Work Text:
Nie lubił spotkań w sali wieczornej. Właściwie, wszystko stało się dla niego mało istotne, odkąd udało mu się zabić Kariko.
Stało się to dokładnie rok temu, kiedy Ichani w końcu odważył się zmierzyć z nim osobiście (chociaż według niego, po prostu stracił swoją pozycję w Sachace i zmierzenie się z nim było dla niego bezpieczniejszą opcją). Jakby nie było, Akkarin przygotował się do tej walki bardzo dobrze, mając nadmiar mocy z Areny. Kto by nie skorzystał z takiej opcji? W końcu był jedynym czarnym magiem w Gildii i miał do pomocy Lorlena, który dowiedział się o czarnej magii.
W każdym razie, siedział teraz wśród magów Starszyzny, niespecjalnie słuchając, co mają do powiedzenia. Zastanawiał się, czy może nie porzucić pozycji Wielkiego Mistrza Gildii i znów wyruszyć w podróż - tym razem dokładnie zapoznając się z historią danego kraju. Może mógłby zostać Ambasadorem…
Jego rozważania przerwał miły dla ucha śmiech z drugiego końca sali. Jednak chyba tylko on zwrócił na niego uwagę i zaczął się rozglądać za jego źródłem.
W końcu zauważył ją. Mistrz Rothen stał dumnie obok swoich dawnych nowicjuszy - miał ku temu powód - Dannyl był w końcu Ambasadorem, a Sonea dwa lata temu podjęła się pracy jako jego asystentka. Oboje więc byli opaleni, w przeciwieństwie do mieszkańców Kyralli, a także wyglądali na pewniejszych siebie, czego również nie można było o nich wcześniej powiedzieć.
Jednak jego uwagę zwróciła tylko Sonea, co momentalnie wykorzystał Lorlen.
-Wiesz - szepnął do niego, gdy nikt nie zwracał na nich uwagi, - słyszałem, że w tym roku raczej już zostanie.
Nie dał po sobie znać, że wie o kim mówi.
-Dobrze wiem, na kogo patrzysz - uprzedził go. Czy wszystkie jego zdolności zginęły razem z Kariko? - I nie jest już z Dorrienem.
Na ostatnią uwagę drgnął i spojrzał na swojego przyjaciela, spotykając jego zwycięski wyraz twarzy.
-Ciekawe. Dlaczego zostaje? - próbował udawać obojętność, co już chyba nie miało sensu.
-Nie mam pojęcia, ale może sam ją zapytasz? No wiesz, zanim zrobi to ten młody wojownik, który idzie w jej stronę.
Szybkim ruchem wstał i wzrok zdziwionej Starszyzny (i pewnie większości magów na sali) odprowadził go do stolika, gdzie znajdował się mistrz Rothen ze swoimi nowicjuszami. Nie wyglądał na zaskoczonego, gdy zobaczył zbliżającego się Akkarina.
-Wielki Mistrzu - przywitał się i dopiero wtedy zauważyli go Sonea z Dannylem.
Czy Ambasador uśmiechnął się porozumiewawczo do stolika Starszyzny i Rothena? Nie był tego pewien, za szybko skupił swoją uwagę na kobietę w zielonych szatach.
-Ambasadorze, mistrzyni Soneo. Miło widzieć was z powrotem w Gildii - dalej nie odwracał uwagi od uzdrowicielki, która patrzyła wszędzie, byle nie na niego. - Jak udały się sprawy w Lan?
Wdali się z Dannylem w krótką rozmowę, jako że Sonea niespecjalnie chciała się udzielać. Rozmowa nie trwała jednak długo, kiedy Rothen krzyknął nagle, że musi szybko wracać do domu w celu dokończenia ważnego eksperymentu, w którym musi mu pomóc Dannyl. Coś tam z ulepszeniem fotografii.
-Wybacz, Wielki Mistrzu, na spotkaniu zdam szczegółowy raport. Ale jestem pewny, że Sonea z chęcią odpowie na większość pytań.
Żadne z nich nie zdążyło się odezwać, gdy oboje zniknęli.
