Actions

Work Header

Land an der Weichsel

Summary:

Rok 1918. Feliks odzyskuje niepodległość i opuszcza Gilberta, z którym mieszkał od czasu ostatniego rozbioru. Pomimo nieuniknionej rozłąki, Prus cieszy się, że jego ukochany jest w końcu wolny. W życiu personifikacji państw nigdy jednak nie ma spokoju. Gdy do władzy dochodzi Adolf Hitler, sprawy przyjmują fatalny obrót.
II wojna światowa oczami Gilberta Beilschmidta.

Macie przed sobą PrusPol z mocno zakreślonym tłem historycznym. A może jednak opowiadanie historyczne z wątkiem PrusPolu? Sami oceńcie, które określenie bardziej do Was przemawia.

Wszyscy główni bohaterowie zostali stworzeni przez Hidekaza Himaruya'ę.

Notes:

Dedykuję to opowiadanie mojemu byłemu przyjacielowi, którego niegdyś traktowałam jak młodszego brata. Bez niego ta praca nigdy by nie powstała.

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

— Więc wyjeżdżasz? — zapytał wyraźnie przygaszony Gilbert, patrząc w zielone oczy Polaka. — Tak po prostu?

Feliks spuścił wzrok. Ta rozmowa nie była dla niego łatwa. Nie miał wyboru, wolał zostać ze swoim wieloletnim partnerem, jednak jako kraj zobowiązany był do podążania za swoim ludem i mieszkania w stolicy.

— Wiesz, że to nie tak. Chciałbym być przy tobie, szczególnie teraz, ale wreszcie jestem wolny. Odzyskałem swoją niepodległość utraconą ponad wiek temu. Józef pozwolił mi zostać do końca tygodnia — powiedział smutnym głosem, który różnił się od błyszczących podekscytowaniem oczu.

Gilbert odgarnął sobie włosy z czoła zdrową ręką. Drugą miał owiniętą bandażem tak samo, jak żebra. Po tegorocznej klęsce trudniej było mu się podnieść. Przegranie Wielkiej Wojny bardzo go osłabiło. Jego młodszego brata również, jednak Niemiec znosił tę sytuację znacznie gorzej. W domu Ludwiga panował głód i bieda. Po ucieczce Wilhelma do Holandii wszystko zaczęło się sypać. 

— Rozumiem. Chcę, abyś był szczęśliwy, Pchło. To ja odebrałem ci suwerenność i zamierzam ci ją teraz zwrócić. Uznam twoją niepodległość. Zasługujesz na to. Jednak pragnę zatrzymać Pomorze w tym domu. 

Dla Gilberta podjęcie takiej decyzji nie było proste. Stracił już potęgę, a teraz miał oddać część swojego terytorium. Wiedział jednak, że tym razem Feliks mu nie wybaczy, jeśli nie pozwoli mu być wolnym. 

— Naprawdę? Jestem ci wdzięczny — zignorował temat, który powodował najwięcej ich kłótni. Choć po wielu latach doszli do porozumienia i stwierdzili, że Pomorze jest po prostu ich, teraz gdy Feliks z powrotem był krajem, przynależność Pomorza znowu stała się iskrą wywołującą pożar.

— Jesteś miłością mojego życia, Feli, zatem nie mogę cię zatrzymywać. Pisz do mnie z Warszawy i odwiedzaj mnie czasami. Będę czekał z niecierpliwością na nasze spotkania.  — Na ustach Prusa zagościł delikatny uśmiech. Wyglądał marnie. Blada skóra kontrastowała z ciemnym cieniami pod oczami, a jego zwykle wesołe spojrzenie utraciło tę beztroskę. Polak pogładził policzek drugiego mężczyzny i złożył krótki pocałunek na jego ustach. 

— Do zobaczenia, Prusaku — rzekł, odwracając wzrok, aby ukryć błyszczące od łez jasnozielone oczy.

