Actions

Work Header

Wish Me Luck| Tłumaczenie

Summary:

Nikt nie wiedział DLACZEGO Wei Wuxian zaczął się dziwnie zachowywać, ale znali dokładny moment, w KTÓRYM nastąpiła zmiana. Jego uśmiechy zamieniły się w łzy, a blask w oczach w siniaki pod nimi. Nikt nie wiedział dlaczego, i to ich zabijało, że Wei Wuxian ciągle ich odpychał.

Wei Wuxian marniał na ich oczach, a oni nie mogli nic zrobić, aby go uratować.

AKA Wei Wuxian zostaje odesłany z powrotem do swoich lekcji w Zagłębieniach Chmur i nie jest w stanie utrzymać swojej wesołej osobowości. Planuje uratować wszystkich w tym samym czasie, powodując, że wszyscy wokół niego zaczynają się martwić.

Notes:

Oto kolejne tłumaczenie. Mam nadzieję że się spodoba.

Chapter 1: Cloud Recesses

Chapter Text

Wszyscy zauważyli zmianę w Wei Wuxianie, ale nikt nie rozumiał, co się dzieje. W jednej chwili odpowiadał na pytania Lan Qiren z subtelnym uśmiechem, a w następnej jego oczy były matowe i puste.

Niemalże martwe i beznamiętne, skupione na podłodze.

Stał tak w milczeniu przez chwilę, kołysząc się słabo na nogach. Czerwony gniew, który zaczął pojawiać się na twarzy Lan Qirena zaczął zanikać, a jego grymas zmienił się w zakłopotanie. Jiang Cheng, znając swojego brata tak dobrze jak on, zaczynał się martwić. Nigdy wcześniej nie widział takiego wyrazu twarzy Wei Wuxiana, a im dłużej trwała cisza, tym bardziej się bał. Tak jak miał zamiar wstać, Wei Wuxian zamrugał.

Zamrugał ponownie, jego twarz nadal była pozbawiona jakichkolwiek emocji. Czy Wei Wuxian kiedykolwiek był pozbawiony emocji?

Jego brew była pierwszą rzeczą, która się poruszyła, drgając słabo, gdy jego oczy podniosły się z ziemi. Jego oczy, jeszcze chwilę temu tak jasne i młodzieńcze, teraz były ciężkie od poczucia winy, smutku i innych emocji, które ledwo dało się opisać. Spojrzał najpierw na Lan Qirena, a zmieszanie na jego twarzy podwoiło się. Starszy mężczyzna odwrócił wzrok, zaskoczony nagłą zmianą w zachowaniu chłopca.

Wei Wuxian zamrugał ponownie, spoglądając w prawo. Nawiązał kontakt wzrokowy z Jiang Chengiem, który stał w połowie drogi, zamierzając pospieszyć bratu na pomoc, ale cofnął się, gdy zobaczył nieskrywany strach w srebrnych oczach Wei Wuxiana. Wei Wuxian nigdy nie cofnął się przed Jiang Chengiem, tak jakby bał się, że jego brat przebije go mieczem na wylot.

Jego spojrzenie przesunęło się w stronę Jiang Yanli i cała twarz mu znieruchomiała. Łzy zaczęły spływać po jego bladych policzkach, a usta poruszały się bezgłośnie jak do modlitwy. Yanli spojrzała na niego, gotowa pospieszyć, by pocieszyć swojego XianXiana, ale zanim zdążyła, potknął się, prosto w klatkę piersiową kogoś za nim.

"..." Lan Wangji spojrzał na mniejszego chłopca, twarz beznamiętna. Wiedział, że Wei Wuxian był rozrabiaką, ale nawet on mógł stwierdzić, że to nie był żart. Tak dobrym aktorem jak Wei Wuxian mógł być, nie było mowy, że udawał jak mocno się trząsł lub łzy spadały coraz szybciej z przerażonych oczu.

"N-nie..." Wei Wuxian wyszeptał, odrywając się od Lan Wangjiego, który był zbyt zszokowany nagłym ruchem, by cokolwiek zrobić. Jego oddech podniósł się bardziej, aż był na skraju hiperwentylacji. "To... to jest..."

"Wei Wuxian, czy potrzebujesz pomocy medycznej?" Lan Qiren zapytał, głęboko zaniepokojony zachowaniem chłopca. Wei Wuxian szarpał się za włosy, jakby próbując się z czegoś otrząsnąć. Wzdrygnął się nagle i rozchylił swoje szaty, jego łzy spadły na czystą, nieskazitelną klatkę piersiową.

"Nie powinienem..." Położył drżącą dłoń na piersi, tuż nad brzuchem i poniżej serca, jego oczy w jakiś sposób rozszerzyły się jeszcze bardziej.

Uczniowie w pokoju poderwali się na nogi, gdy kolana Wei Wuxiana się ugięły. Uderzył o ziemię tak mocno, że wszyscy poczuli ból drugiej ręki, ale Wei Wuxian zdawał się tego nie zauważać.

Wyciągnął drżącą rękę i wziął Suibiana. Wyciągnął go tylko na kilka centymetrów, po czym upuścił go na ziemię z głośnym brzękiem. Dźwięk zdawał się rozchodzić echem po pokoju, jedynym innym dźwiękiem był płacz Wei Wuxian'a.

"Nie..." jego głos drżał mocniej. "Nie...nie-nie, nie, nie, nie-nie powinienem być z powrotem-". Próbował walczyć o swoje nogi, tylko po to, by pokój zaczął gwałtownie wirować.

Ostatnią rzeczą, jaką poczuł były ręce wokół jego talii, zanim jego świat pogrążył się w ciemności.

Klasa wpatrywała się w Wei Wuxiana, nikt się nie odzywał. Co było do powiedzenia po zobaczeniu jak zwykły klasowy klaun zachowuje się tak... trzeźwo przerażony - wszystkim.

"Zabiorę go do ambulatorium." powiedział Lan Wangji, wciągając nieruchomą formę Wei Wuxiana w swoje ramiona w taki sposób, aby łatwiej było mu go nieść.

"Idę z tobą!" Jiang Cheng pospieszył w stronę brata, jego własne serce biło mu z piersi.