Spojrzał na kobietę, która w końcu odwzajemniła się tym samym i poczuł, że chyba zaczyna się stresować.
-Wyglądasz, jakby nowa praca ci służyła - nie miał zamiaru rozmawiać z nią o Lan.
-To prawda, na tle innych Krain Sprzymierzonych Kyralia nie wypada najlepiej - zachowywała się swobodniej, gdy nie mieli towarzystwa, jednak nie tak jak dawniej.
-A jednak, Lorlen mówi, że planujesz zostać - wbił w nią uważne spojrzenie. - Dlaczego?
Wpatrywała się w niego niepewnie, ale jej głos był zdecydowany.
-Stęskniłam się za Rothenem i moją rodziną. Poza tym, chcę znów leczyć Bylców, a mistrzyni Viniara napisała do mnie, że zwiększyło się zapotrzebowanie na uzdrowicieli i w lecznicy zaczyna ich brakować - prawie wyrecytowała z pamięci. Nie mówiła mu wszystkiego.
-Rozumiem. Szkoda by było, gdyby nasze wspólne starania o otwarcie lecznicy poszły na marne przez brak rąk do pracy. - uśmiechnął się do niej, tak jak wtedy, gdy obiecał jej, że jej w tym pomoże.
3 lata wcześniej
Nie zwracał uwagi na nowicjuszy zgromadzonych w sali, chociaż zapewne powinien. Zaraz miała się zacząć oficjalna część, w której rozdaje nowicjuszom-ignorantom ich nowe szaty i gratuluje przystąpienia do Gildii.
Zaczął się im przyglądać ze swego "tronu". Większość z nich nie zwracała na siebie większej uwagi, niektórzy tylko kręcili się w miejscu ze zdenerwowania. Już miał odwrócić wzrok, kiedy spotkał przyglądającą mu się parę brązowych oczu.
Miały bardzo ładną barwę. Nie były tak ciemne jak jego, przypominały bardziej świeżą glebę. Wyraźnie dostrzegł odbijające się w nich światło. Dopiero gdy dostrzegł ruch Lorlena z lewej strony, zorientował się, że przypatrywali się sobie dłuższą chwilę. Szybko przybrał obojętny wyraz twarzy i wstał, aby rozdawać im szaty.
Od dziesięciu minut gratulował wszystkim tym ignorantom, kiedy Lorlen wezwał ostatnią osobę.
-A teraz nowicjuszka, która uzyskała w tym roku najlepsze wyniki - Sonea, podopieczna mistrza Rothena.
No tak, przecież mała uciekinierka ukończyła szkolenie rok szybciej.
Dopiero teraz zainteresował się ceremonią i zaczął przyglądać się dziewczynie. Dalej była raczej wychudzona, ale wyglądała zdrowiej. Jej włosy były znacznie dłuższe i zadbane, być może dzięki jej mentorowi i jego alchemicznym zdolnościom.
I to właśnie jej się przyglądał, pomyślał lekko zawstydzony, ale nie dał tego po sobie poznać.
Podeszła do niego z lekkim uśmiechem, na co nie odważył się nikt przed nią. Odważnie. Postanowił odpowiedzieć jej tym samym, nie spuszczając z niej wzroku.
Pogratulował jej i powtórzył te wszystkie formułki, które musiał wypowiedzieć. W tym momencie powinien skończyć i pozwolić jej odejść, jednak postanowił zatrzymać ją na dłużej.
-Mistrzyni Vinara wspominała, że chcesz otworzyć lecznicę w Slumsach.
Spojrzała na niego zaskoczona.
-Tak, Wielki Mistrzu. Nie wiedziałam, że mistrzyni zdążyła już o tym wspomnieć. - W tle było słychać pomruki niezadowolonych arystokratów, zapewne oburzonych faktem, że Wielki Mistrz poświęca tyle uwagi dziewczynie ze Slumsów. Jednak Sonea całkowicie je zignorowała, ani na chwilę nie zmieniając wyrazu twarzy czy choćby postawy ciała.
Przeciągnijmy to jeszcze trochę.
-Podoba mi się ten pomysł, możesz liczyć na moje wsparcie. Postaram się przekonać do niego króla.