 

~*~

 

— Dawno nie widziałem twojego Polaka — rzekł Ludwig podczas jednej z jego coraz częstszych wizyt. Młodszy brat Gilberta nie był już małym, obciętym od miski chłopcem. Od czasu rozbiorów bardzo się zmienił. Przede wszystkim urósł i zaczął zaczesywać swoje blond włosy do tyłu. Przestał się tak często uśmiechać, jak kilka wieków wcześniej, a na jego twarzy najczęściej gościła tylko obojętność. W odróżnieniu od Prusaka dużo pracował. Potrafił całe dnie siedzieć nad różnymi dokumentami, planami. Jeśli wszystko zrobił, sprzątał w mieszkaniu i bawił się z psami. Prus zupełnie tego nie rozumiał. Jak można lubić pracę? On sam znacznie wolał przekręty albo nawracanie pogan pokroju Litwy.

Polen ma dużo pracy. Musi odbudować swój dom, napisać konstytucję i stworzyć prawo, a jego politycy mu tego nie ułatwiają.

— Nadal jesteście w bliskich stosunkach.

— Tak samo, jak ty i Włochy — zauważył z uśmiechem.

— To inna relacja — odrzekł stanowczo nieświadomy, że na jego jasnej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce.

— To samo powtarzasz temu Austriakowi ze śmiesznym wąsem? Przede mną nie musisz się ukrywać. Kraje to w większości mężczyźni, a w celibacie nikt wieczności nie wytrzymał. Nawet Russland.

Niemiec spiął się na wzmiankę o Adolfie. Odwrócił wzrok i upił duży łyk piwa. Przez chwilę w pokoju dziennym panowała cisza, aż w końcu młodszy mężczyzna zdecydował się ją przerwać. Nadal nie patrząc na Gilberta, rzekł:

— Mojemu kanclerzowi bardzo przeszkadzają takie zachowania. Nie mogę pozwolić, aby się o tym dowiedział. Ani o mnie i Feliciano, ani o tobie i Feliksie. To sprowadziłoby na nas kłopoty. 

— Dobrze. Tak będzie lepiej, braciszku. — Uśmiechnął się — Chodźmy lepiej coś zjeść. Umieram z głodu.

Starszy Beilschmidt pomimo beztroskiej postawy, rozumiał, że sytuacja w domu brata jest znacznie gorsza. Ludwig zawsze był oddany swoim szefom i nie lubił na nich narzekać. Gilbert po wielu latach wychowywania brata znał jego sposoby unikania niewygodnych tematów. Postanowił, że wypyta go później o to, co ten pseudo malarz kombinuje. Już teraz czuł, że nie spodobają mu się odpowiedzi na pytania.

Mężczyźni zjedli razem obiad przyszykowany przez służbę i tego dnia nie poruszyli więcej tematu Adolfa Hitlera.

Nazajutrz Ludwig wraz ze swoim kanclerzem czekał na Prusa w jego gabinecie. Austriak odziany był w szary płaszcz i czarny garnitur. W ręku trzymał kapelusz. Wyglądał, jakby nie zamierzał spędzić tu za wiele czasu.

— Bracie, co ty tu robisz o tak wczesnej porze ze swoim szefem? — zapytał nadal zaspany. Była dziewiąta rano. O takiej porze nie prowadzi się poważnych rozmów, a ta zdecydowanie się na taką zapowiadała. 

Gleichschaltung. Mówi ci coś ten termin? — zaczął Hitler.

— Ujednolicenie? 

— Ujednolicenie społeczno-prawne. Po raz pierwszy lud oficjalnie usłyszy o tym, gdy III Rzesza oświadczy, że wszystkie kraje związkowe, czyli między innymi ty, Prusy,  utraciły swoją suwerenność polityczną.

Prus zaniemówił. Chciał wierzyć, że się przesłyszał.

— Czy mam coś do powiedzenia w tej kwestii? — zapytał, znając odpowiedź.

Niższy mężczyzna spojrzał niezadowolony na Gilberta.

— Moje postanowienia nie podlegają żadnej dyskusji! — krzyknął Austriak.