"Poinformuj mnie, gdy się obudzi," powiedział surowo Lan Qiren. Jeśli to naprawdę był tylko żart, miał zamiar upewnić się, że Wei Wuxian już nigdy nie złamie żadnej zasady. "Teraz, wracając do lekcji..."

-o-

Wei Wuxian był zdezorientowany, kiedy się obudził. Gdzie on się znajdował? Był w łóżku? Dlaczego był w łóżku? Ostatnie co pamiętał to...

Klif. Spadanie. Bycie zatrzymanym. Lan Zhan. Jiang Cheng. Znowu spadanie.

Więc dlaczego był w Zakamarkach Chmur? Dlaczego jego rdzeń powrócił?

Czy cofnął się w czasie?

Usiadł powoli, starając się powstrzymać wirowanie pokoju, biorąc głębokie oddechy. Rozejrzał się dookoła, widząc, że jest w miejscu, które bardzo dobrze zna. Po wszystkich karach, jakie otrzymał podczas nauki w Klanie Lan, był bardzo przyzwyczajony do widoku izby chorych, z białymi zasłonami oddzielającymi łóżka i słabym dźwiękiem cytry w tle. Zapomniał, że muzyka była dość powszechna w Zakamarkach Chmur. Każdy młodszy uczeń musiał nauczyć się gry na instrumencie, który służył jako dodatkowe narzędzie duchowe.

Pomieszczenie było puste, poza nim, i był za to wdzięczny. Dzięki temu miał szansę dowiedzieć się, co się do cholery dzieje.

"Ok," powiedział na głos, mając nadzieję, że mówienie sprawi, że łatwiej będzie to zrozumieć. "Więc wróciłem w czasie. To jest... fajne. Czekaj, czy to znaczy, że mogę wszystko naprawić? Mogę uratować Shijie i Jiang Chenga. Powstrzymać Lotus Pier i Cloud Recesses od spalenia... powstrzymać patriarchę Yilling zanim to się jeszcze zacznie."

"Wei Ying?" Znajomy głos zawołał. Wei Wuxian znieruchomiał, jego oddech prawie całkowicie się zatrzymał, gdy Lan Zhan przeszedł przez zasłony oddzielające łóżko chłopca od głównego wejścia do budynku.

"Ahaha, fantastycznie, że tu na ciebie wpadłem." Wei Wuxian próbował się uśmiechnąć, ale czuł się tak ciężki, że natychmiast spadł z jego twarzy. Chciał udawać Wei Wuxiana sprzed tych wszystkich lat - autentycznie szczęśliwego i gotowego do sprawiania kłopotów - ale... nie mógł. Nie mógł się zmusić nawet do udawania.

To za bardzo bolało.

"Przyniosłem jedzenie." Lan Zhan powiedział, ustawiając tacę na kolanach Wei Wuxiana.

"Nigdy wcześniej nie pozwolono mi jeść w łóżku," Wei Wuxian uśmiechnął się lekko - najbliżej prawdziwego uśmiechu miał od... od czasu, gdy wszystko zrujnował. "Chyba jestem dziś gościem honorowym."

"Co się stało?"

"Nic, nie martw się o to." Wei Wuxian obdarzył Lan Zhana napiętym uśmiechem, zanim odwrócił się do swojej tacy. Nie chodziło o to, że nie lubił jedzenia w Zakamarkach Chmur - pamiętał czasy, gdy nawet uschnięty kawałek trawy był bardziej apetyczny niż konieczność wcinania się w mięso czegoś nieznanego, konieczność wypchnięcia trucizny z mięsa z organizmu, zanim ta przejęła kontrolę i zabiła jego ciało i duszę, ale nie mógł przestać, bo inaczej umarłby z głodu, więc gryzł, rwał i żuł i starał się nie zwymiotować, ani nie myśleć o tym, jakim stał się potworem...

"Nic takiego."

"Jesteś dzisiaj strasznie wścibski," Wei Wuxian wziął nieśmiały kęs, tylko po to, aby natychmiast poczuć, jak jego żołądek się buntuje. Udało mu się przełknąć żółć, ale wiedział, że gdy tylko Lan Zhan odejdzie, wypróżni się całkowicie. "Co się stało z trzema tysiącami zasad bycia kijem w błocie?"

"Wei Ying... boli?" Było oczywiste, że Lan Zhan wkładał wiele myśli w swoje słowa. To było coś, co Wei Wuxian zawsze podziwiał u tego drugiego człowieka - drugiego chłopca. Podczas gdy Wei Wuxian mówił bez zastanowienia, Lan Zhan starannie dobierał każde słowo, jakby pisał wiersz, rozważając znaczenie każdej sylaby, jakby była czymś cennym.

"Nie, po prostu... zdezorientowany..." Jego głos obniżył się do szeptu. Odsuwając tacę na bok, Wei Wuxian zamachnął się nogami na krawędź łóżka, jego stopy nie do końca uderzyły o podłogę. Czy naprawdę był taki mały, gdy miał piętnaście lat?

"Muszę iść," powiedział Lan Zhan, wstając z gracją. "Wrócę."

"W porządku." Wei Wuxian nie stawiał oporu, ani nie dokuczał drugiemu chłopcu. Lan Zhan wpatrywał się w Wei Wuxiana, prawie jakby czekając na puentę lub na to, że mniejszy chłopiec będzie się uśmiechał i dokuczał mu za to, że dał się nabrać na żart, ale to nigdy nie nadeszło. Wei Wuxian zaoferował mu kolejny zmęczony uśmiech, po czym położył się i odwrócił plecami do Lan Zhana.

Lan Zhan wziął tacę, mając przeczucie, że Wei Wuxian nie zje, jeśli ją tam zostawi. Rzucił ostatnie spojrzenie na chłopca, po czym przeszedł przez zasłonę i zostawił Wei Wuxiana samego z jego myślami.

-o-

"Ty idioto! Prawie wystraszyłeś nas na śmierć!" Jiang Cheng zbeształ następnego dnia, kiedy Wei Wuxian niespodziewanie dołączył do nich na lekcje. Żaden z uczniów nie spodziewał się zobaczyć Wei Wuxian'a przez co najmniej kilka dni, biorąc pod uwagę to, jak źle wyglądał po omdleniu. Nawet gdy wrócił, wszyscy mogli stwierdzić, że coś jest nie tak.

