Actions

Work Header

o przyjemnościach zhongliego codziennego

Summary:

Kiedy Xiao popada w apatię, Zhongli postanawia podjąć interwencję.

Notes:

Nie wiem, co to jest, poza tym że to część challenge'u @Xantippe i mojego, polegającego na napisaniu krótkiej rzeczy bez researchu i ogólnie większego zastanowienia.

Work Text:

Zhongli nie spotykał się z Xiao często. Nie chodziło nawet o to, czy go lubił – po prostu Xiao wydawał się zbyt zrzędliwy nawet jak na gust samego Moraksa. A to znaczyło już naprawdę wiele.

Nie zareagowałby, gdyby nie Lumine. Jednak kiedy ta przyszła do niego zaniepokojona większą niż zwykle apatią Xiao, uznał, że podjęcie interwencji należy do jego obowiązków.

- Xiao – powiedział donośnie, trzymając w obu dłoniach przyrządzone przez Lumine tofu.

- Wołałeś?

Zhongli stał wyprostowany, ze splecionymi z tyłu dłońmi, w zaciszu jednego z lasów otaczających wioskę Qingce. Karczma Wangshu, w której zazwyczaj przesiadował Xiao, nie należała do ulubionych miejsc Moraxa, z kolei jaksza darzył – niezrozumiałą dla Zhongliego – niechęcią liyuewskie kawiarnie.

- Dobrze cię widzieć – rzekł Zhongli.

- Wiem, dlaczego tu jesteś. – Xiao zdawał się nie podzielać uprzejmości. – Tracisz czas, Moraksie. Wracaj do swojej herbaty i ukochanych opowieści.

Oferując Xiao uprzejmy uśmiech, Zhongli udał, że nie zrozumiał przytyku.

- Nie zamierzam pozwolić, żebyś całkiem zapadł się w smutku. Kiedy był ostatni raz, gdy z radością spędziłeś czas z drugą osobą?

- Nigdy – odparł bez zastanowienia i żalu Xiao. – Jestem jakszą, Moraxie, a nie dyrektorem domu pogrzebowego.

Zhongli stłumił śmiech. Czasem odnosił wrażenie, że Xiao bywał zazdrosny.

- Gdybyś nim był, nie zapraszałbym cię do domu, bo wpraszałbyś się niepytany.

- Przyszedłeś zaprosić mnie do domu?

- Możesz się nie zgodzić, ale wówczas nie będę miał innego wyboru niż chodzić za tobą, opowiadając, jak minął mi ostatni tydzień.

Xiao westchnął cierpiętniczo. Co jakiś czas Moraxowi przypominało się o nim, a wówczas upierał się, by pomóc Xiao – jakby było to możliwe. Jaksza uznał więc, że szybciej i bezboleśniej będzie pozwolić mu to zrobić; żeby to Zhongli poczuł się ze sobą lepiej.

- Złap mnie za rękę – poinstruował.

Na ułamek sekundy świat wokół nich zawirował. Szum w uszach ustał niemal natychmiast, kiedy zmaterializowali się pod zakładem pogrzebowym Wangsheng. 

- Mieszkasz w tej okolicy, prawda? - zapytał beznamiętnie Xiao, mimo że doskonale znał odpowiedź.

Mieszkanie Zhongliego mieściło się przy tej samej ulicy co Wangsheng, na ostatnim piętrze. Była to lokalizacja idealna, jako że w bliskiej odległości mieściła się i praca Zhongliego, i ulubiona herbaciarnia, zaś wysokie ulokowanie pozwalało mu na obserwację miasta o każdej porze dnia. Xiao nie rozumiał tego sentymentu - tak jak zresztą większości upodobań towarzysza. 

- Napijesz się herbaty? - zaproponował Zhongli. 

- Nie po to tutaj jestem - odparł Xiao, z czcią stawiając talerz z tofu na stole. - Właściwie wciąż nie wyjaśniłeś, dlaczego mnie zaprosiłeś.

- Uznałem, że dawno nie spędzaliśmy wspólnie czasu.

- "Dawno" to zwodnicze określenie, gdy jest się skazanym na wieczność.

