Work Text:
Byłem tam. Udało mi się.
Stojąc przed pałacem księcia Louis'a, następny tronu, czułem się niesamowicie dumny z tego, w jakim położeniu się znajdowałem. Jednak nie byłem szczęśliwy z powodu dlaczego musiałem tutaj być. Przymknąłem oczy, czując, jak ciepło rozchodzi się od ramion do palców. Nie mogłem pozwolić, aby to wyszło.
Mało kto wiedział o takiej magi, jaką ja miałem. Każdy miał coś w sobie magicznego, jednak ja byłem inny. I wcale mi się to nie podobało. Zostałem przydzielony do tej misji, aby sprawdzić rodzinę królewską. Niedawno stała się wielka tragedia — królowa zmarła. Trzy lata wcześniej król. Teraz zostało wszystko na głowie najstarszego z rodzeństwa — księcia Louis'a. Westchnąłem i powoli wysiadłem z samochodu, który mnie tutaj przywiózł. Musiałem wziąć się w garść. Słyszałem wiele o tej rodzinie. Byli zmiennokształtnymi, a ja miałem zadanie, aby sprawdzić, czy książę nadawał się do roli króla. Ot tak, dopiero od niedawna zaczął pokazywać się publicznie Był kompletnie załamany. To mogłem wywnioskować. Każdy byłby na jego miejscu załamany. Został sam — z królestwem, tronem, koroną i młodszym rodzeństwem. Sam miałem tylko jedną siostrę, a on aż cztery.
— Pan Styles?
— Tak, to ja — powiedziałem i uśmiechnąłem się do kobiety w czerwonej sukience.
— Proszę za mną, odprowadzę pana do pańskiego pokoju. Walizki już się tam znajdą.
Kiwnąłem głową i ruszyłem za nią. Pierwsze co wrzuciło mi się w oczy to... Bardzo bogaty wygląd. Czego mogłem się spodziewać po pałacu? No właśnie. Kiedy szedłem długim korytarzem, widziałem chyba wszystkie obrazy, które świat widział. Były piękne.
— Później ktoś przyjdzie oprowadzić cię po pałacu.
Nie zdążyłem nawet zapytać o cokolwiek, a kobieta zniknęła. Westchnąłem i zamknąłem za sobą drzwi. Nie miałem nawet ochoty się rozpakowywać.
— Corium — mruknąłem pod nosem, w tym samym czasie rzuciłem się na łóżko.
Nie wiedziałem, ile tak leżałem. Straciłem poczucie czasu, ale miałem wrażenie, że zapomnieli o mnie. Nikt nie przyszedł, choć słyszałem kroki. Wolałem się wyspać. Już wcześniej szaf uprzedził mnie, abym to zrobił. Moja moc mogła wariować, przy każdym obcym. Byłem pod wrażeniem, że przy tamtej kobiecie byłem spokojny, choć czułem, jak złoto chciało się wyrwać do przodu.
I tak minęły mi kolejne godziny. Dopiero jak ściemniło się, usłyszałem pukanie do drzwi. Usiadłem na łóżku i krzyknąłem głośne "Proszę". Wszedł do środka blond-włosy chłopak. Uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja nie mogłem tego nie odwzajemnić. Po prostu się nie dało.
— Harry Styles? — Zapytał, a ja przytaknąłem. — Jestem Niall Horan, doradca Louis'a. Będę towarzyszyć ci przez pierwsze dni w pałacu; łatwo się tu zgubić! Wiem, co mówię.
Zmarszczyłem brwi. Musiał być z nim bardzo blisko — nie było wolno mówić do kogoś z rodziny królewskiej po imieniu. Lou. Ładnie.
— Mam parę pytań. Nie byłem do końca poinformowany przez szefa. Nie wiem, jak mam się zachować w stosunku do...
— Jeżeli pozwolą ci mówić po imieniu, to po imieniu. Jesteś naszym gościem. Naszym obowiązkiem jest zapewnienie ci wszystkiego, aby było ci tutaj dobrze.
I potem było z górki — opowiadał mi, o której są posiłki. Miałem jadać z nimi, co było dla mnie ogromnym szokiem. Dlaczego zwykły, prosty człowiek jak ja, miał jeść z nimi? Niall tłumaczył mi, że skoro miałem opisać życie rodziny królewskiej, musiałem być z nimi naprawdę bardzo blisko. Dopiero teraz zobaczyłem jakie to ciężkie zdanie. Ja nie tylko miałem je opisać. Przede wszystkim musiałem zbliżyć się do księcia Louis'a.
— Opowiesz mi o nich trochę? — Zapytałem, a my zatrzymaliśmy się przy wielkim oknie, gdzie było widać miasto. Widok zapierał wdech w piersiach. Po prostu pięknie. — Chociażby trochę. Muszę zrobić najpierw rozeznanie w pracownikach i najbliższych osobach.
Uśmiechnął się serdecznie, a ja wiedziałem, że miałem go w garści.
— Interesujesz się trochę polityką? — Zapytał, a ja odpowiedziałem szczerze: nigdy w życiu. — Widzisz, rodzina królewska też nie. To polityka interesuję się nią. Louis chce to zmienić. I dąży do tego.
Pokazał na plan przed nami. Podjechał jakiś samochód i wyszedł z niego książę Louis. Ubrany był w garnitur i wyglądał, jakby gdzieś się śpieszył.
— Widzisz, każdy myśli, że rodzina królewska nic nie robi. Tak też nie jest. Oni robią bardzo dużo, bardzo. Powstrzymują Parlament przed złymi decyzjami. Louis ma jego jedyny głos, który powstrzyma coś złego. Wcześniej, jego rodzice, też próbowali coś robić, ale wzięli się za to zbyt późno — powiedział. — Louis biega od spotkania do spotkania, udziela kilkunastu wywiadów tygodniowo, dwa razy w tygodniu organizuje bale, a pieniądze z nich idą na potrzebujących, co tydzień inna fundacja dostaje pieniądze. Ich matka zmarła trzy miesiące temu, a on już wprowadził znaczne zmiany, lecz Parlament uważa, że Louis nie nadaje się na króla. Mogę się tylko domyśleć, dlaczego tutaj jesteś. Możesz pisać o ich życiu, ale widzę, co się święci.
— Ja...
— Harry, proszę cię. Znam się na ludziach jak mało kto. Gdybym nie wiedział, nigdy nie byłbym w tym miejscu przed trzydziestką, a mam dwadzieścia sześć lat. Pracuję tutaj od sześciu. Jestem również przyjacielem Louis'a. Znam go jak mało kto. Ma też ciężko. Jesteśmy zmiennokształtni, ci mają ciężko. Nie tak, jak czarodzieje. To jest rzadkość, aby takiego spotkać! Lou jest alfą, wymaga się od niego partnera, omegi, kogokolwiek. Parlament nie chce dopuścić do sytuacji, że usiądzie na tronie sam. Podsuwa mu wiele panien. Jednak on nie gra w tej drużynie.
Uśmiechnąłem się i kiwnąłem głową. Czy mogłem się już cieszyć? Był gejem — to jak święto najwyższej rangi. Nie mogłem ukryć tego, że książę był przystojny. Był i to jak cholera. Nie westchnąłem do jego zdjęć, ale marzyć zawsze mogłem, prawda?
— A jak reszta rodzeństwa? Księżniczki...
— One są... Troszkę inne niż wszyscy. Są bardziej otwarte, łatwo do nich dotrzeć. Jednak trudno ufają obcym. Tutaj Louis jest inny. Bardzo szybko przekonuje się do obcych, szybko im ufa. Więc tutaj mam do ciebie prośbę. Nie zrań go, Harry. Jakkolwiek. Zbyt dużo wycierpiał w swoim życiu, aby ponownie zostać wciśnięty w ziemię. Ile tutaj będziesz?
— Dwa miesiące.
— Sześćdziesiąt dni. Nie spieprz tego, Harry.
Pierwszy tydzień:
Pobudka o siódmej. Byłem przyzwyczajony, aby wstawać wcześniej. Nie było dla mnie problemu naszykować się na siódmą trzydzieści i razem z Niall'em iść w stronę jadalni, gdzie cała rodzina jadła posiłki.
— Przy stole wyjaśnię co i jak. Dodzwoniłem się do twojego szefa. Bardzo uprzejmy człowiek. Powiedział, że jesteś nowy i nie do końca wiesz, co i jak.
Zmarszczyłem brwi. Cóż, to była prawda — byłem nowy na swoim stanowisku.
— Nowy... Pracowałem już wcześniej jako dziennikarz, pisałem artykuły, ale dla mniejszych gazet. Pracowałem w sumie dwóch gazetach. Lokalnych. To pierwsza poważna praca. Nie wiem, dlaczego...
— Chodziło mi...
— Och? O co?
Niall rozejrzał się na boki i pociągnął mnie w jakiś korytarz. Stanęliśmy pod ścianą, a on przysunął się bliżej.
— Twój szef mówił, że... Eee... Masz moc? — Zapytał szeptem, a moje oczy jak na zawołanie rozbłysnęły złotem. Niall szybko się odsunął. — To prawda! O mój Boże! Cholera!
Poczułem ogień pod skórą i to mogła być moja zguba. Uszczypnąłem się w nadgarstek i zamknąłem mocno oczy. Po chwili wszystko ustało.
— Niall... Ja...
— Nic nie mów. Sam pochodzę z łączonej rodziny. Jestem wilkiem, ale posiadam część złota. Louis o tym wie, akceptuje to. Gdyby twoja magia wymknęła się spod kontroli, zgonię to na siebie i na swoje ćwiczenia.
— Ćwiczysz ją? — Zapytałem ciekawy. — Naprawdę?
— Oczywiście. Wilk przeważa, ale... ale jestem omegą. Jest na tyle słabe, że magia przebija. Jestem w stanie kontrolować to. Cóż, jedna alfa mówiła...
— Okay, nie chcę tego słyszeć, widząc twoje czerwone policzka. Taka wiedza mi wystarczy.
Zrobił naburmuszoną minę, a ja się zaśmiałem. Pociągnął mnie znowu w stronę pomieszczenia, gdzie mieliśmy jeść. Nikogo tam nie było. Blondyn posadził mnie na wolnym miejscu, a sam usiadł na swoim. Jego oczy zaświeciły się lekkim złotem, a widelec uniósł się, a potem posłał mi uśmiech. On naprawdę miał moc! Pierwszy raz widziałem kogoś mieszanego i to było takie fascynujące. Wiedziałem, że i tak jego wilk przeważa, ale miał moc! Był, choć w małym kawałku jak ja, na tym zamku. Nie byłem sam ze złotem i ciepłem.
Chwilę później przez drzwi weszły dwie dziewczynki. To musiały być bliźniaczki. Jednak one nawet na mnie nie spojrzały. Usiadły przy stole, a ja naprawdę nie wiedziałem, jak miałem się w takiej sytuacji zachować.
— Phoebe i Daisy, poznajcie Harry'ego. Jest...
— Jakie loczki!
Jedna z nich, zeskoczyła ze swojego miejsca i władowała się na moje kolana. Rozszerzyłem oczy, kiedy dotknęła moich włosów.
— Phoebe!
— Nie ciągnie, spokojnie Niall — powiedziałem, widząc jego minę. — Miło mi poznać, Wasz...
— Po prostu Phoebe! Nie lubię tytułów!
— Phoebe, tak. Oczywiście — powiedziałem szybko.
— Masz takie długie włosy! Mogę porobić ci potem warkocze?!
Spojrzałem przelotem na blondyna, który wzruszył tylko ramionami, nic nie mówiąc. Dał mi wolną rękę, a ja mogłem się wykazać. Najpierw zaczynałem od najmłodszych.
— Oczywiście! Nawet dwa warkocze. Masz jakieś ładne spineczki?
Dziewczynce zaświeciły się oczy na trochę złoty. Nie, to nie była moc. Wilki tak miały, a dziewczyna zdecydowanie była słodką alfą. Daisy też wykazała się wielkim zainteresowaniem czesania moich włosów. Mówiły nawet, jakie kolory lakierów do paznokci pasowałyby do moich oczu czy do czegokolwiek. Później poznałem dwie kolejne księżniczki. One również nie kazały się tytułować. Były po prostu Lottie i Felitice. Nie sądziłem, że wszystkie księżniczki były takie... Przyjazne. Phoebe i Daisy okay — mówił mi Niall. Jednak Lottie i Felicite wydawały się inne od reszty, bardziej trzymające dystans, ale z drugiej strony takie otwarte i ufne. Nie widziałem tylko księcia.
Jednak martwiło mnie jedno. Co, jeśli one są takie pod 'artykuł o ich życiu'? Choć to była poniekąd prawda, ale... Chciałem ich poznać, prawdziwych. Nie chciałem plastiku. Nie chciałem też nikomu zaszkodzić. Uważałem, że książę Louis był odpowiednią osobą, która powinna usiąść na tronie. Lottie miała tylko osiemnaście lat, była niedoświadczona i była betą. Kolejna była Felitice. Ta miała szesnaście lat i była omegą; również niedoświadczona w sprawach królestwa. O bliźniaczkach nie wspomnę. Jedna alfa, a druga omega, zbyt młode — tylko czternaście lat. Nie mogłem na to pozwolić. Po prostu nie mogłem.
