krzyk Minho a zaraz potem wszyscy zaczęli się wycofywać.
Za nimi od razu znaleźli się goniąca ich ochrona DRESZCZ-u oraz dość spora grupka poparzeńców.
Gdy wszyscy wbiegli do środka wrota zaczęły się szybko zamykać, jednak jeden poparzeniec, kobieta w średnim wieku zdążyła się przecisnąć. Wyglądała okropnie, jak z najgorszych koszmarów. Widać było że jest zarażona już długie tygodnie. Jej skóra na policzku praktycznie odpadała a w niegdyś blond włosach widać było dziury, oraz krew.
Nie zdążyłem się jej lepiej przyjrzeć gdyż Minho szybko oddał celny strzał przez co chora kobieta wyleciała za burtę.
-Dobra a teraz wysadzamy to!-odezwał się po chwili ciszy Gally. W ręku trzymał średniej wielkości przycisk.
Podał go Minho który lekko się zawahał. Po chwili jednak za sobą usłyszeliśmy głośny wybuch.
Przykro mi że to tak musiało się skończyć...
[...]
Perspektywa: Newt
-Boże stary, ty naprawdę żyjesz!-w ramiona rzucił mi się Minho. Oddałem przytulasa potwierdzając cicho jego słowa. Wszyscy po kolej zaczęli do mnie podchodzić przytulając mocno.
Wreszcie nadszedł moment na patelniaka. Czarnoskóry rzucił się na mnie przygniatając mnie trochę. -Newt, witaj w domu.-powiedział cicho odsuwając się ode mnie. Po chwili po pojeździe rozniósł się jego głos.
-Ma ktoś chusteczkę?! Bo sobie ciuchy chyba usmarkałem!
Wszyscy zgodnie zaśmiali się zaczynając radośnie ze sobą rozmawiać. Ja tymczasem podszedłem do przytulających się Minho i Thomasa.
-Min, łapy przy sobie. To mój chłopak.-zaśmiałem się na co skośnooki zrobił dziwną minę a po chwili zaczął piszczeć.
-Gally! Chodź tutaj, muszę Cię pocałować, bo nie wytrzymam!-krzyknął biegnąc do patrzącego na niego ze zdziwieniem blondyna.
Nikt nie zdążył zareagować gdyż po sekundzie, na środku górolotu Minho go pocałował.
Tak, ten cholera Minho pocałował Gally'ego. Nagle zrobiło się cicho jak makiem zasiał.
-No co? Nigdy nie widzieliście jak para się całuje?
-Tommy, chyba sporo mnie ominęło...-szepnąłem nadal w szoku łapiąc go za rękę.
-Oj nie tylko Ciebie, Newtie...-odpowiedział po chwili. Brunet nagle przyciągnął mnie do siebie złączając nasze usta w czułym pocałunku.
Kocham Cię Tommy...na zawsze i jeden dzień dłużej...