"Ah, wybacz mi," Wei Wuxian uśmiechnął się nieśmiało, patrząc w dół na swoje stopy. "Nie wiem co mnie napadło."

"Czy czujesz się lepiej, A-Xian?" Yanli zapytała miękko, zmartwienie błyszczące w jej oczach.

"Oczywiście Shijie," zaświergotał, starając się utrzymać swój lekki ton. "Po prostu potrzebowałem trochę odpoczynku-"

"Ty płaczesz..." głos sprawił, że Wei Wuxian zamarł. Obejrzał się przez ramię i zobaczył Lan Zhan, który zatrzymał się przy ich stolikach, aby sprawdzić, co u drugiego chłopca.

"Ja co?" Wei Wuxian nie wiedział, o czym on mówi, dopóki nie dotknął swojej twarzy i nie poczuł, jak nagle stali się lepcy. "Ah, wygląda na to, że tak. Chyba brakowało mi Shijie martwiącego się o mnie."

"Idioto, może spróbuj chociaż raz NIE sprawiać jej zmartwień!" Jiang Cheng syczał, delikatnie trącając Wei Wuxiana w tył głowy.

"Przepraszam! Przepraszam," Wei Wuxian podniósł ręce w poddaniu, nie patrząc bezpośrednio na żadne z rodzeństwa. Nie zasługiwał na to, by na nich patrzeć. "Lan Zhan, czy nie masz innych lekcji o tej godzinie? Dlaczego tu jesteś?"

"Chciałem sprawdzić Wei Yinga," powiedział miękko. "Nie ma go w ambulatorium, więc przyszedłem tutaj."

"Ah! Powinienem był powiedzieć komuś, że wychodzę," nieco szczery uśmiech ciągnie się za kąciki jego ust. "Moje przeprosiny, Hanguang-Jun."

"Hanguang-Jun?" Jiang Cheng zapytał, patrząc między swoim bratem a drugim młodym mistrzem.

"Um-" Wei Wuxian myślał milę na minutę, próbując wymyślić jakąś wymówkę, ale na szczęście nie musiał.

"Bądź bardziej ostrożny," powiedział Lan Zhan, oszczędzając mu konieczności obrony dziwnego imienia. "Nie zapomnij o swojej karze."

"Oczywiście." Stary Wei Wuxian miałby FIELD DAY dokuczając Lan Zhanowi o tym, ale niewiele miejsca na dokuczanie pozostało w nim teraz.

"Mm." Lan Zhan skinął głową, po czym odwrócił się i wyszedł. Jiang Cheng spojrzał na białego chłopca, który właśnie zniknął i na swojego brata, który skubał jedzenie jak nadąsane dziecko.

"Czy jest coś, co przegapiłem?" Zapytał, patrząc na Wei Wuxiana.

"Pewnego dnia zrozumiesz." Wei Wuxian rzucił bratu swoje najlepsze sugestywne mrugnięcie.

"Ty-" chlapnął młodszy chłopiec, czerwieniąc się na twarzy od tego, co zasugerował Wei Wixian. "Ostatnią rzeczą, o której chcę myśleć jest to, co ty... robisz w wolnym czasie."

"Cieszę się, że A-Xian zyskał przyjaciela poza tobą i Nie Huaisang," Yanli ukryła uśmiech za rękawem. "On potrzebuje trochę więcej wskazówek niż wy dwaj."

"Hej!" Jiang Cheng odwrócił zdradzone spojrzenie do swojej siostry, która tylko zachichotała bardziej.

Wei Wuxian obserwował ich z pieszczotliwym uśmiechem, próbując zapamiętać tę scenę. Jeśli cokolwiek by się stało i nie byłby w stanie naprawić swoich błędów, chciał zapamiętać swoją rodzinę w ten sposób. Uśmiechniętą, szczęśliwą.

Żywą.

-o-

"Czy skończyłeś?" Lan Zhan zapytał, zauważając jak Wei Wuxian pisał coś, co absolutnie nie było zasadami, które miał kopiować. Już wcześniej otrzymywał kary, na które narzekał w każdej chwili, ale po tym... incydencie, był niemalże opanowany.

Tym razem jednak, został ukarany za robienie tego samego, co wtedy - pracę nad czymś, co nie odnosiło się do lekcji, na którą miał zwracać uwagę.

"Huh?" Wei Wuxian spojrzał w górę, a Lan Zhan zauważył rozmazany czarny tusz na jego policzku. "Och, tak, to jest zrobione. Czy chcesz to sprawdzić?"

"Mm." Lan Zhan uważnie obserwował, jak Wei Wuxian przyniósł w jego stronę mały stos papierów. Minęło zaledwie kilka godzin, więc nie było możliwości, aby rzeczywiście wszystko skończył. Ostatnim razem, gdy Lan Zhan miał napisać zasady, zajęło mu to dwa dni - rekordowy czas, według jego brata.

Mrugnął do papierów, przeglądając je. Nawet jedno pociągnięcie nie było nie na miejscu, nawet jeśli pismo było trochę niechlujne. Lan Zhan wiedział, że powinien zbesztać drugiego chłopca za pośpiech i kazać mu przerobić przynajmniej jeden zestaw w jego najlepszej kaligrafii, ale coś mu mówiło, żeby odpuścił.

"Więc? Wszystko zgodnie z oczekiwaniami?" Wei Wuxian zapytał, omiatając wzrokiem swój stół, jakby chciał wrócić do pracy nad czymkolwiek, nad czym pracował.

"Niechlujnie."

"Ach, przepraszam," lekki uśmiech Wei Wuxiana nie osłabł. "Chyba po prostu przyzwyczaiłem się do pisania w ten sposób. Nigdy nie wiadomo, kiedy skończy się czas, więc trzeba zapisywać myśli tak szybko, jak to możliwe."

"Wei Ying..." Lan Zhan zmarszczył brwi na ułamek, zaniepokojony tym, jak drugi chłopak mówił.

"Nie przeszkadzaj mi," chichotał, ale Lan Zhan zauważył, jak bardzo był blady. Kiedy ostatni raz naprawdę widział zdrowy rumieniec na policzkach Wei Wuxian'a? "Jeśli można mi wybaczyć, są pewne rzeczy, które chciałbym przeczytać."

