Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationship:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Series:
Part 5 of Powrót Niebiańskiego Gamonia
Stats:
Published:
2021-07-19
Words:
2,095
Chapters:
1/1
Comments:
1
Kudos:
16
Hits:
151

Katalog randek

Summary:

Law i Corazon żyją długo i szczęśliwie. A zatem - wypada czasem pójść na randkę, nieprawdaż...?

Notes:

Work Text:

Księżyckowi Clio życzymy wszystkiego naj-najlepszego! Szczęścia, zdrowia, pomyślności i radości! Sto lat!

 

KATALOG RANDEK

 

Niektóre randki z Corazonem były nudne jak flaki z olejem.

Niby dokądś się wybierali, niby wychodzili, szli, spacerowali… Ale właściwie nigdy nie działo się nic szczególnego. Rozmawiali jak zawsze, Corazon opowiadał anegdoty z życia wyspy i bazy Neomarynarki, Law zwierzał się z trudnych przypadków w szpitalu, gawędzili o tym i owym, o nowej diecie Bepo i co zamówić na kolację z All Baratie. Zanim dokądkolwiek udało im się dojść, już wracali do domu i właściwie było po randce. Corazon całował Lawa w usta dokładnie tak samo żarliwie jak w dni, kiedy nigdzie nie wychodzili. Nic ciekawego. Te randki były nudne, powszednie jak złote lato na Laugh Tale i Law tak właśnie je uwielbiał: jak lato, jak ciepło, jak Corazona. Ale zawsze po takiej randce robił sobie w duchu wyrzuty, że za mało się stara i Cora-san znudzi się tą powszednią rutyną, dlatego trzeba wynagrodzić mu to następnym razem z nawiązką.

Dlatego niektóre randki z Corazonem były zupełną katastrofą.

Law planował je z wyprzedzeniem, zamawiał u koleżanki Nami piękny zachód słońca, a sam od świtu uganiał się po krzakach, wiedząc, że ponad egzotyczne różano-storczykowe bukiety Cora-san woli wiechcie kwitnącego, polnego zielska. Nazbierawszy kwiatków, odrapany od cierni jak za dawnych czasów po burdzie z Marynarką Wojenną, doktor Law pędził do szpitala, aby odbyć dyżur, załatwić wszystkie pilne sprawy, sprawdzić diagnozy i zoperować najpilniejsze przypadki, żeby nikt i nic nie przeszkodziło mu później w należytym celebrowaniu randki z Corazonem. Na wszelki wypadek sprawdzał również przypadki mniej pilne, oddział ratunkowy i wszystkie pozostałe oddziały, żeby już na pewno mieć wieczorem spokój, swobodę myśli i czyste sumienie. Tyle, że przy takich wysiłkach zawsze znajdowało się trzech czy siedmiu pacjentów, których tego dnia w ogóle nie planował badać, a praca nad ich uzdrowieniem zżerała nie tylko czas, ale i siły chirurga. Gdy już mógł z przekonaniem powiedzieć, że zakończył pracę na dany dzień, zwykle był tak zmęczony, że z trudem znajdował drogę do domu, gdzie czekał już na niego Roscinante. Widząc żałosny stan partnera, z miejsca zaczynał biadać i krzątać się wokół niego. Aby przywrócić nastrój randkowy, Law biegł wtedy po ukryte skrzętnie w garderobie kwiaty, które zastawał zawsze w pełni rozkwitu i porządnie nawodnione, choć właściwie dałby sobie głowę uciąć, że tylko wrzucił je do szafy nie pomyślawszy o naczyniu z wodą? Prezentacja bukietu nieodmiennie za każdym razem wzruszała Corazona do łez. Mężczyzna rozczulał się i zachwycał każdym po kolei polnym chwastem w wiązance i obiecywał Lawowi w nagrodę liczne i kuszące przysługi. Niestety, na tym etapie doktor zwykle musiał się już poddać i zwyczajnie zasypiał z głową na ramieniu partnera. Gdy się budził wiele godzin później, nadal zalegiwał na Corazonie, ale obaj spoczywali na wygodnej balkonowej leżance, a sam Roscinante podsuwał Lawowi kolację godną sławetnej restauracji All Blue Baratie. Podjadanie, przytulanie, rozmawianie, przytulanie, w osobistej klasyfikacji Lawa te wieczory plasowały się nader wysoko, ale jako randka – katastrofa.

Niektóre randki nie bardzo im wychodziły.

Znaczy, nie bardzo udawało im się wyjść.