Zdążyła tylko szerzej otworzyć oczy, gdy cofnął się o krok, dalej z uśmiechem na ustach.
Ona też się teraz uśmiechnęła, na co poczuł znajomy ścisk w klatce piersiowe. Często mu się to przy niej zdarzało.
-Też wolałabym tego uniknąć - odpowiedziała już pewniej, patrząc mu w oczy.
W tle słychać było niewyraźne pomruki magów. Sala zaczęła powoli pustoszeć, ale żadne z nich nie odchodziło.
Akkarin pomagał jej otworzyć lecznicę, chodząc z nią na audiencję u króla przy próbie zdobycia środków. Często się spotykali, uzgadniając szczegóły budowy. W tym czasie ich relację otaczały liczne plotki, jak to w Gildii. Żadne z nich się jednak nimi nie przejmowało.
Szczerze powiedziawszy, miał w tamtym czasie wyrzuty sumienia. Wiedział, że jeżeli się do niej zbliży, może ona trafić na cel szpiegów, a tego nigdy by sobie nie wybaczył. Dlatego, ponad dwa lata temu, zaczął jej unikać. Przekładał spotkania, mówił, że nie ma czasu, przestał odwiedzać ją w lecznicy.
Co on sobie właściwie teraz myślał?
Ponad dwa lata wcześniej
Administrator był coraz bardziej zirytowany zachowaniem przyjaciela, który ostatnio zaczął oddalać się od Sonei. Przy niej wydawał się spokojniejszy i przypominał trochę dawnego siebie - dlaczego teraz jej unika?
-Chodzi o twoją rodzinę? Są niezadowoleni? - próbował z niego wyciągnąć, ale Wielki Mistrz tylko siedział ze zbolałą miną, nie odpowiadając.
-Właściwie, nie. Twoja rodzina nie ma na ciebie wpływu, nie obchodziłoby cię to - zamyślił się na dłuższą chwilę.
Akkarin po prostu siedział, popijając ciemne Anuren. Nie wyglądał, jakby docierały do niego słowa Lorlena ani cokolwiek innego. Naprawdę zaczynał go martwić.
Administrator przysiadł się bliżej niego, kładąc mu dłoń na ramieniu.
-Hej, wiesz, że możesz mi się wygadać? Masz jakiś problem? - Akkarin początkowo nie reagował, ale po chwili zaczął szybciej oddychać, jakby próbując się uspokoić. Lorlen pod swoją dłonią czuł, że zaczyna drżeć.
Atak paniki u Akkarina? Szybko zabrał mu kieliszek z dłoni i pokazał ćwiczenia oddechowego, które, miał nadzieję, pomogą mu się uspokoić.
-Przepraszam - usłyszał słaby głos Wielkiego Mistrza. - Powinienem ci powiedzieć od razu, wam wszystkim.
Tego, co stało się później, Lorlen nie zapomniał nigdy.
Powiedzieć, że historia Akkarina nim wstrząsnęła, to jak nie powiedzieć nic. Wysłuchał go, nie przerywając ani razu i nie mógł uwierzyć, jak długo jego przyjaciel dźwigał ten ciężar sam.
Wrócił pamięcią do powrotu Akkarina sprzed paru lat. Już wtedy dało się wyczuć, że coś było nie tak, zwalił to jednak na fakt, że nie widzieli się tyle czasu, a jego przyjaciel był wykończony podróżą. Potem nagły awans na Wielkiego Mistrza, kiedy Akkarin okazał się potężniejszy niż przedtem. Cóż, teraz już wiedział, dlaczego…
-Dzięki mojej pozycji mogłem kontrolować, czy Kariko nie chce się zemścić. Nie miałem zamiaru używać czarnej magii, chciałem o wszystkim zapomnieć - brzmiał na wyczerpanego, jednak chciał wyjaśnić wszystko do końca. - Ale nie mogłem. Zaczął wysyłać coraz potężniejszych szpiegów, a ja mogłem pobierać moc tylko od Takana.
