Actions

Work Header

Rating:
Archive Warnings:
Categories:
Fandom:
Relationship:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2022-10-09
Words:
6,989
Chapters:
1/1
Kudos:
5
Hits:
115

Wolf heart ✔

Summary:

Zayn jest Alfą, który mieszka z ojcem. Po śmierci matki bruneta, jego ojciec kompletnie się załamał i nie interesował się synem, kiedy był trzeźwy. Kiedy był pod wpływem alkoholu robił mu okropne rzeczy. Pewnego dnia, decyduje się go oddać za marne grosze do Alfy stada. Przestraszony i sponiewierany Zayn uważał, że nie zasługiwał na szczęście czy miłość.
Nie wiedział tylko, że trafiając do Liama i Nialla, jego omegi, mógł zyskać wszystko, co pragnął - miłość, szczęście i swoją rodzinę.
A co jeśli życie miało do niego wiele niespodzianek?

Notes:

One shot
23.10.2020 - 28.10.2020

Work Text:

Zayn nie wiedział, co mogło być gorsze — pijany ojciec czy jego zniszczone życie. Słyszał trzaski z dołu, ktoś tłukł butelki i słyszał głośne śmiechy, rozmowy i wydawało mu się, że nawet muzykę. Zastanawiał się, dlaczego spotkało go takie życie. Jego mama odeszła z powodu choroby, ojciec kompletnie się załamał, a siedemnastoletni już Zayn został sam ze swoimi problemami. Też cierpiał — przecież to normalne po stracie rodzica. Zamknął się w sobie i ledwo co dawał sobie radę w szkole. Usunął się na bok i tak egzystował. Miał szczęście w szkole — nikt się do niego nie czepiał, nauczyciele wiedzieli o jego rodzinnej sytuacji i starali się mu pomóc.

Był alfą. Wiele razy głowił się, dlaczego nie mógł się zachowywać jak alfa. Powinien być silny, odważny, planować, znaleźć omegę, a może nawet już ją mieć. Nie powinien się bać własnego cienia, ojca i wszystkich dookoła. Czuł się kompletnie bezsilny i nie mógł nic na to poradzić. Pogodził się ze swoim losem i tym, że będzie tkwić z ojcem do końca życia.

Zadrżał, kiedy usłyszał kroki na korytarzu. Zacisnął dłonie na poduszce i próbował schować się pod kołdrą. Wiedział, co się za chwile stanie. Nie podobało mu się to ani trochę. Nie miał nawet klucza w drzwiach, aby uchronić się przez tym tyranem. Liczył kroki, a potem wstrzymał oddech, jak otworzył drzwi. Poczuł odór alkoholu.

— Chodź tu, niewdzięczny bachorze — powiedział i szybkim krokiem podszedł do jego łóżka. — Dobrze wiesz, która jest godzina. Miałeś na mnie czekać rozebrany.

— Proszę... Ja-ja...

— Milcz! — Krzyknął, a on skulił się w sobie. Ściągnął z niego kołdrę i pociągnął za włosy. — Powinieneś dostać karę za nieposłuszeństwo. Jesteś niegrzeczny, głupia omego.

Rzucił go na łóżko, ale to go nie bolało. Bolało go to, jak go nazwał. Poniżył go już całkowicie. Zacisnął oczy, aby niechciane łzy nie wyleciały po policzkach. Usłyszał odpinanie paska.

— Na co czekasz? Na dole jest jeszcze trzech chętnych na ciebie.

— C-co? Ja... Proszę. Ja... Nie...

Pijany ojciec się uśmiechnął pod nosem i chwycił go ponownie za włosy. Młoda alfa próbowała nie krzywić się na śmierdzący zapach alkoholu.

— Rozbieraj się.

Ze łzami w oczach zaczął rozpinać sobie, a potem je z siebie suwać. Tłumił w sobie żałosny szloch i łzy. Nie mógł pokazać, że był słaby. Odrzucił spodnie na bok, a potem rozpiął bluzę. Pod spodem nic nie miał. Jego ojciec obrócił go i przycisnął do materaca. Miało spotkać go tyle złego w miejscu, który był jego azylem. Błagał w myślach, aby ktoś to przerwał. Nie chciał czuć jego obleśnych i szorstkich dłoni na swoich biodrach, plecach i w miejscu, gdzie jego ojciec nie miał prawa dostępu.

— Ty myślisz, że cię ominie kara? — Zapytał i chwycił za materiał bokserek. — W którym miejscu cię zaknotować? Usta czy...

Zayn'a zamurowało. Zaczął się szarpać, aby stamtąd uciec. Myślał, że zrobi to, co zawsze i wyjdzie, a on będzie mógł zacząć płakać.

— Nie ruszaj się gówniarzu! Za chwilę zawołam...

— Nie! — Krzyknął i spomiędzy ust wyrwał się szloch. — J-ja... Przepraszam.

Starał się myśleć o czymś innym niż to, co się działo w ogół niego. Wymyślał sposoby, przez które mógłby odejść z tego świata. Mógł zrobić to już dawno — przecież trzymał tabletki i alkohol ukryte pod łóżkiem. Mógł pójść na obce terytorium i dać się rozszarpać, wrzucić suszarkę do wody, wziąć linę, spowodować wypadek. Miał tyle opcji, ale jednak nadal wierzył, że mogło być dobrze. A nie mogło. Kiedy poczuł rozrywający ból, a potem mocne popchnięcia, rozpłakał się na dobre. Zawsze starał się to znieść, nie płakać, oddać bez przemocy fizycznej czy słownej. Sama świadomość, że miał być zaknotowany przez alfę, przez własnego ojca... Nie mógł tego znieść. To było niezgodne z prawem. Nie był przystosowany do takich czynów. Powoli tracił nadzieję, z dnia na dzień ona opadała, ale dzisiaj? Dziś stracił ją kompletne. Zapłakał, głośno i żałośnie — dla niego. Nie mógł w to uwierzyć, że takie coś właśnie go spotkało. Brakowało, tylko aby wyrzucił go na bróg.

Bolało go wszystko — ból promieniował od samych palców u stóp aż po samą głowę. A najbardziej bolało go serce. Ufał ojcu, myślał, że dadzą radę przetrwać tę tragedię. Mylił się. Bardzo się mylił.

Znienawidził też samego siebie. Czuł się... Kompletnie niepotrzebny, zużyty. Co chwilę znajdował kolejne określenia na siebie.

Krzyknął, kiedy poczuł rozrywający ból, a potem ciało większej alfy opadło na niego, przygniatając do materaca. Wziął ledwie jeden wdech, a potem drążą ręką, próbował zrzucić jego ciało, ale kiedy tylko się ruszył, ból promieniował, przyprawiając go o zawroty głowy. Był gotowy tu i teraz, aby prosić o natychmiastową śmierć. Chwilę później poczuł, jak alfa wstała i wysunęła się z niego. Jęknął żałośnie na ból, który spowodowała.

— Że ja wcześniej tego nie robiłem! — Zaśmiał się, a potem uderzył w prawy pośladek. — Naciesz się, póki możesz. Niedługo stąd wylecisz.

