Actions

Work Header

Do You Know Midoriya, From The Support Course? |PL|

Summary:

"Wyglądasz, jakbyś dostał strzałą Kupidyna," brzęczy Sero ze swojego miejsca.

"Można tak powiedzieć" powiedział Kirishima z szerokim uśmiechem.

"GADAJ!" Mina i Denki krzyczą jednocześnie, wysuwając się do przodu, by położyć ręce na jego biurku, wchodząc w jego przestrzeń osobistą, aby go ponaglić.

"Hm, okej, niech będzie...znacie Midoriye, z Kursu Wsparcia?"

Zwróciło to uwagę wszystkich, pomimo faktu, że zostało to powiedziane przyciszonym głosem bezpośrednio do jego przyjaciół będących przed nim.

Nagle poczuł się jak kawałek mięsa, pływający pośród piranii. Wszystkie oczy i uwaga nagle skupiła się na kolczastej, czerwonej głowie.

Notes:

Wszelkie prawa należną do twórcy, ja tylko tłumaczę.

Work Text:

Klasa 1-A napotyka się na niego w trakcie pierwszego semestru, niektórzy wpadają na niego na korytarzach, inni w sprawach swoich projektów, poniektórzy ratują go przed jego własnymi wynalazkami, a pozostali w gabinecie Recovery Girll.

Jest połowa drugiego semestru, gdy Kirishima wchodzi do klasy z absolutnie zakochanym, szczenięcym wyrazem twarzy. Wzdychając, usiadł do ławki i oparł brodę na dłoni.

Naturalnie, łapie to natychmiast uwagę Kaminariego Denkiego.

"Łoooł, co ci się stało?"

"Hm? Oh, nic," powiedział z radosnym westchnieniem.

"Bzdura~" Mina śpiewa ze swojej ławki za nim.

"Wyglądasz, jakbyś dostał strzałą Kupidyna," brzęczy Sero ze swojego miejsca.

"Można tak powiedzieć" powiedział Kirishima z szerokim uśmiechem.

"GADAJ!" Mina i Denki krzyczą jednocześnie, wysuwając się do przodu, by położyć ręce na jego biurku, wchodząc w jego przestrzeń osobistą, aby go ponaglić.

 

Zobaczył, jak kilku kolegów odwróciło się w ich stronę na nagły wybuch.

Większość jednak klasy pozostała przy swoich zajęciach, rozmowach, przeglądaniu notatek czy telefonu, jak pewien wiecznie zły Pomeranian w rogu (dziwne, biorąc pod uwagę, że zawsze mówi, że media społecznościowe to strata czasu to jednak zawsze siedzi na telefonie podczas czasu wolnego), którego zwie przyjacielem.

Kirishima spojrzał w górę na dwie pary entuzjastycznych żółtych tęczówek i westchnął, wie, że teraz nie dadzą mu ani chwili spokoju, gdy *lekko* potwierdził, że się w kimś zadurzył.

"Hm, okej, niech będzie...znacie Midoriye, z Kursu Wsparcia?"

 

Zwróciło to uwagę wszystkich, pomimo faktu, że zostało to powiedziane przyciszonym głosem bezpośrednio do jego przyjaciół będących przed nim.

Nagle poczuł się jak kawałek mięsa, pływający pośród piranii. Wszystkie oczy i uwaga nagle skupiła się na kolczastej, czerwonej głowie.

 

"Midoriya?"

"Zielone włosy?"

"Zielone oczy?"

" Z piegami?"

"Zawsze pokryty smarem?"

"Ciągle idący bądź wracający z gabinetu Recovery Girll?"

"Noszący małą gaśnicę przy sobie?"

"Wysadził pierwszego dnia, w którym się wprowadzali kuchnię w dormitorium Kursu Wsparcia?"

"Przyjaźni się z Hatsume?"

"Pokonał Shiozaki na festiwalu?"

"Przegrał z Todorokim na festiwalu?"

"Powiedział, że to moja moc?"

"Niski, uroczy, gada z prędkością mili na sekundę?"

"Takiego wzrostu?" powiedział Shoki trzymając jedną z rąk przy piersi, mniej więcej na wysokości, na której zazwyczaj opadają zielone loki.

"Ten Midoriya?"

