Work Text:
Jego kroki były szybsze niż zazwyczaj. Oczywiście, jego tempo było w głównej mierze zależne od tego, dokąd właśnie zmierzał. Oraz z kim. Praca? Szedł energicznie, przygotowując się mentalnie na kolejny dzień radosnego drażnienia każdego współpracownika, który akurat nawinął mu się pod rękę. Nie można również zapomnieć o tym, że był człowiekiem, który szanował czas zarówno swój, jak i osób, które dzieliły z nim obowiązki, dlatego wyrobił sobie nawyk punktualnego przybywania na miejsce (temat modnych spóźnień czy dramatycznych wejść można tu pominąć). Kolacja? Jeśli samotna, nie śpieszył się. Wiedział, że jedzenie mu nie ucieknie, a jego temperatura była mu absolutnie obojętna. Ulgę przynosił mu sam fakt, że miał pełny talerz, i to uczucie towarzyszyło mu przez część jego życia. W towarzystwie albo wybiegał naprzód, zmuszając wszystkich do dopasowania się do jego tempa, albo sam synchronizował swoje kroki z wybraną osobą. Kiedy miał przed sobą ważne zadanie, stawiał kroki mocne, szybkie, zmieniające się finalnie w bieg. Pędził po lśniących posadzkach siedziby TQ, ciasnych uliczkach Gunsanu, tylu schodach, że nie potrafił sobie przypomnieć, gdzie i kiedy. Bardzo możliwe, że trochę wtedy nabroił i musiał uciekać.
Tego wieczoru jego kroki były bardzo niepewne. Łapały sprężysty rytm tylko po to, aby zwolnić do niemalże szurania po chodniku. Sam nie wiedział, dlaczego. Cały dzień chodził z miejsca na miejsce, drażniąc wszystkich, zwłaszcza swojego ulubieńca, dyrektora Żarłocznego Socjopatę. Och, tak, jego szczególnie. Za bardzo za nim tęsknił, żeby mu odpuścić. Widok tej ślicznej buzi, wykrzywionej w wyrazie furii na sam dźwięk jego śmiechu, był niczym miód na jego serce. Sam nadszarpnięty fizyczny wizerunek dyrektora Seo stał się promykiem szczęścia pomiędzy chmurami, które próbowały zrujnować pogodę jego życia. Garnitur sprzed dwóch dni, włosy opadające na czoło, worki pod oczami, tak bardzo odmienne od dotychczasowej doskonałości mężczyzny – o tak, zapisał ten obraz w pamięci, pod kluczem. Yul nie zniósł zbyt dobrze pobytu w areszcie i było to po nim widoczne.
Może…
Może właśnie to było przyczyną nierównego tempa? To, jak ktoś inny był w stanie nadszarpnąć idealny obraz dyrektora?
Nagle zorientował się, że zatrzymał się na środku chodnika, kiedy jeden z przechodniów bardzo nieuprzejmie popchnął go ramieniem.
— Hej! — zawołał za nim, nie ukrywając irytacji. — Nie jestem pachołkiem z siłowni!
Wulgarna odpowiedź, jaką usłyszał, uniosła jego brwi prawie do linii włosów. Niewychowana, nieuprzejma młodzież. On na pewno był lepszy w tym wieku. Pokręcił głową i ruszył naprzód, przyspieszając kroku. Był niedaleko, a pora była już późna. Nie byłby zdziwiony na widok ciemności w całym domu. Na widok znajomego budynku sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyciągnął klucze – ha, dostał je wcześniej od Ha Kyung – po czym cicho otworzył drzwi i wszedł do środka.
Dom Yula, jak zgadywał, był pogrążony w ciemności. Kiedy pociągnął lekko nosem, poczuł zapach zamówionego jedzenia, dobiegający najprawdopodobniej z kuchni, a także odległą woń płynów do kąpieli. Po cichu ściągnął buty i położył je obok pary czarnych, niewysokich szpilek. Tuż przy tych stała trzecia para – ciemne, warte więcej niż kilka jego wypłat i zostawione w niedbały sposób. Było to niecodzienne, skoro ich właściciel wręcz pedantycznie dbał o porządek w swoim otoczeniu, jednak tym razem chyba można było mu to odpuścić.