Usłyszał zamykanie drzwi, a potem rozpłakał się na dobre. Okrył się kołdrą i zwinął się w kulkę. Nie chciał takiego życia. Nie chciał bólu, cierpienia, łez i ojca alkoholika, tyrana i takiego sadystę.

Następnego dnia, kiedy Zayn próbował uspokoić się od płaczu, Liam Payne, alfa stada, porządkował dokumenty, zaległe listy i miał przyjąć jedną osobę. Słyszał o tragedii państwa Malik'ów. Był ciekawy, z jaką prośbą głowa rodziny do niego przychodziła.

— Skarbie? — powiedział Niall, który siedział obok niego. — Coś czuję, że dzieje się coś złego. Dzisiaj dzwonili ze szkoły. Nie pojawił się Zayn Malik, nie można też dodzwonić się do jego ojca ani do niego.

— Może zaspał? Dobrze wiesz, jaka jest teraz młodzież.

— Jesteś od niego, tylko o pięć lat straszy, a ja o dwa. Poza tym chodziłem z nim do szkoły przez tą tragedią i po tragedii. Zayn się kompletnie zmienił i trochę się niepokoję — powiedział blondyn i westchnął. — Dzisiaj ma przyjść jego ojciec, tak? Kiedy umówił się na to spotkanie?

— Dzisiaj rano. Mówił, że to bardzo pilne.

Blondyn kiwnął tylko głową. Wiedział, że coś się stało. Na sto procent się coś stało, ale wolał o tym nie myśleć. Nie teraz. Znał Malik'a, może nie osobiście, nie dobrze, ale miał przecież znajomych, którzy chodzili do tej samej szkoły. Harry sam go informował. Zayn przychodził czasami posiniaczony, z każdym dniem coraz bardziej przestraszony. Nie podobało mu się to ani trochę. Był Luną tego stada, musiał trzymać rękę na pulsie. I co z tego, że Zayn był alfą? Chciał mu pomóc, mimo wszystko.

— Przyznasz mi rację, jak pan Maik tutaj przyjdzie. Zobaczysz.

Liam westchnął. Niall miał przeczucie, ale nie mógł od razu wszystkiego rzucać i zająć się tylko tą sprawą. Miał multum innych spraw, którymi musiał się zająć.

— Porozmawiam z nim. Jeśli będzie chodziło o jego syna, natychmiast to sprawdzę. Gdyby coś się poważnego stało, a mam nadzieję, że nie, wtedy pomyślimy co później, dobrze?

Niall kiwnął głową, ale i tak chciał sprawdzić to na swoją rękę.

W domu państwa Malik'ów panowała cisza. Zayn zdążył się zdrzemnąć, a jak się obudził, nikogo nie było w domu. Pamiętał tylko co, mówił mu ojciec, kiedy rano wychodził. Kazał mu się spakować. Chciał go wyrzucić z domu? Podniósł się z łóżka i rozejrzał się po pomieszczeniu. Zacisnął oczy, nie chcąc sobie przypomnieć tego, co wydarzyło się wczoraj. A może to lepiej, że go wyrzuci? Przetarł twarz ręką i podniósł swoją koszulę z wczoraj. Włożył ją na siebie i odnalazł bokserki. Wciągnął je na siebie, nie patrząc czy przyniosło mu to jakiś ból. Chciałby, aby to okazało się snem, czymś, co nigdy się nie zdarzyło. Wziął szybki prysznic, który nie ukoił jego nerwów. Później chciał się położyć, ale przypomniał sobie jego słowa: „Do dwunastej masz być spakowany". Ponownie zapłakał, ale szybko starł łzy. Zrobił to, co musiał, a potem położyć się do łóżka. Chciał zasnąć i nigdy się nie obudzić.

Szatyn westchnął i spojrzał na Niall'a, który nie ukrywał swojego uśmiechu zwycięstwa. Ktoś wysłał im zdjęcia, gdzie jasno było widać jak ojciec Zayn'a go szarpał czy bił. Ktoś zapukał do drzwi, więc Liam krzyknął „Proszę" i schował zdjęcia. Przez drzwi wszedł Yaser Malik. Zadowolony z siebie mężczyzna, co nie spodobało się blondynowi. Zmrużył oczy, wyczuwając od niego alkohol. Już mu to się nie spodobało.

— Dzień dobry Alfo, Luno — powiedział i dłużej zatrzymał wzrok na Niall'u. Liam zmarszczył brwi.

— Witaj Yaser. Co się do nas sprowadza?

Z każdym jego słowem, Niall'owi robiło się niedobrze. Jak ktoś mógł mówić takie okropieństwa o własnym dziecku? Nie chciał nawet tego słuchać. W pewnym momencie wstał i uderzył pięścią w stół.

— Chcesz sprzedać własnego syna, bo brakuje ci na chlanie!? — Krzyknął tak głośno, że Liam sam podskoczył na swoim miejscu. Wolał nie uspokajać go, bo wiedział, że miał rację. — Jak śmiesz przychodzić tutaj, prosić o takie rzeczy!?

— Nie ponoś na mnie głosu, durna omego! To mój syn! Mogę robić z nim, co żyć mi się nie podoba!

— Obowiązują cię zasady stada. Nauczyciele w szkole widzą, że coś jest nie tak. Już trafiła do nas sprawa o nim. Jeszcze jedna skarga, że Zayn przyszedł do szkoły posiniaczony...

— To co? — Zapytał i wstał. Omega skuliła się, ale potem wyprostowała się dumnie. Żadna obca i obleśna alfa nie mogła mu nic zrobić.

— Gówno w zoo, jak nie wiesz co. Zostaniesz wydalony z stada, a ja bardzo mocno postaram się oto, abyś trafił na obce wilki.

— Zgadzam się — powiedział w pewnym momencie Liam. Niall spojrzał na niego zaskoczony. — Proszę podać mi wszystkie dane bankowe.

— Liam! Co ty wyprawiasz?!

— Niall, proszę, idź i powiedz Marie, aby przygotowała wolny pokój. Blisko naszego.

Zacisnął usta i wyszedł, trzaskając drzwiami. Jak on mógł na to pozwolić!? Odnalazł kobietę i z uśmiechem poprosił ją o przygotowanie pokoju na ich piętrze. Była bardzo zdziwiona, ale nie dopytywała. Musiała słyszeć krzyki z gabinetu. Zabrał klucze od samochodu i sam postanowił sprawdzić dom Malik'ów. Zadzwonił po drodze do Harry'ego, prosząc go, aby przybył na miejsce. Ufał mu, był tak samo omegą, a nie wiedział, w jakim stanie będzie młodszy. Wolał nie brać ze sobą alfy. Dokładnie zauważył na rękach ślady, które mogły powstać w samoobronie.

— Niall? Po co ty mnie tutaj sprowadzasz?! Chciałem iść spać.

— Ojciec Zayn'a go właśnie sprzedał — powiedział i spojrzał na dom. — Wyczułem od niego alkohol, Liam się zgodził za niego zapłacić i... Wkurzyłem się, dobra? Nie podoba mi się coś tutaj. Widziałem ślady, jakby Zayn próbował się bronić... Kurwa, a co jeśli mu coś poważnego zrobił albo...

— Nie gdybaj. Jak dobrze, że jesteś Luną. Nie wsadzą nas do pierdla, jak włamiemy się tutaj.