"O czym?" zapytał Lan Zhan. Nadzorując liczne kary, był jedną z niewielu osób, które znały każdy tekst przechowywany w głównej części biblioteki. W tajnym skarbcu było ich więcej, nawet on nie otrzymał jeszcze pozwolenia na przeczytanie, ale wiedział, że pewnego dnia dostąpi tego zaszczytu.

"Um..." Wei Wuxian odwrócił wzrok, jego ręka powędrowała do jego talii, tylko po to, aby chwycić się powietrza. Lan Zhan zauważył ten dziwny nawyk u drugiego chłopca już kilka razy. To było tak, jakby sięgał po coś, tylko po to, aby zdać sobie sprawę, że tego nie ma.

"Mógłbym pomóc Wei Ying." Zaoferował, mając nadzieję, że przynajmniej znajdzie jakąś wskazówkę na temat dziwnego zachowania Wei Wuxiana.

"Nie chcę przeszkadzać Drugiemu Młodemu Mistrzowi Lan," powiedział Wei Wuxian z uśmiechem, ale jego głos był ostry. "W porządku, szczerze mówiąc. Chciałem tylko sprawdzić coś na kilku mapach."

"Mogę je dla ciebie zdobyć," Lan Zhan stanął, jego szaty opadające idealnie wokół jego nóg. Zauważył, jak Wei Wuxian zrobiła krok od niego, gdy tylko znaleźli się w zasięgu ręki. "Jaki obszar?"

"Um...." Lan Zhan mógł zobaczyć, jak myśli przepływają przez głowę Wei Wuxian'a.

Potrzebuję sposobu na zatrzymanie wodnej otchłani, która powinna nastąpić lada dzień przemówił do siebie. Drogi ucieczki i miejsca do ewakuacji zarówno dla Lotus Pier, jak i Cloud Recesses, jeśli nie uda mi się tego powstrzymać... Może okolice Burial Mounds? Albo mapa wokół Przełęczy QingQi. Jeśli nie uda mi się uratować Wen Ninga i reszty przed pójściem do tego obozu, to wiedza jak się tam szybciej dostać może być atutem.

"Wei Ying?"

"Ach, prawda," wyrwał się ze swoich myśli, czując się trochę chory na żołądek. Miał los całego świata na swoich barkach, a tym razem był zupełnie sam. Wcześniej miał Jiang Chenga i nawet po tym, jak odwrócił się od Klanu Jiang, miał swoją demoniczną kultywację, która go wspierała. "Mapy obszarów wokół Cloud Recesses, Lotus Pier i Yilling na początek, jeśli to nie jest zbyt duży kłopot."

"...Mm." Lan Zhan zamrugał na Wei Wuxiana chwilę dłużej niż prawdopodobnie powinien, zanim odwrócił się i poszedł w kierunku obszaru z mapami.

Wei Wuxian klęczał za swoim stołem i patrzył na stos papierów. Rozpaczliwie próbował wymyślić strategię, która ocaliłaby wszystkich, szkice wynalazków i talizmanów, o których nie pomyślał, dopóki nie został zamknięty w Burial Mounds, oraz swego rodzaju pamiętnik, w którym notował myśli, które próbowały go całkowicie pochłonąć.

Od tego czasu, większość z tych ostatnich kategorii dotyczyła kultywowania demonów. Jak bardzo się jej bał, ale zdał sobie sprawę, że bez względu na to, jak bardzo starał się jej uniknąć, była ona nieunikniona, jeśli chciał wszystkich ocalić. Nie dbał o to, czy straci swój rdzeń, swoje życie - swoją duszę - tak długo, jak ludzie, na których mu zależało, będą bezpieczni i szczęśliwi.

Może nawet byłoby im lepiej bez niego. Jiang Cheng był w stanie odbudować Lotus Pier prawie z niczym - nie potrzebował Wei Wuxian, aby wszystko popsuć. Shijie miała poślubić Jin Zuxian i już nigdy więcej nie będzie niczego chciała. Bez niego, jego wuj i Madame Yu nie mieliby już powodu do walki. Inne sekty prawdopodobnie również ucieszyłyby się z jego pozbycia - nie będzie już więcej głośnego, obleśnego, popisującego się Wei Wuxiana wyskakującego znikąd i pokonującego ich głównych uczniów. Zwłaszcza sekta Lan. Wiedział jak bardzo Starszyzna Lan nim gardziła. Jedyna osoba, która była dla niego miła to Lan Xichen i...

Lan Zhan, ale nie był nawet pewien, czy ten ubrany na biało chłopak był dla niego miły, ponieważ byli przyjaciółmi, czy dlatego, aby powstrzymać Wei Wuxiana przed denerwowaniem go przez przedwczesne poddanie się mu. Serce Wei Wuxian'a bolało.

Nawet jeśli nie dogadywali się pod koniec, uwielbiał tego drugiego. Było coś w Lan Zhanie, co było... odświeżające. Wspaniałe. Nawet pod koniec, gdy Lan Zhan był Hanguang-Junem - jednym z wielu ludzi żądnych krwi patriarchy Yilling - wciąż czuł spokój na widok białych szat. Odnalazł spokój w dźwięku Qin, gdy Lan Zhan skubał struny, jakby to była jego druga natura.

"Wei Ying?" Głos Lan Zhana wyrwała Wei Wuxiana z jego myśli. Nie zdawał sobie sprawy, że coś jest nie tak, dopóki nie zauważył bardzo zaniepokojonego spojrzenia na normalnie stoickiej twarzy Drugiego Jadeita.

"Ach, skąd one się wzięły?" Zapytał z chichotem, ocierając łzy rękawem swoich uczniowskich szat. Zebrał swoje notatki, marszcząc brwi na widok tego, jak jego łzy sprawiły, że atrament spłynął w kilku miejscach.

"Boli?" Lan Zhan uklęknął ostrożnie naprzeciwko Wei Wuxiana, kilka zwojów pergaminu schowanych pod jednym ramieniem.

"Nie, nie boli," uśmiech Wei Wuxiana był gorzki, pomimo jego pocieszających słów. "Po prostu... wszystko w porządku Lan Zhan. Nie musisz się o mnie martwić."