Prus usiadł na swoim krześle przy biurku i schował głowę w dłoniach. Przez chwilę nikt nic nie mówił. Führer wyglądał na zniecierpliwionego. Gilbert starał się myśleć najszybciej, jak potrafi. Miał tyle tematów do rozważenia. Podjął decyzję, mając nadzieję, że nie będzie jej żałować. 

— Co mam zrobić dla III Rzeszy? — zapytał.

 

~*~

 

Czas szybko mijał, a w domu Feliksa wolnymi krokami robiło się coraz lepiej. Jego lud cieszył się, że znowu są uwzględnieni na mapie, a najburzliwszy okres w polskiej polityce dobiegł końca. Polak miał wreszcie czas na zainteresowanie się wydarzeniami z reszty świata. Najbardziej niepokoiła go sytuacja braci Beilschmidt i Austrii. Utrata suwerenności nigdy nie wróżyła nic dobrego. Polak tęsknił za swoim ukochanym i z cierpliwością czekał na list od niego. Gdy żaden się nie ukazał przez następne kilka lat, mężczyzna był pewien, że nowy szef Gilberta maczał w tym palce. Utwierdziła go w tym niemiecka propozycja, zgodnie z którą miał przystać na zbudowanie eksterytorialnej autostrady i włączenie Gdańska do Niemiec.  Gdy polski rząd sprzeciwił się żądaniom Wehrmachtu, ponownie Polacy utracili spokój. Po wypowiedzeniu paktu o nieagresji przez Rzeszę, Feliks zaczął przygotowania do wojny. Pomoc obiecali mu Anglia i Francja, więc czuł się pewniej, mając tak silne państwa po swojej stronie.

Rankiem pierwszego września 1939 Polak obudził się zlany potem. Wiedział, co się dzieje. Wiedział, że szwaby go zaatakowały. Ledwo zdążył się umyć i przebrać w mundur, a do jego mieszkania wbiegły dwie zrozpaczone kobiety.

— Panie Feliksie, bombardują Wieluń i Westerplatte! — wykrzyczała jedna z nich. — Wieluń jest już prawie ruiną, więc musi jechać pan na Westerplatte. Tam się jeszcze bronią!

Polak przełknął ciężko ślinę. Pokiwał głową i wyszedł z mieszkania, zostawiając klucz w doniczce stojącej przed drzwiami.

Na miejscu zobaczył zajadłą walkę. Było ciemno jak w nocy. Placówka gdańskiej policji była zniszczona, a Niemcy nie odpuszczali. W oddali stał Ludwig w hebanowym mundurze. Feliks bez zastanowienia podbiegł do niego. 

— Co ty robisz?! — krzyknął, chwytając wyższego blondyna za ramiona, aby nim potrząsnąć. Niemiec był bardziej umięśniony niż podczas ich ostatniego spotkania i miał pusty wyraz twarzy.

— Wykonuję rozkazy. Zejdź mi z drogi albo się poddaj — odparł stanowczo, po czym odepchnął Polaka. — Jesteś słaby, nie masz, jak się bronić. Nasza Rzesza z pewnością zwycięży. Jeśli ustąpisz teraz, poniesiesz mniejsze straty, a ja nie wspomnę Führerowi, o tym, że być może przeżyłeś.

— Nigdy się nie poddam. My Polacy, walczymy do końca. Z pola bitwy wracamy z tarczą lub na tarczy — powiedział dumnie.

Młodszy Beilschmidt uraczył Łukasiewicza zawiedzionym spojrzeniem. Nie chciał go zabijać. Lubił Polaka, spędzili w jednym domu ponad siedemdziesiąt lat. Feliks uczył go historii i języka polskiego. Opowiadał mu ciekawe historie, czasem o młodości Gilberta, z których oboje się śmiali. Prus nigdy by się do nich nie przyznał, szczególnie do tego, gdy podczas bitwy z Ivanem, wpadł do zamarzniętego jeziora i potem chorował przez tydzień.

— To twój wybór, będziesz mógł go jeszcze zmienić, ale nie wiadomo, ile żyć będzie on kosztował. 

Ludwig odszedł, pozostawiając Feliksa samego z jego rozterkami.