Znaczy, nie robi się pewnych rzeczy na randce w miejscu publicznym. Nawet jak się jest sławnym piratem. Zwłaszcza jak się jest piratem, któremu podkreślony szminką uśmiech partnera potrafił tak kompletnie zawrócić w głowie, że z trudem nadążali z dojściem do łóżka, a co dopiero z wyjściem z domu na randkę.

Więc, niektóre randki nie wychodziły.

Zdarzały się jednak także randki idealne.

Zaplanowane, dopracowane, wycyzelowane. Law rezerwował stolik w ustronnej alkowie, brał cały weekend wolny, odprasowywał dla siebie i Corazona wyjściowe koszule, a także odpowiednio wcześniej umawiał się z kolegą Kościejem na recital romantycznych melodii skrzypcowych. Po relaksującej sobocie w niedzielne popołudnie obaj randkowicze byli w pełni energii i chęci do romantycznego wyjścia, a całe wydarzenie zapowiadało się perfekcyjnie, zorganizowane i zaplanowane przez niepokonanego w strategii Trafalgara D. Water Law. Kiedy więc tenże pirat wychodził już z domu z Corazonem pod rękę, naturalną koleją rzeczy następowało to, co od lat nieodmiennie przytrafiało się strategiom Lawa.

Wkraczały Słomkowe Kapelusze.

Zdarzało się, że Law z Corazonem przypadkiem wpadali na koleżankę Archeolog, którą akurat kolega Cyborg przywoził z ekspedycji do ruin starożytnego świata Laugh Tale. Nico Robin opowiadała o śladach potencjalnych rytuałów kanibalistycznych, Franky wysnuwał absurdalne wizje pojazdów wzorowanych na rysunkach z ruin, Corazon śmiał się i wypytywał, a Law nawet nie wiedział kiedy wszyscy zgodzili się, że absolutnie muszą iść razem do restauracji i wspólnie spędzić wieczór. Po drodze jak spod ziemi wyrastali inni Słomkowi, Nami goniła Usoppa, Luffy uciekał przed Sanjim i koniec końców romantyczny recital Brooka zmieniał się w wesoły akompaniament dla wieloosobowej imprezy. Śmiech i zabawa trwały zwykle do późna w noc, a Law spóźniał się następnego dnia do pracy – na przykład przy tych okazjach, gdy Corazon upierał się po pijaku toczyć pojedynki o świcie z Roronoą Zoro i zabrawszy ze sobą miecz Lawa, szedł z szermierzem w las. Law znajdował ich chrapiących w najlepszej zgodzie pod nieodległym krzakiem i zanosił Corazona do domu przy pomocy rechoczącego Jinbeia lub Nami, którzy najdłużej zachowywali trzeźwość mimo kolejnych toastów. Następnego ranka Chirurg Śmierci wślizgiwał się do szpitala godzinę po odprawie z grzesznym poczuciem przyjemnie przebalowanej nocy i dopiero pod wieczór uświadamiał sobie, jak zawaliła się jego wypieszczona randka.

Zdarzało się, że Sam Król Piratów gnał jak opętany i dopadał Lawa i Corazona zanim jeszcze zdążyli na dobre wyjść za próg – bo przecież nie widzieli się już przez tydzień i Luffy tak tęsknił za wspólnym jedzeniem mięska! Kilka gumowych uścisków i już odprasowane, wyjściowe stroje obu panów wyglądały jak relikty wojny na Elbafie. Kolega renifer przybiegał od strony szpitala, kolega Cyborg od strony stoczni i za chwilę wszyscy Słomkowi z osobami towarzyszącymi imprezowali już w alkowie Lawa, opowiadając Corazonowi coraz to mniej prawdopodobne historie o swoich przygodach na morzu. Law musiał korygować ich na bieżąco, żeby Cora-san przypadkiem nie uwierzył w obłąkane historie Słomkowych, ale Rosinante chętnie słuchał tych bajań, a potem sam przejmował pałeczkę, opowiadając niestworzone brednie o swoich niegdysiejszych podróżach z Lawem. Jedli, pili, gawędzili, gumowy brzuch Króla Piratów pęczniał w kulę, a koleżanka Nami piła za Lawa i Corazona kolejne toasty. Ściskali się, klepali, żartowali, a późnym wieczorem rozchodzili wśród żartobliwych przechwałek i anegdot. Rankiem Chirurg Śmierci maszerował do pracy wypoczęty i wyspany, a głęboko we wspomnieniach Syndromu Bursztynołowiu i podróży z Corazonem zapuszczały korzenie szalone opowieści z poprzedniego wieczora, roztapiając kolejną warstwę lodowatego zimna. Dopiero po powrocie do domu, gdzie Cora-san czekał z herbatą, Law przypominał sobie, że przecież był randkowy plan i został całkowicie zniweczony.