Obaj parsknęli śmiechem, ale blondyn musiał mu przyznać rację. Podeszli do drzwi i Harry wyciągnął już rękę, aby zadzwonić, ale niebieskooki go zatrzymał. Nacisnął klamkę, która ustąpiła. Uśmiechnął się pod nosem i wszedł do środka. Pierwsze co w niego uderzyło to alkohol. Zobaczył dużo puszek, butelek, a niektóre potłuczone.

— Kurwa, wiedziałem! — powiedział i szybkim krokiem ruszył do przodu. Rozejrzał się po salonie i kuchni. — Wszystko wygląda jakby przeszło tutaj tornado...

— I wyczuwam zapachy obcych alf. Myślisz, że...

— Zamknij się, Harry i chodź na górę. Mam dziwne przeczucie.

Obaj ruszyli w stronę schodów. Już mogli usłyszeć szloch. Harry zatrzymał się i pokiwał głową.

— Nie mogę tam wejść. Przepraszam Niall. Zaraz sam się popłaczę.

— Zostań tutaj, gdyby coś się działo, będę krzyczeć i wtedy musisz przyjść mi pomóc.

— Wtedy przyjdę.

Wziął głęboki wdech i liczył każdy schodek. Wyczuł na sobie wzrok Harry'ego, nie mógł stchórzyć. Liam wielokrotnie powtarzał mu, że był najdzielniejszą omegą, jaką tylko mógł spotkać. Musiał mu przyznać rację. Otwierał każde drzwi po kolei, aż trafił na te odpowiednie. Pokój był schludny, średniej wielkości i urządzony z ciepłem. Na łóżku zauważył bruneta, który trzymał coś w ręku. Rozszerzył oczy, widząc co.

— Zayn nie! — Krzyknął i wytrącił mu z dłoni garść tabletek. Zrzucił butelkę z alkoholem na ziemię, roztrzaskała się, ale wcale mu to nie przeszkadzało. — Zayn, wziąłeś już coś?

Zaniósł się płaczem, nie mogąc wyksztusić z siebie żadnego słowa. Niall przytulił go, a on napiął ciało.

— Nic ci nie zrobię, wiesz? Możesz być spokojny. Nie musisz się mnie bać, jestem tylko omegą. Harry czeka na dole, też jest omegą. Pamiętasz go? Harry Styles, chodzicie razem do szkoły. Do tej samej chodziłem ja, ale w tym roku ją skończyłem.

— J-ja...

— Shh, nie musisz nic mówić. Pojedziesz teraz ze mną i Harry'm dobrze? Masz jakieś... Och, jesteś spakowany? — Poczuł delikatny ruch głową. Wziął to za tak. Jego ojciec musiał mu coś już mówić. — Dasz radę wstać? Musimy iść do samochodu.

— Niall, wszystko okay?

— Hazz, um... Tu są jego torby, weź je, jak dasz radę. Jak nie, to zadzwonimy do Louis'a.

— Dam radę. Będzie coś jeszcze do zabrania?

— Zayn? Masz coś jeszcze? — Zapytał, a on zaprzeczył. — Dobrze, w takim razie... To wszystko. Idź Hazz. A ty, Zayn... Jesteś... Okay, chodź. Boli cię coś?

Zacisnął usta i kiwnął głową na 'nie' choć z każdym krokiem bolało go całe ciało. Nie wiedział też, gdzie zabierał go Niall, ale czuł dziwną potrzebę zaufania mu. Poczuł bezpieczeństwo i ciepło, którego mu brakowało. Był głupi, ale wolał być jak najdalej od tego miejsca. Zeszli na dół, gdzie przy samochodzie czekał brunet. Pakował wszystko do bagażnika. Usiedli na swoich miejsca, a Zayn poczuł się przytłoczony. Nie wiedział, gdzie go zabierali, ale nie czuł się z tym źle. Kiedy oddalał się bardziej od tego złego miejsca, strach znikał, a na jego miejsce wchodziła ulga. Chciałby być gdziekolwiek, ale nie tam.

Po drodze Zayn zasnął, a kiedy dojechali na miejsce, nawet nie drgnął. Niall westchnął i oparł głowę o kierownicę.

— Niall? Obawiam się jednej rzeczy. Nie czuć od niego zapachu alfy, wiesz? Jakby był neutralny jakby betą.

— No chyba nie mówisz, że jego ojciec mógłby mu podawać leki na zamaskowanie. Przecież wtedy znika gorączka, cały organizm jest roztrojony, nie wiadomo jest, jakim jest się wilkiem... To nawet nie jest zgodne z prawem... Liam ani jego ojciec nigdy nie mieli prośby o takie rzeczy. Wiedziałem, że coś jest nie tak!

Liam w tym samym czasie zauważył samochód stojący na podjeździe. Wyraźnie widział tam Harry'ego i swojego narzeczonego. Dyskutowali o czymś, bo Niall wyraźnie machał rękami, a później, na tylnym siedzeniu zauważył kogoś jeszcze. Chłopak wyraźnie był zmęczony, miał duże sińce pod oczami, ale też zaczynał się pokazywać siniak na lewym policzku. To musiał być Zayn. Westchnął, bo Niall miał rację. Zgodził się na tę propozycję, bo zobaczył liczne zadrapania na ramionach mężczyzny. Nie wyczuł też zapachu Zayn'a. Nic oprócz alkoholu. Musiał przyznać blondynowi rację.

Zszedł na dół, a potem udał się do drzwi. Wyszedł i podszedł do drzwi. Niall w tym samym czasie wyskoczył z samochodu, idąc w jego stronę.

— Miałem rację, ty dupku! Miałem! Zayn chciał popełnić samobójstwo! Nie wiadomo, co mu jeszcze zrobił! A poza tym, Harry mówił, że nie wyczuł zapachu alfy od niego. Podejrzewamy, że... Jego ojciec podawał mu leki, na które ty możesz się zgodzić, albo twój ojciec kilka lat wstecz.

— Ani ja, ani mój ojciec nigdy takiej zgody nie wydawaliśmy. Zrobił to nielegalnie?

— Na to wychodzi. Um... I będzie potrzebny lekarz i psycholog. Najlepiej omega. I nie podchodź do niego. W bagażniku są torby, tylko to weź, a my z Hazzą sobie poradzimy.

— Na pewno?

— Tak, na pewno — powiedział i cmoknął go szybko w usta. — A teraz idź, zanim Zee się obudzi. Nie wiadomo, czy boi się alfy, czy wszystkich. Później do ciebie przyjdę i powiem, co się dowiedziałem.

Zayn obudził się kilka godzin później, wypoczęty, w nowym pokoju i w bardzo wygodnym łóżku. Leżał jeszcze długi czas. Nie chciał stąd wychodzić, ale chciał się dowiedzieć, dlaczego Niall Horan, Luna stada przyjechała do jego domu. Musiał wyglądać żałośnie w szkole, a ona przekazała te informacje dalej, a może to któryś z sąsiadów zgłosił to do Liam'a? Wolał na razie o tym nie myśleć. Wolał leżeć i zastanawiać się, co z nim dalej będzie. Musiał chodzić do szkoły, zabrał jakiś zeszyt, książkę, ale nie chciał tam wracać. Jego ojciec mógł go bardzo szybko znaleźć, a później zmusić do powrotu. Nie przeżyłby tego. Za żadne skarby świata, nie chciał tam wrócić. W końcu usłyszał kroki na korytarzu i napiął ciało, a potem przypomniał sobie o tym, że nie jest w jednym budynku z nim. Przekręcił się na drugi bok. Usłyszał otwieranie drzwi, a później smuga światła wpadła do środka.