Obrona Westerplatte trwała jeszcze sześć dni i pomimo małych strat w ludziach, Polska poniosła klęskę. W tym samym czasie na południu polski toczyła się walka z wojskami słowackimi, która również okazała się wygrana dla wroga. Ósmego września Niemcom udało się dotrzeć do stolicy, w której przez dwadzieścia dni wytrwale walczono. Walki zakończyły się kapitulacją Warszawy i jej zniszczeniem. Miasto stołeczne było bombardowane przez siły powietrzne Luftwaffe w trakcie nalotu dywanowego. Zamek Królewski stanął w płomieniach, a na ulicach panoszyły się szwabskie czołgi i strzelcy. To był straszny widok, który Feliks musiał oglądać codziennie. Na ulicach leżały trupy i ranni. Walczył ramię w ramię z cywilami i żołnierzami, nie myśląc wówczas o strachu. Liczyło się tylko przepędzenie nazistów i opatrywanie warszawiaków. Jednego dnia znowu spotkał Ludwiga, który próbował utrzymać maskę bezwzględnego, choć na widok poległych jego twarde spojrzenie miękło i przez krótki moment wyglądał ludzko. Polak zbyt dobrze go znał, by myśleć, że Niemcy to bezduszny potwór, jednak wysoki blondyn dawał mu coraz więcej powodów do porzucenia swoich starych przekonań. 

 

~*~

 

Gilbert żałował, że pozwolił na to wszystko. Mógł się sprzeciwić, wywołać wojnę domową, jakąś rewolucję, cokolwiek, by obalić kanclerza. Mógł poprosić o pomoc aliantów, ale nie zrobił nic. Zazdrościł swoim ludziom, którzy mogli uciec na inny kontynent i zostawić to Piekło. Nie chciał być w Europie, okupując dom swojego ukochanego. Dał mu odejść, aby Feliks był szczęśliwy, a nie aby go najechać i zniszczyć wszystko, na co Polen ciężko pracował przez ostatnie lata. Czuł się z tym źle, a każdego dnia z każdym zastrzelonym człowiekiem coraz gorzej. Po odwiedzeniu obozów koncentracyjnych, w których dumni z siebie naziści, torturowali niewinnych ludzi, Prus był obrzydzony sobą i nimi jeszcze mocniej. Widział w swoim życiu wiele złego, po tylu krwawych bitwach i wojnach myślał, że nic go już nie zdumi, jednak III Rzeszy ciągle się to udawało. Nieludzkie zachowania przyprawiały starszego Beilschmidta o dreszcze. Co noc, gdy kładł się spać, widział przed oczami wygłodzonych ludzi, płaczące matki i przerażone dzieci. Pamiętał każdą twarz, która obdarzyła go błagalnym spojrzeniem. W nosie utrzymywał się odór śmierci i brudu. Ten okropny widok został w pamięci na zawsze. W gettach warunki były równie nędzne i poniżające. Dziś spacerował z młodszym bratem po Toruniu, w którym w piętnastym wieku zawarł dwukrotnie pokój z Feliksem. Rodzeństwo było odziane w szare mundury SS. Polacy patrzyli na nich z lękiem, a ci odważniejsi z pogardą. Prusowi trudno było się dziwić. Rozumiał ich i wolał pogardę od fanatycznego uwielbienia, jakie pojawiało się na twarzach niektórych germańskich żołnierzy.

— Piękna pogoda — przerwał ciszę Ludwig. — W taką najlepiej myje się okna.

Gilbert zaśmiał się.

— To nie jest zabawne. Nie dostrzegasz takich rzeczy, bo nic nie robisz w domu — pomimo niezadowolonej miny głos wyższego mężczyzny był pozbawiony urazy.

— Zajmuję się Gilbvogelem, a on wymaga wiele mojej uwagi! I mam oko na Pommern  — powiedział szybko, po czym dodał — A co tak właściwie mam robić, skoro ty wypełniasz wszystkie obowiązki?

Niemiec wzruszył ramionami. Nagle się widocznie spiął, przypominając sobie o pewnej kwestii.