 

Nie jest nawet pewny, co kto powiedział-z wyjątkiem Shojiego i Todorokiego, odpowiedzi wystrzeliwały z każdego zakątka klasy.

"Uh, t-tak...ten Midoriya," wypluwa, nie spodziewając się, że ktokolwiek, a tym bardziej KAŻDY w jego klasie, zna osobę, w której się zadurzył.

Wszystkie oczy znów są na nim skupione, nawet zestaw czerwonych tęczówek, które ma wrażenie, że wypalają mu dziury w boku jego głowy.

 

Zanim zdąży wypowiedzieć kolejne słowo, z korytarza rozlega się krzyk wraz z dźwiękiem spadających na podłogę papierów i piskliwe "Przepraszam! Przepraszam!"

Wkrótce widać małą zieloną plamę, która wbija się w bok masywnej framugi drzwi 1-A, powstrzymując swój pęd przed wbiegnięciem dalej w głąb korytarza z głośnym (i zapewne bolesnym) zderzeniem.

Zielone loki, chaotycznie powstrzymywane przez czerwoną bandanę umazaną tłuszczem, wypadły, gdy zielonooki podniósł głowę, przemierzając twarze zszokowanych uczniów-bohaterów. Wszyscy spoglądają w jego kierunku, zaskoczeni, mając nadzieję, że to oni są powodem jego zjawienia się.

Wielkie, szmaragdowe tęczówki wyłapują to, czego zdawały się szukać i nagle ciało, do którego były przymocowane, ponownie zostaje pobudzone do działania, rzucając się naprzód na klasę zaskoczonych, milczących uczniów.

"KACCHAN!"

 

Czerwone buty zapiszczały o podłogę, próbując zostać na nogach energetycznego króliczka, do którego są przyczepione. Zielonooki ponownie prawie się wywalił w pośpiechu, biegnąc na drugi koniec klasy.

Jakimś cudem przywrócił sobie równowagę, machając rękoma, dłonie w rękawicach wylądowały na biurku poszukiwanej przez niego osoby, reszta jego ciała odchyliła się za daleko od celu, przez co musiał się złapać krawędzi, aby zatrzymać swój rozbieg.

"Rozgryzłem to! Wymyśliłem, jak manipulować mechanizmami przechwytywania i przechowywania twoich obecnych rękawic w bardziej opływowy, lżejszy i kompaktowy projekt, który faktycznie zgina się z twoimi nadgarstkami i napędza twoje eksplozje, jednocześnie absorbując odrzut!"

Chłopak wykrzyknął szczęśliwy z ekscytacją w głosie tak szybko, że trudno było za nim nadążyć. Normalnie uczniowe byliby tym oszołomieni, ale pozostali cicho, czekając na nieuniknione, ze strony osoby, w której twarz krzyczał.

Bakugou Katsuki.

 

Który, zaskakująco, nie wybucha...

Wygląda w zasadzie na rozbawionego.

 

Jego wzrok jest skupiony na sarniookim chłopcu przed nim, mówiącym z prędkością światła, z mundurkiem ubrudzonym w smarze, z kurtką zawiązaną na talii, z (która była w pewnym sensie) białą koszulą połowicznie wsadzoną w spodnie.

Uczniowe patrzą pochłonięci, jak Wielki Morderczy Bóg Eksplozji Dynamight po cichu wstaje i podchodzi do przodu ławki. Zielonowłosy podąża za nim, stając do blondyna twarzą w twarz, dalej bełkocząc o wielkim przełomie w rękawicy.

Oglądają, jak blondyn zmazuje smar z policzków niższego, odkrywając ukryte pod nim piegi, które nie przestają się ruszać podczas gadaniny zielonookiego podekscytowanego wyjaśniającego ulepszenia w przedmiocie wsparcia.

Czerwone oczy i ręce cicho wędrują po zielonowłosym, wkładając loki z powrotem za bandanę, prostując koszulę i spodnie, wpychając długopisy i małe drobiazgi, które grożą wypadnięciem z kieszeni, z powrotem na ich bezpieczne miejsce, nawet mini gaśnicę, którą ma przypiętą do pasa.

"-przetestowaliśmy go z Power Loaderem, ponieważ zmieniliśmy materiał na wnętrze kapsuł zbierających pot i nie wybucha! Całkowicie i bezpiecznie zamknięty! Teraz potrzebuję, tylko abyś wykonał ostateczne testy, zanim będziemy mogli oficjalnie dodać go do twojego projektu kostiumu!". Zakończył z szerokim uśmiechem i nutką podekscytowania.