Dałem sobie zrobić te warkoczyki, nawet pomalować paznokcie u rąk, aby lepiej je poznać. Były zwariowane. Mówiły o wszystkim i niczym. Kiedy pytałem o ich brata — mówimy z dużym szacunkiem. Pracował. Bardzo dużo pracował i czasami nie miał czasu, aby przyjść do nich na posiłek. Miałem przykład — nie zjawił się na śniadaniu, bo wrócił dopiero nad ranem i po południu znów wyjeżdżał. Szczerze mu współczułem. Latał od spotkania na spotkanie, aby nadrobić czas, kiedy nie było o nim głośno. Jednocześnie starał się udowodnić, że był godzien korony, berła, jabłka i tronu. Był godzien, aby wyjść za mąż z miłości. Nie chciał inaczej — dlatego szukał, ale bezowocnie. Miał czas do końca tego roku — a był styczeń. Miał jeszcze czas, ale z drugiej strony — koronowany musiał zostać do końca kwietnia. Mój artykuł miał uratować mu skórę i jedynie co potem będzie robić (zdaniem mojego szefa) całować mnie Po rękach i nosić na ich. On wiedział więcej, niż ja wiedziałem, ale — im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Wolałem w to nie ingerować; niech się dzieje wolna nieba, ziemi i piekła.
Drugi dzień też nie był jakoś bardzo owocny w spotkania księcia Louis'a. Widziałem go tylko dwa razy — przez szybę na drugim piętrze pałacu. Znowu był ubrany w czarny garnitur i biegł do samochodu. Okno było uchylone i wtedy poczułem przyjemny dla nosa zapach. To była... Mięta pomieszana z lasem iglastym. Mieszkanka idealna, a kolana pode mną się ugięły. Musiałem się chwycić okna, bo mogłem upaść. Wtedy też, on się obrócił i spojrzał na mnie. Mógłbym przysiąść, że jego oczy rozbłysły się intensywnym złotem, a w mojej głowie zrobił się armagedon, przez co jedna waza, stolik i doniczka z kwiatem, spadły na podłogę, rozwalając się. Do końca dnia siedziałem zamknięty w swojej sypialni. Nie wyszedłem nawet na posiłki, choć Niall do mnie przychodził. Czułem dziwne ukucia w sercu, dziwną pustkę, ale uparcie to zignorowałem. Musiałem to zignorować. Co to w ogóle było?
Trzeci dzień też nie był zbyt przyjemny (to był w ogóle trzeci dzień przebywania tutaj). Miałem dość. Dziwne poczucie... Czegoś dziwnego, serce rwało się do przodu, a ja musiałem je mocno cofać. Dlaczego takie coś w ogóle się działo? Znowu czułem ten zapach. Mięta i las. To jakby mnie gnębiło od wczoraj. W końcu — miałem wyjść, chociażby na śniadanie. I tak też zrobiłem rano, kolejnego dnia. Wstałem i dziesięć minut guzdrałem się, zanim zrobiłem wszystkie poranne czynności, łącznie z wygrzebaniem z wielkiej szafy obszernego swetra i dżinsów; na nogi założyłem botki. Nie wiedziałem, jak oni chodzi na co dzień po pałacu. Dzisiaj była akurat sobota, tak naprawę mój dzień wolny, ale to tylko teoretycznie. Musiałem spisać wszystkie rzeczy, które dotychczas zauważyłem. Miałem to zrobić wczoraj, ale po prostu mi się nie udało. Korytarze były puste, co troszkę mnie przerażało. Nie widziałem też żadnego samochodu z przodu pałacu. Cały czas kierowałem się w stronę jadalni. Minąłem jedną osobę, kobietę, która coś niosła. Skinęła do mnie głową i dygnęła. Musiałem się na chwilę zatrzymać i pomyśleć, co on zrobiła. W ten sposób oddawało się szacunek komuś z rodziny królewskiej. Musiała mnie z kimś pomylić. Wzruszyłem ramionami i chwilę po dziewiątej wszedłem do jadalni. Nikogo nie było przez co się ucieszyłem. Udałem się w stronę kuchni. Na szczęście, udało mi się już ogarnąć wszystkie potrzebne miejsca. Uśmiechnąłem się do jednej z kucharek. Szybko uszykowała mi śniadanie, kładąc na tacę talerzyk i szklankę parującej herbaty. Podziękowałem i zabrałem od niej to. W drodze powrotnej znowu nikogo nie spotkałem. Oprócz jednej. Książę Louis. Zwalił mi z rąk tacę i przycisnął do ściany. Poczułem ciepło, wręcz parzyło mnie to. Jego dłonie zacisnęły się bardziej na moich ramionach, a ja powstrzymywałem się w każdym momencie, aby nie wybuchnąć. Nie mogłem mu pokazać, że mam pełną moc. Niall miał jej tylko troszkę.
— Wasza Wyso...
Przerwałem, kiedy ten po prostu się do mnie przytulił. Poczułem ciepło, ale w środku. Coś podpowiadało mi, abym go przytulił — też tak zrobiłem. Rozszerzyłem oczy, zdając sobie sprawę z tego, co robiłem, co on robił, co się stało z moim śniadaniem i ile osób na to patrzyło.
— Czuć od ciebie tak dobrą omegę i coś jeszcze; to jest nieziemskie.
I naprawdę — moje oczy były złote. Widziałem to w obiciu w oknie. Przymknąłem je, stojąc tak bez ruchu. Jednak zaraz je otworzyłem, zdając sobie sprawcę, co powiedział. Omegą i coś jeszcze?
— Ja... Omegą? Co...
— Yhm, taką dobrą omegą. To było to, na co czekałem całe życie. Zdecydowanie tak. Boże, jak pięknie pachniesz! Cholernie dobrze!
Oderwał się ode mnie i spojrzał dookoła.
— Posprzątać to! Chcę nowe śniadanie dla Harry'ego.
Dosłownie każdy rzucił się, aby pozbierać szkło. Chciałem zaprzeczyć — powiedzieć, że ja to mogę zrobić, ale cichy głosik w mojej głowie podpowiadał mi, abym siedział cicho. Alfa rządziła. Był jeden problem. Ja nie byłem wilkiem. Nie byłem omegą. Nie miałem alfy.
Kiedy obudziłem się z tego pierwszego zaskoczenia, wyminąłem księcia i wbiegłem do pokoju, zakluczając drzwi. Usłyszałem tylko "Cholera jasna" i szybkie kroki. Dorwałem się do swojego telefonu i wybrałem jeden numer, który zawsze mnie ratował.
— Halo?
— Ja... O mój Boże... Ja nie mogę! Musisz mnie stąd ratować, Liam!
— Co? Co się stało? Jesteś w lochach?! Co zrobiłeś?!
— Nic nie zrobiłem! Mój Boże! Książę myśli, że jestem omegą! Rzucił się na mnie na korytarzu, przy ludziach! On powiedział, że jestem omegą! Że pachnę jak omega i coś jeszcze! Nie! Nie jestem... — Przerwałem na pukanie do drzwi. — Za chwilę! Liam! Co ja mam zrobić?!
Milczał. Milczał tak długo, że miałem ciarki na plecach. W końcu — usłyszałem jego westchnięcie.
— Harry...
— Jestem tutaj trzeci dzień i tu są takie rewelacje! Powiedz mi prawdę!
— Dobrze, tak, Harry. Jesteś w pewnym stopniu omegą. Nie sądziliśmy, że książę odnajdzie w tobie osobę, z którą musi spędzić resztę życia. Ja... Dlaczego dopiero teraz? Po trzech dniach?
— Wcześniej go nie spotkałem! Dlaczego jestem omegą?!
— Rodzina twojej mamy jest magiczna, jednak ojciec... Był wilkiem. Magia przedostała się w większości, dlatego nikt nie myślał o tobie, jako o omedze. Dopiero twój przeznaczony, którym jest książę Louis. Twoja moc... musisz na nią uważać Hazz, ona będzie wymykać się teraz spod kontroli i część wilka wyjdzie na zewnątrz. Uczułeś się o nich, prawda? Pomyśl się, jakie zmiany będziesz teraz odczuwać. A twoja moc... Będzie tak reagowała na księcia. Musisz sam się przekonać. Do zobaczenia i zobaczymy się niedługo. Nie zwariuj. Prześlij mi to, co masz, a ja postaram się to ułożyć.
— Ja nic nie mam! — jęknąłem z rozpaczą i rzuciłem się na łóżko. — Za tydzień w niedzielę przyślę z całego pełnego tygodnia. Udobruchaj jakoś szefa. Błagam.
— Zrobię to, z chęcią to zrobię.
Rozłączył się, a ja spojrzałem na drzwi. Oczy rozbłysły się złotem, a potem zamek ustąpił. Krzyknąłem głośne "Proszę" i weszła do środka kobieta. Podała mi tacę, a później opuściła tak szybko pokój, jakby coś ją goniło. Znów zamknąłem drzwi — zanim mógł przyjść tutaj książę. Sam musiałem to najpierw poukładać. Byłem wilkiem; ale również byłem czarodziejem, w większości siebie. Teraz wilk miał zamiar wyjść. Czytałem o tym. Ukryte osobowości były ciężkie. Musiałem się przygotować na dużo zmian. Wilki miały... Ruje? Gorączki? Tak to się nazywało? Dlaczego tego nigdy nie miałem? Tak — było to uśpione, ale dlaczego? Naprawdę tego nie rozumiałem i miałem ochotę skoczyć z mostu. Zacisnąłem usta w cienką linię, kiedy poczułem blisko ten zapach. Omega... Tak, omega rwała się do przodu i mogła mnie nienawidzić, bo jej nie pozwalałem wyjść na zewnątrz, i wręcz polecieć jak na skrzydłach do księcia Louis'a. Za to odstawiłem tackę na stolik przy łóżku i wybrałem numer do swojej mamy. Przeszedłem w stronę okna i chwilę odczekałem, zanim odebrała. Dlaczego ukrywała to przez moje całe życie? Miałem prawo wiedzieć o swojej naturze.
— Halo? Harry, synku! Tak dawno nie rozmawialiśmy!
— Tak. Dawno. Myślisz, że to odpowiedni czas, aby mi powiedzieć o czymś ważnym?
— Ale...
— Nie musisz już kłamać, do cholery! Dlaczego nigdy mi nie powiedzieliście, że jestem w mniejszej części omegą? Wilkiem, do jasnej cholery, wilkiem! Dowiedziałem się... Wczoraj! Tak! Wczoraj, bo jakiś alfa rzucił się na mnie i twierdzi, że jestem jej omegą, na którą czekał całe życie!
— Hazz...
— Nic nie mów. A wiesz, kto jest tą alfą? Książę Louis! Jestem tutaj w pracy, trzeci dzień. Ja... Dlaczego? Przecież... O mój Boże! Tata jest w pełni czarodziejem... Ty... Ty go zdradziłaś!
— Harry, to nie tak!
Rozłączyłem się i rzuciłem telefon na łóżko. Okay, Harry, musisz to sobie poukładać, pomyślałem.
Najpierw zjadłem śniadanie — czułem, że po prostu musiałem. Później otworzyłem drzwi i przemknąłem szybko do kuchni, aby odłożyć to. W połowie drogi powrotnej zostałem wręcz brutalnie wciągnięty do jednego z pokoju. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a ja spojrzałem na Niall'a. Jego oczy świeciły mocnym złotem.
— Dlaczego mi nie powiedziałeś, że jesteś omegą?! — Zapytał z wyrzutem, ale jego oczy wróciły do niebieskiego koloru. — Szef też nic nie mówił! Mówił, że jesteś wyjątkowy, ale nie aż tak! O mój Boże! Jesteś omegą Louis'a!
— Sam nie wiedziałem! Dowiedziałem się właśnie wtedy. Super. Super! Nie musisz tego powtarzać! Jestem przerażony! Ja nigdy nie miałem żadnych cech omegi! O mój Boże, ja zaraz chyba zemdleje!
Niall posadził na swoim łóżku i podał butelkę wody. Przyjąłem ją z miłą chęcią.
— Co ja teraz mam zrobić?
— Hm. Nie wiem. Louis szukał swojej omegi od... Nawet przed śmiercią królowej. Pewnie to nic dziwnego, że stoi przed drzwiami.
Rozszerzyłem oczy i to sprawiło, że wszystkie ubrania blondyna wyleciały z szafy, a ona sama upadła na ziemię. Uszczypnąłem się parę razy, aby się popamiętać. Niall naprawił to szybko jednym zaklęciem.
— Nie otwieraj drzwi, proszę. Ja... Ja nawet nie wiem, co robić!
— Harry...
— Proszę! Niczego nie rozumiem!
Westchnął i ruszył do drzwi. Spojrzał na mnie, a potem wyszedł tak szybko, że książę nie był w stanie przejść. Usłyszałem dźwięk zamka. Schowałem twarz w rękach. Co ja niby miałem zrobić? Wziąłem głęboki wdech i wstałem. Musiało być jakieś rozwiązanie. Po prostu musiało. Nie mogłem... Podskoczyłem na nagły huk. Spojrzałem w stronę drzwi.
— Louis, poczekaj! On jest zdezorientowany! Na litość boską, możesz opanować swojego alfę?!
Znowu podskoczyłem — tym razem ze strachu. Drzwi w końcu ustąpiły i zobaczyłem wściekłego księcia. Spojrzał w moją stronę złotymi oczami. Uszczypnąłem się dwa razy w rękę, ale gorąco szło coraz wyżej. Kiedy zrobił dwa kroki do przodu, spanikowałem.