Czasem nic się nie działo szczególnego, wybierali się, wychodzili, szli na swoją ekskluzywną randkę, nawet docierali do stolika i wypijali pierwszy toast. Corazon całował Lawa prosto w usta, karmili się przekąskami – a potem nagle obaj śmiali się i przegadywali z barwną gromadą Słomkowych Kapeluszy i innych przyjaciół, jakby durny los już na zawsze zakonotował, że takiego dopełnienia potrzeba do szczęścia Trafalgarowi Law.

Tak czy owak czy inaczej, najlepsze i najbardziej starannie zaprojektowane plany randek z Corazonem tak właśnie szły na marne, ustępując szczęśliwemu zakończeniu.

Czasami więc Law uprawiał randkową improwizację.

Przez tydzień dumał i rozważał i pocił się z frustracji, nie cierpiał bowiem improwizować, a randki - niespodzianki nie wypadało planować z wyprzedzeniem. Odsuwał więc od siebie na siłę scenariusze i możliwości, żeby przypadkiem niczego nie zadecydować zanim nadejdzie ten dzień. A kiedy ten dzień nadchodził, był już od świtu tak nieszczęśliwy i zdenerwowany, że Bepo i chłopaki siłą zatrzymywali go w szpitalu, żeby wyżył się na kilku złamanych obojczykach i pękniętych wyrostkach i nie zanosił frustracji do domu. W efekcie wracał później niż zwykle i zazwyczaj odkrywał, że ktoś go już ubiegł w zagospodarowaniu Corazona. W progu walały się wielkie buciska Smokera, albo wręcz kilka par butów i płaszcze z insygniami Neo-Marynarki. Zamiast więc improwizować randkę, Trafalgar Law spędzał wieczór w chmurze cygarowego dymu na dyskusjach z żołnierzami przy coraz to mocniejszych trunkach.  Głęboko w duszy czuł ulgę i wdzięczność, że los uwolnił go od znienawidzonej improwizacji, tak więc nie uważał tych wieczorów za stracone. Tylko randki – niespodzianki były… Niebyłe.

A czasami to Cora-san porywał Lawa na randkę.

Fajnie było.

Cudownie. Wspaniale. Rozdzierająco pięknie. Cora-san sam wychodził z inicjatywą i zapraszał Lawa! Z własnej, nieprzymuszonej woli! Zapytany, Chirurg Śmierci nie byłby za bardzo w stanie opowiedzieć, co na tych randkach robili i gdzie byli, choć jego obsesyjny umysł katalogował każde słowo, gest i grymas Corazona. Ale – przy każdej takiej okazji Law na samym wstępie topił się w oparach różowego szczęścia i jeszcze nie potrafił w pełni zaakceptować tego, że to była rzeczywistość, a nie sen. Na razie więc zapisywał sobie te randki w pamięci ostrożnie, z dystansem i pokorą.

Fajne były.

Wszystkie te randki pojawiały się, mijały i kończyły, a Corazon dawał Lawowi do zrozumienia, że gotów jest na kolejne – i wielki Chirurg Śmierci coraz bardziej wierzył, że wreszcie ma coś – kogoś – na zawsze. Ale i tak starał się jak ognia unikać randek naj-najgorszych. A mianowicie – tych, które musiał oficjalnie odwołać.

Porażka.

Za pierwszym razem po odwołaniu randki pławił się we wstydzie i żalu przez prawie miesiąc i na wszelkie sposoby wynagradzał Corazonowi rozczarowanie. Przysięgał sobie, że kolejnego razu nigdy nie będzie, ale zdarzyło się znowu – odchorowywał to przez tydzień i zabrał Corazona na trzydniowe wczasy poza wyspą. Później - sam nie wiedział jak to się stało, że musiał zrobić to znowu, więc serdecznie znienawidził takie sytuacje i kiedy się przytrafiały, przeżywał to głęboko i przeklinał samego siebie – tylko już niekoniecznie tygodniami…?