"Wei Ying... może ze mną porozmawiać, jeśli chce." Lan Zhan powiedział powoli, starając się, aby każde słowo brzmiało tak szczerze, jak chciał, aby było. Zauważył, że oczy Wei Wuxiana rozszerzyły się o ułamek sekundy, zanim ten sam złamany uśmiech zagościł na jego twarzy.

"Dziękuję, Lan Zhan, ale czuję się naprawdę dobrze" wysunął język, by zwilżyć usta, które były suche od tego, jak często je ogryzał, gdy się koncentrował. Przypomniał sobie, jak Wen Qing skarciłaby go, gdyby przyłapała go na przygryzaniu wargi, i jak rzuciła w niego kilkoma patykami, mówiąc mu, że jeśli musi coś przeżuć, to przynajmniej ich użyj. Przypomniał sobie, jak słodko smakowały patyczki, kiedy pracował, i jak jej twarz wydawała się rozluźniać, kiedy jego usta przestały krwawić. „Znalazłeś mapy?"

Nienawidził tego, jak jego głos się trząsł. Wen Ning, Wen Qing i inni mieli się dobrze. Żyli, przynajmniej na razie, więc dlaczego jego klatka piersiowa zaciskała się, jakby po raz pierwszy uświadomił sobie, co dla niego zrobili?

Coś ciepłego objęło jego dłoń, wyrywając go z zamyślenia. Obejrzał się i zobaczył, że Lan Zhan położył swoją dłoń na dłoni Wei Wuxiana. "Znalazłeś mapy?"

Nienawidził tego, jak jego głos się trząsł. Wen Ning, Wen Qing i inni mieli się dobrze. Żyli, przynajmniej na razie, więc dlaczego jego klatka piersiowa zaciskała się, jakby po raz pierwszy uświadomił sobie, co dla niego zrobili?

Coś ciepłego objęło jego dłoń, wyrywając go z zamyślenia. Obejrzał się i zobaczył, że Lan Zhana położył swoją dłoń na dłoni Wei Wuxian. Uświadomił sobie, że to miłe uczucie. Poza Wen Yuan i Wen Qing, która opatrzyła jego rany, nie miał żadnego kontaktu z ludźmi od...

lat.

Być może było to wtedy, gdy jego Shijie i Jiang Cheng przeciwstawili się sektom i odwiedzili go, aby pokazać mu ślubne szaty Shijie i podzielić się zupą, jak za dawnych czasów. Wtedy mocno uściskała Wei Wuxiana. Trudno było nie zniszczyć jej szat swoimi łzami. Nie mógł sobie przypomnieć. Nie mógł sobie przypomnieć wielu rzeczy z tamtego czasu.

A teraz Lan Zhan trzymał go za rękę. Ciepło przepłynęło przez jego system i z kolejnym szokiem zdał sobie sprawę, że Lan Zhan używał swojej własnej duchowej energii, aby uspokoić jego złoty rdzeń. Czy to było aż tak oczywiste, że ciągle był na skraju załamania?

Nie wiedział, kiedy zaczęły się łzy, ale wkrótce zakrywał twarz wolną ręką, na przemian szlochając i śmiejąc się. Lan Zhan nic nie powiedział, ani nie zabrał swojej ręki.

"Lan Zhan?" Wei Wuxian skrzywił się, po tym, co czuło się jak godziny płaczu. Jego głowa bolała, gardło bolało, a jego twarz wyglądała tak, jakby po raz pierwszy on i Jiang Cheng wdali się w bójkę na pięści, która zakończyła się złamaniem im obu nosów. "Czy... czy potrafisz dochować tajemnicy?"

"Mm." Zamrugał, nie będąc pewnym dokąd mniejszy chłopiec zmierza. Wei Wuxian znów chichotał, i jakoś brzmiało to jeszcze bardziej złamane niż wcześniej.

"Ja... nie sądzę, że mogę to zrobić," Jego głos pękł, więcej cichych łez goniących wysychające szlaki z wcześniej. Lan Zhan tylko patrzył na niego, zupełnie tracąc słowa. "Ja... Ja naprawdę, naprawdę nie sądzę, że mogę to zrobić... Nie mogę- nie mogę tego zrobić! Nie jestem - nie jestem wystarczający! I nie ma nic, co mogę zrobić, aby to zmienić!"

"Wei Ying jest wystarczający." Zaoferował, wiedząc, że to nie pomoże tak, jak by chciał.

"Dziękuję Lan Zhan, ale to po prostu nie jest prawda," skrzywiony uśmiech pojawił się na jego twarzy. Tylko dzięki latom treningu Lan Zhan nie zareagował na spojrzenie Wei Wuxiana. "Wiem, co muszę zrobić, i to mnie przeraża... Nie- nigdy tego nie chciałem, ale nie mam wyboru, i to przeraża mnie bardziej niż to, co będę musiał zrobić."

"Pozwól mi pomóc." Lan Zhan wyszeptał, jego ręka trzyma się Wei Wuxain tylko trochę więcej.

"Nie mogę," Wei Wuxian brzmiało bolesne, jak wyciągnął rękę. Uścisnął ją, jakby był ranny. "Nie mogę cię w to wciągnąć. Muszę to zrobić sam. Nie mogę... nie znowu..."

"Znowu?"

"Ja..." Szczęka Wei Wuxiana zamknęła się z kliknięciem, i gdyby Lan Zhan nie był jedynym uczniem Lan w bibliotece, pomyślałby, że ktoś rzucił zaklęcie wyciszające na drugiego chłopca. Wei Wuxian po prostu znów zachichotał mrocznie. "Młody Mistrzu Lan, czy ten pokorny uczeń może poprosić o zabranie tych map ze sobą na noc? Wątpię, abyś chciał zostać w pawilonie bibliotecznym przez cały wieczór, a jeszcze bardziej wątpię, abyś pozwolił mi zostać samemu. Obiecuję, że zwrócę je przed porannymi lekcjami."

"Mm."

"Naprawdę?" Weu Wuxian zamrugał do Lan Zhana, jego srebrne oczy były szerokie i błyszczące. Lan Zhan ponownie skinął głową, i gdyby nie był tak zmartwiony, może nawet uśmiechnąłby się trochę na czysty szok na twarzy Wei Wuxian. "Dziękuję, Lan Zhan. Nie masz pojęcia, jak bardzo to pomoże."