Rzucił okiem na kuchnię, w której świeciła się tylko mała lampa nad kuchenką – na blacie stały zamknięte pojemniki, w których najwidoczniej nadal było jedzenie dla niego – po czym udał się w stronę drzwi, spod których wydobywało się słabe światło. Już miał je popchnąć, kiedy usłyszał cichy głos, wypowiadający znane mu już słowa. Zmęczenie na jego twarzy ustąpiło odrobinę miejsca czułemu uśmiechowi. Otworzył drzwi i wszedł do środka.
Pośród mroku sypialni jedynym źródłem światła była lampka przy posłaniu, oświetlając dwie leżące osoby. Ha Kyung, oparta wygodnie o poduszki, podniosła głowę znad książki, którą czytała na głos, i uśmiechnęła się do niego. Jej włosy, świeżo umyte i wysuszone, zaplecione były w warkocz.
— Wszystko załatwione? — zapytała cicho, odkładając książkę na bok. — W kuchni zostawiliśmy dla ciebie kolację. A w łazience masz przygotowaną piżamę.
Seong Ryong odwzajemnił uśmiech i usiadł na posłaniu obok niej, uważając, aby nie poruszyć zbyt mocno materacem.
Yul, ułożony wygodnie na brzuchu Ha Kyung, nawet nie drgnął, pogrążony w głębokim śnie. Jego twarz była gładka, spokojna. Cera delikatnie lśniła od kremów i olejków, które wklepał w nią przed snem. Jedna z jego rąk obejmowała kobietę, druga leżała tuż obok jej żeber.
Seong Ryong nachylił się i poprawił koc, którym byli przykryci. Kiedy delikatnie przejechał palcem po policzku Yula, ten jedynie westchnął i mocniej wtulił się w Ha Kyung. Ta przejechała dłonią po jego włosach, odsuwając mu kilka kosmyków z czoła.
— Kilka ostatnich dni dla każdego byłyby okropne, ale nie spodziewałam się, że on zareaguje na to tak mocno — wyznała Ha Kyung, przenosząc spojrzenie na Seong Ryonga.
— Nie stracę w twoich oczach, jeśli powiem, że zobaczenie go po wyjściu na wolność prawie doprowadziło mnie do płaczu, prawda?
— Och, nie mogę już na ciebie patrzeć tak samo — rzuciła kobieta, przewracając oczami. Gdyby nie to, że były podejrzanie mokre, Seong Ryong mógłby jej uwierzyć.
— Mówię poważnie. — Mężczyzna rozciągnął wargi w imitacji uśmiechu, ale jego dłonie same z siebie zacisnęły się na kołdrze. — Nasza relacja wygląda, jak wygląda. Wiem, że się drażnimy przy wszystkich, a pracę trzymamy z daleka od tego miejsca — zatoczył łuk ręką — ale kiedy zobaczyłem go tak zmęczonego i w dyskomforcie, miałem ochotę go… objąć.
W sypialni zapanowała cisza, przerywana jedynie ich oddechami.
— Kiedy… — Seong Ryong oblizał wargi, zastanawiając się nad dalszymi słowami — kiedy widzę, że wszystko, co się dzieje, dotyka Yula… a on zawsze był dla mnie niczym bóstwo na szczycie góry, do kogo wyjątkowo trudno można się dobrać… to łapię się na złych myślach.
— Jakich?
Pytanie Ha Kyung wywołało gorzki śmiech z jego piersi.
— Widzę wszystkich i wszystko każdego dnia. Widzę naszą moc, słabości, teraźniejszość, ślady przeszłości i niepewną przyszłość. Ale… wiem, że my wszyscy, jeśli połączymy siły, poradzimy sobie z tym wszystkim. W końcu tak zawsze wszyscy robiliśmy, prawda? I… kiedy patrzę na niego teraz, odczuwam ulgę, że ty nigdy nie byłaś w tak bezpośrednim niebezpieczeństwie. Bo to, co mogło się stać jemu, mogę sobie wyobrazić zbyt łatwo.
