Chapter Text
Szedł. Szedł po drugiej stronie.
Nieosiągalny dotykiem, ale wzrokiem łapczywie chwytany przez ludzi skrzywdzonych.
Prawie każdy wzrok patrzył na niego z nienawiścią.
Ale nie jego.
Ból. Nienawiść. Śmierć. Uczucie. Zrozumienie.
Herr Łukasiewicz.
Tak bardzo bolał go ten wzrok. Uświadomił sobie że dawno nie widział jego uśmiechu.
Ale jak można zobaczyć uśmiech na twarzy kogoś... takiego. Tak zniszczonego...
Jego wygląd w ogóle nie przypominał tego sprzed rozpoczęcia wojny.
Wyglądał jak szkielet na który została naciągnięta skóra.
Jego oczy, niegdyś zielone i pełne życia, teraz matowe, bez koloru. Puste.
Jako że jest kim jest, uznano że powinien dostawać jeszcze mniej jedzenia niż pozostali. Co wynosiło jedynie kubek buraczanego kompotu.
Bywały też takie dni, gdy nie dostawał nic. Dni przesłuchań.
Ach, jak białowłosy nie lubił tych "spotkań towarzyskich" jak raczył mawiać jego starszy brat.
Dlaczego oni to dalej ciągnęli? Tego nie wiedział. Przecież kraj upadał, a wraz z nim jego brat.
Właśnie. Jego brat... On dążył do zniszczenia całej Europy.
Białowłosy go rozumiał. Chęć władzy i panowania. On też to kiedyś czuł.
Właśnie kiedyś skrzywdził tamtą osobę. Obiecał sobie że nigdy nie powtórzy tego błędu.
A jednak.
Teraz stał. Z owczarkiem. Za drutem kolczastym.
A jego miłość stała dokładnie na przeciwko niego.
Przepraszam.
