Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandoms:
Relationships:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2015-02-14
Words:
875
Chapters:
1/1
Comments:
2
Kudos:
20
Bookmarks:
1
Hits:
353

Wieczna wiosna

Summary:

Są na tym świecie dwa powody, które trzymają Thranduila w Śródziemiu, nawet jeśli czasem pragnie już odejść do Nieśmiertelnych Krain.
Pierwszym powodem jest jego syn. Drugim powodem są jego poddani.
Kiedyś był też trzeci powód. Ale nie żyje od lat i jeszcze czasem Thranduil śni o pogrzebie Thorina.

Notes:

Jak zwykle- dedykuje LLP.

Work Text:

Imię ,,Thranduil”  znaczy tyle co  „energiczna wiosna”. 

W dawnych czasach było to imię, które doskonale do niego pasowało. Ada lubił mówić mu o znaczeniu imion i o tym, jak  wiele czasu zabrało  mu z Nana wybranie odpowiedniego.

I faktyczni,  za tamtych czasów to imię zdawało się doskonale do niego pasować – młody, pełen energii i emocji, których nie potrafił w sobie dusić. Był synem swojego ojca, to od razu było widać.

Był szczęśliwy.

-Każda wiosna kiedyś się kończy- mówił Elrond. I młody książe za nic nie mógł wtedy odgadnąć, czy to stwierdzenia faktu czy ostrzeżenie.

A jego ojciec śmiał się tylko i zbywał te uwagi żartem albo machnięciem ręki.

Potrzebny był smoczy ogień i widok jego na wpół żywego syna, by zaczął zastanawiać się, czy kiedyś  taki koniec nadejdzie.

Mało jest już osób, które pamiętają Orophera. 

Bitwę z Sauronem Thranduil  pamięta jak przez mgłę.  Niektóre fragmenty są wyraźniejsze, inne mniej. Moment, kiedy po bitwie znalazł zwłoki własnego ojca, jest tym, o którym pamięta najlepiej.  Oropher miał rozwaloną klatkę piersiową i własny miecz przyszpilał go do ziemi.

Pamięta, jak podszedł do tego ochłapu, który kiedyś był jego ojcem, chwycił rękojeść miecza i…

To było gorsze niż smoczy ogień. Moment w płomieniach był agonią, ale ta w końcu minęła. Tu było na odwrót – żadnego ognia, tylko chłód, przerażający chłód obejmujący go od środka, aż do momentu gdy nie czuł nic.

Nadeszła zima.

Są na tym świecie dwa powody, które trzymają Thranduila w Śródziemiu, nawet jeśli czasem pragnie już odejść do Nieśmiertelnych Krain.

Pierwszym powodem jest jego syn. Drugim powodem są jego poddani.

Kiedyś był też trzeci powód.  Ale nie żyje od lat i jeszcze czasem Thranduil śni o pogrzebie Thorina.

Nie boi się umrzeć od złamanego serca. Doskonale wie, że już dawno ma zamiast niego kawałek lodu.

Tylko czasem… Tylko czasem przypomina mu się, jak Elrond opowiadał mu o zwierciadle Galadrieli i jak trzeba uważać  przy patrzeniu na nim. Przyszłość jest niepewna a zwierciadło pokazuje zawsze tylko jedną ścieżkę.

Zastanawia się nad innymi ścieżkami. Co by się stało gdyby wtedy poczekał w sprawie naszyjnika? Pomógł krasnoludom w walce ze  Smaugiem? Postarał się bardziej, by Thorin i jego kompani nie uciekli z więzienia?

O Thranduilu można by powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest tchórzem. Kiedy trzeba  było stawał do walki i pokonywał swojego przeciwnika. Co nie znaczy, że zwyciężał.

Bitwa Pięciu Armii gdzie zginął Thorin Dębowa Tarcza była ostatnią w jakiej brał udział.

Nie płakał na pogrzebie. Kiedy już złożył miecz na grobie Thorina, usunął się na bok i czekał na odpowiedni moment.

Bard płakał po cichu, praktycznie nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Thranduil i Thorin mieli przynajmniej te parę lat. I choć dla nich to była chwila,  to co można powiedzieć o Bardzie i Filim?

Thranduil nie mówił więc nic i tylko dolewał mu wina. Zastanawiał się, co jest gorsze – zaprzepaścić swoją szansę czy nigdy nie móc jej wykorzystać?

Kiedy Thranduil wraca do Mrocznej Puszczy odprawia pogrzeb dla swoich poległych wojowników.  Potem każe wzmocnić straże.

I czeka.

Na powrót swojego syna, na czas  kiedy rozmowy o bitwie ucichną i kiedy przestanie śnić o ścieżkach jakie przegapił.

Czeka i myśli o utraconych szansach. I śni koszmary o Smaugu i płomieniach, które zostawiają w sercach kawałki lodu.

Tym razem Thranduil nie weźmie udziału w wojnie z Sauronem.  Nie widzi sensu w tej walce. Wie, że nawet jeśli zdarzy się cud i Sauron zostanie pokonany, to nadejdzie kolejny, jeszcze groźniejszy przeciwnik.  A Thranduil  jest już zmęczony walką i czekaniem.

Kiedy był jeszcze młody a jego imię do niego pasowało,  zawsze był tym pierwszym do walki. Wszędzie szukał sposobności by się wykazać, nieważne czy to był trening czy prawdziwa bitwa. Thranduil żył, żył i pragnął, by to trwało jak najdłużej.

Ale na razie władca elfów siedzi na swym wspaniałym tronie i czeka.  Później będzie mówione, że świat śmiertelników i krasnoludów po prostu go nie obchodził, że ten którego imię było związane z wiosną zamiast serca miał kawałek lodu.

Gdyby to była baśń opowiadaliby o śmiałym księciu krasnoludów, który w wyprawie by odzyskać swoje królestwo trafił do władcy elfów. Przeklętego przez smoki by jego serce, niezdolne do spłonięcia w smoczym ogniu zamieniło się w kawał lodu.

Pocałunek, który złamie przekleństwo nadejdzie w momencie,  kiedy krasnoludzki  książę będzie umierał w ramionach elfa. I to go uratuje,  bo wiosna to życie,  a imię elfiego władcy znowu zacznie do niego pasować.

Ale to nie jest baśń, a serce Thranduila jest już zbyt zimne, by jakiekolwiek pocałunki mogły je rozgrzać.  Na razie pozwala, by zima się w nim zagnieżdżała i przenikała każdy jego skrawek.

I czekaczekaczekaczeka.

Na obudzenie się z koszmaru tej wiecznej zimy. W objęciach Thorina, kiedy to Smaug jeszcze nie zaatakował i można jeszcze zmienić ścieżkę jaką się podążało.

Na moment, kiedy do jego sali przybędzie Thorin Dębowa Tarcza wraz ze swoją kompanią i tym razem Thranduil  rozegra to inaczej. Zmieni ścieżkę.

Na to, że to on będzie tym, który znajdzie Thorina i choćby miał oddać  swoją nieśmiertelność, to uzdrowi go.  Albo umrze próbując.

Kiedy wyrusza do Nieśmiertelnych Krain nie czuje już nic. Ale przyzwyczaił się już do tego. Już dawno minęły czasy kiedy czekał aż zima minie.

Schodząc z łodzi widzi pierwsze co widzi to postać opierającą się o dębową tarczę.

Thranduil zapomniał, że w tym miejscu panuje wieczna wiosna.