Jego ręka mimowolnie powędrowała do szyi, z której zniknęły siniaki, ale która nadal pamiętała bolesny ucisk sznura. Ha Kyung pochyliła się do przodu i złapała go za dłoń, ściskając mocno zimne palce. Odwzajemnił uścisk i wziął głęboki oddech.
— Kiedy widzę, że ktoś potrafił w tak brutalny, niszczący sposób przedrzeć się przez jego fasadę, tylko dlatego, że mógł, mam ochotę coś zniszczyć. Mam ochotę zachować się jak zwierzę w ślepej furii, rozwalając wszystko wokół siebie. Jednocześnie mam ochotę stanąć przed wami i stać się żywą tarczą, jeśli to ma zapewnić wam bezpieczeństwo.
Kiedy Ha Kyung objęła jego policzek dłonią, zamknął oczy i wtulił się w nią, próbując uspokoić szybki oddech.
— Kiedy widziałem go wczoraj rano, po jednej nocy tam… powiedział mi, że nie spał, bo bał się, iż może się już nie obudzić. I… chyba poczułem się jak on. Wtedy.
— Kiedy?
— Kiedy próbowali mnie powiesić, a on dotarł w ostatniej chwili.
Jedna łza uciekła z jego oka, spływając w dół, a następnie zagłębienia dłoni Ha Kyung. Kobieta skierowała na niego mokre spojrzenie, wsuwając palce w jego włosy i przysuwając jego czoło do swojego.
— Do czegoś takiego już nigdy więcej nie dojdzie. — Jej głos, chociaż pełen emocji, był mocny i pewny. — Jesteśmy w tym razem. Słyszysz? Próbowali nas zniszczyć, ale nie udało im się to wtedy. I nie uda nigdy więcej. Nie dostaną nawet jednej okazji.
Seong Ryong nie mógł powstrzymać głębokiego westchnięcia. Ha Kyung zawsze była najsilniejsza z nich wszystkich. To ona miała decydujący głos we wszystkich kwestiach, łagodziła ich konflikty, kiedy tylko pojawiało się ryzyko większego ognia, potrafiła zmyć ich dwójce głowę. To ona jednak była również najcieplejszą osobą; otworzyła dla nich całe swoje serce oraz ramiona, odganiając koszmary, traumy, oferując zrozumienie i bezwarunkową miłość. Była ich boginią, a oni oddali jej siebie i wszystko, co mogli.
Chociaż była ich siłą i życiem, nie była niepokonana. Dlatego Seong Ryong, który doświadczył już prawdziwej groźby ze strony ich przeciwników, widząc Yula w tak delikatnym stanie, złożył samemu sobie przysięgę – już nigdy więcej nic nie zrujnuje ich spokoju i szczęścia. Yul będzie bezpieczny. Ha Kyung będzie bezpieczna. I on również.
Pozwolił sobie na jeszcze jedną, słodką chwilę w ciepłych dłoniach kobiety, po czym delikatnie przekręcił głowę i pocałował jeden z jej nadgarstków.
— Nie oczekuj niczego innego niż zwycięstwa — zapewnił ją. — Jeszcze trochę, a potem… no, weźmiemy urlop i pojedziemy się opalać.
— Do Danii?
Seong Ryong roześmiał się cicho i lekko scałował uśmiech Ha Kyung z jej twarzy.
— Zawsze wiedziałem, że chcesz tam pojechać.
Kolację zjadł samotnie, przy kąpieli także nie słyszał ani nie widział nikogo. Nie przeszkadzało mu to jednak. Potrzebował kilku chwil dla siebie i swoich myśli, a wiedział, że kilka kroków dalej znajduje się ciepłe posłanie, gdzie czekały na niego dwie najważniejsze osoby jego obecnego życia. I kiedy stanął w progu, ubrany w piżamę, senny i zrelaksowany, na widok Yula, który przeniósł się na lewą stronę łóżka, zostawiając mu miejsce po drugiej stronie kobiety, poczuł, że w końcu jest w domu.