— Tunc subsisto — wyszeptałem i czas się zatrzymał.
Wziąłem głęboki wdech i szybko stamtąd uciekłem. Kiedy byłem przy swoim pokoju, powiedziałem szybko "Nunc tempus" i czas znowu ruszył. Usłyszałem jego głośny krzyk, więc wszedłem do pokoju. Usiadłem na łóżku i westchnąłem. Czułem, jak magia chciała ze mnie wyjść. Dotknąłem pościeli, która pod wpływem dotyku zaczęła delikatnie falować. Zamknąłem oczy i czekałem. Książę musiał tutaj przyjść. Specjalnie nie zamykałem drzwi. Cóż — trzeba było się w końcu z tym zmierzyć. Nie mogłem ukrywać się przed nim. Omega w środku mnie chciała do niego. Musiałem uszanować swoją naturę. Poza tym — miałem z nim pracować. Musiałem się z tym zmierzyć. Położyłem się na łóżku i zamknąłem oczy. Przysnąłem. Leżało mi się zbyt dobrze.
Obudziłem się lekko otumaniony tym zapachem. Od razu też poczułem, jak przez moje ciało przechodzi gorąco. Starałem się udawać, że spałem. Nie wiedziałem, czy byłem sam z nim, czy ktoś jeszcze tutaj był.
— Louis?
— Co? Nie widzisz, że coś robię?
— Patrzenie na Harry'ego jak śpi w jego pokoju, do którego nie masz prawa wejść bez jego pozwolenia, to nie jest zajęcie.
— Och, zamknij się. Co chciałeś?
— Nie naciskaj na niego. On... Jest wyjątkowy i po prostu nie naciskaj. Pewnie sam ci wytłumaczy, o co chodzi.
Potem wyszedł. Kiedy drzwi trzasnęły, poczułem delikatny dotyk na policzku. Odgarnął włosy z czoła, a dla mnie to było za wiele. Zacisnąłem dłonie w pięści, ale to nic nie dało. Usłyszałem, jak coś spada - nie tylko jedno. Parę razy.
— Niall! — Krzyknął książę i wyszedł.
Odetchnąłem. Naprawiłem to wszystko i usiadłem na łóżku. Byłem przykryty, choć nie się przykrywałem. Westchnąłem i otuliłem się bardziej kocem, który naprawdę dobrze pachniał. Książę musiał to tutaj przynieść. Byłem taki głupi. Bardzo głupi.
— Harry?
Podniosłem głowę i napotkałem te niebieskie oczy. Próbowałem ukryć to, jak bardzo byłem przerażony tym, że on tutaj był. Kiwnąłem głową.
— Um... Tak książę?
— Louis. Po prostu Louis.
Podszedł bliżej i usiadł na łóżku. Znów poczułem ciepło, które wręcz mnie parzyło. Dlaczego sama jego obecność tak na mnie działała? Na moją moc. Nie rozumiałem tego i nawet gdybym chciał — to byłoby zbyt dużo jak dla mnie.
— Tak. Louis. Dobrze.
— Niall mówił, że...
Przesunął się trochę, a z szafy wyleciały ubrania. Louis podskoczył i wstał.
— Niall! Dlaczego ty to ciągle robić?! — Wrzasnął tak głośno. Pewnie cały pałac go usłyszał. — Przepraszam za niego. On... Ma trochę mocny.
— Wiem. To ja. Znaczy... Ja to zrobiłem tak. Ja... Um — powiedziałem i spuściłem głowę w dół. Spojrzałem na swoje dłonie. — Do wczoraj myślałem, że jestem w pełni czarodziejem, ale... ale jest we mnie trochę wilka? Omegi? I ja... Ja po prostu jestem przerażony tym wszystkim.
— Och. Niall mówił, że jesteś wyjątkowy, ale nie, że aż tak. To... Woah. Miałeś pisać artykuł o nas? Czy w takiej sytuacji...
Podniosłem głowę do góry. Artykuł! Koronacja! Cholera jasna! Poczułem, jak moje oczy nachodzą złotem. Głośny huk rozszedł się po sypialni. Spojrzałem na szafę, która leżała na ziemi. Zamknąłem oczy i przyłożyłem rękę do czoła.
— Cholera jasna! Revenite!
— Co? Co to... Och! Wow! To lepsze niż czary Niall'a!
— Załatwię wszystko z szefem. Ja... Muszę pomyśleć. Mogę zostać sam? Obiecuję, że zejdę dzisiaj na kolację.
Niepewnie wstał i czułem, jak coś zabolało mnie od środka.
— Nie. Wracaj tutaj. To dziwne, ale chodź tutaj. Muszę mieć cię przy sobie.
Uśmiechnął się do mnie i wszedł na łóżko. Moja moc znowu zwariowała — tym razem krzesło przewróciło się, a żyrandol zaczął się trząść. Policzyłem do dziesięciu, ale nic to nie dało. Dopiero jak Louis mnie przytulił, poczułem lekkość. Ciepło zniknęło, a ja mogłem uspokoić złoto. Patrzyłem zaskoczony na to wszystko. Najpierw nie mogłem opanować złota przy nim, a potem to on pomagał mi się opanować. Podał mi mój telefon i teraz musiałem zmierzyć się z szefem i rewelacjami. Nienawidziłem tego.
Drugi tydzień:
Nie mogliśmy się wydać przed światem. To było pierwsze, co od niego usłyszałem. Musiałem dokończyć artykuł. Zostało tylko sześć tygodni, a potem... Louis miał przygotowywać się do koronacji i przyznać się publicznie, że miał omegę. To mogło bardzo mocno zaszkodzić mi, mu i pałacowi. Lottie też nie chciała zostać królową.
Ja działałem. Przeprowadziłem z każdym pracownikiem wywiad. Opowiadali mi o królowej i królu — podobno byli bardzo sympatyczni. Królowa sama chowała dzieci, nie chciała opiekunki dla nich, choć było to wskazane. Król był... Też dobry. Nie chcieli o nich dużo wspominać. Ja w artykule też musiałem co nieco wspomnieć. Głównie skupiłem się na wypytywaniu o Louis'a. Wszyscy zgodnie określili go, jako przyszłego króla. Chcieli go, jako króla. Mówili o nim z wielkim szacunkiem, chwałą i uwielbieniem. Był człowiekiem, którego nie dało się lubić. Jednak jakaś mniejsza martwiła się, że nie miał omegi. Mówiłem im wtedy, że wszystko przyjdzie w swoim czasie, a oni dziwnym trafem mi wierzyli. Nie chciałem nawet o tym myśleć.
Kiedy skończyłem to robić, musiałem spisać raport. Było tego tak dużo! Szef zadzwonił potem do mnie zadowolony. Gratulował mi i teraz przyszło patrzenie na to, jak Louis pracował. Dobrze, że miałem parę garniturów! Pierwszym wyzwaniem był bal, który Lou organizował. Cały pałac żył tym wydarzeniem. Ja też. Nigdy nie byłem na takim balu, a co musiało być dobre doświadczenie. Niall biegał od mojej sypialni do Louis'a, upewniając się, że ja się kontrolowałem z mocą, a on z rękoma. Mieliśmy być blisko siebie, ale nie na tyle, aby on odwalił coś dziwnego, a u mnie moc nie zwariowała. Praktycznie wszystko było dopracowane co do nuty, którą muzycy będą grać. Wierzyłem, że nic głupiego nie mogło się stać. Bo nie mogło, prawda?
A jednak mogło.
I to z mojej winy.
Kiedy miałem wychodzić, poczułem ciepło. Nie takie z mocny, nie takie, które czułem pod ciepłym kocykiem od Louis'a. Dotknąłem swoich policzków, które były gorące. Ktoś zapukał do drzwi, a ja nie zdążyłem nic powiedzieć, bo Niall już wszedł do środka. Spojrzał na mnie, a potem pisnął głośno i zatrzasnął drzwi.
— Harry! Cholera! Gorączka! — powiedział tak szybko, że prawie go nie zrozumiałem. — I w dodatku pierwsza. Dobra. Harry, kładź się do łóżka. Ja... Postaram się powstrzymać Louis od przyjścia tutaj. Tak! Rozbierz to, bo masz całe spodnie już mokre! Nie wychodź z pokoju. Możesz nawet rozwalić ten pokój przez magię, ale nie możesz wychodzić!
Wyszedł, a ja natychmiast zdjąłem marynarkę i koszulkę, a potem spodnie. Byłem tym wszystkim tak przerażony. Nie wiedziałem, co robić. Coś podpowiadało mi, że nie mogłem otworzyć okna. Próbowałem sobie przypomnieć z lekcji w szkole, coś o gorączkach omeg, ale kompletnie nie miałem do tego głowy. Czułem się tak potwornie źle, ale z drugiej strony tak dobrze.
Bal na dole trwał w najlepsze, a ja musiałem sobie ulżyć aż cztery razy i nadal czułem dzikie podniecenie. Po piątym razem opadłem z sił, ale też było trochę lżej. Usłyszałem kroki na korytarzu, a raczej bieg. Potem ktoś zapukał do drzwi. Podniosłem się na łokciach i spojrzałem na drzwi. Oczy błysnęły złotem.
— To ja Harry. Mógłbym...?
Jęknąłem, kiedy poczułem ten cudowny zapach. Odblokowałem drzwi i opadłem znowu na łóżko. Louis wszedł do środka, a ja poczułem jak omega w środku, przejmuje całą kontrolę.
— Louis? Och! Lou...
Spojrzałem na niego złotymi oczami. Czułem, jak ledwo się kontrolował.
— Dobrze się...
— Nie. Ja... Cholera, potrzebuję cię. Teraz.
Kiwnął szybko głową, a potem już nie patrzyłem. Chwilę później poczułem, jak łóżko się ugina. Nie byłem zawstydzony. Leżałem przed nim całkowicie nagi, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Ja musiałem. Musiałem poczuć jego dotyk na sobie.
— Dotknij mnie — wykrztusiłem z siebie. — Potrzebuję tego... Cholera.
Niemal rozpłynąłem się pod jego dotykiem. Sunął dłonią od uda w górę.
Oczy Louis'a błysnęły tak intensywnym złotem, że przed chwilę mogłem podejrzewać go o magię. Jednak potem z jego usta wyszedł warkot, jak u wilka, a ja całkowicie się oddałem. Nawet się nie zastanawiałem, czy to była dobra decyzja, czy zła. Musiałem to zrobić, inaczej moja omega mogła mnie znienawidzić do końca. Poza tym — nie miałem zamiaru się odsuwać. To było takie dobre, że pragnąłem więcej. Jego dłonie na moim biodrach; nawet jak ścisnął je mocniej, że zostaną siniaki, to nie przejmowałem się tym. Moja druga natura została przyćmiona, nie mogłem się nawet kontrolować.
— O mój Boże, ch-chcę...
Nigdy nie sądziłem, że skończę w łóżku z księciem, który mnie pieprzył. Poza tym — robił to tak dobrze, że chciałem więcej i więcej, a to nie był skutek gorączki. Tak po prostu było.
— Kurw-pragnę cię oznaczyć. Tak, abyś był już mój.
Kiwnąłem tylko głową, nie przejmując się konsekwencjami. Przyspieszył swoje ruchy biodrami, celował idealnie w moją prostatę, przez co coraz głośne jęki wychodziły z moich ust. Byłem coraz bliżej spełnienia, po raz kolejny. Jęknąłem, kiedy poczułem jego usta na mojej szyi. Zassał ją delikatnie, a potem poczułem, jak wbija zęby w moją szyję. W tym samym czasie uniosłem biodra, doszedłem bardzo mocno i moja magia wybuchła. Dotknąłem rękami jego ramiona. Starałem się uspokoić, ale nie mogłem. Wszystko, co stało w pokoju, przewróciło się; runęło z takim hukiem, że było słychać to w całym pałacu, ale nie obchodziło mnie to. Ruszyłem biodrami i w tym samym czasie Louis spojrzał na mnie.
— Nie ruszaj się. Cholera... Zaknotowałem cię i oznaczyłem. O mój Boże...
W jednej chwili poczułem ulgę, a później mocne zapotrzebowanie zapachu Louis'a.
— To nic. Ja... Chodź tutaj bliżej.
Oderwałem swoje dłonie od jego ramion i zobaczyłem tam trzy złote gwiazdki. Rozszerzyłem oczy i zamrugałem szybko.
— Och. Ja chyba też cię oznaczyłem.
Spojrzał na mnie zaskoczony i spojrzał na swoje ramię. Parsknął śmiechem.
— Gwiazdki. Urocze.
Zacisnąłem usta.
— Nie jestem uroczy!
— Jesteś i nie kłóć się... Uroczy chłopcze.
Prychnąłem pod nosem i chwilę później poczułem, jak wysuwa się ze mnie. Położył się obok mnie i przykrył kocem. Kiedy chciałem się okryć, udał z siebie ostrzegający warkot. Nie ruszyłem się nawet o minimetr. Przyległem całym ciałem do niego. Mogłem tak zostać już do końca.
