Actions

Work Header

𝐁𝐋𝐀𝐂𝐊 𝐒𝐔𝐈𝐓

Summary:

w większości króciutkie one shoty czy drabble z sebastianem michaelisem.

Chapter 1: → bitter-sweet tears

Chapter Text

ŻAL I ROZPACZ były nieodłącznym elementem żałoby, a przynajmniej z początku. Najczęściej łzy słone spływały po twarzach, a obce dłonie rzadko kiedy je ocierały. Któż to prosił, by ingerowano w jego najczulsze punkty życia? Jednak Y/N, mimo że nie chciała, wylądowała w ramionach wysokiego mężczyzny. Ten śmiejąc się gdzieś z niej w środku, przytulał ją do siebie, kiedy to prawie krzyczała z rozpaczy. Koszmar prawdziwy przeżywała i nic nie było w stanie jej pomóc. Nawet ukochany, który był tuż obok.

Zaciskała pięści na marynarce, a ta straciła dzięki temu swą idealność. Sebastian jednak nie narzekał, właściwie to nie mówił nic. Był jedynie ciałem przy niej, jakby to miało wystarczyć i och, było to aż za wiele. Właściwie to chciała popłakać w samotności, tak po prostu, by nikt nie musiał patrzeć na jej słabość, lecz siły nie miała, żeby odepchnąć mężczyznę, dlatego zgodziła się na to. Jego zapach uspokajał ją w jakimś stopniu, a woń czarnego bzu otoczyła z każdej strony. Nie miała chęci, by cokolwiek mówić, a jedyne co i tak miała wypowiedzieć niedługo to zwykle, i pełne smutku dziękuje.

Dłoń odziana w białe rękawiczki gładziła jej plecy, kiedy to ona nosem przyległa do jego szyi. Było w tym coś intymnego, jakby tylko ona miało prawo być tak blisko i och, racja się w zawierała. Gdyby nie to, że przywiązanie ich łączyło, pewnie wciąż obrzucałby jej osobę sarkastycznym komplementami; do tego obdarzając tym charakterystycznym dla niego lodowatym spojrzeniem.

W tym momencie nie wyrażało ono za wiele, lecz lepsza była neutralność niż nieukrywana pogarda, kiedy to łzy brudziły mu świeżą czerń. To jednak nie przeszkadzało wielce, ponieważ spojrzenie pełne łez zawsze wynagradzało mu to wszystko. A przecież jej rozpacz nie równała się z marnotrawstwem czasu, wręcz przeciwnie nawet go urozmaicała. Mimo iż cierpienia widział wiele w swym długowiecznym życiu, to jej przynosiło mu więcej doznań.

— Dziękuję.

Zawsze tylko to słowo ulatywało z jej pełnych żalu warg. Nie przeszkadzało to, boś w końcu uwielbiał zapach i smak jej iście gorzkich, a zarazem słodkich łez. A koło ich relacji zatoczyło kolejne koło, by tylko zaczekać do momentu, w którym to ponownie spotkają się w kolejnym epizodzie pełnego płaczu Y/N. Dopóki jednak nikt na to nie narzekał, mogli razem udawać przed światem, że wciąż nie łączy ich nic, oprócz paru przekomarzań wymienianych w ciągu dnia.