EPILOG

Perspektywa: Newt
-Cholera, Tommy!-krzyknąłem zdenerwowany gdy chłopak po raz kolejny tego dnia miał atak paniki.
-No ale co ja poradzę na to że mam nerwy?-zapytał oburzony.- Nie codziennie zostajemy wujkami okej?!
-Och Tommy wiem o tym ale proszę Cię oddychaj, bo jesteś zielony na twarzy.-zaśmiałem się przytulając go od tyłu. Mężczyzna rozluźnił się, lgnąc do mnie.
-Kocham Cię Newtie wiesz?-powiedział odgarniając mi kosmyk z twarzy. Zachichotałem cicho na jego poczynania.
-Będziesz wspaniałą ciocią.-dodał a mnie szlag trafił.
-Miałem Ci odpowiedzieć że też Cię kocham ale obecnie jestem na Ciebie obrażony.-powiedziałem odwracając się do niego plecami.
-No aniołku...żartowałem przecież.-zaczął sunąć palcami po mojej szyi, a przez moje ciało przeszedł dreszcz.
(nie, nie ten xD~dop. autorki)
-Złamaski!-dom niebezpiecznie zatrząsł się gdy Minho kopniakiem otworzył drzwi do naszego małego azylu.
Musimy założyć zamek, zdecydowanie.
-Minho, wiesz że Cię kocham ale purwa!-oburzył się Thomas patrząc na mnie tym wzrokiem.
Oj, ja już wiem co ty miałeś w planach cwaniaku! Seks tylko po ślubie!
A nie czekaj...jesteśmy małżeństwem od pięciu lat.
-Gally kazał mi was zawołać, ponoć Brenda zaczęła rodzić.-powiedział od razu wybiegając.
Spojrzeliśmy na siebie zdezorientowani. Po chwili jednak ruszyliśmy do biegu. Na całej plaży był jeden, wielki kocioł, jednak największe zbiorowisku było przy drewnianym budynku, oznaczonym napisem "szpital".
Szybko przepchnęliśmy się przez ciekawski tłum. W środku czekali już na nas: Gally, Minho, Jorge, Angela oraz ojciec dziecka.
Brenda za to leżała na łóżku schowanym za niebieską kotarą.
Słychać było jej jęki oraz krzyki, jednak skutecznie uspokajała ją doktorka.
-Co z nią?-zapytał przejęty Jorge. Chodził zdenerwowany od ściany do ściany. Za to ojciec siedział podekscytowany na krześle.
Gdybym to ja miał rodzić Dylan zapewne leżałby na łóżku obok mnie z zawałem...jak dobrze że nie mogę zajść w ciążę.
-Wszystko z nią w porządku, po prostu rodzi, to normalne.-zaśmiała się była pracownica DRESZCZ-u spoglądając na nas uśmiechnięta.
-Pani doktor! Pani doktor! Urodziła!-zza kotary usłyszeliśmy głos pielęgniarki aka Sonyi.
-Boże ja zaraz zemdleje...-odezwał się Charlie gdy wszyscy podeszli do niego składając mu gratulacje.
Nagle naprzeciwko nas pojawiła się Sonya trzymająca w rękach słodkiego bobasa, chłopczyka.
-Jak go nazwiecie?-zapytała dziewczyna gdy Charlie przyjął od niej niemowlaka.
-Scott!
-Jeff!-krzyknęli w tym samym momencie rodzice dopiero narodzonego dziecka.
-Scott Jeff. Pasuje?-podpowiedziałem cicho na co Brenda krzyknęła gorączkowe "tak!" a Charlie wywrócił oczami.
-I tak będę mówić na niego Jeff.-powiedział pod nosem kołysząc Scottem.
Spojrzałem na Thomasa który patrzył się centralnie na mnie.
Wzruszyłem ramionami nie rozumiejąc o co mu chodzi.
-Newtie, a może my sobie takiego bobasa sprawimy?-poruszył sugestywnie brwiami na co przewróciłem oczami szepcąc ciche "głupek".
-Twój głupek.-dodał zbliżając się do mnie.
-Tylko mój.-złączyłem nasze usta w czułym pocałunku. Na co usłyszałem jak on to nazywa? Ach tak, "fanboyowski" pisk Minho.
-Ale z tym dzieciakiem to ja nie żartowałem.-dodał gdy oderwaliśmy się od siebie.
-Tommy, jestem mężczyzną, ty też. To jest fizycznie niemożliwe.-zaśmiałem się cicho.
-Być może w innym uniwersum mamy bądź będziemy mieli trójkę dzieci.-powiedział a po chwili wybuchł śmiechem.
Ja również zachichotałem.
- Tak i może jeszcze będziemy się zmieniać w zwierzęta.-odpowiedziałem na co wszyscy zebrani w pomieszczeniu łącznie z Brendą powiedzieli tylko ciche "Co?".
Ponownie tego dnia wzruszyłem ramionami ruszając w stronę małego Scotta.
Thomas dogonił mnie szybko splatając nasze ręce.
Kocham Cię na zawsze i jeden dzień dłużej...

KONIEC