— Nadal śpi?

— Daj mu spokój, jest wykończony — powiedział Niall. — Mówiłem ci imbecylu, że coś jest nie tak. Jak już przyszedł pierwszy donos ze szkoły! Mówiłem! A ty, że nie, że to nic poważnego, że pewnie wpadł w bójkę, bo w końcu alfa! Gówno, a nie alfa! Nawet nie czuć zapachu! Lepiej mi powiedz, że poszukałeś coś na ten temat.

— Poszukałem. Nigdzie nie ma zgody. Ostatnia zgoda była dwadzieścia lat temu. Podawał mu te leki bezprawnie, naraził go na dużą szkodę i mówił mu, że jest kimś, kim nie jest. Jak się obudzi, będę musiał z nim porozmawiać, wiesz o tym?

— Ale...

— Lottie przyjdzie tutaj też, Louis jej powiedział, aby natychmiast wstawiła się u mnie. Jest omegą, tak jak chciałeś. I pani doktor też przyjdzie, też omega. Nie musisz się martwić.

— Chcę być przy tej rozmowie.

— I będziesz. Obudzisz go? Zaraz będzie kolacja.

— Dobrze, ale ty przynieść ją do pokoju. Niech najpierw się przyzwyczai do nowego otoczenia, a potem małymi kroczkami będziemy wprowadzać go do normalnego życia.

Zapach alfy stawał się coraz mniej intensywny. Zayn uspokoił się, a potem podniósł lekko głowę, patrząc na uśmiechniętego Horan'a. Zapalił on światło i podszedł do biurka, biorąc krzesło. Postawił je, jak najdalej łóżka, a sam zajął miejsce obok bruneta.

— Jak się spało? — Zapytał i odgarnął mu włosy z oczu. — Mówiłem już, nie musisz się mnie bać. Zaraz przyjdzie Liam z jedzeniem. Musimy z tobą porozmawiać, dobrze?

— Ja... Um... O-okay.

Niall widział jego wahanie, ale delikatnie się uśmiechnął. Chwycił za rękę.

— Będę tutaj cały czas. Nie musisz się martwić. Potem przejdziemy do małego gabinetu, na parterze. Lekarz musi cię obejrzeć. Resztę wytłumaczy ci Liam, jak przyjdzie z kolacją.

Długo to nie trwało. Alfa weszła z pełną tacką jedzenia. Zayn nie wiedział, czy dałby radę zjeść cokolwiek. Był zbyt zdenerwowany, aby to zrobić.

— Zatrzymaj się Liam. Nie przekraczasz tego krzesła. Daj mi tackę i siadaj — powiedział i odebrał od niego dużą porcję kolacji. Przekazał ją brunetowi, który nie wiedział, co miał robić. Wewnętrznie czuł, że nie mógł jeść przy alfie, a przynajmniej nie przy Alfie Stada. — Jedz, Zayn. Chociaż trochę.

Kiwnął głową i wziął pierwszego tosta. Ugryzł go i momentalnie zrobiło mu się niedobrze. Odłożył to na talerz i pokiwał głową. Niall westchnął, ale odebrał od niego tackę i postawił na stoliku.

— I tak zjesz później. A teraz, Liam, możesz mówić.

— Wszystko?

— Nie. Połowicznie. Wszystko! Ma prawo wiedzieć, jakiego... Mów.

— Od dzisiaj będziesz mieszkać z nami. Był tutaj dzisiaj twój ojciec i może omińmy to, co mówił oraz, to co zrobił? — Zapytał, a Zayn szybko przytaknął. — Okay. Podejrzewamy, że podawał ci leki, które powodują, że... Tracisz swoją wilczą stronę. W tej chwili jesteś neutralny. Nie wiemy, czy jesteś alfą, czy omegą. Dlatego przyjdzie pani doktor, to jest omega, i cię przebada, dobrze? I przyjdzie Lottie, siostra Louis'a, alfy Harry'ego. Też chciałaby z tobą porozmawiać, o tej... Całej sytuacji. Możesz jej zaufać, jest omegą i profesjonalistką.

— Mogę być... O-omegą? O-on...

— Możesz być, nie wykluczamy tego. Najważniejsze jest teraz to, abyś odpoczął. Zadzwonię jutro do szkoły i powiem im, że masz dwutygodniowe zwolnienie z zajęć, a potem będę wnioskować o naukę w domu. Zostały ci dwa lata, nie warto tego psuć. Niall ci pomoże, sam mi to proponował.

— Dokładnie! — powiedział i szeroko się uśmiechnął. — Mam gdzieś stare wypracowania, książki. Damy radę!

Brunet delikatnie się uśmiechnął i kiwnął głową, a potem zrobiło mu się słabo. Zakręciło mu się w głowie, przez co opadł na poduszki.

— Zee? Wszystko okay? — Niall pochylił się nad nim. Spojrzał na bladego chłopaka. — Kiedy przyjdzie lekarz?

— Powinna być w każdej chwili. Pójdę zobaczyć. Dasz sobie sam radę?

— Oczywiście — powiedział, a Payne wyszedł. — Wstaniesz? Pójdziemy już do gabinetu.

Podniósł się, a blondyn go przytrzymał. Ponownie zakręciło mu się w głowie, ale zacisnął zęby i wstał z pomocą Horan'a. Dosyć szybko i sprawnie przeszli na dół, a później do gabinetu.

— Zostać z tobą? — Zapytał.

— A-a możesz?

— Oczywiście, że mogę i z chęcią to zrobię. Pani doktor powinna zaraz tutaj być. Poczekasz tutaj? Pójdę sprawdzić.

Przytaknął i przymknął oczy, kiedy wyszedł. Analizował wszystko, co do tej pory się dowiedział. Ojciec wpajał mu od małego, że jest alfą, a matka tylko przytakiwała. Później, po jej śmierci, wszystko się zmieniło. Ojciec stał się dziwnie oschły i bardziej wymagający od niego. Zaczęło się od zwykłych obowiązków domowych, a później zaczął robić coś innego. Nie był pewny, czy powinien powiedzieć Niall'owi bądź Lottie, że oprócz niego, krzywdę robili mu też jego koledzy z pracy czy jacykolwiek mężczyźni, którzy przychodzili do domu.

Drzwi od gabinetu otworzyły się i weszła przez nie kobieta ubrana w biały kitel, z torbą w ręku. Za nią Niall, a Liam stanął w progu.

— Luno...

— Zostaję. Zayn wyraził na to zgodę. Nie czuje się pewnie z obcymi.

Pani doktor tylko westchnęła i pokiwała głową. Payne zamknął drzwi i oddalił się od pomieszczenia. Niall stanął przy brunecie i dotknął jego ramienia.

