Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationship:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2015-05-11
Completed:
2015-05-11
Words:
4,600
Chapters:
2/2
Comments:
4
Kudos:
191
Bookmarks:
6
Hits:
2,209

Rozległa nicość

Notes:

Tekst tłumaczony na tydzień stereka na Gospodzie pod Złamanym Piórem ;)

Chapter Text

Czasami Stiles myśli o sobie, że jest zbyt… gadatliwy. Szczególnie pamięta moment, kiedy powiedział, że kanima jest wybrykiem natury, a Derek wyglądał na zranionego, jakby Stiles mówił również o wilkołakach.
Nie jest pewien, jakim cudem zaczął rozmyślać na ten temat; o tym, że Derek wie, jak to jest stracić kogoś drogiego — kogoś, bez kogo nie potrafisz wyobrazić sobie życia, dopóki tej osoby już nie ma. I nawet wtedy ciężko jest to wszystko ułożyć sobie w głowie. Ból staje się tępym pulsowaniem w twoim ciele i jesteś do niego tak przyzwyczajony, że wydaje ci się częścią ciebie.
Być może Stiles myśli o tym, ponieważ prawie przez cały czas są bliscy śmierci.
Pamięta, jak powiedział Lydii, że śmierć nie przytrafia się tej osobie, która umiera. Byłby kimś innym, gdyby jego mama wciąż żyła. Derek również byłby inny; mniej ponury i mniej zraniony. Stiles zastanawia się, jakby to było znać go w takiej wersji.
Siedzi na kanapie przed włączonym telewizorem, ale niczego nie ogląda. Jedynie myśli. A może powinien robić coś zupełnie innego.
Sprawa ze Stilesem jest taka, że… ma tatę. Tak, to oznacza również strach przed tym, że go straci. Posiadanie kogoś bliskiego zawsze oznacza strach, że straci się tę osobę. Jednak Derek nie ma nikogo. Szalony wujek i nieobliczalna wataha nie tworzą rodziny.
Stiles nie wie, dlaczego czuje, że musi to zrobić; dlaczego to jego obowiązek, a nie kogoś innego. Możliwe, że jest jedyną osobą na świecie, która w ogóle o tym pomyślała.
Wstaje, zakłada buty, bierze klucze i portfel, a potem biegnie do Jeepa.
Świat wokół niego jest czarny, ale wydaje mu się, że to bezpieczna noc. Deaton powiedział mu, że Stiles ma w sobie coś więcej niż iskrę — że może widzieć i zrobić wiele rzeczy, jeśli tylko przestanie myśleć o sobie jak o komiku, o byciu Robinem do Batmana Scotta, o byciu nerdem, który nigdy nie zdobywa żadnej dziewczyny.
Prawda jest taka, że Stiles nigdy nie myślał o sobie w kategoriach innych niż Stiles. Stara się najlepiej jak może, żeby przetrwać każdy dzień. Zwykle mu się udaje. Jednak przez większość czasu musi martwić się również o innych. Udało mu się stać dla nich użytecznym. Troszczyć się o nich. To jego sposób na przetrwanie.
Kiedy dociera do starej stacji, zdaje sobie sprawę, że nie wie, co robią inni. Również mogą tutaj być, a jeśli tak jest, jego plan nie zadziała.
Stiles wchodzi do środka, nasłuchując, stawiając ostrożne kroki i będąc w pełnej gotowości. Wie, że jeśli jego przyjaciele tutaj są, to już wiedzą, że przyszedł. Mimo wszystko i tak stara się być cicho.
Derek jest sam, co sprawia, że Stiles jednocześnie oddycha z ulgą i ogarnia go strach.
Naprawdę zamierza tego spróbować.
— Cześć — mówi, kiedy Derek na niego spogląda; leży na starym materacu, gdzie czyta książkę. Dziwnie jest widzieć, jak robi coś tak przyziemnego.
— Coś się stało? — pyta Derek, siadając, ale w jego ruchach brakuje napięcia. Stiles zgaduje, że wilkołak sprawdził bicie jego serca - to, czy pachnie jak adrenalina - i zobaczył, że Stiles nie miota się, wrzeszcząc, jakby go mordowali.
Stiles opanowuje narastającą chęć przestąpienia z nogi na nogę.
— Myślałem…
Nagle czuje się głupio.
Derek przechyla głowę w bok, ale nic nie mówi.
— Ja… myślałem… — Stiles przygryza dolną wargę.
— Często to robisz — podpowiada usłużnie Derek.
Nastolatek krzywi się na niego, wiedząc, że się rumieni. Cholera.
— Już nic. To był głupi pomysł. Zapomnij, że… tu byłem. — Robi krok do tyłu, ale Derek wstaje i w sekundę znajduje się w jego przestrzeni osobistej, gapiąc się na niego z góry. To jedynie kilka centymetrów, ale Derek jest wyższy i to wystarcza. Stiles nienawidzi się za czucie się małym.
— Co jest, Stiles?
— Chcę cię przytulić. — Stiles obstaje przy swoim; sam nie może zaprzeczyć, że trzęsie się jak liść. — Męski, platoniczny uścisk, ale z pewnością uścisk. Kiedy ostatnio ktoś cię przytulił?