Spędziliśmy ze sobą jeszcze trzy dni. Były bardzo intensywne i dziękowałem Niall'owi w myślach, że zostawiał dla nas posiłki pod drzwiami. Nikogo nie wpuszczał też na to piętro. Nawet straż. Byliśmy sami, co trochę uspokajało Louis'a. Nie mógł znieść tego, że leżałem odkryty, kiedy byłem bez ubrań. Nawet tego, że przechodziłem z łóżka do łazienki bez żadnego okrycia. Uważał, że ktoś w każdej chwili mógł wejść do środka i tak mnie zobaczyć. Przewracałem oczami na to i musiałem zapamiętać, że wilki, a zwłaszcza alfy były bardzo terytorialne. Po tych trzech dniach wreszcie wyszedłem z sypialni. Miałem na sobie swoje spodnie, obszerny sweter Louis'a, który tak cudownie pachniał. On oczywiście narzuciłby na mnie jeszcze koc, który był w jego sypialni i może obłożył poduszkami, na których spał. To było szalone. Zjawiliśmy się w jadalni chwilę po ósmej. Wszyscy już byli na miejscu. Lottie i Felicite spojrzały się na nas z małym uśmiechem, a Niall był pod wrażeniem, że minęło to tak szybko. Usiadłem na swoim miejscu, na co Louis prychnął niezadowolony. Przewróciłem na to oczami i mruknąłem pod nosem "Sunt aquae". Parę kropel wody podniosło się z dzbanka i ochlapało jego twarz.
— Smacznego — powiedziałem z uśmiechem. Nałożyłem na talerzyk trochę jajecznicy i wziąłem okrągłą bułeczkę do ręki.
— Harry...
— Radzę ci uciekać, teraz Harry! — Krzyknął Niall i zanim Louis wstał, wybiegłem z pomieszczenia, biorąc widelec, talerzyk i z bułeczką, pobiegłem w stronę swojej sypialni.
— I tak cię złapię! Musisz zjeść porządne śniadanie! Harold! Wracaj tutaj!
— Get de! — Krzyknąłem ze śmiechem i potem usłyszałem huk. Obróciłem się i zobaczyłem, jak leżał na ziemi. Starałem się nie parsknąć śmiechem, ale nie mogłem — zacząłem się śmiać tak głośno, że sam nie zauważyłem progu. Potknąłem się o niego. Widelec poleciał dalej, a talerzyk, gorąca jajecznica i bułeczka, upadły razem ze mną. Poczułem, jak szło wbija się w moją lewą rękę. — Auć! Cholera!
— Harry?!
Natychmiast poniósł mnie do pionu. Spojrzałem na swoją rękę i momentalnie zrobiło mi się gorąco i niedobrze.
— Lou, ja... — Zdołałem tyle powiedzieć i potem zobaczyłem ciemność.
Obudziłem się zdezorientowany. Otaczał mnie zapach Louis'a, więc to jedyna rzecz, która mnie uspokoiła. Uniosłem się na łokciach, a potem znowu opadłem na poduszki — lewa ręka bardzo mnie bolała i szczypała. Uniosłem się na tyle, ile mogłem i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Była to na pewno większa sypialnia niż moja. Podejrzewałem, że to była przestrzeń osobista księcia. Dotknąłem bandażu i zamknąłem oczy.
— Sana — szepnąłem i chwilę później ręka przestała mnie boleć. Odwiązałem bandaże i spojrzałem w to miejsce. Była tylko brzydka blizna. — Cholera.
Wstałem z łóżka i ogarnąłem, że byłem kompletnie przebrany. Ruszyłem do drzwi, po drodze patrząc na zegar. Była idealnie pora kolacji. Z uśmiechem ruszyłem w stronę jadalni. Ja potrzebowałem Louis'a przy sobie. Nawet mnie nie obchodziły te spojrzenia, które ludzie mi posyłali. Byli zdziwieni tym, że chodziłem jak żywy po tym korytarzu, mimo że parę godzin temu rozbiłem szkło i się na nie nabiłem. Wszedłem do pomieszczenia. Każdy był na swoim miejscu, a jedyne wolne krzesło było obok Lou. Niemal na skrzydłach, podszedłem i usiadłem.
— Harry. Co ty tu robisz, gdzie masz bandaż i czemu do cholery masz bliznę, i chodzisz w krótkim rękawku!?
— Och? Zaklęcie uzdrawiające. Dobra rzecz. Poza tym... Hm, czuję się dobrze. Ciepło mi.
— Umiesz to zaklęcie?! — Zapytał Niall i pojawił się obok mnie. — Pokaż mi!
Nie zdążyłem zareagować, kiedy specjalnie przeciął się w palec. Rozszerzyłem oczy, kiedy jedna alfa wstała ze swojego miejsca i po niego podeszła.
— Niall! Poważny jesteś?!
— Cicho! A teraz patrz!
Westchnąłem, ale wziąłem serwetkę i przyłożyłem ją do rany, a potem zacisnąłem dłoń na palcu.
— Sana — powiedziałem, a moje oczy rozbłysnęły złotem. Zdjąłem dłoń i serwetkę. Nie było rany. — Ale nigdy tak nie rób! Zaklęcie nie zawsze działa! Doprowadzisz mnie do zawału!
Tydzień trzeci:
Kolejne podsumowanie tygodnia poleciało do szefa. Nic mu nie wspominałem o połączeniu, o małym wypadku. Nic z tych rzeczy. W pałacu zdążyli już zaakceptować to, kim byłem i czym byłem. Siostry Louis'a cieszyły się niezmiernie po oficjalnym ogłoszeniu (tylko w ich towarzystwie), że jesteśmy połączeni. Louis był, chociaż bezpieczny od tej strony. Mógł bez problemu nawet w tej chwili zostać koronowany, ale rząd nie chciał się nadal zgodzić. Wyszedłem z nim parę razy publicznie. Zapisywałem wszystkie szczegóły.
Przede wszystkim: Reprezentował się dobrze. Bardzo dobrze. W raportach nie mogłem wspomnieć o tym, że w garniturach wyglądał diabelnie dobrze, seksowanie i gorąco. To było tylko dla mojej informacji. Pisałem głównie o tym, czym się zajmuje i jaki jest dla ludzi. Mogłem nakłamać — nie wiem, dlaczego nikt tego nie wziął pod uwagę, ale... Miałbym kłamać, że Louis nie był wychowany i wredny dla ludzi? Oczywiście, że nie. To nawet byłem czasami nie do wytrzymania, wredny i niewychowany. Louis mimo swoich dwudziestu siedmiu lat był bardzo... Uprzejmy i wesołym człowiekiem, wilkiem, alfą bez połączenia (bo nadal tak Brytyjczycy uważali). Cóż, byłem ja i nie widziałem potrzeby (na razie), aby się tym chwalić. Potem, po artykule mogłem się tym szczycić, a Louis po opublikowaniu tego, musiał nieźle się wysilić, z resztą ponownie, aby opisać naszą sytuację i to, że zostaliśmy połączeni przed końcem skończenia i wszystko, co napisałem, było zgodne z prawdą. Bo było, ale nikt nie musiał wiedzieć prawdy do końca.
Westchnąłem i narzuciłem na siebie koszulkę. Dzisiaj był piątek — dzień kolejnego balu. Wiedziałem, że nie będzie kolejnej niespodziewanej sytuacji w roli głównej ze mną. Nadal dziwnie czułem się po gorączce, ale to było normalne, według Niall'a. Ruja Louis'a miała przyjść dopiero za miesiąc, więc teoretycznie byliśmy bezpieczni. Teoretyczne. Kiedy wybiła siódma pięćdziesiąt wieczorem, musiałem wyjść z pokoju, aby dotrzeć na czas po salę. Tym razem zabrałem ze sobą dziennik, aby ludzie widzieli, kim byłem i nie podejrzewali mnie o nic. Zakryłem włosami i koszulą swój znak. Przezorny zawsze ubezpieczony. Byłem spokojny i jedynie co musiałem, zrobi to... Uspokoić swoje nerwy, bo czułem ciepło. Miało być dużo ludzi. Poprzez słowo dużo, miałem na myśli kurewsko, bardzo dużo. Mieliśmy dosyć prosty plan. Ja trzymam się blisko Louis'a, ale nie za blisko. Niall miał pilnować moich mocy, a Zayn — alfa Niall'a, miał siedzieć z Louis'em. Jego siostry miały być uprzejme, piękne i z wielkim uśmiechem. Miały bardzo proste zadanie.
— Harry, gotowy na swój pierwszy bal w życiu?
— Pierwszy i ostatni, Niall. Nie lubię takiego tłoku.
— Cóż, jako partner Louis'a po koronowaniu, będziesz musiał tam być. Zresztą, polubisz to. Zobaczysz. Po dwudziestym razie da się przyzwyczaić.
Zamrugałem szybko i miałem ochotę powiedzieć "Co?", ale później przypomniałem sobie bardzo istotny szczegół — wilki łączyły się na zawsze, do śmierci. Gdybym opuścił Louis'a, on... Spotkałby go ten sam los co rodziców, a potem ja bym do tego dołączył.
Przełknąłem to. Musiałem stanąć na wysokości zadania. Zrobić to dla dobra Louis'a. Chciałem, aby został królem. Był przygotowywany do tej roli, był pierwszy w kolejce, uczył się wiele godzin, jak dobrze zajmować się państwem. To nie mogło zostać zniszczone. A Lottie sama powtarzała, że ona nie zamierza zostać królową. Nigdy. Sama mówiła, że to Louis ciężko pracował na to, uczył się od ojca. To również znalazło się w raporcie i wysłane.
— Trochę się denerwuje, a co jeśli sprawię, że stół się przewróci?
— To szybko zatrzymasz czas, uspokoisz się, a ja to naprawię. Na wszystko jest rada, Hazz. A teraz, weź głęboki wdech i pomyśl, że po tym wszystkim przytulisz się do Louis'a i pójdziecie spać.
Tak. To była jedyna rzecz, która mogła mnie zmotywować do czegokolwiek. Niall zawsze mi to powtarzał. Ramiona, a przede wszystkim zapach Lou był cudowny. Wziąłem wdech i powoli wypuściłem powietrze. Zakręciło mi się w głowie przez to, ale Niall niczego nie zauważył. Kiwnąłem głową, a to oznaczało, że mogliśmy iść.
Na sali było pełno osób, tak jak się spodziewałem. Kobiety miały piękne suknie, jedna lepsza od drugiej. Jednak tylko cztery wyróżniały się z tłumu. Bardzo proste, o tym samym kroju, jednak w innych kolorach. Bliźniaczki miały różowe, Felicite miała zieloną, a Lottie szarą. Wyglądały obłędnie, najpiękniej ze wszystkich dam, które tutaj były. Uśmiechnąłem się do nich, a potem przeszedłem z Niall'em bliżej podestu, gdzie stał Louis i Zayn. Rozmawiali i uśmiechali się szeroko. Szatyn czuł się tutaj jak ryba we wodzie. Zdawał sobie sprawę, jak wygląda i co może tym osiągnąć.
— Usiądę tutaj, dobrze? Mam idealny widok na wszystko i nie czuję się tak obserwowany.
— Jesteś atrakcją wieczoru. Nikt cię tutaj wcześniej nie widział. Louis trzyma się dobrze, nawet na ciebie nie spojrzał. Będzie sukces. Zobaczysz.
Kiwnąłem głową, choć nie byłem przekonany do tego. Wziąłem kolejny głęboki wdech. Harry, dasz radę, dasz radę, dasz radę, dasz radę, dasz radę, pomyślałem i otworzyłem swój dziennik. Połowa już była zapisana. Chwyciłem swój długopis i rozejrzałem się po pomieszczeniu i szybko zapisałem: Książę Louis urządza piękne bale i przyjęcia. Dobiera dobrze ludzi, wszyscy czują się komfortowo. Wie co robić. To był tylko jeden punkt tego wieczora, a przewidziałem ich przynajmniej pięćdziesiąt.
Muzyka grała. Pary tańczyły walca czy inne tańce, nie znałem się na tym. Jednak świadomość mi podpowiadała, że powinienem choćby zacząć się tym interesować. Miałem zostać partnerem króla jakby... Królową? Zmarszczyłem brwi. Miałem... Omegi rodziły dzieci? Rozszerzyłem oczy w przerażeniu. Nie widziałem, aby Louis używał gumki podczas mojej gorączki. Mówił coś o knotowaniu, ale... O mój Boże. Spojrzałem w panice na Niall'a, który akurat z kimś rozmawiał. A co jeśli się udało? Zakręciło mi się w głowie; przez przypadek upadł mi dziennik. Zrobił mały hałas, ale nikt tego nie usłyszał. Musiałem stamtąd wyjść. To było zupełnie nowe. Mogłem zaakceptować to, że byłem omegą w jakiejś części, że miałem alfę — oznaczył mnie, a ja jego, ale... Dzieci? Nikt mnie nie przygotowywał go tego! Nie miałem nawet małego dziecka nigdy na rękach. To ja byłem tym młodszym, a nie utrzymywałem bliskich kontaktów z nikim oprócz mamy, taty i siostry. Reszta rodziny była bardzo odległa. Tak odległa, że nie pamiętałem ich imion. Wcześniej rodzice zmuszali mnie do jakieś integracji z kuzynami, ciotkami, wujkami, ale po osiągnięciu osiemnastu lat stanowczo powiedziałem stop. Nie chciałem, a teraz po niemal sześciu latach, bo brakowało tylko tydzień do moich dwudziestych czwartych urodzin, nie żałowałem swoich decyzji.