Bakugou odpowiedział małym uśmiechem.

 

//BAKUGOU. ODPOWIEDZIAŁ. MAŁYM. UŚMIECHEM.//

 

Uczniowie klasy 1-A pokrótce zaczęli się zastanawiać, czy nie wpadli do alternatywnej rzeczywistości.

"Dobrze, nerdzie" - oh, Bogu dzięki, wciąż są w swoim uniwersum - "w czasie lunchu po zjedzeniu, jak starczy nam czasu możemy zrobić parę testów."

Zielone oczy zalśniły, patrząc na blondyna.

"Ahh, dzięki Kacchan," wypiszczał z podekscytowaniem, nim owinął swoje dłonie w rękawicach wokół szyi blondyna, pociągnął go w dół i stając na palcach, przycisnął ich usta do siebie.

"Ahh, przepraszam, chyba masz trochę smaru na szyi," powiedział zielonowłosy z nieschodzącym z ust uśmiechem.

"W porządku. Przyzwyczaiłem się. Po prostu wracaj do klasy, nim się spóźnisz," powiedział blondyn, po czym schylił się i jeszcze raz go pocałował.

"Mm, okej! Widzimy się na lunchu!" Mniejszy odwrócił się, uśmiechając i kierując w stronę drzwi.

"Do później. Bądź ostrożny, kochanie." odpowiedział blondyn.

Głowa z zielonymi lokami docierając do drzwi, odwróciła się z kolejnym promiennym uśmiechem.

"Będę!"

"Nie podpal niczego!"

"Niczego nie obiecuję!" krzyczy ze śmiechem, gdy zaczyna swój bieg w dół korytarza.

 

W klasie zapanowała śmiertelna cisza, gdy kula zielonej energii wpadła i wypadła bez zwracania uwagi na kogokolwiek innego.

"Co-" Kirishima w końcu wykrztusił.

"Jest do-" kontynuował Sero.

"Cholery-" zakończyła Mina.

"CO JEST, DO CHOLERY JASNEJ, CHŁOPIE?!" Denki skrzeczy w stronę blondyna wciąż stojącego przed swoją ławką z przodu pokoju, teraz wycierającego tył szyi czymś, co wydaje się mokrą chusteczką, którą najwyraźniej miał w kieszeni (wygodne?).

Czerwony oczy spiorunowały użytkownika błyskawic, "Mój pieprzony chłopak, dupku."

"CHŁOPAK?!"

"MASZ CHŁOPAKA?"

"Pociągają cię kolesie?"

"Ktoś zdecydował się z tobą umówić?"

"Życie jest niesprawiedliwe."

"Jak to jest możliwe?"

"Umawiasz się z Midoriyą?"

 

Nagły wybuch klasy zatrzymuje się tak szybko, jak się zaczął wraz z wypowiedzeniem pytania Shinsou.

"Czekaj, tak, to był Midoriya," Kirishima stwierdził oczywistość, gdy wszyscy ponownie skupili się na swoich pytaniach.

"Tak, i co z nim?" Bakugou zapytał zrzędliwie, marszcząc czoło i siadając z powrotem na swoim miejscu. 

"KOLEŚ! Jak, do cholery, udało ci się go przekonać do umówienia się z tobą?" zapytał Sero.

"Och zamknij się do diabła, chodząca taśmo. Spotykamy się od zawsze, a teraz porzuć to" - zripostował blondyn.

"Oh nie nie nie nie nie nie, potrzebujemy więcej niż to, wybuchający chłopcze" namawia Mina.

Wybuchowy blondyn odwrócił się, by spojrzeć na resztę klasy, "Gówno was to obchodzi. Zostawcie mnie i Deku w spokoju."

"Deku? A co się stało z kochaniem?" pyta Denki, utwierdzając się w przekonaniu, że nie posiada instynktu samozachowawczego.

 

Ostatecznie Deku musiał przyjść na lunch do klasy 1-A i pomóc swojemu chłopakowi naprawić ławki, które zdążył zniszczyć, zanim Aizawa wszedł do klasy i wymazał jego dar.

 

[koniec]