Usta Dereka otwierają się, a on sam wygląda na tak zaskoczonego, że widok, jaki przedstawia jest niemal komiczny.
— Ja, na przykład, bez przerwy kogoś przytulam — kontynuuje Stiles. — Ty jedynie owijasz wokół ludzi ramiona i łamiesz ich kości.
Wilkołak próbuje coś powiedzieć, ale mu się nie udaje. Następnie bierze głęboki oddech i warczy.
— Jesteś szalony.
Stiles potakuje.
— Tylko szaleńcy oferują uścisk osobom, które groziły, że rozerwą zębami ich gardło, ale pomyślałem… Wataha potrzebuje silnego lidera. Ty jesteś zbyt stoicki i do nikogo nie przywiązany. Również straciłem dużo, wiesz… ale mam tatę, który mnie… kocha. Ludzki dotyk. Coś. Potrzebujesz czegoś normalnego.
— Przytulanie się jest normalne? — pyta Derek, wciąż brzmiąc na zszokowanego.
— Troska o innych ludzi jest — mówi miękko Stiles, sięgając ku niemu. — Nie chcę, żeby coś złego ci się stało. — Wyciąga rękę i układa ją na ramieniu Dereka, przełykając ciężko, gdy odważnie poklepuje go dwa razy i zostawia w tym miejscu dłoń. — Ja… chcę, żebyś wiedział, że jestem ci wdzięczny za uratowanie mi życia tyle razy. To… miłe z twojej strony. — Zwyczajnie wyrzuca z siebie słowa. Nie ma pojęcia co robi, ani dlaczego to robi. Po prostu wie, że Derek na to zasługuje. Mężczyzna nie ma nikogo innego i myśl ta jest tak smutna, że chłopak szybko musi ją od siebie odepchnąć.
Jednak on jest tutaj.
— Mogę cię przytulić? — pyta Stiles niepewnie. Nie puścił Dereka, ale jest to niesłychanie niezręczny dotyk. To nie zda egzaminu. To musi być coś prawdziwego, dobrego, ciepłego. Stiles jest dobry w przytulaniu, nawet kiedy jest niezręcznie; jak z jego tatą.
Derek wzrusza ramionami.
Wzrusza ramionami!
To znaczy, że jest szansa, iż Stiles ma rację. Derek potrzebuje ludzkiego kontaktu tak samo, jak każda inna osoba. Stiles robi krok bliżej, owija ramiona wokół pasa mężczyzny, zatrzymując się na moment, i mówi:
— Nie gryź. To nie jest sztuczka. Chcę cię tylko przytulić.
Chrząknięcie, które dostaje w odpowiedzi, wywołuje na jego ustach uśmiech. Następnie porusza się, owijając ramiona wokół Dereka mocniej i oddychając. Układa policzek przy szyi mężczyzny; ciepło promieniujące od wilkołaka jest przytłaczające.
— Stary, jesteś jak piec.
Derek nie mówi nic, ale po chwili Stiles czuje, jak unosi ręce i owija je wokół niego. Derek krzyżuje swoje palce w dole jego pleców i to byłoby dziwne, gdyby Stiles o tym pomyślał, ale nie myśli.
Nie chce zrujnować chwili.
Stoją tak przez długi moment i jest to bardzo niezręczne, ale głównie miłe. Obaj są samotni w sposób, w jaki nikt inny nie jest. No, poza Isaaciem, ale on nadal wydaje się Stilesowi zbyt dziwnie niebezpieczny dla otoczenia. Do gróźb Dereka jest już przyzwyczajony. Wie, że jak przychodzi co do czego, wilkołak jest całkiem w porządku kolesiem.
To słodkie i Stiles chce zostać w tej pozycji odrobinę dłużej, ale czuje, że Derek odsuwa się, nim on sam ma szansę się ruszyć. Stiles puszcza go; jego ręce odrobinę się ociągają, poklepując mężczyznę po klatce piersiowej i zsuwając po jego koszulce.
— No proszę. To nie było zbyt trudne.
Derek cofa się, a Stiles nie potrafi spojrzeć mu w oczy.
— Musisz iść. — Słowa są ciche i miękkie. — Issac się zbliża.
Stiles uśmiecha się, macha na pożegnanie i idzie do drzwi. Prawie się potyka, ponieważ tutaj zawsze coś leży na podłodze, ale udaje mu się utrzymać równowagę, gdy spogląda przez ramię.
— Przyjdę jutro — mówi. — Na uściskową terapię.
Derek macha na niego lekceważąco, ale Stiles widzi, że kącik jest ust unosi się do góry. Tak, udaje mu się coś zmienić.
— Nie jest z tobą tak źle — mówi niedbale i może to nie jest odpowiednia rzecz do powiedzenia, a on nie jest do tego odpowiednią osobą, ale Derek nie wygląda na złego. Jedynie pochyla głowę, potrząsając nią odrobinę, i Stiles wychodzi, szczerząc się radośnie.
W drodze powrotnej spotyka Isaaca, a sposób, w jaki chłopak na niego spogląda, sprawia, że Stiles zastanawia się, czy pachnie jak Derek — a może po prostu chodzi o to, że zazwyczaj nie wygląda na tak szczęśliwego po spotkaniu z wilkołakiem.