Wstałem i jak najdyskretniej, wyszedłem stamtąd. Straż, która stała przy wyjściu zapytała się o powód wyjścia i czy zamierzałem wracać.
— Gdyby pytał książę, źle się poczułem i poszedłem spać. Jeżeli zapyta Niall... Jestem... W bibliotece albo... Okay, będę w swojej sypialni. Poprosicie go, aby mi nie przeszkadzał? I już nie wracam. Może rzeczywiście położę się spać. Trochę słabo się czuję.
Spojrzeli po sobie.
— Ashton! Odprowadzisz Harry'ego do jego sypialni. Słabo się czuje i nie może iść spać. Proszę się upewnić, że położy się spać i będzie miał przy stoliku wodę.
Młody chłopak podszedł do nas; nie miał więcej niż dwadzieścia pięć lat. Jego oczy były tak wesołe, wręcz zaraźliwe. Podziękowałem mężczyzną i ruszyłem za Ashton'em. Szliśmy w ciszy, przynajmniej do jadalni.
— Chcesz usiąść? Pójdę tylko po wodę. Coś do przekąszenia też?
— Możesz wziąć mi coś lekkiego, co miało być dzisiaj podane. Podejrzewam, że nic więcej nie zjem. I dziękuję, postoję.
Kiwnął głową i odszedł. Oparłem się o ścianę i przymknąłem oczy. Z daleka słyszałem muzykę, śmiechy i rozmowy. Byłem ciekawy też, w którym momencie Niall czy Louis zauważą, że zniknąłem. Zmarszczyłem brwi, kiedy poczułem lekkie gilgotanie w brzuchu, a raczej na żołądku. Przełknąłem to uczucie. Nie znałem się na wilczych ciążach. Jedynie wiedziałem, że u zwierząt trwała dwa miesiące i to są mnogie ciąże. Co jeśli... O mój Boże, wolałem o tym nie myśleć.
— Możemy już iść.
Kiwnąłem głową i ponownie ruszyłem za Ashton'em. Niósł obładowaną tacę z jedzeniem. Mówiłem, coś lekkiego, ale nie komentowałem tego. Wiedziałem, że ten chłopak był na okresie próbnym i to pierwsze 'poważniejsze' zadanie w służbie. Spodziewałem się pytań od tych strażników.
— Dziękuję — powiedziałem, kiedy postawił tacę na stoliku. — Nie martw się. Gdyby strażnicy się pytali, powiem im dobre słowa.
Uśmiechnął się do mnie i życzył dobrej nocy. On musiał być na nogach do samego rana, przechodząc się po pałacu. Współczułem mu. Usiadłem na łóżku i wziąłem bułeczkę. Kucharki wiedziały, co najbardziej lubiłem. Teraz musiałem tylko dokończyć pisanie w dzienniku i mogłem iść spać.
Było mi też przykro — Louis nie przyszedł do mnie tej nocy. Jedynie Niall. Przebudziłem się, kiedy poczułem delikatne głaskanie po włosach.
— Miejmy nadzieję, że wszystko, co przyjdzie w niedalekiej przyszłości, ułoży wasze życie w jeden kawałek. Pasujecie do siebie, ale jesteście zgubieni. Twój szef wiedział, kogo przysłać. Jesteś niczym kotwica w jego życiu, a on jest twoim kompasem.
Uśmiechnąłem się na jego słowa, a potem po prostu mnie przytulił. To nie było to samo, ale uspokoiłem się na tyle, aby zapaść ponownie w sen.
Tydzień czwarty:
Bolało. Bolało to, jak Louis musiał wyjechać, a ja mogłem jechać z nim — ale on mi nie pozwalał, przekazywał informację przez Niall'a, który patrzył na nas i rozkładał ręce. Czego mogłem się spodziewać po księciu? Nie chciałem myśleć o nim źle, nie potrafiłem, ale moja omega w środku, mówiła same obraźliwe rzeczy na jego temat. Od tego, że jest zdradliwym dupkiem aż do tego, że nawet już mnie nie przytula. A ja powoli w to wierzyłem. Coś jeszcze mi nie pasowało. Byłem całkowicie bezsilny; nie mogłem wstać z łóżka, choć próbowałem. Za którymś razem Niall wezwał królewskiego lekarza, a ten zlecił mi zrobienie podstawowych badań. Na wyniki musiałem trochę poczekać. W między czasie, wpisywałem to, co słyszałem od Niall'a.
Nie wspominałem nikomu z pracy o złym samopoczuciu, nawet Liam'owi czy kiedy szef do mnie dzwonił. Wystarczyło, że oni byli zadowoleni z mojej pracy.
Jednak wiedziałem, że zbliżał się czas, kiedy miał mnie odwiedzić Liam, a ja musiałem stanąć na nogi. Los ze mną pogrywał, naprawdę, grał mi na nerwach, a ja miałem ochotę rzucać wszystkim, co popadnie. A to wszystko głównie przez brak zapachu Louis'a, przez brak obecności. Tęskniłem i coś... Coś ściskało moje serce, kiedy minął kolejny dzień, a ja nawet nie usłyszałem jego głosu. Miałem ochotę płakać, śmiać się, wściekać się i rzucać wszystkim — i to wszystko w jednym czasie. To było przerażające, ale widziałem te spojrzenia Horan'a. On podejrzewał to samo co ja, ale czekałem na wyniki lekarza.
— Niall? Możemy porozmawiać?
— O czym? — Zapytał i spojrzał na mnie. — Masz jakiś problem z artykułem?
— Nie, ja... Hm, chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej o omegach. Jestem w tym nowy i sam nie rozumiem niektórych rzeczy. Możesz opowiedzieć mi co nieco?
Rozpromienił się i tamta podejrzliwa mina zniknęła. Usiadł naprzeciwko mnie na łóżku. Chwilę się zamyślił.
— Dobrze, w takim razie... Od początku. Wilk poznaje swoje 'ja' w wieku ośmiu lat, jednak już wcześniej można zobaczyć czy jest się alfą, omegą czy betą. Po prostu, zachowanie. Omegi dostają pierwszej gorączki pomiędzy piętnastym a siedemnastym rokiem życia. Ty miałem w wieku...
— Dwudziestu trzech lat, nie przypominaj mi — powiedziałem i uśmiechnąłem się smutno. Jutro miały być moje urodziny.
— Cóż, ja odkryłem magię w wieku dziewiętnastu lat, choć ty wiesz o niej praktycznie od trzeciego roku życia. Sprawiedliwość musi być, słońce — powiedział i się uśmiechnął. — Wracając... Gorączki są... Upierdliwe, ma się je co dwa miesiące. Bez alfy przechodzi się je zdecydowanie dłużej, chodzi mi o to, że nawet jak przechodzisz je z alfą, a nie jesteś połączony, trwa to dłużej. Wy się połączyliście w czasie gorączki, więc teraz będziesz wiedział, że twoja gorączka trwa trzy dni. Jesteś szczęściarzem, moja trwa tydzień!
— Tydzień? Och... Tydzień takiego męczenia się! — Zaśmiałem się pod nosem i pokiwałem głową na boki. Mój humor trochę się poprawił. — A jak jest z innymi rzeczami?
— Jeżeli alfa, połączona bądź nie, cię zaknotuje jest szansa na szczeniaka. Choć niepołączone pary rzadko mają szansę. Omega musi mieć oparcie w alfie, jego zapach, obecność, aby donosić ciążę. Ciąża trwa od pięciu do sześciu miesięcy. Widoczna zaczyna być po jakimś miesiącu. Coraz częściej zdarzają się mnogie ciąże; teraz rzadko słychać o pojedynczych. Tutaj nie ma jakieś wielkiej filozofii. Podczas ciąży 'rodzi się' w tobie instynkt macierzyński i coś takiego, co daje ci siłę chronić swoją małą rodzinę. Nie wiem, jak to opisać, bo nigdy tego nie miałem. Mam nadzieję, że za niedługo to... Doświadczę. Chcę połączyć się z Zayn'em, on też chcę i spróbujemy przy gorączce czy rui.
— To wspaniale! — powiedziałem, a moje oczy zabłysnęły złotem i stolik znowu się przewrócił. — Przepraszam. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Tak jest od poniedziałku!
— Spokojnie. Jest zbyt dużo emocji, niedawno miałeś swoją pierwszą gorączkę, połączyłeś się z alfą, a teraz trochę jej brakuje. To zrozumiałe, bardzo zrozumiałe. Nie musisz się stresować, Hazz. Jednak martwi mnie trochę twoje samopoczucie. Na pewno wszystko dobrze?
Znowu coś spadło na ziemię, a ja z tego wszystkiego, po prostu się rozpłakałem. Niall przytulił mnie mocno i kołysał na boki.
— Harry, hej. Spójrz na mnie. Co się stało?
— N-nie wiem! Ja... ugh! Od tego balu źle się czuję. Minęło... pięć dni, a mi dziwnie. Ja... Um...
Nie dokończyłem, bo ktoś zapukał do drzwi. Krzyknąłem 'Proszę'. Do środka wszedł lekarz i jakaś kobieta z małą walizeczką. Rozszerzyłem oczy, patrząc na to. Przyszli mnie zabić — to była moja pierwsza myśl.
— Dzień dobry, Harry — powiedział lekarz i kiwnął głową w moją stronę. — Mam twoje wyniki. Najpierw zrobimy badanie, które wykluczy pewne rzeczy.
Uśmiechnął się serdecznie, a ja poczułem ukucie gdzieś w środku. Lekarz wyprosił Niall'a. Nie chciał wyjść, obiecałem mu, że wszystko powiem, jak tylko lekarz opuści mój pokój. Wtedy wyszedł. Zacisnąłem usta i spojrzałem na mężczyznę.
— Czy to jest to, co podejrzewałem?
— Cóż tak. Jesteś w ciąży, a teraz pani ginekolog zrobi ci USG, dobrze? — Zapytał czule. Rozmawiałem z tym człowiekiem tak długo, że zdążyłem usłyszeć o jego rodzinie, dzieciach, wnukach i prywatnych sprawach. — Książę... Dlaczego nie ma tutaj księcia?
— Ja... Nie wiem, nie widziałem go od balu. Źle się przez to czuję.
— To normalne — Odezwała się kobieta. Spojrzałem na nią, a ona uśmiechnęła się serdecznie. — Omega w ciąży potrzebuje swojego alfę. Mam mu powiedzieć o wynikach czy sam chcesz go uświadomić?
— Nie wiem. Ja... Trochę się boję. Nie wiem. Ja... Ja...
Ktoś zapukał do drzwi i wyraźnie poczułem zapach Louis'a. Moje oczy błysnęły złotem i zamek w drzwiach się zamknął.
— Harry?! Dlaczego zamknąłeś drzwi?
— Louis! Chodź na chwilę! Muszę ci coś powiedzieć! — Usłyszałem krzyk Niall'a. Dziękowałem mu w myślach i naprawdę — musiałem mu kupić coś wielkiego i dobrego do jedzenia za to, co dla mnie robił. — Nie uwierzysz!
A potem wszystko ucichło. Westchnąłem i podniosłem koszulkę do góry. Poczułem chłodny żel i potem głowicę. Zamknąłem oczy i zacząłem się modlić o błędne wyniki. Dlaczego moja pierwsza gorączka miała skończyć się szczeniakami? Teraz — szef mnie zabije, a społeczeństwo zlinczuje. Matko boska, to nie mogło się wydarzyć!
— Cóż, tak. Trójeczka. Wchodzisz w trzeci tydzień. Wszystko wydaje się dobrze, ale zrobimy jeszcze dodatkowe badania krwi oraz inne. Wszystko wyjaśnię ci później.
Moje oczy rozbłysnęły złotem i tym razem to drzwi wyleciały z zawiasów, ukazując Louis'a, który czekał cierpliwie przy oknie.
— Retro! — Krzyknąłem i zanim Louis mógł wejść do środka, drzwi wróciły na swoje miejsce. Mnie ogarnęła panika. Lekarka podała mi papier, którym się wytarłem, a potem poprawiłem koszulkę i wstałem z łóżka. Musiałem się przejść w tę i z powrotem. — Jezus Maria! Mój Boże...
Ciepło rozpływało się po moim ciele i drzwi znowu wylądowały na ziemię. Jakby omega chciała specjalnie to zrobić. Rozszerzyłem oczy, patrząc na Louis'a. Sam nie wiedział, o co chodzi. Nie mogłem się zmusić, aby je natychmiast naprawić.
— Czyli to jest magia? — Usłyszałem gdzieś z tyłu.
— Retro! — Krzyknąłem ponownie i drzwi wróciły na miejsce. — Tak, to jest magia, która próbuje zrobić mnie w balona! Albo to...
Drzwi znowu upały, a ja widziałem w szybie moje złote oczy. Louis tym razem zdążył wejść do środka. Spojrzał na mnie, a potem na dwójkę lekarz.
— Co tu się dzieje?
— Nic! Możesz znowu iść i zniknąć na kolejne pięć dni!
— Ja? Och. Tak, przepraszam za co. Niall mówił, że się źle czujesz i odpoczywasz. A Zayn powiedział, że...
— Nie obchodzi mnie to, co oni mówili! — powiedziałem i spojrzałem na niego z wyrzutem. — Potrzebowałem cię, cholera! Nadal cię potrzebuję, więc chodź tutaj i mnie przytul, bo się popłaczę!
Zrobił to, co powiedziałem. Czułem się o wiele lepiej; jakbym dostał nowej energii.