— Gilbercie, jest coś, o czym wcześniej cię nie powiadomiłem, bo to delikatny temat — zaczął niepewnie, bojąc się, że jego starszy brat się wścieknie.

  Mów.

  Chodzą słuchy, że Polacy szykują powstanie w stolicy. 

Przystojny Prus zatrzymał się w półkroku. Przeczesał swoje włosy ręką i obdarzył brata zdruzgotanym spojrzeniem.

— Co robią?! Przecież oni nie mają szczęścia do powstań! Prawie zawsze je przegrywają! 

Krzyki mężczyzny przeraziły przechodniów, którzy nie rozumiejąc niemieckiego, myśleli, że słowa te były skierowane do nich i szybko oddalili się od okupantów.

Blondyn zmieszał się. Odetchnął głęboko i położył dłoń na ramieniu starszego brata.

— Powinniśmy się tam udać jutro z rana. Przekonajmy Polena, że to nie jest najlepszy pomysł. 

— On jest zbyt uparty, by nas posłuchać —  stwierdził zmartwiony Gilbert. —  Jakkolwiek jedźmy do niego.

Ludwig pokiwał ledwie zauważalnie głową i powiedział stanowczym tonem:

— Pamiętaj, że nie wolno nam łamać rozkazów i sprzeciwiać się władzy. III Rzesza nie może się buntować dla jednego osłabionego kraju.

 

~*~

 

Armia Krajowa oraz Feliks wiedzieli, że jeśli czegoś nie zrobią, zakończenie wojny nie będzie dla nich korzystne. „Ze szwabskich łap do ruskich". Komuniści już od dłuższego czasu chcieli przywłaszczyć sobie polskie ziemie. Agresywna polityka Stalina była tego najlepszym dowodem. Wódz zerwał dyplomatyczne stosunki z Rządem RP na uchodźstwie i kwestionował przedwojenne granice polsko-rosyjskie. To nie zapowiadało nic dobrego, a na pomoc innych aliantów nie mógł liczyć. Dla nich najważniejsze było pokonanie nazistów. Gdy skontaktował się ze Stanami Zjednoczonymi, dowiedział się, że przywódcy „Wielkiej Trójki" już zadecydowali o jego losie. Aby utrzymać Związek Radziecki w koalicji antyhitlerowskiej, Feliks miał przystać na nową wschodnią granicę opartą o linię Curzona, a w zamian za to poszerzyć swoje tereny na zachodzie. To nie było jeszcze wszystko. Sowieci, którzy wcześniej chętnie korzystali z pomocy AK na szczeblu taktycznym, teraz rozbrajali ich oddziały. Polscy oficerzy oraz przedstawiciele cywilnych władz PPP byli masowo aresztowani, a szeregowych postawiono przed wyborem: wstąpienie do Armii Polskiej w ZSRR albo wywózka do łagru.

Podczas gdy Rosjanie nieustannie rośli w siłę, Niemcy zbliżali ku upadkowi. Ponosili porażki na wszystkich frontach, a w Warszawie w związku z nadciąganiem Armii Czerwonej szerzyła się panika wśród nazistów. Germańscy cywile masowo uciekali z polskiej stolicy, a zakłady przemysłowe, urzędy i więzienia były ewakuowane. Gdy nawet cywilne władze okupacyjne i niektóre jednostki policji opuściły miasto, Armia Krajowa poczuła, że powstanie mogłoby wypędzić okupantów. Trzydziestego pierwszego lipca o osiemnastej odbyła się narada, podczas której Delegat Jankowski wydał zgodę na rozpoczęcie akcji zbrojnej w Warszawie. Miała ona mieć miejsce następnego dnia.