"Nie zapomnij spać." Lan Zhan zawołał łagodnie, ale było już za późno. Wei Wuxian - jak również jego notatki i mapy - były już za drzwiami. Lan Zhan westchnął i odwrócił się, aby posprzątać to, nad czym pracował. Była już prawie dziewiąta, a on zaczynał czuć się wyczerpany.

-o-

"Hej! Wei Wuxian!" Jiang Cheng zawołał do swojego brata, który nigdy nie wrócił do ich wspólnego pokoju tej nocy. Normalnie nie przejmowałby się tym, że Wei Wuxian zostaje do późna - był przyzwyczajony do tego, że starszy chłopak wymyka się, gdy tylko inni uczniowie zasną i wślizguje się z powrotem tuż przed świtem, ale to nie było normalne. Ostatnio nic w życiu Wei Wuxiana nie było normalne. Nawet kiedy był w pokoju, Jiang Cheng wiedział, że ledwo spał.

Zawsze był przytomny, bazgrał przy świecach, gdy Jiang Cheng zasypiał, a następnego ranka, gdy Jiang Cheng się budził, był już obudzony i ubrany. Poza tym, Jiang Cheng mógł z łatwością stwierdzić, że jego brat jest bardzo wyczerpany, a siniaki pod oczami nie wystarczyły, był jeszcze bardziej zamknięty w sobie i złośliwy niż kiedykolwiek wcześniej.

Nigdy wcześniej Jiang Cheng nie słyszał, żeby Wei Wuxian był na kogoś naprawdę zły, ale tamtej nocy...

 

"Wei Wuxian! Przestań uciekać!" Nie Huaisang syczał, sprawiając, że Jiang Cheng zastygł w cieniu. Nie było jeszcze godziny policyjnej, a on chciał zaczerpnąć świeżego powietrza przed snem. Nie planował podsłuchać, jak jego nieśmiały przyjaciel beszta brata.

"Kto powiedział, że uciekam?" Wei Wuxian odpowiedział. Jiang Cheng nie mógł go zobaczyć z miejsca, w którym się ukrywał, ale jego głos brzmiał na zmęczonego. Jego głos zawsze brzmiał teraz na zmęczonego i Jiang Cheng nienawidził tego.

"Nie jesz, nie śpisz, wydajesz się wiedzieć wszystko, co ma być nauczane, zanim którykolwiek z nauczycieli w ogóle otworzy usta... zawsze zapisujesz bóg wie co i zawsze wyglądasz, jakbyś był o jedno ostre słowo od wybuchnięcia płaczem," wymienił Nie Huaisang, jego głos był cichy, ale pełen emocji. Jiang Cheng słyszał, jak otwiera i zamyka swój wachlarz - nawyk, który uświadomił sobie, że przyjaciel miał, kiedy był niespokojny. "Znamy się od dziecka i mimo, że tak naprawdę staliśmy się bliskimi przyjaciółmi dopiero tutaj, w Zakamarkach Chmur, myślę, że można bezpiecznie powiedzieć, że znam cię całkiem dobrze, a to do ciebie zupełnie nie podobne-".

"Co ty o mnie wiesz?" Wei Wuxian uciął go z gniewnym chichotem. Jiang Cheng musiał ugryźć się w policzek, aby powstrzymać się przed powiedzeniem czegokolwiek. "Ty... nie rozumiesz NICZEGO o tym, co się wydarzy, nie mówiąc już o mnie... teraz mam pracę do wykonania. Byłbym bardzo wdzięczny, gdybyś wsadził ten swój zbyt spostrzegawczy nos gdzie indziej."

Jiang Cheng nie widział co się dzieje, ale słyszał jak Wei Wuxian odwraca się, aby odejść, tylko po to, aby przerwały mu odgłosy kroków i szelest tkaniny.

"Zachowujesz się tak, jakby świat był przeciwko tobie," oskarżył Nie Huaisang. Odgłosy były teraz bardziej odległe. "Jakbyś miał sam przenosić góry, ale nie jesteś sam! Jesteś idiotą, jeśli myślisz, że ja, Jiang Cheng, czy nawet Drugi Młody Mistrz Lan zmusiłby cię do zrobienia czegokolwiek samemu-".

"Zamknij się, kurwa," Wei Wuxian głos był tak zimny i ostry, że Jiang Cheng czuł całą krew z jego twarzy. Nigdy wcześniej nie słyszał, aby jego brat brzmiał tak złowrogo, tak... krwiożerczo. To było prawie tak, jakby to w ogóle nie był jego brat. "Nie Huaisang... jesteś tak dobry w świergotaniu jak te głupie małe ptaszki, które tak bardzo kochasz..."

"Wei Wuxian-" Nie Huaisang brzmiał jak zduszony, prawie jakby Wei Wuxian trzymał go za kołnierz jego szaty.

"Ja-" Cały ogień wyssał się z głosu Wei Wuxiana. "Po prostu idź do łóżka. Doceniam twoją troskę, ale to naprawdę jest coś, co muszę zrobić sam. Może pewnego dnia wszystko wyjaśnię, ale teraz wszystko co mogę zrobić to trzymać ciebie - i innych - z dala od tego."

"Co w ciebie wstąpiło?" Nie Huaisang zapytał, wciąż brzmiąc na nieco wkurzonego. "Kiedyś byłeś taki- taki-"

"No i co z tego? Miły? Mądry? Przystępny?" Wei Wuxian wypuścił kolejny chichot, który wysłał dreszcze w dół kręgosłupa Jiang Chenga. "Zaufaj mi, chciałabym być tym Wei Yangiem tak samo jak ty, ale nie mogę być. Muszę być tym Wei Yangiem."

"Ale dlaczego?"

"... aby naprawić wszystkie błędy, które popełniłem." Wei Wuxian wyszeptał, jego głos był tak wypełniony bólem, żalem i poczuciem winy, że czuł się, jakby jego słowa uderzyły Jiang Chenga prosto w brzuch. Nie mógł sobie pozwolić na walkę z kłuciem, które wydobywało się z jego gardła.