— Czy teraz, mogę się dowiedzieć, o co chodzi?
— Harry, tutaj są zdjęcia. Zostawiam ci je na szafce i my idziemy. Kontrola za tydzień. Przyślę kogoś z witaminami.
Louis wpatrywał się w kobietę, a dygnęła przed nim. Tak samo zrobić to lekarz. Wyszli, a ja naprawiłem ponownie te drzwi. Lou posadził mnie na łóżku i chwycił wydruki USG.
— Czy to...
— Um... Tak? Ja... Jestem przerażony. Trójka. Ja nie wiem. Boję się.
— Nie masz się czego bać. Będę przy tobie cały czas. Przepraszam za te dni — powiedział i pocałował mnie delikatnie. — Dlaczego uciekłeś tak z tego balu? Słyszałem, jak rozmawiałeś z strażnikami. Musiałem tam zostać, choć chciałem iść. Wysłałem za tobą Niall'a, ale już nie wrócił potem.
— Uświadomiłem sobie, parę informacji. I byłem przerażony. Zacząłem się też źle czuć i... Musiałem wyjść. Przepraszam. — Spojrzałem na swój dziennik. — Ten tygodniowy raport będzie bardzo ubogi. Niall mi mówił, co nieco, ale to i tak nie to samo.
— Co ty na to, abym ci opowiedział, co robiłem i po prostu coś z tego napiszesz?
Kiwnąłem głową i się uśmiechnąłem. To był dobry plan.
Tydzień piąty:
Byłem już za połową tej pracy. Louis dużo mi opowiadał i zabierał mnie ze sobą, gdzie tylko mógł i gdy tylko czułem się na siłach. O szczeniakach wiedział tylko Niall i Zayn. Dowiedzieć się miał również Liam, który nie mógł dojechać w moje urodziny. Nie winiłem go za to. Coś zawsze może się popsuć po drodze i zniszczyć nasze plany. Przede wszystkim — cieszyłem się z tego, że nikt się nie dowiedział o tym. Pierwszy lutego był dniem udanym.
Szef ponownie mi gratulował i pytał, czy coś pomiędzy mną, a Louis'em się zmieniło. Odpowiedź brzmiała: nic, a nic. Byliśmy tylko przeznaczonymi, niepołączonymi, wcale nie spodziewaliśmy się trójki dzieci, wcale go nie potrzebowałem i wręcz wariowałem, kiedy go nie było przy mnie, i nie — wcale nie miałem dziwnego humoru, który zmieniał się co chwile. Szef nie chciał wierzyć. Jednak uparcie tak twierdziłem. Aż w końcu mi uwierzył i zapytał, kiedy zamierzałem się z nim połączyć. Padła odpowiedź: pod koniec artykułu, tak było bezpieczniej. Ludzie chcieli obiektywnej opinii.
Tego dnia miał przyjechać Liam. Stresowałem się. Nie. Ja byłem przerażony i jedynie ramiona Louis'a potrafiły mnie uspokoić. Zdążyłem zbić kolejną wazę, jeden wazon, przewrócić paręnaście razy stolik, krzesło, wyrzucić ubrania z szafy i dosłownie raz, wszystko fruwało w powietrzu, oprócz łóżka, na którym siedziałem. Jednak wolałem, aby moja magia była niespokojna, a nie nerwy. Oczy cały czas błyszczały złotem, a Louis uważał to za magiczne i za każdym razem to powtarzał. Jednak — to było magiczne. Tak czy tak.
— Chyba mi niedobrze.
— Niedobrze? O mój Boże! Będziesz wymiotował?
Kiwnąłem głową i przyłożyłem dłoń do ust. Zerwałem się ze swojego miejsca i ruszyłem biegiem do łazienki. Uklęknąłem przed toaletą i zwróciłem wszystko, co jadłem. Louis odgarnął mi włosy i pogładził delikatnie po plecach.
— Hazz? Już?
Kiwnąłem głową, a on mi dał chwilę na podniesienia się i umycie zębów. Kiedy po raz kolejny zrobiło mi się niedobrze, spojrzałem na niego wściekły.
— To ty mnie tak załatwiłeś! — powiedziałem, a moje oczy błysnęły złotem. — Boże, ja mam się tak teraz męczyć? Zabiję cię, Louis! Zabiję!
Parsknął śmiechem. Zmrużyłem oczy i poduszka przeleciała przez cały pokój, uderzając go w tył głowy.
— Jeszcze mam jakieś powody do śmiania się!?
— Jesteś...
Przerwało mu pukanie do drzwi. Założyłem ręce na piersi i spojrzałem na Louis'a. Ten westchnął i podszedł do drzwi, aby je otworzyć.
— Och... Książę...
— Louis, po prostu Louis.
Uśmiechnąłem się na widok Liam'a. Dosłownie biegiem ruszyłem w jego stronę.
— Harry! Miałeś nie biegać, do cholery! Przewrócisz się i coś ci się stanie!
Pokazałem mu język, na co przewrócił oczami. Wtuliłem się w Payne. Nie widziałem się z nim ponad miesiąc! Miałem prawo mocno zatęsknić. Na co dzień mieszkaliśmy praktycznie razem.
— Tęskniłem! — powiedział, kiedy odsunął się lepiej. Czułem, że oczy świeciły mi się na złoto, ale nie przejmowałem się tym. Zbyt mocno się cieszyłem. — Więc... Chyba musimy porozmawiać, co nie? W trójkę.
Spojrzał też na Louis'a.
— Nunc claude ostium — powiedziałem. Louis spojrzał się na mnie zaskoczony, a później podskoczył wystraszony na trzask drzwi. — Duo autem chairs.
Dwa krzesła wylądowały praktycznie przy łóżku, a ja uśmiechnąłem się szeroko. Sam usiadłem na łóżku, aby przykryć się kocem Louis'a (był to mój ulubiony koc i nie zamierzałem się z nim dzielić). Louis usiadł obok mnie, a Liam tak jak lubił — na jednym krześle usiadł, a na drugim położył nogi. Louis przewrócił na to oczami.
— Hej, on to lubi. Ja nie przewracam oczami, jak chcesz wcisnąć na mnie drugi sweter!
— Bo jest zima!
— Jest drugi tydzień lutego! To nie zima!
— Powiedz to chmurą. Właśnie pada śnieg.
Spojrzałem na okno i rzeczywiście — padał śnieg. Chciałem się poderwać do góry i wręcz wybieg na dwór, ale Louis mnie powstrzymał.
— Dlaczego mi to robisz no! — Jęknąłem i oparłem się na poduszkach. — Chcę na śnieg!
— Zachowujesz się jak dziecko.
— A ty niby jak?! A mam ci przypomnieć, jak mnie załatwiłeś?! To...
— Dobra. Harry, Louis? Musimy porozmawiać, ale najpierw. Proszę, Harry.
Wręczył mi pudełeczko, które wyciągnął z kieszeni. Uśmiechnąłem się delikatnie i podziękowałem.
— Przepraszam, że nie mogłem przyjechać w dzień urodzin. Szef dał nam tyle roboty! Wróciłem dopiero po dziewiątej do domu, a ty pewnie już spałeś.
— Urodziny!?
— Oops?
— Nie powiedziałeś mu? Och, cały Harry! Miał urodziny, pierwszego lutego.
— Dzień przed... Och — powiedział i zmarszczył brwi gniewnie. — Zostajesz tutaj, Harold. Przykryj się porządnie. Dołączę do was później. Muszę coś załatwić.
Spojrzałem na niego zdziwiony, ale posłuchałem go. Okryłem się szczelnie kocem, a on dodał jeszcze kołdrę. Po upewnieniu się, że jest mi ciepło, wyszedł. Obiecał, że wróci do trzech godzin. Czułem czujny wzrok Liam'a na sobie.
— Zanim cokolwiek ci powiem, musisz mi obiecać, że to, co powiem, zostanie w tych czterech ścianach. Proszę? Sam poinformuje szefa. Wiesz, jaki on jest, chciałby to wyciągnąć na wierzch i przerwać artykuł. A ja chcę pokazać, jaka jest rodzina królewska. A potem te trzy informacje pomogą mu wejść na tron.
— Masz moją obietnicę. A teraz mów. Co jest tutaj grane?
Uśmiechnąłem się nieśmiało i wskazałem na szafkę, gdzie stała ramka, a tam zdjęcia USG. Liam rozszerzył oczy.
— Tak. Cóż, połączyliśmy się przy mojej pierwszej gorączce, która była prawie miesiąc temu i... Jestem w ciąży? Trójka.
— To szaleństwo!
— Wiem. Ja... ugh. Za niedługo będę się pokazywać. Ciąża trwa od pięciu do sześciu miesięcy. Pięć jak jest mnoga, a do sześciu jak jest pojedyncza. Jestem skołowany, bo nigdy nie sądziłem, że będę miał dzieci i to ja będę matką, ale to nieważne. Cieszę się bardzo. Jestem trochę spanikowany, ale... ale jest okay. Będziesz chciał być chrzestnym?
— Ty się jeszcze pytasz?! Oczywiście, że tak! — powiedział i odłożył ramkę. — Skoro już wyznajemy sobie takie rewelacje, przyszła moja pora. Mam ich kilka. Pierwsza, ja... Poznałem kogoś, spotykamy się. Jest... Sympatyczna.
— Och? Tak? Kto to?
— Książę... Znaczy, Louis mnie zabije.
— Co? Felicite czy...
— Tak, Lottie. Poznałem ją, hm, jakieś dwa tygodnie temu i jesteśmy w ciągłym kontakcie. Jesteśmy umówieni na kolejną randkę, czwartą.
— To wspaniale! Bardzo dobrze, że kogoś poznałeś! Lottie jest betą. Trafiłeś idealnie! Jakie są jeszcze rewelacje? Mów mi więcej!
— Cóż... To od szefa. Kazał mi przekazać ci, że jak chcesz się połączyć z Louis'em bądź, jak już się połączyłeś, to nic się nie stał. Wspominał coś o tym, że to też zostanie tam umieszczone. I cóż... On specjalnie wybrał cię, bo wiedział, że jesteś przeznaczonym Louis'a.
Rozszerzyłem oczy, a zaraz je zamknąłem. Uszczypnąłem się dwa razy, aby opanować ciepło i złoto.
— Wiedział?
— Wiedział. Dowiedziałem się dzisiaj, przed wyjściem. Teraz wszystko miało pójść z jego planem. Artykuł zostanie opublikowany, rząd przekona się do Louis'a, a potem okażę się, że ma omegę, jest połączony, ma szczeniaki w drodze. Szef sobie to dobrze ukartował. Dobrze myślał.
— Tak. Dobrze.
Tydzień szósty:
"Harry, musisz się postarać. Wiem, że chcecie się połączyć. Kiedy twoja gorączka? Zróbcie, to co robią wilki najlepiej. Co powiesz na dzieci? Znacie się krótko, ale będziecie ze sobą do końca życia. Zrób mi tą przyjemność. Wszystko, co zrobisz, będzie pchało księcia bliżej tronu. Chcesz tego prawda?"
Byłem wściekły. Dzwoniłem do Liam'a, a ten powiedział, że nikomu nic nie mówił i nie muszę czuć się zagrożony. Ufałem mu. Najbardziej na świecie.
W końcu mi przeszło.
Westchnąłem i potarłem lekko widoczny brzuszek. Siedziałem w sypialni Louis'a. Ten miał spotkanie z kimś ważnym, z Parlamentu. Nie mogłem się pokazać na oczy, więc siedziałem otulony zapachem, zakopany w kołdrze. Louis zdawał sobie sprawę, że ciąża była teraz nie na miejscu i musiał powiadomić rząd o tej sytuacji. Przede wszystkim — kiedy ogłosi, że ma omegę, będą chcieli ją zobaczyć. Każdy zobaczy, że byłem wysoko w ciąży. Artykuł straci na wartości, ale powoli mniej mnie to obchodziło. Moja omega rwała do niego.
Ktoś zapukał do drzwi. Podniosłem głowę i chwilę później, zobaczyłem Louis'a, który lekko się uśmiechnął.
— Hazz, skarbie?
— Hm? Co się stało?
— Ktoś chciałby... Ciebie poznać. Musimy zejść na dół.
— Powiedziałeś im? — Zapytałem i usiadłem. Byłem trochę śpiący. — Muszę się inaczej ubrać.
Kiwnął głową i podał mi z szafy swój większy sweter. Oczy same kleiły mi się, ale musiałem tam iść. Zdawałem sobie sprawę, że teraz ja odgrywałem kluczową rolę w tym wszystkim. Westchnąłem i okryłem się jeszcze kocem. Louis sam mi go dał, więc byłem wdzięczny — zapach jeszcze bardziej mnie otulał. Moje oczy błysnęły złotem, a drzwi się otworzyły.
— Uwielbiam, kiedy to robisz.
— Zaczynam coraz bardziej to kontrolować — powiedziałem. Byłem z siebie naprawdę dumny. — Musimy tam iść? Łóżko mnie woła.
— Bardzo chciałbym, abyś został w łóżku, ale... ale musimy tam iść. Powiedziałem im wszystko, kim jesteś, co miałeś zrobić. Chcą porozmawiać jeszcze z tobą. Uprzedziłem ich, że nie mogą cię denerwować, bo jesteś w ciąży.
— Okay, chodźmy na pożarcie.