Pierwszego sierpnia tysiąc dziewięćset czterdziestego czwartego roku o godzinie siedemnastej Armia Krajowa zaatakowała niemieckie obiekty we wszystkich dzielnicach. Starcie nie poszło zgodnie z planem. Wielu żołnierzy nie wzięło udziału, a ci, którzy stanęli do walki, nie mieli wystarczającego uzbrojenia. Ponadto powstańcy nadmiernie się rozproszyli, a Niemcy, którzy wiedzieli pół godziny wcześniej o wybuchu powstania, nie dali się zaskoczyć. Polacy bolesną ponieśli klęskę. Liczba obiektów, które udało się odbić, była mniejsza od tej, której natarcia zakończyły się niepowodzeniem. Dobrą stroną ostatnich wydarzeń, Feliks nazwał pozytywny odbiór powstania przez warszawskich cywili. Przez następne kilka dni sytuacja nieco się poprawiła. Walczącym udało się odbić więcej budynków i opanować kolejne części miasta. Powstańcy nie mogli się tym długo cieszyć, ponieważ wieść o walkach w stolicy szybko dotarła do Hitlera. Jedenastego dnia Wola i Ochota upadły. W tym sam czasie rozgrywała się obrona Starego Miasta. Tutaj bitwa była najbardziej zajadła. Walczono o każdy skrawek ziemi. III Rzesza nie spodziewała się takiego zaangażowania i wytrzymałości. 

Gdy Gilbert i Ludwig wreszcie odnaleźli Polena, ledwie go rozpoznali. Był zakrwawiony i brudny. Wyczerpany dowodził oddziałem AK. Prus próbował podbiec do niego, ale żołnierze zaczęli do nich strzelać. Niemiec schował się za budynkiem, jednak jego starszy brat niewzruszony atakiem rzucił swoją broń w stronę Polaków i z rękoma w górze, zbliżył się do nich.

Dummkopf — warknął pod nosem niebieskooki blondyn i ze zrezygnowaniem pokręcił głową. Usiadł pod ścianą ruin, które były kiedyś kościołem. Nie miał siły, by patrzeć na spoufalającego się z wrogiem brata. Czego oczy nie widzą, tego w raporcie nie ma.

— Feliks! Feliks! To ja! Gilbert! — krzyczał po polsku, wskazał na siebie jedną ręką, a drugą machając do niego. Powstańcy mierzyli w niego ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Fakt, niektórzy naziści potrafili powiedzieć kilka zdań w ich języku, ale jeszcze żaden nie znał prawdziwego imienia przywódcy i sam się nie rozbroił. Ich zdziwienie stało się większe, gdy wołany Polak kazał skierować pistolety i karabiny w inną stronę i skupić się na prawdziwym wrogu. 

Ich habe dich vermisst — powiedział rozczulony, przytulając swojego ukochanego. Blondyn wtulił się w niego z uśmiechem.

— Ja też, ale mów po polsku, aby każdy cię rozumiał. Wszedłeś w sam środek powstania przeciwko szwabom ubrany w mundur SS. To nie wygląda korzystnie. Powinieneś się cieszyć, że nie dostałeś kulki. To było nierozsądne!

— Kocham cię — wydukał Gilbert, ignorując wywód Łukasiewicza. Radował się chwilą. Odsunął się na chwilę od mężczyzny, by przyjrzeć mu się. Przydługie włosy Polak spiął w kitkę. Jego twarz miejscami pokrywał popiół, a usta były spierzchnięte. Na policzkach miał kilka zadrapań. Oczy w kolorze aralii sercowatej przepełniało zmęczenie trwającą pięć lat wojną. Feliks ponownie przysunął się do Prusa i pocałował go w usta. 

— Muszę wracać do walki. Powstanie nadal trwa, a ja muszę dowodzić. — Spojrzał krótko na swojego partnera z typowym dla siebie uśmieszkiem i dodał — Ja ciebie też kocham, ty pruska zarazo.

Polak pobiegł do jakichś nastolatków, by poinstruować ich, co mają robić, a starszy Beilschmidt podniósł swoją broń z ziemi i poszedł szukać Ludwiga.