Jak się dowiedział, sługa, a także przyjaciel Akkarina, był całkiem potężnym źródłem mocy. Przynajmniej on znał jego historię…
-Dlatego odwróciłeś się od Sonei? Boisz się, że wykorzystają ją przeciwko tobie?
-Tak. I nie chciałem się angażować, wiedząc, że nie mogę powiedzieć jej prawdy. I tak ciągnąłem to za długo, a szpiedzy pojawiali się coraz częściej - spojrzał na niego ze wstydem. - Ostatni prawie mnie zabił.
Lorlen miał mieszane uczucia. Z jednej strony zabolał go brak zaufania przyjaciela, z drugiej potrafił zrozumieć, dlaczego postąpił w ten sposób. Czuł się też źle, że nie mimo zauważenia niepokojących znaków, nie drążył tematu, tylko sobie odpuszczał.
Siedzieli chwilę w milczeniu, oboje zamyśleni.
-Musimy powiedzieć Starszyźnie - stwierdził, nie widząc innego wyjścia. - Nie poradzisz sobie dłużej sam, a Gildia powinna być przygotowana na atak…
-Oczywiście, a potem skażą mnie na śmierć albo wygnanie, nawet nie martwiąc się o to, że zostaną bezbronni. Wiesz, jacy są magowie - siedział, masując sobie głowę. Chyba zaczął się uspokajać.
Mimo, że Akkarin miał trochę racji, nie mógł go zostawić tak po prostu. Zobaczył blizny Akkarina, a nawet uleczył mu parę ran, których jego przyjaciel nie potrafił naprawić sam. A może…
-W takim razie, ja ci pomogę - Akkarin spojrzał na niego przerażony, chcąc mu przerwać. - Będziesz pobierał ode mnie codziennie moc. I tak nie używam jej tyle przy pracy biurowej, a poza tobą i Soneą jestem najsilniejszym magiem w Gildii. Będę zawsze ukrywał się w pobliżu, kiedy będziesz walczył i uleczę cię w razie czego - zastanawiał się chwilę, po czym dodał. - A ty zbieraj dowody, w razie, gdyby w przyszłości coś się wydało. Przeforsuję wtedy, żeby ktoś przeczytał twoje myśli, mimo ryzyka poznania czarnej magii. Musisz tylko ukryć mój udział w tym wszystkim, inaczej mogą być problemy.
Przybrał swój ton Administratora i po kolei tłumaczył Akkarinowi, jak muszą postępować. Ten tylko obserwował go zdumiony, nie mogąc uwierzyć, co się dzieje. Nagle znikąd pojawił się Takan.
-Administrator ma rację, panie. Gdyby jeszcze udało namówić się mistrzynię Soneę…
-Nie - Wielki Mistrz przerwał mu gwałtownie. - Ona nie może być w to wmieszana, pracując w Slumsach i tak jest zbyt zagrożona.
Częściowo się z nim zgadzał, ale nie potrafił zaprzeczyć, że jest to dobry pomysł. Czuł jednak, że Akkarinowi za bardzo na niej zależy, a i tak osiągnęli już dużo, jak na pierwszą tak szczerą rozmowę od lat.
-Zgoda, ale masz pobierać codziennie trochę mocy z Areny. Masz być przygotowany na walkę w każdej chwili - spojrzał na niego poważnie. - I chcę mieć kontakt do twojego Złodzieja w Slumsach, gdybyś zapomniał mi wspomnieć o walce - dodał, uśmiechając się.
Wszystko będzie dobrze, zapewniał sam siebie.
Dalej uważał, że dobrze zrobił zostawiając ją w tamtym momencie, jednak nie powinien robić tego bez słowa wyjaśnienia. Westchnął i otoczył ich tarczą dźwiękową.
-Powinienem cię przeprosić - patrzyła na niego z niewzruszoną miną, czekając. - Za to, że zacząłem cię wtedy unikać, nawet nie mówiąc, dlaczego.
Widział, że była na niego zła, na co z pewnością zasłużył.