— Dobrze, pobierzemy teraz krew i zrobimy podstawowe badania, a później USG. Chcę wykluczyć wszystkie opcje i dowiedzieć się, jakim wilkiem jesteś. Pan Payne wytłumaczył mi wszystko przez telefon. Jeśli nie będziesz czuć się pewnie, przerwiemy badanie i odczekamy trochę, a później znowu spróbujemy, dobrze? Nie musisz się mnie bać. Zajmuję się na co dzień skrzywdzonymi osobami. Opatrzę również twoje rany, bo widzę, że nie tylko masz siniaki. Przepiszę ci maści na te sińce.

Zayn kiwnął głową i słuchał ją uważnie. Sprawiała wrażenie osoby, której można było zaufać. Pobrała mu krew i powiedziała, że wyniki będą dopiero jutro. Niall patrzył się jej na ręce, ale w pełni to zrozumiała.

— Zayn? Musisz się rozebrać. Najpierw koszulka, dobrze? Zrobimy USG i zobaczymy, czy tam masz jakieś rany. Potem założysz koszulkę, abyś czuł się dobrze.

Zayn spojrzał na Niall'a.

— Mam się obrócić czy wyjść? Musisz czuć się...

— Je-jest okay.

Ściągnął koszulkę i podszedł na kozetkę. Położył się i najpierw obserwował, jak kobieta włącza sprzęt, a później chwyciła za rękawiczki. Przymknął oczy, kiedy poczuł zimny żel na brzuchu. Przygryzł mocno wargę i otworzył oczy. W pomieszczeniu panowała potworna cisza. Kobieta cały czas przesuwała głowicą po jego brzuchu, aż w końcu się zatrzymała. Kliknęła coś na urządzeniu.

— Um... Zayn? Masz jakiegoś partnera? — Zapytała, a chłopak zamarł.

— C-co?

— Co to znaczy? — Odezwał się Niall i podszedł bliżej. — Co to ma do rzeczy?

— Zayn jest omegą i... W ciąży. To będzie około trzeciego miesiąca.

Czuł się, jakby czas zwolnił. Zobaczył zdziwioną i zmartwioną minę Niall'a, panią doktor, która jeszcze raz sprawdzała, czy obraz się zgadzał. Zerwał się ze swojego miejsca, a potem nałożył koszulkę, nie przejmując się żelem, który miał na swoim ciele. Za nim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, Zayn wybiegł z pomieszczenia, wpadając na Liam'a. Odskoczył od niego jak poparzony, a później uciekł na odpowiednie piętro i do tymczasowego pokoju. Zamknął za sobą drzwi na klucz i wybuchł płaczem. Gorączkowo próbował sobie przypomnieć, co było trzy miesiące temu. Jego ojciec dopiero po raz pierwszy wczoraj próbował go zankotować. Nie wiedział, na czym to polegało. Zaniósł się większym płaczem, jak uświadomił sobie, że trzy miesiące temu jego ojciec z kolegami odurzyli go alkoholem. Wtedy musiał go któryś... Nawet nie chciał o tym myśleć.

Liam był zdziwiony zachowaniem chłopaka. Poszedł do gabinetu, a tam zauważył wściekłego blondyna i panią doktor.

— Zabiję skurwiela! — Krzyknął w pewnym momencie Niall i spojrzał zły na Payne. Jego oczy błysnęły niebezpiecznie złotem. — Liam wyjść stąd. Teraz mam wstręt do pieprzonych alf!

— Co się stało?

— Co się kurwa stało!? Zayn jest omegą! Wyobraź sobie, że jakiś skurwiel go zaknotował i jest w trzecim miesiącu ciąży!

Zamrugał zaskoczony, a potem zacisnął usta w cienką linię. Sam miał ochotę rozszarpać tego kogoś, kto tak skrzywił nic nieświadomą omegę.

— Co? Nie rób sobie ze mnie żartów.

— To nie jest żart! Zayn jest naprawdę w ciąży. Kurwa! Gdzie on jest?

— Pobiegł na górę.

Niall ruszył za nim szybkim krokiem. Kiedy dotarł na piętro, usłyszał głośny płacz. Zapukał delikatnie do drzwi.

— Zee? To ja, Niall. Możesz mnie wpuścić? Chcę cię przytulić.

Chwilę odczekał, aż usłyszał dźwięk odkluczania. Uśmiechnął się delikatnie i otworzył drzwi, a później wszedł, ponownie zakluczając. Nie chciał, aby przypadkiem Liam tutaj wszedł. Usiadł obok niego na podłodze i przyciągnął do siebie. Brunet mocniej się rozpłakał.

— Musisz mi powiedzieć Zayn czy to zrobił ktoś inny, czy... Czy twój ojciec? To bardzo ważne. Będą wyciągnięte z tego bardzo poważne konsekwencje.

— Mój o-ojciec próbował wczoraj, ale... a chyba mu się nie udało. Trzy miesiące temu... Było u nas kilku jego kolegów, nie wiem, skąd ich zna — powiedział i na chwilę przerwał. — Nie pamiętam tego dobrze, oni... Kazali mi pić alkohol, a potem...

— Shh, nie musisz więcej mówić. Liam wyciągnie z tego konsekwencje. Nie martw się. Damy sobie radę. Nie zostawię cię, a tym bardziej Liam, który zgodził się wziąć się pod swój dach. Tutaj jesteś całkowicie bezpieczny.

— Ja nie chcę...

— Tylko nie mów, że chciałeś powiedzieć, że nie chcesz robić nam problemu. Wszystko da się rozwiązać. Porozmawiasz z Lottie? Jutro przyjdzie pani ginekolog z wynikami krwi, spróbujemy też wyrównać twój organizm, bo przez te leki zgubiłeś gorączkę i twoje ciało nie jest przystosowane do szczeniaka.

Zayn spuścił głowę i spojrzał na swoje dłonie. Czy chciał w ogóle donosić tę ciążę? Miał tylko siedemnaście lat, nie miał pieniędzy, aby kupić zwykłe łóżeczko dla dziecka, nie miał nikogo, nie miał nawet alfy, nie był połączony. Ponownie zaczął płakać. Jak miał sobie poradzić z dzieckiem?

— Co się stało? Zee, proszę, nie płacz.

— J-ja nie mam n-nikogo, kto...

— Masz mnie i Liam'a.

— Ale... Wy jesteście razem. Nie chcę wam psuć związku. Możesz mnie zostawić mnie samego? Chcę pójść spać.

Niall westchnął, ale wstał z podłogi, pomagając Zayn'owi. Nie był pewny, czy zostawić go samego, czy jednak zostać i postawić na swoim. Jednak zdeterminowana mina Malik'a zmusiła go do opuszczenia pokoju, a później usłyszał dźwięk klucza.