Powstanie zmierzało ku upadkowi. Niemcy zlikwidowali najsłabsze ośrodki polskiego oporu, a krótko potem rozpoczęli szturm na Górny Mokotów. Polacy ewakuowali się kanałami, których wyjścia barykadowali naziści. Oprócz tego do kanałów były wrzucane granaty i wpuszczany gaz. Ostatni wchodzący polegli pod ziemią lub zostali wymordowani przez germańskich żołnierzy po wyjściu. Wielu powstańców trafiło do niewoli. Warszawę zrównano niemal z ziemią, a cała Polska wraz ze stratą ludzi, utraciła nadzieję.

 

~*~

 

Przez długi czas nie było nic, co spowodowałoby u Polaków dłuższą radość. Ludzie umierali, głodowali, życie toczyło się dalej w smętnym tempie. Przełomowym momentem było samobójstwo Hitlera i kapitulacja III Rzeszy. Gdy Europa radośnie świętowała zakończenie wojny, Feliks martwił się o Beilschmidtów, a polscy żołnierze musieli uciekać z ojczyzny przed sowieckimi władzami, które przejmowały kontrolę w jego domu. Zatem widok Ivana w mieszkaniu, nie zdziwił Polaka, a jedynie obrzydził.

Привет, товарищ — przywitał się Rosjanin z pogodnym uśmiechem. — Przyszedłem cię wyzwolić spod germańskich wpływów. 

Łukasiewicz zaśmiał się gorzko.

— Daruj sobie żarty, bo wy Ruski nie macie poczucia humoru. Ja i tak będę niepodległy, a jesteś za słaby, żeby mnie powstrzymać. Twój śmieszny Związek Radziecki prędzej się rozpadnie, niż ty nauczysz się wymawiać dź — powiedział z pogardą i dumą typową dla siebie.

Uśmiech komunisty się tylko poszerzył. Przyszpilił Feliksa do ściany i trzymając mu rękę na szyi, unosił go kilka centymetrów nad ziemią. 

— Nie igraj ze mną. Jeszcze trochę, a sam staniesz się częścią „śmiesznego" Związku Radzieckiego. Jeśli nie chcesz tego przyśpieszyć, to wychwalaj mój ustrój i wodza. Ucz mojego języka i szacunku do mnie, a ja ci dam czas na zabawę w wolny kraj. — Braginsky puścił niższego mężczyznę, położył na stole wódkę i stanąwszy w drzwiach wyjściowych, powiedział — Alkohol pomaga zawierać przyjaźnie, więc liczę, że naszą umocni. До свидания!

Siedząc oparty o ścianę, Polak próbował dojść do siebie. Łapczywie wciągał powietrze z szeroko otwartymi oczami. To wszystko wydarzyło się tak szybko. Trudno było mu pojąć, co się przed chwilą stało. Bał się. Bał się Ivana bardziej niż kiedykolwiek Ludwiga. Nawet po wojnie uważał Niemcy za cywilizowany kraj. Inaczej było z dzikim i nieobliczalnym Rosją, który mordował dla zabawy, a swój brak sumienia ukrył pod maską przyjaznego uśmiechu.

Podczas gdy Polak był pewien, że nic gorszego niż wizyta słowiańskiego kuzyna go nie spotka, pewnego dnia dowiedział się o politycznym rozwiązaniu sprawy germańskiej. Niemcy i Austria mieli być podzieleni na cztery strefy okupacyjne: brytyjską, francuską, amerykańską i radziecką, natomiast Prusy miał zniknąć z mapy świata. Kraje postanowiły wydać na niego najsurowszy wyrok - karę śmierci. Egzekucja miała odbyć się w Berlinie. Feliks był zszokowany i zrozpaczony. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego po sześciu latach terroru i rzezi, ludzie nadal chcą wymierzać w taki bestialski sposób sprawiedliwość. I to w dodatku komu? Jednemu z nich? Temu, który nie miał wyboru? Temu, który nie ma bardziej krwawej przeszłości od Anglii czy Hiszpanii? Łukasiewicz zjawił się niemieckiej stolicy razem z krajami Związku Radzieckiego dwudziestego piątego lutego roku czterdziestego siódmego. Chciał się pożegnać, ale Rosja i Ameryka go zatrzymali. To samo zrobili Ludwigowi. Polak zdecydował się zająć miejsce koło załamanego blondyna, który powstrzymywał łzy. 