Wracał do domu, zbierał odwagę i wprost mówił Corazonowi, że jest kompletnie wycieńczony i nie ma ochoty na randkę ani nic innego oprócz spania. A potem zostawiał go samego i szedł spać. Jak ostatnia porażka. Jak żałosna namiastka partnera.  Jak zmęczony ciężką pracą mężczyzna w średnim wieku, solidnie wycałowany przed pójściem spać przez swojego ukochanego. Jakby jego świat nie miał się zawalić tylko dlatego, że raz na czas odpuści sobie starania.

Niepojęte.

Naj-naj-najgorsze.

*

Rosinante Corazon Donquixote wycałowywał swojego znużonego Lawa, kładł go spać i jeszcze otulał. A potem – pędził do wideoślimaka, cały rozanielony i przeszczęśliwy.

- Smoker! Nie uwierzysz! Nie uwierzysz!

Admirał Neomarynarki Wojennej ziewał nad swoim cygarem, pukając się wymownie w czoło.

- W to, że do reszty zwariowałeś, maminsynku? No już mów, co się stało. W ciąży chyba nie jesteś?

- Bądź poważny, Smoker! – gromił go Corazon. – Nie uwierzysz, co się stało! On znowu to zrobił!

- Ach, to. – Biały Łowca wydmuchnął chmurę dymu, ukrywając za nią uśmiech. – Wystawił cię do wiatru jak ostatnia piracka łajza!

- Odwołał randkę, zakuty łbie! – beształ go przyjaciel. – Przyznał się, że jest zmęczony! Powiedział mi prawdę! I od razu poszedł spać! Tak po prostu! Przeprosił tylko jeden raz! Pomyśl tylko!

- Nie każ  mi myśleć o takich rzeczach – odparował Smoker. – Jak mu się to pierwszy raz zdarzyło, tak cię przepraszał, że cała wyspa słyszała! Ale może wreszcie dotarło do tej pirackiej łajzy, że nie znikniesz jak sen, kiedy tylko zapomni przynieść ci kwiaty. Kto by pomyślał! Może wreszcie zacznie cię zaniedbywać i pójdziesz w odstawkę. Zwiększę ci etat, żebyś nie wpadł w depresję.

Biały Łowca Smoker lepiej niż ktokolwiek inny wiedział, że taki scenariusz nie grozi Trafalgarowi Law. Jego obsesyjne starania o udowodnienie swojego zaangażowania były chwilami tak desperackie, że każda oznaka dystansu rzeczywiście była powodem do świętowania. A tymczasem Roscinante, który pełnił funkcję szkoleniowca w bazie Neomarynarki na Laugh Tale, nie narzekał bynajmniej na brak zajęć. Popukał się w czoło i westchnął, nadal cały rozanielony.

- Czuję się, jakbym miał skrzydła! – wyznał bez ogródek, wbrew skrzywionej minie Smokera, która wskazywała, że oficer nie ma ochoty słuchać takich sentymentalnych bzdur. – On mi ufa! Wreszcie zaczął wierzyć, że nasze życie się nie rozpadnie! Wreszcie się nie boi przy mnie okazać słabości!

- Lada chwila i nawet się pierdnąć przy tobie odważy – burknął Smoker. Corazon tylko na niego prychnął.

- Nauczyłem go lata temu pierdzieć w towarzystwie, co by z niego był za pirat bez tego? Ale mówię ci, to najwspanialszy dzień w tym tygodniu! Tak zwyczajnie przyznał się do zmęczenia i poszedł spać!

- Królowie Mórz zderzyli się z jakimś konwojem statków na południe stąd, do szpitala przywieziono mnóstwo rannych – mruknął Smoker. – Założę się, że Chirurg Śmierci miał pełne ręce roboty na tym dyżurze. Ale lepiej mu powiedz, że mam go na oku. Ma ci wygrzewać boki, a nie zaharowywać się do upadłego!

- Nie ma obaw – zapewnił go solennie Corazon. – Umiem sobie dać z tym radę. Załoga Piratów Serca dała mi już trzy medale za pilnowanie terminów urlopów kapitana. Znaczy, pana ordynatora. W każdym razie, to taki wspaniały dzień! Czyż życie nie jest piękne?

Admirał Smoker dmuchał dymem cygarowym w ekran ślimaka.

- Nie pęknij mi ze szczęścia, maminsynku. Do zobaczenia jutro.

- Dobranoc!

Corazon szedł sprawdzić, czy Law spokojnie śpi, i układał się do drzemki u jego boku. Dłoń partnera odruchowo szukała jego dłoni. Pozostawało już tylko jedno.

- Kocham cię, Law.

Series this work belongs to: