Work Text:
Harry nienawidził Draco Malfoya. Nienawidził jego złośliwych żartów, ulizanych włosów i tych dopasowanych ubrań, które idealnie opinały ciało blondyna. Gdy na widok nieudanej mikstury Rona kolejny raz na twarzy Malfoya zagościł głupkowaty uśmiech, Potter chciał go z niej zetrzeć. Widząc jednak ostrzegawcze spojrzenie Hermiony, powstrzymał się i rzucił mu jedynie pogardliwe spojrzenie. Innym razem pomyślał, nie spuszczając wzroku ze Ślizgona. Obserwowany chłopak widocznie poczuł na sobie oceniające spojrzenie, więc zwrócił oczy w kierunku Harry'ego. Uśmiechnął się i wrócił do pracy. Co ten dupek sobie wyobraża? czarnowłosy prychnął. Kilka minut później lekcja eliksirów dobiegła końca, a uczniowie zaczęli się zbierać. Draco wyszedł z sali jako pierwszy. Gryfon nie zastanawiając się nawet przez krótki moment, zabrał swoje rzeczy i ruszył za wrogiem. Tym razem mi nie ucieknie przeszło mu przez myśl, gdy w tłumie rozgadanych nastolatków dostrzegł jasne włosy. Podążał za chłopakiem aż na siódme piętro, gdzie Draco zniknął w ścianie na przeciwko gobelinu z Barabaszem Bzikiem. Znowu to samo westchnął zrezygnowany, patrząc na miejsce, gdzie przed chwilą widział tą irytującą fretkę. Odwrócił się i już miał iść w kierunku wieży Gryffindoru, gdy nagle usłyszał słowa Malfoya.
— Gdzie się wybierasz, Potter? Chodź tu. — Harry natychmiast zatrzymał się w półkroku i zdumiony wbił wzrok w źródło dźwięku — Pospiesz się, nie mam dla ciebie całego dnia — zrzekł niby to strofującym tonem, lekko uśmiechając się przy tym pod nosem.
Gryfon niepewnie posłuchał chłopaka i wszedł do Pokoju Życzeń. Ściany pomieszczenia były pokryte pastelowym błękitem, który przywodził na myśl przyjemne letnie niebo. Do nozdrzy czarnowłosego dobiegał delikatny zapach kwiatów, które ciotka Petunia hodowała w ogrodzie. Na środku pokoju znajdowały się biały stolik ze zdobionymi nóżkami i dwa eleganckie krzesła.
— Czego chcesz? — warknął. Draco nie odpowiedział, a jedynie zbliżył się do zdezorientowanego nastolatka, na co ten zacisnął palce na swojej różdżce z ostrokrzewu. — Co znowu kombinujesz, ty podstępna fretko?
— Zapraszam cię na herbatę — odparł w końcu blondyn.
Potter nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Ta sytuacja wydawała się nieśmiesznym żartem. Gdyby nie przekonanie, że wszystko dzieje się naprawdę, pomyślałby, że to jeden z koszmarów.
— Żeby mnie otruć? — arystokrata zaśmiał się na pytanie towarzysza. Co niby jest w tym śmiesznego? pomyślał i się skrzywił.
— Zawsze wiedziałem, że jesteś idiotą, ale nie spodziewałem się, że posądzisz mnie o taki żałosny postęp — stwierdził nadal rozbawiony Malfoy.
Potter musiał przyznać, że w tym momencie jego nemezis nie wyglądał tak szczurowato jak zwykle. W końcu szczury nie miewają zaróżowionych policzków od śmiechu. Mógł się nawet pokusić, o określenie go znośnym.
— Usiądź — powiedział zachęcająco, samemu zajmując miejsce.
Potter poszedł niechętnie w jego ślady. O co chodzi w tej szopce?
— Nie wiedziałem, jaką herbatę lubisz, więc kazałem przygotowywać taką, która mi się z tobą kojarzy. — Zdziwiony brunet pokiwał niepewnie głową w milczeniu. — Nie znam niestety herbaty o smaku głupoty, więc liczę, że ta też trafi w twoje gusta — dodał, pstrykając palcami. Natychmiast pojawił się Zgredek, spoglądając nieprzychylnie na swojego byłego pana. W rękach trzymał tacę z herbatnikami i z dwoma ozdobnymi filiżankami wypełnionymi pachnącym napojem. Wybraniec patrzył zaskoczony na stworzenie.
— Ach, Harry Potter, sir. Zgredek przyniósł panu herbatę i pyszne ciasteczka. — Uśmiechnął się do Pottera i ustawił przyniesiony podwieczorek na stoliku.
— Dziękuję, Zgredku — powiedział blondyn zadziwiając po raz kolejny.
Skrzat obdarzył go nieprzyjemnym wzrokiem.
— Zgredek zawsze pomoże panu Harry'emu Potterowi. — po tych słowach stworzenie zniknęło zostawiając chłopaków samych.
— Dlaczego on cię słucha?
— Nie słucha mnie, bo jest wolnym skrzatem. Sam go uwolniłeś, przez co ojciec musiał kupić nowego sługę. Zgredek zgodził się mi pomóc, gdy powiedziałem mu, że robię to dla ciebie — wyjaśnił spokojnie chwytając po herbatnika.
— Nadal nie powiedziałeś, co tu robimy — stwierdził zniecierpliwiony i niezadowolony rozwojem wydarzeń Harry. — Po co mnie tu przywlokłeś?
— Jak już mówiłem, zaprosiłem cię na herbatę. — Wybraniec skrzywił się na tę odpowiedź, na co Draco westchnął teatralnie. — To jest randka, Potter.
Harry niemal wypluł gorący napar. Spojrzał na Malfoya jak na szaleńca. Randka? To nawet nie jest śmieszne. Może ktoś z Gryffindoru robi mu kawał, a naprzeciwko niego siedzi w rzeczywistości jakiś gryfon? To jedyne logiczne wytłumaczenie. Czas mijał, a nikt nie oznajmił, że to żart, na który Harry dał się nabrać.
— Zwariowałeś — powiedział krótko.
— W odróżnieniu od ciebie nie jestem półgłówkiem i potrafię zauważać, gdy ktoś coś do mnie czuje. — wziął łyk herbaty, zupełnie nie przejmując się zmieszaniem czarnowłosego.
— Co masz do cholery na myśli?! Kto niby coś do ciebie czuje, Malfoy?! Na pewno nie ja! — wybuchnął. Nie podobały mu się te ślizgońskie gierki.
— Widzę, jak mnie obserwujesz i wpatrujesz się we mnie notorycznie na lekcjach i w trakcie posiłków. — Malfoy uśmiechnął się i spojrzał Harry'emu prosto w oczy.
— Chyba coś ci się pomyliło! Spotykam się z Ginny! — Potter był coraz bardziej zdenerwowany. Jak on śmie sugerować takie rzeczy! Zetrę mu z twarzy ten głupi uśmieszek!
— Skoro tak lubisz tę Wiewiórę, to dlaczego nie patrzysz na nią takim wzrokiem, jakim obdarzasz mnie? — zapytał, unosząc brew.
— Masz na myśli wzrok pełen wstrętu? Sam sobie odpowiedz na to pytanie.
Draco wstał i z gracją podszedł do Harry'ego.
— Za dużo gadasz, Potter. — chwycił go pewnym ruchem za podbródek i pocałował, zanim Wybraniec zdążył zrozumieć, co się dzieje.
Na początku Harry chciał się odsunąć i przekląć fretkę jakąś szczególnie paskudną klątwą, ale gdy poczuł, że pocałunek jest lepszy niż ma prawo być, nieśmiało go oddał. Wszystkie próby racjonalnego myślenia były zakłócane przez nieziemską przyjemność, aż do momentu, kiedy Draco postanowił przerwać. — Znacznie lepiej. — uśmiechnął się zadowolony z siebie, gdy dostrzegł na twarzy Gryfona wypieki. Delikatnie przejechał kciukiem po dolnej wardze Harry'ego, wpatrując się w niego i kusząco oblizał swoje zaróżowione usta. — Nadal jesteś przekonany, że jedynie cię obrzydzam?
Skupiony na fretkowych ustach Harry zignorował pytanie i zainicjował kolejny pocałunek, co zdecydowanie spodobało się drugiemu chłopakowi.
Może jednak nie tylko Malfoy zwariował przemknęło przez myśl Wybrańcowi.