— Feliksie — zaczął niespodziewanie Niemiec, patrząc na swoje ręce. — Dlaczego ja mam żyć, a on musi zginąć? To moim Kanclerzem był Hitler. Gilbert nie był tak ważny w tej wojnie, jak ja. Zajmował się tylko...

— Pomorzem — skończył za niego Słowianin. — Oni obwiniają go za wszystko. Gardzę nimi, ale jestem bezsilny. Nie mogę zrobić nic bez zgody Rosji, a dla niego to wszystko jest korzystne.

Ludwig nie odpowiedział. Siedzieli w milczeniu do momentu, aż Ivan i Alfred wprowadzili Prusa. Na widok mężczyzny serce Feliksa zaczęło bić szybciej. Kazali stanąć Gilbertowi przy ścianie naprzeciwko zgromadzonych ludzi i wygłosić przemówienie pożegnalne.

— Pierwotnie chciałem, aby moje ostatnie słowa brzmiały poetycko, ale nie jestem poetą, więc nic z tego nie wyszło. Na kartce wypisałem sobie moje najwspanialsze osiągnięcia, ale doszedłem do wniosku, że nie zrobiłem nic znakomitszego od wychowania mojego młodszego brata. Możecie mówić, co chcecie, ale Ludwig wyrósł na wspaniałego żołnierza i mężczyznę — zaczął z uśmiechem na ustach. — Jestem z ciebie bardzo dumny, Luddy. Nie mogłem wymarzyć sobie lepszego brata. Bardzo cieszę się, że mogłem być przy tobie, gdy stawałeś się nastolatkiem i wtedy, gdy wkraczałeś dorosłość. — otarł łzy z policzków — Feliksie, nad tym, co ci powiedzieć, zastanawiałem się najdłużej. Znamy się od tysiąc dwieście dwudziestego szóstego roku. Razem wkraczaliśmy w dorosłość i często walczyliśmy ze sobą. Pomimo wielu lat sporów, zakochałem się w tobie i nadal bardzo cię kocham. Jesteś miłością mojego życia. Och, nie płacz. Nie bądź babą, Pchło. Jesteś znakomitym wojownikiem, nie przystoi ci płakać nawet na egzekucji twojego przystojnego chłopaka. Dziękuję ci za tyle pięknie spędzonych lat, dziękuję ci za każdy twój uśmiech i za odwzajemnienie mojego uczucia. Droga Erzsébet, tobie dziękuję za wspaniałą przyjaźń i wsparcie. Opiekuj się Feliksem, tak jak to robiłaś przez wiele lat. 

Ostatni raz otarł sobie łzy z policzków. Pokiwał głową i ustawił się twarzą do ściany, trzymając w dłoniach Gilbvogela. Nagle usłyszano strzał, a ciało Prusa wylądowało na ziemi. Węgry podbiegła jako pierwsza. Zaczęła krzyczeć i szlochać. Feliks nie potrafił nic zrobić. Widział wszystko w zwolnionym tempie. Zapłakany podszedł do ciała ukochanego i przytulił je po raz ostatni.

 

 

Koniec.

Notes:

Cześć!
Nie jestem fascynatką historii, szczególnie tego okresu, dlatego wiem, że mogły pojawić się jakieś błędy historyczne. Przyrzekam jednak, że starałam się rzetelnie podejść do weryfikowania informacji.
Co więc skłoniło mnie do podjęcia się akurat tematu II wojny światowej?
Właściwie ostatnie zdanie pierwszej części, którą bezpowrotnie usunęłam z wattpada. Pisząc je, nie sądziłam, że stworzę kontynuację i wpakuję się w wielogodzinny research. Mimo wszystko jestem zadowolona z tej pracy i liczę, że spodobała się Wam ona tak mocno, jak podoba się mi.

Ps. Świadomie pozmieniałam niektóre kwestie – np. imię Gilbirda przekształciłam w Gilbvogela, bo to brzmi bardziej niemiecko.