Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationship:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2021-07-08
Completed:
2021-08-30
Words:
4,474
Chapters:
3/3
Comments:
3
Kudos:
11
Hits:
163

Przerwana cisza

Summary:

Moje czytelniczki na tumblr poprosiły o pijaną Lily, więc oto i ona! ;) Zapraszam na moje konto jarzebinka-ff, gdzie dalej mam otwarte tzw. "wyzwania autorskie" i można do mnie wysłać inspiracje!

Miniaturka mocno inspirowana muzyką z lat '70.

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Chapter 1: Cisza w zamku

Chapter Text

Hogwart był aż nienaturalnie cichy tej nocy, jakby wszyscy jego mieszkańcy - nawet duchy postanowili się udać na spoczynek. Puste korytarze oświetlało nikłe światło świec, rzucając długie cienie na kamienne mury, zbroje i obrazy, przedstawiające słynnych magów z zamierzchłych czasów.

James był zrodzony z chaosu: uwielbiał tłumy, wrzawę, akcję i szybkie tempo, ale od czasu do czasu odnajdywał w sobie tego wewnętrznego jelenia - Rogacza, który potrafił zastygnąć w miejscu i chłonąć ciszę wiatru szeleszczącego w koronach drzew Zakazanego Lasu.

Tak było właśnie tego wieczoru.

Słyszał jedynie dźwięk swoich tenisówek, cicho uderzających o stare posadzki, którymi być może tysiąc lat temu przechadzał się sam Godryk Gryffindor. Była to miła odmiana po hałasie salonu wspólnego Gryfonów, gdzie pewnie jeszcze trwała w najlepsze impreza z okazji wygranego meczu z Puchonami. Gdy wychodził, jego przyjaciele grali nadal w magiczne bingo, zakrapiane sporą ilością ognistej whiskey. Nawet Remus zdawał się na tę krótką chwilę spuścić parę z płuc i dać się ponieść nastoletniej dekadencji.

Początkowo James nieco się irytował faktem, że akurat tego wieczoru przypadł mu dyżur, który tak wspaniałomyślnie przejął za Marcusa Ferroni, który wylądował w skrzydle szpitalnym po tym, jak dodał nieco zbyt dużo much siatkosrzydłych do swojego eliksiru i skończył z poparzeniami na dłoniach. Lily oczywiście i tak tego nie doceniła, kwitując to milczącym skinieniem głową, a on musiał nie dość, że być w miarę trzeźwy przez cały wieczór, to jeszcze opuścić imprezę w najlepszym momencie.

Ale potem otoczyła go cisza starego zamczyska i James zaczął odpływać myślami w niedaleką przyszłość, gdzie już nie będą go chronić te bezpieczne mury. Nie miał ochoty wdawać się w żadne ponure rozmyślania — za dużo ostatnio już krążyło ich po jego głowie. Wolał za to skupić się na wszystkich tych dobrych chwilach, o których na pewno będzie pamiętał do końca swojego życia.

Właśnie mijał wielką salę, gdy jego uszu doszła cicha muzyka. Gdyby nie ta cisza, to pewnie by jej nie wyłapał, ale tej nocy każdy dźwięk niósł się ze zdwojoną siłą i odbijał echem od ścian. Muzyce towarzyszył śpiew i James poczuł, jak jego ręce pokrywają się gęsią skórką. Znał ten głos aż za dobrze i czy to naprawdę mógł być przypadek?

 

Take another little piece of my heart now, baby
Oh, oh, break it!

James podszedł niemal bezszelestnie do drzwi wielkiej sali i zamarł, nie wierząc własnym oczom i uszom. Na jednym ze stołów stał nie kto inny, jak Lily Evans. W ręce trzymała do połowy opróżnioną butelkę szampana, z której nie tylko pociągała łyki, ale która także najwidoczniej służyła jej  za mikrofon.