Uśmiechnął się do mnie i zamknął za nami drzwi.
Denerwowałem się, to było pewne, ale dla dobra maluchów nie mogłem. Przed wejściem do gabinetu Louis'a wziąłem głęboki wdech i opatuliłem się bardziej kocem. Coś mi mówiło, że musiałem za wszelką cenę chronić rodzinę. Nie czułem zagrożenia, ale tak podpowiadała mi moja omega.
— Teraz wszystko leży w moich rękach, prawda? — Zapytałem, stojąc przed drzwiami.
— Skarbie...
— Powiedz.
— Tak. Nie mogę wejść z tobą. Usiąść na moim miejscu i zrób to wszystko jak najlepiej.
— Nie martw się. Dam radę. Jak poczuję gorąco to, zatrzymam czas i spróbuję się upokoić.
Kiwnął głową i otworzył dla mnie drzwi. Posłał mi uśmiech i poczułem, jak zakuło mnie w środku. Potrzebowałem Lou, ale teraz musiałem zmierzyć się sam. Oddałem też mu koc i wszedłem do środka. Oczy błysnęły złotem, drzwi się zamknęły, a fotel, na którym powinien siedzieć Louis, delikatnie się odsunął. Przeszedłem tam i usiadłem. Spojrzałem na trójkę mężczyzn i jedną kobietę. Wilki, no jakby inaczej. Rzadko spotkać kogoś innego, z drugą, inną naturą niż wilk, człowieka.
— Dzień dobry, nazywam się...
— Wiemy, jak się nazywasz.
— Cóż, chciałem się oficjalnie przedstawić, tego wymaga sytuacja. Nazywam się Harry Styles, bardzo miło mi państwa spotkać i poznać.
— Omega nie powinna się tak odzywać — powiedział jeden z nich. Miał czarne włosy, szare oczy i nieprzyjemny wyraz twarzy. — Kto cię w ogóle wychował?
— W większości jestem czarodziejem. Nie wiem, jak zachowuje się omega. Mam tylko niektóre jej cechy.
— Jesteś w ciąży? — Wypaliła kobieta. Spojrzałem na nią i przytaknąłem. — Och? Który tydzień?
— Czwarty tydzień, trójka — powiedziałem i zaśmiałem się na jej zmieszanie. — Jednak chcę od początku. Mój artykuł, który w tym momencie piszę, był owiany tajemnicą. Miał pokazać ludziom, jaki jest naprawdę książę Louis. Oficjalnie nazywa się to "Życie Rodziny Królewskiej". Większość jest poświęcona księciu. Parlament nie chciał się zgodzić, aby Louis był królem, a ja miałem pokazać, że się bardzo myli.
— I teraz, po tym, jak jesteście połączeni, jesteś w ciąży, mamy w to uwierzyć?
— Louis jest naprawdę bardzo reprezentowanym człowiekiem. Umie się zachować, trzyma nerwy na wodzy, wie co i kiedy powiedzieć swoje parę zdań. Dla poddanych jest bardzo sympatyczny. Jedynie prywatnie mogę powiedzieć, że jak na alfę jest bardzo upierdliwy. Najchętniej zawinąłby mnie w koc, odłożył poduszkami ze swoim zapachem i nie pozwalał wyjść z łóżka. Jestem dziennikarzem, owszem. Gazety kłamią, bo dla jednej takiej pracowałem. Jednak dostałem tak wielką szansę od losu. Nie mogłem zniszczyć tego, na co pracowałem tyle lat. Szef jest bardzo zadowolony z efektów. To nie jest tak, że są tam dobre słowa. Louis jest strasznym bałaganiarzem. Rozwala wszędzie swoje buty, skarpetki! Zdecydowanie nie pozwala mi jeść zbyt dużo czekolady, a ty on sam ją je, to jeszcze bezczelnie się uśmiecha i mówi, że jest dobra! Denerwuje mnie to, że musi wyjeżdżać, ale wiem, że to jego praca. Tylko we weekend mamy czas dla siebie. Wyjeżdża po śniadaniu, wraca na późną kolację. Rozmawiałem z Lottie, bo ona jest następna w kolejce. Ona nie chce być królową. Sama oddałaby koronę Felicite, a ta również nie chce. Bliźniaczki są za małe. Wszystkie są zgodne — Louis był tym, który uczył się od własnego ojca, jak być dobrym królem, był przygotowywany na panowanie. Nie rozumiem tego... Znaczy, ja nie wiem, dlaczego ludzie nie widzą tego, jak ciężko Louis pracował na to wszystko. Powinien przechodzić żałobę, a on jako pierwszy otrząsnął się z tego szoku i wziął wszystko na swoje barki. Jestem gotowy zrobić wszystko, co należy to partnera przyszłego króla. Już większość obowiązków wypełniłem.
Spojrzeli na mnie. Pierwsza oprzytomniała kobieta. Spojrzała na mnie z uśmiechem.
— Jesteś czarodziejem, prawda? Pokażesz coś nam?
Westchnąłem, oczy błysnęły złotem, a dokumenty, które leżały na stoliku poleciały w górę. Opadły w to samo miejsce.
— Woah! To było...
— Magiczne i interesujące.
— Cóż, tak, tak może być. Nie ma wielu ludzi takich jak ja. W tamtym roku myślałem, że jestem w pełni czarodziejem. Jednak myliłem się — powiedziałem i pogładziłem swój brzuszek. — Ale cieszę się z tego. Moje życie było nudne, czułem, że czegoś brakowało. A teraz nie mam tego uczucia.
Milczeli, ale wziąłem to za dobry znak. Musieli po prostu przetrawić te informacje. Rozumiałem to, więc cierpliwie czekałem.
— Czeka cię wiele wyzwań, Harry — powiedział czarnowłosy. — Dużo wyzwań. Król nie jest tak ważny, jak królowa. To do niej są skierowane prośby, ludzie zasięgają rady. Królowa wydaje na świat potomstwo. Nie jest dodatkiem, obrazkiem czy lalką. Tego nie widać, ale to królowa daje siły swojemu partnerowi.
— Zdaję sobie z tego sprawę.
— Dokończ artykuł. Chcę go przeczytać, a potem zdecydujemy.
Wstali i kiwnęli do mnie głową. Wyszli, zostawiając mnie samego. Uśmiechnąłem się szeroko. Miałem ich już w kieszeni i to głęboko. Nie mogli już się z tego wywinąć.
Louis wszedł do środka chwilę później. Spojrzał na mnie zmartwiony.
— Jak nie poszło...
— Cicho! Mam ich w kieszeni, Louis! Mam ich! To może się udać.
Uśmiechnął się szeroko i pocałował mnie. Nadal miałem w głowie, że czekało na mnie wiele. Robiłem to dla Louis'a.
Tydzień siódmy:
Osoby z Parlamentu nie żartowały. Byłem wystawiony na dużą próbę. Nie interesowałem się polityką, nie miałem w ogóle nic z nią wspólnego. Siedziałem nad książkami i kułem — po prostu to robiłem. Chciałem się pokazać od najlepszej strony.
W międzyczasie pisałem raporty do artykułu, brałem witaminy, spałem i przytulałem się do Louis'a albo Niall'a.
A tak — nudziło mi się.
Powinienem chodzić za Louis'em, pisać co robi i jaki jest. Za to, zapisywałem tylko to, co oni mi mówili.
Postawiłem sobie parę celów. Przede wszystkim chciałem udowodnić to, że mogłem coś zrobić. Poczytałem trochę o roli królowej. Była bardzo ważna. Przede wszystkim — dziedzic tronu. Ten punkt mogłem odhaczyć. Dobra królowa też musiała słuchać i doradzić — to też umiałem zrobić. Nie wiedziałem, co mogłem się spodziewać.
Ktoś zapukał do drzwi. Podniosłem głowę.
— Proszę!
Wróciłem do czytania. Ktoś wszedł do środka, bo wyraźnie słyszałem kroki.
— Synku?
Podskoczyłem na swoim miejscu i podniosłem głowę.
— Mama! O Boże! — powiedziałem i zeskoczyłem z łóżka. Przytuliłem ją mocno. — Tyle cię nie widziałem! Jest Gemma i tata?
— Są, ale książę oprowadza ich po pałacu. Podrzucili mnie tutaj.
Jej oczy błysnęły złotem. Byłem taki szczęśliwy.
— To... To dobrze. Nie spodziewałem się was tutaj. Dlaczego nie zadzwoniłaś?
— Książę nas zaprosił. Powiedział, że siedzisz cały czas w sypialni w tych książkach. I tak od trzech dni! Nie możesz się przemęczać skarbie!
Spojrzałem na nią spod byka i usiadłem na łóżku. Założyłem ręce na krzyż, przez co mój brzuszek był widoczny. Mama rozpromieniła się na ten widok.
— Tata wie?
— Och... Skarbie, ja...
— Tata wie? Nie chcę tutaj awantury pomiędzy wami. Będę się źle z tym czuł.
— Tak, tata wie. Wie od... Twoich narodzin. Ja... Cóż, chcieliśmy drugie dziecko. Bardzo chcieliśmy.
— Nie mów więcej. Możesz mnie zostawić? Źle się czuję.
Westchnęła i wstała. Spojrzała na mnie ostatni raz i wyszła. Sam musiałem to przetrawić. To oznaczało "Bardzo chcieliśmy drugie dziecko"? Położyłem się i przykryłem kocem. Zamknąłem oczy, czując trochę bezpieczeństwa. Moja omega wariowała, kiedy nie było Louis'a. To, co działo się wcześniej to nic w porównywaniu do tego, co robiła teraz. Chciałem być cały czas przy nim. Może nie ja; moja omega. Na jedno wychodziło. Całkowicie się pogodziłem i przyzwyczaiłem się do wilka. Był częścią mnie, musiałem to uszanować. Po prostu.
Podniosłem się z łóżka i westchnąłem. Najpierw spojrzałem na książki, które wylądowały na ziemi. Nie miałem do tego humoru i nawet ochoty. Wcześniej miałam zapał, ale teraz było mi wszystko jedno. Miałem zły humor i musiałem zjeść czekoladę. Mleczną z orzechami czekoladę. Ot tak, musiałem. Miałem wielkie zapotrzebowanie. Niczym na skrzydłach, wyszedłem z pokoju i popędziłem prosto do kuchni. W głowie już słyszałem Louis'a: "Harry, mówiłem ci, abyś nie biegał".
Uśmiechnąłem się szeroko do kucharki.
— Dzień dobry, Harry. Bułeczkę?
— Czekoladę. Mleczną z orzechami. Potrzebuję jej jak powietrza. Błagam!
— Ale książę...
— Książę nie jest w ciąży i nie ma zachcianek! Błagam no! Chcę tylko jedną tabliczkę! Wilczki są głodne!
Dziesięć minut musiałem nawijać jej nad uchem, aż w końcu przyniosła mi upragnioną czekoladę. Nie traciłem czasu — otworzyłem ją od razu i podziękowałem na odchodnym. Zajadałem się nią przez całą drogę do pokoju. Miałem ostatni pasek, zanim otworzyłem drzwi. Zobaczyłem Louis'a i wiedziałem, że miałem przechlapane. Uśmiechnąłem się słodko pod nosem i spojrzałem na Lou.
— Harry, czy to czekolada?
— Dzieci potrzebowały! Musiałem zjeść!
— Mówiłem ci, że odżywiamy się zdrowo, skarbie.
— Zdrowo? — Prychnąłem pod nosem. — Ty w każdym momencie jeść czekoladę, a mi nie wolno chociaż jeden raz w ciągu tygodnia!?
— Hazz no!
— O nie, nie, nie, nie! Mówię prawdę, a ty to wiesz!
— Dobrze. Mogę ci obiecać, że będziesz dostawać czekoladę, jak będziesz mieć na to ochotę, ale nie więcej niż dwa razy w tygodniu. Pamiętasz, co pani doktor mówiła?
— Zdrowe odżywianie, witaminy i wilczki wyrosną duże, ale to czekolada!
— Skarbie...
— Dobrze! Tak. Nie więcej niż dwa razy w tygodniu. Obiecuję, że będę tego przestrzegać.
Uśmiechnął się do mnie i przytulił mnie. Chwilę tak staliśmy. Przerwało nam pukanie do drzwi. Louis krzyknął "Proszę" i nie zamierzał mnie puścić. Drzwi się otworzyły, a przez nie wszedł Ashton.
— Wasza wysokość — powiedział i kiwnął głową. Louis odpowiedział tym samym.
— Cześć, Ashton! — powiedziałem. Jego oczy znowu były tak wesołe i zaraźliwe jak wtedy. — Co się tutaj sprowadza?
— Księżniczki oraz państwo Styles czekają w jadalni. Posiłek jest już podany.
— A będzie czekolada?!
— Harry! Mówiłem coś o czekoladzie!
— Ty się wcale nie znasz! Nie wiesz, jak to jest! — powiedziałem i spojrzałem na niego. Walczył z uśmiechem, Ashton tak samo. — Ale chcę ciepłe bułeczki. Chcę iść.
— Zaraz do was dołączę. Idź z Ashton'em. Muszę wykonać jeden telefon.
Kiwnąłem głową i ruszyłem za nim. Moje oczy błysnęły złotem i drzwi zamknęły się za nami. Ashton nawet nie zdążył ich dotknąć.
— To jest super, co nie? Nie trzeba nawet dotykać niektórych rzeczy!