Od kilku dni był ten sam schemat. Niall przychodził ze śniadaniem, Zayn go wpuszczał do pokoju, trochę jadł, a później zakrywał się cały kołdrą i nie schodził na żaden posiłek. Obiady i kolacje również mu przynosił blondyn. Widział, że marnieje w oczach, ale nie chciał dopuścić do siebie myśli, że mógłby być w ciąży. Odrzucał witaminy, które zapisała mu pani doktor i siłą musiał być zaprowadzony na ponowne badanie. Z dzieckiem było wszystko dobrze, ale z Zayn'em niekoniecznie. On po prostu nie chciał. Brzydził się swoim ciałem, sobą i wszystkim, co było z nim związane. Niall zaczynał się poważnie o niego martwić. Wiedział, że Zayn nie był gotowy, aby zostać mamą. Miał tylko siedemnaście lat, nie ukończył szkoły, ale nie widział żadnej przeszkody. Mógł mieć nauczanie domowe — zdać szkołę i napisać egzaminy w innym, wyznaczonym terminie. Do wszystkiego można było dojrzeć i małymi krokami uporządkować życie. Horan nie zauważył, w którym momencie zaczął myśleć w innej kategorii niż zwykła omega, która potrzebowała pomocy. Bał się wspominać o tym Liam'owi, bo nie wiedział, jakie on miał zdanie. Niall też musiał przyznać — Malik był przystojny i przed śmiercią jego matki, był bardziej otwarty na znajomości. Od czasu do czasu odezwał się do kogoś w szkole, miał też osoby, z którymi siedział w ławce czy szedł na lunch. Potem to wszystko się zmieniło, a Niall skończył szkołę. Jednak Harry często go informował. Horan od początku wiedział, że coś było nie tak.

— Niall? Jak z Zayn'em?

Spojrzał na szatyna i pokręcił głową. Wolał unikać tego tematu.

— Ciężko. Pani doktor chce wprowadzić leki, które wyrównają jego hormony. Jest to bezpieczne i dla niego, i dla dziecka. Musi to też zrobić, aby dziecko rozwijało się dobrze. Ma pewne obawy, bo Zee nie chce brać witamin, aby wzmocnić szczeniaka.

— Mogę pomóc? Zrobić cokolwiek? Czuję bezużyteczny, nie lubię tego.

— Przede wszystkim, trzeba znaleźć tamtych kolesi i jego ojca. Słyszałem, że za te pieniądze przeprowadzić się w inną część miasta. Bliżej tamtych. Nie wiem, w co oni grają, ale i tak ich dorwę.

— Ty ich dorwiesz? Myślałem, że ja to mam się tym zająć...

— Możesz ich tutaj ściągnąć, a resztą zajmę się ja — powiedział i spojrzał na schody, gdzie stał Zayn. Uśmiechnął się do niego, a on odwzajemnił uśmiech. — Zee! Przyszedłeś na obiad?

Kiwnął głową i ostrożnie zszedł na dół. Dużo myślał o szczeniaku, o wszystkim. Nie umiałby usunąć ciąży, nie umiałby oddać dziecka, które nie było temu winne. Musiał pogodzić się z tą sytuacją i współgrać z osobami, które chciały mu pomóc. Dojście do tego zajęło mu pięć dni, ale wiedział, że jest jeszcze wcześniej. Wszystko dałoby się naprawić.

— Powiem Marie, aby zrobiła ci herbatę. Malinową czy jakieś inne życzenie? — Zapytał Liam. — I już wiem! Musimy się wybrać na zakupy. Musisz nam powiedzieć, co lubisz jeść i pić. Do tej pory szliśmy w ciemno.

Zayn zrobił mały krok w tył, ale kiwnął głową i wzruszył ramionami. Nadal był zdania, że zbyt mocno wykorzystywał ich oraz ich gościnność. Jednak teraz ważne było bezpieczeństwo jego i jego dziecka. Usiadł na fotelu i pod czujnym okiem Niall'a, czekał na obiecaną herbatę. Payne bardzo szybko uwinął się ze zrobieniem napoju. Marie w tym czasie robiła pizzę, specjalnie dla Malik'a.

— Dziękuję — powiedział brunet, jak dostał w swoje ręce kubek. Upił mały łyk i zerknął na Niall'a. — Czy... Czy to nie pora w-witamin?

Niall podskoczył na swoim miejscu i biegiem ruszył w stronę kuchni, aby wziąć koszyczek z lekami, które były chłopaka. Wrócił z uśmiechem i usiadł obok niego.

— Tutaj jest kwas foliowy, jest bardzo ważny. Witamina C oraz kolejne pudełeczko to są ogólne witaminy, które powinieneś brać. Witamina A, B, K, E i wiele innych. Sprzyjają one w rozwoju dziecka. Tutaj jeszcze trzy pudełeczka. To jest specjalna terapia hormonalna, nie zaszkodzi dziecku, aby twój organizm przyzwyczaił się do bycia omegą i do szczeniaka.

— Muszę brać je wszystkie?

— Tak. To jest bardzo ważne. To dla twojego zdrowia i dla zdrowia malucha. Powiadomię panią doktor, że zaczynasz brać witaminy i tamto drugie. Nawet nie wiesz, jak się ucieszy. Niewiele omeg decyduje się po takim czymś, donosić ciążę.

— I... Wychować dziecko.

— Tak. Owszem. Jesteś niesamowity i tego się trzymajmy.

Delikatnie się uśmiechnął i poczuł ciepło na sercu. Mało kto, by mu pomógł. A przede wszystkim, w tej sytuacji. Niektórzy byli bardzo okrutni, a on trafił na niemalże idealną parę z dobrym sercem. Wiedział, że ojciec Liam'a oddał mu stanowisko, bo był na to gotowy.

— Kiedy chcesz iść na zakupy?

— Ja... — Zaczął, ale przerwał mu huk drzwi.

— Nie odzywaj się Harry! Gdybyś mi wcześniej powiedział, rozwaliłbym mu ten durnowaty łeb! Widziałem go dzisiaj! I jeszcze mu pomagałem! Mogłem go rozjechać albo uciąć tego...

— Louis, do cholery!

— Nie uciszaj mnie!

Najmłodszy z nich, podskoczył na swoim miejscu. Wylał herbatę na spodnie i jednocześnie się zgarbił. Złość alfy była wyczuwalna w powietrzu. Do salonu wszedł Louis. Najpierw spojrzał na Liam'a, a później na resztę.

— Widziałem tego skurwiela! Gdybym wcześniej wiedział, zabiłbym go gołymi rękami!

Zayn odłożył kubek na stolik i szybko ewakuował się na górę. Było zbyt dużo alf jak na jedno pomieszczenie. Niall westchnął i usiadł na kanapę.

— Wystraszyliście go. Uciekł, a już sam zszedł i wziął witaminy.

— Zaczął brać witaminy? — Zapytał Styles. — Po co? Mówiłeś coś o lekach na wyregulowanie, ale...

— Zayn jest w ciąży, w trzecim miesiącu. Dzisiaj po raz pierwszy od pięciu dni wyszedł z pokoju. Louis, przestraszyłeś go.

— Jak to kurwa w ciąży!? Z kim!? Niech ja tylko dorwę tych frajerów!

— Spokojnie, Lou. Niall zgłosił się pierwszy — powiedział Liam i zaśmiał się na jego minę. — Gdzie go spotkałeś? Podobno się przeprowadził w inną część miasta. Trzeba go znaleźć.

Kiedy alfy omawiały strategię, Niall i Harry udali się do góry. Styles był bardzo podekscytowany na wieść o szczeniaku Zayn'a.

— Musisz być delikatny. Zee... Nie do końca jeszcze się pogodził z tym wszystkim. Ma siedemnaście lat, jest już w ciąży, a przede wszystkim nie ma alfy i nie jest połączony. Trzeba podchodzić do tego delikatnie.