"Wei-"

"Muszę już iść," Wei Wuxian znowu go odciął. Dlaczego nagle brzmiał tak staro? To było tak, jakby jego brat został zastąpiony przez kogoś, kto ma o wiele więcej lat i grzechów w swoim imieniu niż Wei Wuxian. "Wróć bezpiecznie do dormitoriów, dobrze? Będę... jutro na obiedzie ze wszystkimi, obiecuję."

"Będę cię do tego trzymać." Nie Huaisang powiedział, nie brzmiąc na szczęśliwego w najmniejszym stopniu. Jiang Cheng usłyszał, że odchodzą w dwóch różnych kierunkach i skorzystał z okazji, aby sprintem udać się do swojego pokoju, który wiedział, że będzie pusty.

"Wei Ying... w co do cholery się wpakowałeś tym razem?" Zapytał powietrza, gdy opadł na swoje łóżko.

 

"Wei Wuxian! Nie ignoruj mnie ty idioto!" zawołał ponownie. Tym razem tył jego brata zamarł tylko na tyle długo, by Jiang Cheng mógł go dogonić.

"Przepraszam Jiang Cheng, chyba jestem dzisiaj trochę nieobecny." Wei Wuxian zaoferował mu zmęczony uśmiech, ale nie trwał on długo. W rzeczywistości wyglądał na tak wyczerpanego, że Jiang Cheng czuł się chory od samego patrzenia na niego. Przypominało mu to czasy, gdy jego matka forsowała trening, gdy tylko ona i ojciec wdawali się w bójkę, pozostawiając uczniów - Wei Wuxiana i Jiang Chena w szczególności - tak zmęczonych, że wymiotowali, gdy tylko przestawali się ruszać.

"Bez kitu" wykrzyknął Jiang Cheng, zdobywając się na nieco bardziej szczery uśmiech drugiego chłopca. "Wyglądasz jak totalne gówno. Gdzie byłeś?"

"Um... pracowałem nad rzeczami." Powiedział niejasno, owijając ramiona wokół siebie, jakby było mu zimno. Gdyby to był ktoś inny, Jiang Cheng mógłby zaakceptować, że jest mu po prostu chłodno, ale wiedział, że Wei Wuxian biegał w cieple - nigdy nie marzł nawet w najchłodniejsze noce Lotus Pier, nosząc tylko swoje szaty, gdy chodził boso wśród roślin lotosu.

"Zawsze pracujesz nad „rzeczami" Jiang Cheng skrzywił się do swojego brata, który przynajmniej miał rozsądek, by wyglądać na trochę winnego. „Kiedy ostatnio coś jadłeś? Wyglądasz jak chodzący trup."

"Ah, po prostu nie byłem głodny," Wei Wuxian pominął troskę brata, ale z jakiegoś powodu zbladł. "Obiecałem Nie Huaisang, że będę przychodził na lunch, więc jest w porządku."

"Nieważne," Jiang Cheng skrzywił się, nie chcąc dać po sobie poznać, że przypadkowo podsłuchał ich całą... rozmowę, jeśli w ogóle można to tak nazwać. "Poproszę o dodatkowe mięso w twojej misce. Potrzebujesz więcej białka..."

"Nie!" Wei Wuxian przerwał mu z zaskoczonym okrzykiem. Kilku uczniów Lan po drugiej stronie drogi odwróciło się, aby na nich spojrzeć, ale uciekli, zanim mogli zostać ukarani. "Ja - ja jestem w porządku z bezmięsnymi opcjami, które tu serwują, naprawdę."

"Ty? Nie chcesz mięsa?" zapytał Jiang Cheng. Teraz naprawdę wiedział, że coś jest nie tak z jego bratem.

"Ja po prostu... to pozostawia zły smak w moich ustach." Twarz Wei Wuxian pociemniała, a Jiang Cheng poczuł, że jakakolwiek riposta, którą zamierzał powiedzieć utknęła mu w gardle.

"Rozumiem..." naprawdę nie, ale też nie naciskał. To już nie był jego brat - nie był to Wei Wuxian, którego znał jak własną kieszeń. Ten Wei Wuxian był jak dzikie zwierzę - znajomy, ale nieprzewidywalny. Nigdy nie wiedział co jego brat zrobi lub powie za chwilę.

"Chodź, czekają na nas w jadalni." Wei Wuxian obdarzył brata uśmiechem, ale mógł powiedzieć, że młodszy chłopiec nie do końca to kupił.

Jego żołądek zapadł się. Był tak skupiony na planowaniu... czegoś, co uratowałoby wszystkich, że nie mógł się zmusić, aby włożyć jakikolwiek wysiłek w swój czyn. Nie mógł dać nikomu poznać, że coś jest nie tak, ale najwyraźniej był tak przezroczysty, że nawet jego emocjonalnie zaparty brat był w stanie dostrzec, że coś jest nie tak. Wei Wuxian przygryzł wnętrze policzka - co robił zbyt często, gdy był pogrążony w myślach - i skrzywił się na nagły smak żelaza. To sprawiło, że jego żołądek zaczął się jeszcze bardziej skręcać.

Nienawidził gapienia się, gdy wchodzili do jadalni. Ponieważ byli tylko gościnnymi uczniami, zasada "nie rozmawiać podczas jedzenia" była nieco łagodniejsza, dlatego też, gdy zajął swoje miejsce, rozległ się bardzo cichy szept. Nawet nie spojrzał na swoją miskę, zanim ją podniósł i wziął kęs czegoś do ust.

"Wei Wuxian poczekaj-" Jiang Cheng próbował go ostrzec, ale było już za późno. Nie wiedział, że Wei Wuxian wziął posiłek swojego brata, a nie swój, który leżał tuż obok. Były praktycznie takie same, z wyjątkiem tego, że posiłek Jiang Chenga zawierał zdrową porcję mięsa na wierzchu, podczas gdy posiłek Wei Wuxiana był bezmięsny.

W momencie, gdy jego zęby wgryzły się w mięso, oczy Wei Wuxiana otworzyły się. Zakneblował gwałtownie, wypluł je i odrzucił od siebie miskę. Wszyscy się teraz na niego gapili - nawet członkowie sekty Lan - ale on nie mógł się nimi przejmować.