— To... Tak. Widzę to pierwszy raz w życiu i... Woah — powiedział, a ja uśmiechnąłem się dumnie. — Jak to jest mieć moc?
— Hm... Wyjątkowo. Jest mało takich ludzi. Powtarzam to chyba każdemu. To... To po prostu coś. Kiedy jej nie kontroluję, bo nie jestem w stanie, czuję takie... Ciepło pod skórą. Wtedy wiem, że będzie źle, ale staram się to kontrolować.
— Nie boli cię to? Nie osłabia?
— Coś ty! Magia siedzi we mnie od trzeciego roku życia, miałem nauczanie w domu, bo przez przypadek mogłem rozwalić klasę swoim wybuchem, do liceum chodziłem normalnie, potem studia i teraz jestem tutaj. W międzyczasie pracowałem w dwóch gazetach. Z jednej wyrzucili mnie za niekontrolowanie mocy. Rozwaliłem całe biuro.
— A z drugiej? — Zapytał, a ja zerknąłem na niego.
— Za pisanie prawdy, Ash. To była typowo plotkarska gazeta. Moim zadaniem jest opisywanie rzeczywistych rzeczy, a nie kłamać ludziom prosto w oczy. Nie lubię kłamstwa, nienawidzę. Ludzie z Parlamentu nie chcieli uwierzyć, że to co opisywałem w swoich raportach to prawda. Ja... Naprawdę nienawidzę kłamstwa. Dziękuję za odprowadzenie. Tutaj już sobie poradzę.
Skinął głową i się wycofał. Wziąłem głęboki wdech i musiałem zmierzyć się z własną rodziną. Poczułem dotyk na ramieniu. Podskoczyłem.
— To ja. Już jestem.
— Czy mogę wrócić do pokoju? Nie chcę patrzeć na mamę.
— Chciałbym, abyś wrócił i się położył, ale nie możesz. Patrzenie na osoby, do których jesteś nastawiony negatywnie to wręcz wskazane. Chodź, poćwiczysz silną wolę, a potem dostaniesz czekoladę.
— O tak! Chcę czekoladę.
Zaśmiał się i otworzył dla nas drzwi. Mogłem to zrobić ja, ale nie czułem potrzeby używania mocy. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Jednak to nastąpiło, kiedy weszliśmy. Był tata, mama, siostra i... Obcy mężczyzna. Zmarszczyłem brwi. Louis ścisnął delikatnie moją dłoń, wyczuwając zmianę w moim nastroju. Usiedliśmy na swoich miejscach. Atmosfera była... Zabójcza i bardzo niewygodna. Nie wiedziałem, co się w ogóle działo. Louis tym bardziej.
— Harry, słuchaj. Musimy ci powiedzieć...
— Quietly! — powiedziałem, a moje oczy błysnęły złotem. Mama natychmiast zamilkła.
Gemma spojrzała na mnie zła, a potem mruknęła pod nosem zaklęcie zwrotne.
— Dlaczego mnie uciszasz? Tak nie wolno, Harry. Uczyliśmy cię o tym!
— Ładnie tak kłamać? Tak nie wolno, mamo! Uczyliście mnie o tym!
— To nie tak, Harry.
— Nie tak?! Po dwudziestu pięciu latach dowiedziałem się, że jestem pieprzoną omegą, wilkiem w jakimś procencie! Że mam innego ojca! Jak ja mam się z tym czuć?
— Synku...
— Daruj sobie. Louis, idę do pokoju. Straciłem ochotę na jedzenie.
Tydzień ósmy:
Ostatni tydzień był bardzo emocjonalny. Dla mnie. Wysłałem ostatni raport, a artykuł miał ukazać się już niedługo. Moi rodzince, ten mężczyzna, który podobno był moim ojcem oraz siostra zostali w pałacu. Nie wiedziałem po co, ale nie zamierzałem w to ingerować. Chcieli, to zostali. Ja nie zamierzałem się z nimi integrować. Mieli wszelkie zapewnione dogodności. Ja nadal kułem. Szło mi to coraz lepiej. Już do końca pogodziłem się z tym, kim miałem zostać w niedalekiej przyszłości. Louis kazał mi się nie stresować. Po prostu — miałem podejść do tego na luzie, szczególnie kiedy nosiłem pod sercem nasze szczeniaki. Byłem bardzo ciekawy, czy będą miały moc, czy będą w stu procentach wilkiem, czy będą mieszani. Zostało nam tylko niecałe cztery miesiące. Mój brzuszek naprawę był duży. Przyjmowałem witaminy, odżywiałem się zdrowo oprócz wtorków i sobót. Wywalczyłem wtedy gorącą czekoladę na śniadanie, na drugie śniadanie ciastka, a na podwieczorek czekoladę, a do kolacji piłem colę. Odpowiadał mi ten układ, choć wiedziałem i widziałem niezadowoloną minę Lou. Musiał się przyzwyczaić. Sam mi mówił — to nie ostatnia ciąża. Ja... Na razie czułem się na tyle dobrze, aby mówić to samo. Bałem się porodu. Pani doktor tłumaczyła mi, że nie ma czego, ale ja wiedziałem, że było. Nikt mi wcześniej nie mówił, nie uczyłem się o tym. Jak miałem to zrobić, skoro nie wiedziałem, kiedy to ma nadejść czy... Cokolwiek innego?
— Hazz?
— Hm?
— Czuję twoje emocje, skarbie. Dlaczego się denerwujesz? — Zapytał.
Poczułem jego ręce na brzuchu. Mieliśmy dzisiaj luźny dzień. Mogliśmy sobie pozwolić na leniuchowanie w łóżku.
— Nie boisz się tego, co się kiedyś wydarzy, prawda?
— W sensie? Ja...
— Chodzi mi o ślub, koronację. Wiem, że to nie jest życie, które sobie wymarzyłeś, ale... ale po prostu musimy przez to przejść. Później będzie lepiej.
— Nie chodzi mi o to, Lou. Boję się porodu. Nikt mi o tym nie mówił. Na nowo jestem przerażony tym wszystkim. Polubiłem bycie w ciąży, bo noszenie pod sercem dzieci to cudowne uczucie, ale... ale się boj. Sam nie wiem czego. Tego bólu? Tego, że nie będę wiedział, kiedy się to zacznie? Dziwnie to brzmi. A co jeśli będę sam? Zacznie się, a ja nie będę wiedział?
— Nie będziesz sam, skarbie. Nie pozwolę, abyś został sam przy końcówce ciąży. Jak nie ja, to będzie siedział przy tobie Niall albo Ashton. Zaprzyjaźniliście się prawda?
— Tak. Jest bardzo sympatyczny. Ma szczęście, że jest połączony. Inaczej nie pozwoliłbym mu się do ciebie zbliżyć. Szczególnie teraz. Pilnują cię bety, a nie alfy. Nie ufam obcym alf, ale Ashton wydaje się godzien zaufaniu. Mam nadzieję, że nie przemyca dla ciebie potajemnie czekolady.
— On też mi zabrania jej jeść — powiedziałem i założyłem ręce na piersi. — To jest niesprawiedliwe!
— Daj spokój, skarbie. Masz swoje dwa dni, kiedy jesz niezdrowo. Pani doktor wyraziła na to zgodę. Wilczki rozwijają się dobrze. I robimy to też dla twojego zdrowia.
— Jem sałatę jak królik. Czy ja wyglądam na królika?
— Prędzej na żabę.
Prychnąłem pod nosem i strzepnąłem jego ręce. Zaśmiałem się na jego niezadowoloną minę. Chwilę później spoważniał i sięgnął po coś do szafki przy łóżku.
— Harry? Chyba czas ci wyjaśnić, dlaczego twoja rodzina tutaj jest — powiedział i poprawił na swoim miejscu. — Rozmawiałem z premierem. Twój artykuł wyszedł wczoraj.
— Wczoraj... On miał wyjść... Za parę dni.
— Wyszedł wczoraj. Przeczytał go i powiedział, że mamy szykować przyjęcie zaręczynowe, a potem będziemy rozmawiać o ślubie i koronacji, w jednym dniu.
— Co? Naprawdę?
— Oczywiście. Też go przeczytałem.
Poczułem gorąco na policzkach. Napisałem wiele różnych rzeczy w nim. Wyjaśniłem też, kim jestem, ale końcu.
— Cóż... To dobrze?
— Tak. Dobrze. Dzięki niemu dowiedziałem się wielu rzeczy. Dlaczego mi nie powiedziałeś, że jesteś tutaj do sprawdzenia i pokazania, jaki naprawdę jestem i czy w ogóle nadaje się na króla?
— Nie mogłem. To wszystko było tajne. Na początku wydawało mi się to nienormalne, aby Parlament blokował kogoś, kto uczył się całe życie. Dlatego się zgodziłem. Postawiłem sobie cel. Ja musiałem zrobić wszystko, abyś został królem. A potem wyszło to, że jestem omegą, że jestem twoim przeznaczonym, gorączka, oznaczenie, szczeniaki i... Zmieniłem trochę końcówkę.
— Widziałem.
Przygryzłem wargę i spojrzałem na niego.
— To szczere uczucie.
— Wiem. Czuję to.
Zebrało mi się na płacz. Dlaczego mi nie odpowiedział tego samego? Wyznałem mu miłość, publicznie. Artykuł nie tylko zabierał opis tego, jak wyglądał typowy dzień księcia. Nie. Napisałem wiele słów od siebie, jako jego omegi.
"Denerwuje mnie nieziemsko. Bycie jego omegą to... Zaszczyt to fakt, jednak książę jest mocno przewrażliwiony! Denerwuje mnie! Nie daje mi czekolady, kiedy chcę. Wiem, że to wszystko dla mojego dobra, ale szczeniaki chcą, to muszą dostać, prawda? Poznałem go na tyle dobrze, że znam jego każde zachowanie i nawyk. Owinąłby mnie najchętniej trzema kocami, odłożył poduszkami, abym miał więcej jego zapachu. Nie lubi, kiedy musi wyjść z sypialni. Czuje się wtedy źle, że opuszcza rodzinę. Jest kochającym bratem i przyszłym królem. Starałem się po pokazać. Spojrzałem na to obiektywnie, nie przez pryzmat tego, że jestem jego omegą i spodziewamy się szczeniaków. Louis ma wielkie serce. Rządzący popełniliby wielkie błędy, gdyby odrzucili go jako króla. Ja, jako jego omega, obiecuję go kochać, spełniać swoje obowiązki najlepiej jak tylko umiem. Uczę się — czytam wiele książek, chcę poznać swoje obowiązki i nauczyć się z tym żyć. Dla niego. Dla osoby, którą kocham, jestem w stanie poświęcić wiele."
— Planowałem zrobić to przy dzisiejszej kolacji. Mocno się gryzłem, czy powinienem to wtedy zrobić, ale to tylko nasza chwila. Jedyna, jaka będzie prywatna — powiedział, odwracając się w moją stronę. — Ja... Nie rozumiałem swoich uczuć, wiesz? Czasami mam ochotę cię zamordować, za jaki to uparty jesteś, ale potem sobie przypominam, jak bardzo cię kocham. Tak, kocham cię i jestem tego pewny. Ty zrobiłeś coś niesamowitego, wiesz? Od zawsze uczono mnie, jak być dobrym królem, a jak w tamtym toku wszystko stanęło pod znakiem zapytania, byłem... Załamany. W pałacu zjawiłeś się ty. I wszystko się zmieniło. Od tego, że jesteś moją omegą aż do tego, że Parlament zgodził się, abym był królem. Mógłbym ci to dać, tak po prostu. Ale... Wiem, że chcesz wymarzonych zaręczyn. Ze względu na szczeniaki nie możemy polecieć tam, gdzie zawsze chciałeś.
Oczy błysnęły mi złotem, a pudełeczko się otworzyło. Niemal zapłakałem, widząc piękny sygnet.
— Och, ja...
— Marzyłeś o Paryżu, prawda? Obiecuję ci, że pojedziemy po narodzinach dzieci. Wybierzemy się na kolację, zwiedzimy trochę miasta. Co ty na to?
Kiwnąłem głową, nie będąc w stanie niczego z siebie wykrztusić. Cały czas patrzyłem na sygnet. Był z czarnego złota, a złoty kamień błyszczał na środku; po lewej stronie było trochę zielonych kamyczków, a po prawej niebieskich.
Złoto.
Złoto nas połączyło.
Uśmiechnąłem się do niego.
— To... Piękne.
— W takim razie, chodź — powiedział i sam wstał. Wyciągnął do mnie rękę, którą przyjąłem.
— Co ty-och...
Przejął ode mnie pudełeczko i uklęknął na jedno kolano.
— Harry, wiem, że znamy się osiem tygodni. Życie u boku kogoś z rodziny królewskiej, nigdy nie będzie proste, jednak ty pięknie się z tym komponujesz; radzisz sobie lepiej niż ktokolwiek inny. Kocham cię. Kocham cię najbardziej na świecie i chcę dzielić z tobą wszystko. Czy... Czy wyjdziesz za mnie?
— Oczywiście, że tak. Nie mógłbym się nie zgodzić.
Posłał mi najpiękniejszy uśmiech, jakikolwiek widziałem. W tej chwili zaczynało się moje nowe życie. Pełne wyzwań i skandali. Jednak miałem miłość — złotą miłość. Ja i Louis doskonale się dopełnialiśmy.