— Hmm, a powiedz mi... Podoba ci się Zayn?

Niall zmarszczył brwi i się wyprostował. Czy to tak bardzo widać?

— Co?

— Och, daj spokój. To widać. Liam też się podobnie zachowuje.

Wywrócił oczami, ale niechętnie musiał mu przyznać rację. Sam to zauważył, ale wolał to odłożyć rozmowę na inny moment, a potem przekładał i przekładał.

— Porozmawiam z nim. Nie wiem, czy... Czy ugh? To głupie.

— Dobrze wiesz, że takie związki są coraz częściej. To normalne. Poza tym coraz więcej alf szuka więcej niż jedną omegę. A omegi więcej alf niż jedną. Zayn jest zgubiony, bo nie wie, jak się zachowuje omega. Jest po przejściach, więc wsparcie omegi i alfy mu pomogą.

— Cholery psycholog — powiedział pod nosem. — Idź na te studia psychologiczne. Albo nie. Przestań słuchać Lottie, wpadaj ci do głowy niestworzone rzeczy.

— Bo mam rację! I dobrze to wiesz! A teraz chodź do Zee. Wyciągniemy go na zakupy? Powinien się rozglądać za czymś większym, bo niedługo zacznie rosnąć.

Niall przyznał mu rację. To był trzeci miesiąc, ale czas leciał naprawdę bardzo szybko. Nie wyobrażał sobie kupowania wszystkiego na ostatnią chwilę. Liam też powoli nad tym myślał.

— Nakłonisz go do wyjścia? Wylał na siebie herbatę, więc poczekaj chwilę, pewnie się przebiera. Pójdę na dół i powiem Liam'owi, gdzie pójdziemy.

Harry kiwnął głową i delikatnie zapukał do drzwi, jak Niall zszedł na dół. Uchylił drzwi i spojrzał do środka. Zayn siedział na łóżku, zawinięty w koc.

— Hej, Zee. Mogę? — Zapytał, a on przytaknął. — Dlaczego tak uciekłeś? Miałem już zaproponować film. Co ty na to? A może lepiej zakupy? Wiem z doświadczenia, że lepiej trzeba kupić zawczasu coś większego do ubrania. Moja siostra robiła wszystko na ostatnią chwilę.

— Gemma m-ma dziecko?

— Tak. Urodziła dwa miesiące temu. Mieszkają po drugiej stronie miasta. Możemy do niej pojechać, jak chcesz. Pokaże ci, co i jak z maluchem.

— Nie chcę za-zawracać wam głowy — powiedział i spojrzał na swoje dłonie. — Um... Przekażesz Ni, że nie mam ochoty na obiad?

— No chyba mu tego nie zrobisz. Marie zrobiła pizzę! Aż tutaj czuję jej zapach, a ty? Zjemy i pójdziemy na zakupy i koniecznie do fryzjera. Chodź Zayn, będzie naprawdę fajnie. Jeśli poczujesz się niekomfortowo, to wrócimy do domu, dobrze?

— A-ale...

— Zabieraj bluzę, a buty widziałem w korytarzu.

Malik pokręcił głową, ale uśmiech pojawił się na swoim miejscu. Odrzucił koc na drugą stronę łóżka i wstał. Był niepewny, ale musiał w końcu stawić temu wszystkiemu czoła. Musiał być silny. Miał z resztą dla kogo — maluch rozwijał się pod jego sercem. Nawet jeśli miał zostać samotnym rodzicem, biegającym od pracy do pracy.

Udanie się do centrum handlowego nie było trudne, później przebić się przez tłum ludzi i dostać się do specjalnego sklepu dla ciężarnych omeg najłatwiejsze zadanie, które dzisiaj mieli spełnić. Zayn patrzył na wszystko i za każdym razem krzywił się na cenę. Nie miał nawet cena przy duszy.

— Wybierz coś. Nie możemy tak chodzić cały dzień — powiedział w końcu Niall. — Jeśli ci się coś podoba, to podaj to Harry'emu.

— Ale...

— Zayn, proszę. Podaj to Harry'emu.

Kiwnął głową, poddając się. Wybrał parę dresów, luźniejszych i swetrów, które mogły mu się przydać później. Harry zaproponował, aby wziąć jeszcze specjalną poduszkę dla ciężarnych. Niall bardzo chętnie wybierał, a Zayn chodził za nimi obrażony. Już domyślał się, kto za niego zapłaci. Jednak złość mijała, kiedy zobaczył szczęśliwego blondyna. Ciągnęli go po sklepach tak długo, aż na dworze się ściemniło. Zakupy nie mieściły się w bagażniku, przez co brunet wywrócił oczami.

Kiedy zajechali do domu, Liam wyszedł z domu i powitam ich z uśmiechem. Zayn szybko ewakuował się do środka i udał się do góry. Poczuł uścisk na sercu, kiedy zobaczył Liam'a i Niall'a razem. Zazdrościł im tego, że mieli siebie. Kto będzie chciał omegę z dzieckiem? Usiadł na łóżku i spojrzał na broszury, które pani doktor mu dała do przeczytania. Był zielony na ten temat i ona zdecydowała, że powinien się trochę douczyć. Do porodu powinni zdążyć, wyregulować system hormonalny w jego organizmie.

Przede wszystkim miał odczuwać przez pewien czas ból bioder, miał zrobić się okrąglejszy, delikatniejszy. Pani doktor wspominała też o częstych mdłościach, bólach głowy, ogólnym, złym samopoczuciu. Powoli się do tego przyzwyczajał. Docierała do niego myśl, że nosi pod sercem szczenię i musi zrobić wszystko, aby było bezpieczne. Położył dłoń na brzuchu. Z dnia na dzień, zauważył małą wypukłość. Skóra robiła się bardziej napięta i zaokrąglenie było bardziej widoczne. Rodził się też w nim instynkt macierzyński.

Ktoś zapukał do jego drzwi, więc położyć szybko ręce na swoje uda. Powiedział "Proszę" i westchnął, wyczuwając Harry'ego. Uchylił drzwi i spojrzał na niego.

— Mogę? Czy przeszkadzam?

— Nie przeszkadzasz — powiedział i uśmiechnął się zachęcająco. — Co się stało?

— Nic, chciałem z tobą porozmawiać.

— Och... O czym? C-coś zrobiłem nie tak? Przep...

— Nie, nie, nie! Nic się nie stało, nie nie zrobiłeś. Po prostu chciałem z tobą porozmawiać. Hm... Nie wiem, czy mogę tak wprost.

— A-ale...

— To nic strasznego — zapewnił go. — Nie musisz się bać. Po prostu lubię obserwować ludzi i dużo wiem od Lottie, sam wybieram się na studia psychologiczne w przyszłym roku — powiedział i rozejrzał się po pokoju. Nie wiedział, jak ugryźć temat. — Nie wiem, czego uczyłeś się w szkole na zajęciach z naszej kultury, bo przecież chodziliśmy na zupełnie inne teorie, ale... Co sądzisz o związkach wieloosobowych? Teraz wiele omeg szuka więcej niż jednego alfy i odwrotnie.

— Ale... ale co ja mam z tym w-wspólnego?