Have another little piece of my heart now, baby
You know you got it if it makes you feel good

Miała na sobie tę samą sukienkę, co na początku imprezy, gdy James widział ją w towarzystwie tego nadętego Parkera Smitha: dopasowaną, czerwoną, w małe stokrotki, na ramiączkach. Doskonale podkreślała jej alabastrową skórę, upstrzoną piegami i opinała wszystkie te miejsca, o których James aż za często myślał. Sukienka wirowała teraz razem z Lily, odsłaniając jej smukłe nogi i uda, a ramiączka opadały fikuśnie na boki. Całości dopełniały jej ogniste, rozpuszczone włosy, teraz już w całkowitym nieładzie.

James poczuł, jak oddech więźnie mu w gardle. Lily jeszcze nigdy nie wydała mu się piękniejsza, niż w tym właśnie momencie.

But each time I tell myself that I
Well I can’t stand the pain
But when you hold me in your arms
I’ll sing it once again

Lily zrobiła kolejnego łyka szampana, po czym wzniosła ręce w górę, obracając się i chichocąc. Małe radio, które stało na podłodze, zawtórowało jej emocjonalnymi dźwiękami piosenki.

James zrobił głęboki wdech, tocząc wewnętrzną walkę. Czy powinien zdradzić jej swoją obecność? Evans najwidoczniej była pijana i bezbronna, a ostatnimi czasy szkoła nie była zbyt bezpiecznym miejscem dla czarodziejów mugolskiego pochodzenia… A może mądrzej by było odejść i zachować ten obraz w marzeniach sennych? Uniknąłby wtedy niezręcznego jutra i towarzyszącego mu wybuchu złości, które jakimś dziwnym sposobem były zawsze zarezerwowane tylko dla niego.

Have another little piece of my heart now, baby, hey
You know you got it, child, if it makes you feel good

Raz się żyje, prawda?

James odchrząknął, robiąc krok do przodu i wychodząc z cienia. Lily odwróciła się szybko w jego stronę, po czym z szerokim uśmiechem upiła łyka z butelki.

— No proszę! — powiedziała, wskazując na niego palcem. — Bohater wieczoru, we własnej osobie!

— Wszystko okej, Evans? — spytał James, unosząc wysoko brwi i bardzo starając się unikać patrzenia na jej nogi, które miał teraz na poziomie oczu.

Lily zachichotała, robiąc kolejny obrót do rytmu piosenki.

— Przyszedłeś mi wlepić szlaban, Potter?

Wydęła swoje różowe usta, robiąc smutną minę. James prychnął, przeczesując włosy palcami.

— To zależy, jak bardzo jesteś pijana — odparł, nie mogąc się powstrzymać, by nie wyszczerzyć zębów. 

Jeśli mowa o momentach, które zapamięta już do końca życia, to ten na pewno trafi na jego listę.

Lily pochyliła się z nieco niebezpiecznym uśmiechem, po czym klękając na stole, nachyliła się w jego stronę, przybliżając twarz do jego twarzy. James mógł policzyć teraz niemal wszystkie piegi na jej zgrabnym nosie.

— Może sam sprawdzisz? — spytała cicho, wydmuchując powietrze ustami prosto w jego stronę.

Starając się nie zerkać na opadający zmysłowo dekolt jej sukienki, James zacmokał, krzyżując ręce na piersi.

— W skali od jeden do pięciu dałbym ci cztery — stwierdził. — Czemu nie jesteś na imprezie?

Lily zaśmiała się, odsuwając od niego i siadając na stole. Założyła nogę na nogę, machając bosymi stopami w powietrzu. Po chwili zawahania James jednym skokiem znalazł się u jej boku, stykając się z nią teraz ramionami.

Pachniała wypitym alkoholem i jakimś słodkim, kwiatowym perfumem. Stokrotki na jej sukience zdawały się poruszać w migającym blasku świec.

Wzruszyła ramionami, ocierając się przy tym nieco o Jamesa.