-Och, jak miło usłyszeć to po dwóch latach - odpowiedziała rozdrażniona. - Ale nie musisz mi się tłumaczyć, w końcu jestem tylko kobietą ze Slumsów, nie powinieneś nawet się ze mną zaprzyjaźniać…
-To w ogóle nie ma znaczenia! - przerwał jej głośniej niż zamierzał. Całe szczęście, że nikt nas nie słyszy. - Nie obchodzi mnie twoje pochodzenie, mimo że moja rodzina ma na ten temat inne zdanie - dodał spokojniej.
Widział, jak zaciskała ręce na szacie, próbując powstrzymać ich drżenie - miał ochotę przeczytać jej powierzchowne myśli, ale obiecał sobie, że nigdy wobec niej tak nie postąpi. Zbliżył się do niej i powoli chwycił ją za dłoń.
Nie wyrwała mu jej, pomyślał z ulgą. To dobry znak.
-Mogę ci wszystko wytłumaczyć? - długo się zastanawiała, przypatrując mu się wnikliwie i niepewnie, a on cierpliwie czekał.
W końcu kiwnęła powoli głową, a on chwycił jej drugą dłoń i pokazał jej wszystko.
Przyglądała im się cała sala, w szczególności ich złączonym dłoniom. Niektórzy wyglądali na zdegustowanych, inni na zrozpaczonych, większość jednak chciała wrócić do tematu sprzed dwóch lat i wnikliwie obserwowała każdy szczegół, byle mieć o czym poplotkować. W końcu Lorlen z Viniarą wyprosili wszystkich i sami wychodząc ostatni, uśmiechnęli się do siebie porozumiewawczo.
Mniej więcej w tym samym czasie Akkarin pokazał jej ostatnie wspomnienia i w końcu ich spojrzenia się spotkały. W ochach Sonei widać było łzy, które powstrzymywała przed wypłynięciem. W końcu objęła go mocno, co on przyjął z ochotą.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś? Pomogłabym ci…
Czuła, jak mężczyzna śmieje się lekko, ściskając ją mocniej.
-Hmm, i nauczyć cię czarnej magii, co? Nie, za bardzo bym się o ciebie martwił - skończył stanowczo.
Kiedy indziej, zaczęłaby się z nim kłócić. Wspomniałaby, jak mówił jej, że mogłaby być wojowniczką. Że jest prawie tak potężna jak on. Znała Slumsy lepiej od niego, od dziecka potrafiła walczyć sztyletem. Teraz jednak zbyt bardzo cieszyła się, że w świetle tego, co usłyszała, Akkarin jeszcze żyje. Jak mogła nie zauważyć, że coś jest nie w porządku? Przecież w tamtym okresie widywali się codziennie…
Nagle Wielki Mistrz spiął się i niepewnie odsunął ją od siebie.
-Słyszałem, że…nie jesteś już z Dorrienem - spojrzał na nią, próbując przybrać jak najbardziej neutralny wyraz twarzy. Uśmiechnęła się zawadiacko.
-To prawda. Byliśmy razem 5 miesięcy, ale nic z tego nie wyszło.
Akkarin wyraźnie się rozluźnił, gładząc jej plecy.
-W takim razie, dasz mi drugą szansę, Soneo? - zapytał z nadzieją.
Za oknem, w miejscu, w którym nikt ich nie widział, parze przyglądali się Rothen, Lorlen, Dannyl i Viniara - która, mimo że nie wiedziała o spisku od początku, szybko zorientowała się w sytuacji.
Widzieli, jak Akkarin powiedział coś do Sonei, żeby za chwilę pochłonęli się w namiętnym pocałunku. Wszyscy odetchnęli z ulgą.
-No nareszcie, dłużej bym go takiego nie zniósł. Cały czas o niej mówił, tym bardziej przy winie - westchnął Lorlen, na co pozostali się zaśmiali.
-O tak, Sonea również ciągle zastanawiała się, dlaczego tak się zachował. Ileż wieczorów tym przegadaliśmy! - Dannyl dodał od siebie, po czym odeszli od okna, żeby dać im trochę prywatności.
Od jutra cała Gildia miała się dowiedzieć o ich odnowionej relacji, a później sam król i rodzina Akkarina. Na razie jednak, nikt się tym nie przejmował.