- Xiao - przerwał mu łagodnie Zhongli - jestem świadom, że nie uleczę nagle bólu, z którym mierzysz się codziennie. Mogę jednak pomóc ci o nim choć na chwilę zapomnieć.

- Znam twoje sposoby na zapomnienie, ale ja nie chcę żyć jak śmiertelnik. Istnieję w jednym celu i nie zamierzam uważać, że jest inaczej.

- Śmiertelne życie niesie ze sobą przyjemności, które czynią wieczność o wiele znośniejszą.

- Herbatę? – zakpił Xiao.

Zhongli nie lubił, gdy ktoś naśmiewał się z jego ulubionego napoju. Nie był to jednak jedyny powód, dla którego zdecydował zamknąć usta Xiao. Pocałował go nagle, ale powoli i ostrożnie i  już miał się odsunąć, kiedy Xiao złapał go za ramiona, niemal boleśnie wbijając w nie palce. 

- Reksie Lapisie - wysyczał. - Zrobiłbym dla ciebie wszystko, ale nie pogrywaj ze mną.

- To nie jest już moje imię - przypomniał mu Zhongli.

Jego twarz rozjaśniał uśmiech, bo chociaż Xiao starał się to ukryć, jaksza wreszcie nie był pozbawioną emocji skałą. 

- Wybacz, mój błąd. Po prostu staram się wyrzucić z pamięci, jak rozkochany w śmiertelnym życiu stał się niegdyś potężny Morax.

- Czyżby mój wybór cię obrażał? - zapytał stoicko Zhongli. 

Z bliska Xiao wyglądał na jeszcze bardziej zmęczonego - przy nieskazitenym wyglądzie wiecznego młodzieńca zdradzały go jedynie oczy. Złote jak u Zhongliego, ale przygaszone i bez blasku, co skrajnie różniło je od spojrzenia Archona.

- Obraża mnie twoja litość. 

- Litość? - powtórzył ze szczerym zdziwieniem Zhongli.

- Nie potrzebuję twoich pocałunków. Zostaw je dla kogoś, kto nie będzie wzbudzał w tobie współczucia.

- Wzbudzasz we mnie wiele uczuć, jednak litość i współczucie nie należą do nich. 

Dłonie Xiao powędrowały wyżej, na policzki Zhongliego. Palce zanurzyły się w ciemnych, miękkich włosach. Tym razem to Xiao zanicjował pocałunek, przyciągnąwszy Zhongliego bliżej, smakując go powoli i głęboko. Obawy z tyłu głowy nie pozwoliły jednak, by Xiao zatracił się w momencie. Głosy, które zawsze mu towarzyszyły, podpowiadając najczarniejsze scenariusze, teraz dawały o sobie znać jeszcze boleśniej. Xiao oderwał się od Zhongliego, ciężko oddychając.

- Wszystko w porządku? - spytał miękko Zhongli.

- Nie jestem gotowy - odpowiedział Xiao tonem, jakby każde słowo sprawiało mu ból.

Z jakiegoś powodu Zhongli przeczuwał tę odpowiedź. Objął towarzysza ramieniem i przez dłuższą chwilę obaj milczeli. Xiao pozwolił, by Zhongli gładził go po włosach i plecach; w końcu sam się przełamał i ostrożnie powiódł dłonią wzdłuż pleców Archona. 

- Chcę, żebyś wiedział, że zawsze dla ciebie jestem - przerwał ciszę Zhongli. - Nie ma rzeczy, z którą musiałbyś się mierzyć sam.

Już kiedyś Xiao słyszał podobne zapewnienia, ale dopiero teraz przeszło mu przez myśl, że może to prawda. Uniósł głowę i gdy jego spojrzenie spotkało złote oczy Zhongliego, po raz pierwszy lekko się uśmiechnął.

- Czy to znaczy, że mogę zostać do jutra? Wolałbym nie być dziś sam - dodał pospiesznie, jak gdyby musiał się usprawiedliwić.

- Oczywiście. Jeśli zechcesz, możemy napić się herbaty. Możemy również potrzymać się za ręce.

Xiao ścisnął dłoń Zhongliego w swojej - i nie puścił jej aż do rana.