— Smith nie dawał mi spokoju — wyznała, spoglądając na niego konspiracyjnie i James poczuł, jak ogarnia go dziwna lekkość. — Dorcas i Mary były zajęte swoimi chłopakami, więc postanowiłam się wyrwać na chwilę sama… Ale oczywiście, nawinąłeś się ty, Potter… — Obrzuciła go spojrzeniem i powtórzyła słowo w słowo pytanie, które jej przed chwilą zadał: — A ty czemu nie jesteś na imprezie?

James zacmokał, rozbawiony.

— Mam dyżur. Sama mi go wczoraj wpisałaś, ale nie martw się, Evans, jak wytrzeźwiejesz, to sobie pewnie przypomnisz…

Muzyka zmieniła się i z radia zaczęła lecieć powolna melodia „Wild Horses” Stonesów. Lily zapiszczała, wznosząc rękę z szampanem do góry, po czym zeskoczyła ze stołu, zaczynając się kołysać nieco nie do taktu.

— Uwielbiam tę piosenkę — powiedziała, uśmiechając się szeroko. — Jest taka… zmysłowa…

James patrzył na nią szeroko otwartymi oczami, mając wrażenie, że znalazł się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w której Lily Evans próbuje go poderwać. Obserwował jej ogniste, rozczochrane włosy, które próbowały nadążyć za ruchami swojej właścicielki.

Graceless lady
You know who I am
You know I can’t let you
Slide through my hands

—  Skoro już tu jesteś, Potter… —  zaczęła, zatrzymując się i robiąc kolejnego łyka szampana. Przez chwilę obserwowała go z tym nowym, odważnym uśmiechem na jej pełnych ustach, po czym znów zaczęła się kołysać, wyciągając ręce w jego stronę. —  Chodź, zatańcz ze mną…

—  Evans… —  jęknął James, przewracając oczami. —  Jutro będziesz tego żałować, wierz mi.

Wild horses
Couldn’t drag me away

Lily zbliżyła się do niego powoli, kołysząc biodrami, po czym złapała jego dłonie w swoje i pociągnęła lekko, zmuszając do zeskoczenia ze stołu. Objęła otępiałego Jamesa za szyję, zaczynając się poruszać.

— A co, jeśli ci powiem, że nie będę? — szepnęła mu na ucho, a James poczuł przyjemne mrowienie, biegnące wzdłuż całego jego kręgosłupa.

Spojrzał w jej wielkie, zielone oczy, które błyszczały ten nocy nieco bardziej niż zwykle, najpewniej pod wpływem wypitego alkoholu i przełknął głośno ślinę. Czuł się jak w pułapce. Z jednej strony nie chciał niczego bardziej, niż by zatopić nos w jej włosach i poczuć ciepło jej delikatnej skóry, a z drugiej strony bał się, że to wszystko tylko pułapka, która skończy się dla niego wyjątkowo boleśnie.

Faith has been broken
Tears must be cried
Let’s do some living
After we die

— Evans… — powtórzył cicho, nieswoim głosem, ale nie był w stanie dokończyć, bo Lily wtuliła twarz w jego szyję, łaskocąc go swoim ciepłym oddechem.

Powoli, nieco nieśmiało podniósł dłonie i po chwili zastanowienia położył je na jej plecach, uznając to miejsce za bezpieczne.

— Nie myślmy o tym, co będzie jutro, dobrze? — spytała, przyciskając usta do jego skóry. — Zajmiemy się tym później.

Wild horses
Couldn’t drag me away
Wild, wild horses
We’ll ride them some day

Czas przestał płynąć i James nagle poczuł się niesamowicie pijany od jej zapachu, głosu i dotyku, mimo że nie tknął alkoholu od dobrych paru godzin. Kołysał się do rytmu, ściskając w ramionach Lily i czuł się tak, jakby śnił.

Miała rację: jutro się tym zajmą.