— Zauważyłem, że szukasz dużego kontaktu z drugą omegą. No i w pełni zaufałeś Niall'owi. Liam także otrzymał twoje zaufanie. Sądzę, że to jest to.

— To? To znaczy?

— To mogą być twoje bratnie dusze. Nie bratnia dusza a bratnie dusze.

— Ale oni są już połączeni, ja nie... — Przerwał i pokręcił głową. Zrobiło mu się słabo. — Mogę zostać sam? Proszę, Harry.

Starszy westchnął, ale wstał i wyszedł. Wiedział, że dobrze postąpił, mówiąc mu o tym. Zauważył też ważną rzeczy — Zayn potrzebował paru dni na przemyślenie wszystkiego i przyswojenie informacji, a potem wymyślenia wszystkich 'za' i 'przeciw'. To było całkiem normalne.

Malik'owi nie dawało to spokoju. Starał się pokazywać, że to go nie ruszyło, ale nie umiał udawać. Chciał unikać, jak tylko mógł Liam'a czy Niall'a, ale nie udawało mu się to. Sam blondyn przynosił mu posiłki czy pilnował godzin witamin i leków. W końcu Niall nie wytrzymał i chciał porozmawiać z Liam'em na jego temat.

— Skarbie? Musimy porozmawać... — Zaczął i spojrzał na szatyna. — Rozmawiałem z Harry'm i... Powiedział mi coś.

— Co takiego?

— Um... Podoba ci się Zayn?

Spojrzał na swojego partnera niepewnie. Straszy za to westchnął i oparł się o oparcie kanapy. Nie wiedział kompletnie co powiedzieć. Zawsze uważał, że Niall był jego jedyną omegą, którą pokocha. Jednak te dni pokazały, że Zayn również był taką omegą. Wiele razy chciał porozmawiać ze swoim partnerem, ale nie miał pojęcia jak zacząć taką rozmowę. Co, jeśli Horan jest zazdrosny? Liam zgodził się zająć Zayn'em i przyjął go pod swój dach. Nie mógł to tak po prostu wyrzucić.

— Niall...

— Powiedz Liam.

— Ale Niall...

— Po prostu to powiedz, to ważne — powiedział i delikatnie się uśmiechnął.

— Tak? Niall... Ugh. To naprawdę głupie.

— To nie jest głupie. Wiesz, że wiele alf czy omeg szuka więcej niż jednego partnera. Coraz bardziej są popularne związki wieloosobowe.

— Nie jesteś zły?

— Na co? — Zapytał i zauważył bruneta, który schodził na dół. — Mi też. Tylko trzeba z nim porozmawiać. Zayn! Na co masz ochotę? To czas na witaminy?

Kiwnął głową i usiadł na kanapie. Czuł na sobie czujny wzrok alfy, ale nauczył się to ignorować. Czekał cierpliwie na mały posiłek, herbatę i tabletki. Zawsze przed braniem ich, Horan mu coś szykował do zjedzenia. Uwielbiał to, jak bardzo się o niego troszczą. I miał coraz większe wyrzuty sumienia.

— Gryzie cię coś.

— Nie — powiedział szybko i spojrzał na swoje dłonie. Liam przewrócił oczami.

— To nie było pytanie.

— Nic mnie nie gryzie! Idę na górę.

Wstał, ale nie zdążył wyjść, zanim pojawił się blondyn.

— Zayn, siadaj.

— Nie. Idę na górę.

— Najpierw zjesz, napijesz się i weźmiesz tabletki. I chcemy z tobą porozmawiać.

Spojrzał na niego i niechętnie wziął jedną kanapkę. Ostatnim razem, jak ktoś chciał z nim porozmawiać... Musiał przestać o tym myśleć. Niall i Liam tworzyli zgraną parę. Nikt nie miał prawa wtrącać się pomiędzy nich. Nawet jak ktoś bardzo by tego pragnął. Zjadł swoją porcję, popił herbatą i później wziął lekarstwa, które musiał. Kiedy chciał się podnieść i ewakuować, zatrzymała go ręka niebieskookiego. Zagryzł wargę i westchnął.

— Będziesz chciał więcej czy możemy już rozmawiać?

— Nie chcę już. Pójdę spać...

— Nie. Rozmawiamy. Mamy rozmawiać. Nie ucieka się tak od rozmowy.

Strasznie się bał tej rozmowy. Nawet nie wiedział, czego ona dotyczyła, ale i tak się bał.

— Jak się czujesz?

— Um... Dobrze? Rano było mi troszkę niedobrze.

— Okay. W takim razie... Musimy poważnie porozmawiać. Harry mi mówił, że rozmawiał z tobą, tak?

— Um... T-tak, ale co to ma do rzeczy?

Liam spojrzał na Niall'a i lekko kiwnął głową, dając znak, że może mówić dalej o tym.

— Cóż... Ja też z nim rozmawiałem i rozmawiałem przed chwilą o tym samym z Liam'em — powiedział, a Zayn spuścił głowę w dół. — Nie musisz się wstydzić. Teraz wiele wilków ma więcej przeznaczonych. I... Sądzę, że ty jesteś naszym.

Malik niepewnie podniósł głowę i nie wiedział, co powiedzieć. Chciał się od tego bronić i nie pozwolić, aby do tego doszło, a oni sami mu to mówili.

— A-ale...

— Jeśli chodzi ci o szczeniaka, to nie musisz się o niego martwić.

— Rozmawiałem z panią doktor wczoraj — powiedział nagle Payne. — Twoje ostatnie badania nie są dobre. Szczeniak jest za słaby bez połączenia.

Momentalnie w oczach bruneta pojawiły się łzy i dotknął napiętej skóry. Niall przysunął się do niego i objął ramieniem. Wiedział ,do czego on piał. Sam westchnął, bo nie wiedziałby, co zrobić w takiej sytuacji.

— Sądzę, że to, co teraz powie Liam, jest bardzo ważne i musisz to bardzo szybko rozpatrzeć. Jesteś bardzo mądry i dobrze wiesz, co jest dobre dla samego siebie oraz dla malucha.

— Ale co?

— Pani doktor zaproponowała, abyś połączyć się z alfą. I teraz, skoro wiemy, kto... Jakie są twoje przeznaczone osoby, możemy wzmocnić malucha. Przez połączenie maluch zyska też trochę moich cech oraz Niall'a, jednak główne zostaną twoje. Przez połączenie zbliżysz się z Ni oraz do mnie. Będziesz czuć się bezpieczniej i nikt nie będzie mógł się skrzywdzić, bo będziesz drugą Luną.

— Ja Luną? Ja... O mój Boże...

— Jeśli nie chcesz, nie będziemy cię zmuszać, ale to bardzo uratuje stan malucha. Ty też się wzmocnisz i nie będziesz musiał się tak faszerować tabletkami na hormonach, bo to przyspieszy terapię. Są same plusy.

I co mógł zrobić Zayn? Chciał dobrze dla dziecka, chciał dobrze dla siebie, a przede wszystkim chciał wreszcie być kochanym i mieć to ciepło rodzinne. Mógł tego pożałować, ale... Tak podpowiadało mu jego wilcze serce.

— Ja... Zgadzam się.

Niall razem z Liam'em szeroko się uśmiechnęli. To był ich piękny początek.