Zamiast w jadalni sekty Lan, był z powrotem w Burial Mounds. Jego klatka piersiowa płonęła od nacięcia, które Wen Qing zrobiła, aby pobrać jego rdzeń. Całe jego ciało pulsowało od tego, jak ludzie Wen Chao pobili go na śmierć i życie, a potem zrzucili z urwiska na tę zapomnianą przez Boga ziemię. Jego żołądek domagał się jedzenia - nie miał pojęcia, ile czasu minęło od wylądowania, ale nigdzie nie było jedzenia ani wody. Jego głowa puchła z wyczerpania i niedożywienia, a głosy, które nie chciały przestać krzyczeć do niego, żeby się poddał, poddał i pozwolił im uśmierzyć jego ból...

 

Wtedy to zobaczył. Wpatrywał się w to, z obrzydzeniem myśląc o tym, ale... wiedział, że jeśli szybko nie zje, to naprawdę umrze. Tylko tyle mógł wytrzymać bez jedzenia - ze swoim rdzeniem mógłby wytrzymać jeszcze kilka dni, zanim zaczęłoby się robić tak źle, ale nie miał już tego rdzenia.

Wpatrywał się w zwłoki i mógł stwierdzić, że były jeszcze półświeże, ciało prawie w ogóle nie wzdęło się. Domyślił się, że jakiś miejscowy porzucił je tutaj po walce. Zwłoki miały ranę na skroni i odciski palców wokół gardła - z pewnością kłótnia przybrała gwałtowny obrót, w wyniku czego ten biedny człowiek zmarł.

Wei Wuxian rozważał poddanie się. Jeśli to była jego jedyna szansa na przeżycie, to czy było warto? Czy nie byłoby łatwiej po prostu... poddać się?

Wtedy przypomniał sobie ludzi, dla których musiał walczyć. Jiang Cheng, Shijie, i Lan Zhan. Klan Jiang i zagrożenie ze strony klanu Wen. Myślał o wszystkich rzeczach, które mógłby zrobić, gdyby tylko udało mu się wydostać z tego piekła.

Mógłby znów zobaczyć swoją rodzinę. Mógłby mieć zupę Shijie. Mógłby pomóc odbudować Lotus Pier i spełnić obietnicę daną bratu - zawsze być u jego boku i być bliźniaczym bohaterem klanu Yunmeng Jiang. Mógłby zobaczyć, jak te psy Wen płacą za to, co zrobili Lotus Pier i jego rodzinie. Mógłby ich ukarać za spalenie Zakamarków Chmur i skrzywdzenie Lan Zhana. Mógłby przywrócić spokój do swojego życia.

Wei Wuxian wzmocnił swoje nerwy i zrobił jedyną rzecz jaką mógł.

Przeżyć.

 

"O Boże..." Jego żołądek znowu się uniósł na wspomnienie, ledwo co wyszedł z jadalni, zanim wyrzucił wszystko na gładkie, białe kamienie, na których kiedyś musiał klęczeć - jeszcze w poprzednim życiu.

Nie mógł poczuć żadnych przypraw ani smaków posiłku, który sekta Lan tak łaskawie dla nich przygotowała. Wszystko, co mógł poczuć to zgnilizna, głód, żółć i niechętna energia wnikająca w jego istotę...

"Wei Ying!" Głos Lan Zhana zawołał, ale zamiast pocieszyć mniejszego chłopca, to tylko spowodowało jego większą panikę.

Przypomniał sobie, jak brzmiał głos Lan Zhana, który próbował go przekonać, by wrócił z nim do Zakamarków Chmur - by zostawił resztki Wen na pewną śmierć, na rzecz bycia więźniem w miejscu, które najbardziej nim gardziło.

"Nie mogę wrócić!" Całe jego ciało ponownie się zatrzęsło, tylko żółć i ślina kapały ze spierzchniętych warg. "Ty - ty nie rozumiesz! Nie mogę- nie mogę wrócić-".

"Jesteś bezpieczny," Lan Zhan próbował uspokoić przyjaciela, gdy inni uczniowie wzywali kogoś do pomocy. "Jesteś w Zagłębieniach Chmur, jesteś tu bezpieczny-".

"Nie!" Wei Ying zaczęła miotać się w ramionach Lan Zhana. "Oni- oni mnie tam zabiją! Lan Zhan, oni mnie zabiją, nie mogę wrócić..."

Wei Wuxian opadł w ramiona Lan Zhana, Lan Xichen kucał u ich boku. Starszy brat Lan cofnął rękę, a niebieska energia duchowa, której użył, by uśpić Wei Wuxiana, zakręciła się w powietrzu.

"Bracie-" głos Lan Zhana był ściszony.

"Wiem," Lan Xichen przytaknął uroczyście. "Napiszę do nich natychmiast".

"Mhm." to złamało serce Lan Zhana, ale nie wiedział, co innego zrobić. Wei Wuxian znikał na jego oczach i nie było nic, co mógłby zrobić, aby to powstrzymać.

Jiang Cheng obserwował, jak Lan Zhan - Wei Wuxian w jego ramionach - podąża za uzdrowicielem z jadalni. Wiedział, że coś jest nie tak, skoro jego brat nie poprosił o mięso, ale nigdy nie spodziewał się... tego.

Nawet nie wiedział, co się stało. W jednej sekundzie próbował ostrzec Wei Wuxiana, że chwycił niewłaściwą miskę, a w następnej jego brat wyglądał, jakby miał zwymiotować i zaszlochać jednocześnie. Wydał z siebie zduszony okrzyk, zanim wybiegł z pokoju, tylko po to, aby upaść na kolana i rzucić się na skały.

Jiang Cheng wiedział, że Wei Wuxian nie miał słabego żołądka - w rzeczywistości żartowano, że jego żołądek był zrobiony z metalu mocniejszego niż miecz kultywującego, widząc jak mógł jeść jedzenie wystarczająco pikantne, aby stopić język słabszemu człowiekowi, nie pocąc się przy tym.

Wei Wuxian nie miał słabego żołądka, więc jego reakcja była tak gwałtowna...

Jiang Chen przyrzekł sobie, że dotrze do sedna tego, co dzieje się z jego bratem. Zanim sprawy przybiorą jeszcze gorszy obrót.