Actions

Work Header

8059 – it's just a cigarette

Notes:

tw: możliwe błędy gramatyczne

Work Text:

Poderwał się do pozycji siedzącej dysząc ciężko. Zajęło mu chwilę zrozumieć, że się wybudził i znowu siedzi na łóżku we własnym mieszkaniu. Kotara zasłaniająca uchylone okno poruszyła się od powiewu wiatru na co wzdrygnął się. Starając się uspokoić przesunął palcami przez srebrne, trochę za długie już włosy. Gumka zniknęła gdzieś w pościeli a jasne kosmyki prześlizgiwały się miękko między jego palcami. Kolejny koszmar nie pozwalał mu się zrelaksować we własnym domu. We własnym łóżku. 

Przetarł oczy i spojrzał na śpiącą obok niego postać. Ciemnowłosy chłopak leżał odwrócony do niego plecami wtulony w swoją poduszkę z przyciśniętą do piersi maskotką. Pluszowa Akita, którą kiedyś dostał od reszty członków Vongoli była nieodłącznym elementem spania z Yamamoto. Sen strażnika deszczu był tak mocny, że nawet nie drgnął gdy Gokudera gwałtownie się wybudził.

Mogło by się palić a on by się nie poruszył. Pomyślał przewracając oczami czując lekką irytację. Po chwili jednak nadstawił uszu by się upewnić, że spokojny oddech Yamamoto nadal gdzieś tam jest. Yakyubaka. Ponownie  przesunął palcami przez włosy odgarniając je do tyłu i po cichu opuścił łóżko.

Zgarnął z jednej z szuflad swojego biurka nieskończoną paczkę papierosów po czym w samej koszulce i spodenkach, które robiły za jego piżamę, wyszedł bosymi stopami na zimną posadzkę balkonu. Jak na upalne lato, noc była wyjątkowo chłodna. Nadal drżącymi palcami zaczął otwierać papierosy. Zaklął cicho gdy jedna z fajek wysunęła mu się z ręki i upadła na kamienne płytki zdobiące posadzkę. W tej chwili jego myśli krążyły jedynie wokół nikotyny, która zawsze działała na niego kojąco. Czuł, że jeśli zaraz nie wprowadzi jej do organizmu to oszaleje.

Zły nawyk, który niszczył jego zdrowie od czasów licealnych. Choć aktualnie nie palił dużo, ba prawie wcale. Paczka znajdująca się w tej chwili w jego dłoniach była otwarta od kilku miesięcy. Gdyby dziesięć lat temu ktoś mu powiedział, że rzuci palenie przez śpiącego za ścianą maniaka baseballa pewnie by go wyśmiał a potem próbował wysadzić zrobionymi w domu prowizorycznymi bombami. 

Nigdy nie wierzył w miłość . Wiele razy próbował ją przeanalizować i zrozumieć, rozebrać na części pierwsze, rozrysować jak Sisteme C.A.I., by chociaż trochę przybliżyć się do rozwiązania gnębiącej go zagadki. Yamamoto zawsze reagował na jego próby zdziwieniem a potem śmiechem co doprowadzało go do szału i porzucenia rozważań. Nawet teraz, stojąc na balkonie i próbując zapalić podniesionego z ziemi papierosa, niewiele wiedział o miłości a jego uczuciowość mieściła się w łyżeczce od herbaty więc dlaczego… dlaczego tak spanikował przez głupie marzenie senne. 

Zaciągnął się zamykając oczy. Nawet nie pamiętał kiedy zapalił ostatniego papierosa. Starał się skupić wszystkimi zmysłami na delikatnym miętowym smaku, który łaskotał jego język i uczuciu chwilowego uwolnienia. Biały dym otulił jego ciało, witając go jak starego przyjaciela.

- mówiłeś, że rzuciłeś - rozległ się za nim cichy zaspany głos. Wzdrygnął się po czym nadal trzymając papieros przy ustach odwrócił się żeby na niego spojrzeć. Wysoki ciemnowłosy chłopak z blizna na brodzę stał w drzwiach przecierając pięścią zaspane oczy. Hayato obserwował go chwilę. 

Ah, jak to go denerwowało. Jak go denerwowało, że Takeshi zawsze patrzył na niego z góry z racji wzrostu. Do tego ta twarz. Zawsze gdy był zaspany wyglądał jeszcze bardziej niewinnie niż na co dzień. Jego potargane, ciemne włosy zdradzały na którym boku spał jeszcze chwilę temu. Gokudera odwrócił głowę i zmarszczył czoło wypuszczając przed siebie dym. Nie chciał by Yamamoto w słabym świetle latarni i księżyca zobaczył, że jego twarz przybrała czerwony odcień. 

- bo rzuciłem - mruknął nie odwracając się. Ponownie zaciągnął się zamykając oczy i modląc się w duchu by wrócił spać. To co się działo w jego głowie było tylko jego problemem. 

- a to niby co? - zapytał Takeshi wyciągając mu papieros z dłoni i gasząc go na betonowym parapecie. Gokudera mruknął cicho niezadowolony.

- popalanie?

- popalanie.

Gokudera wyciągnął kolejnego papierosa i odpalił go nie patrząc w stronę swojego chłopaka. Takeshi tylko westchnął zrezygnowany i oparł się ramionami o barierkę patrząc na ulice pod nimi. Wszyscy od czasów szkoły uważali go za klauna. Za wesołka, który nie przejmuje się niczym i nie zauważa nawet drobnych zmian zachowań u innych. Prawda była zgoła inna. Takeshi bardzo dobrze czytał w innych, dobrze wiedział kiedy ich coś trapi. Widząc Gokuderę z papierosem po kilku miesiącach nawet nie musiał pytać czy coś się stało. Po prostu to wiedział, dlatego postanowił zrobić wyjątek.

- więc? Czemu o tej porze palisz na balkonie zamiast spać?

- koszmar - mruknął tylko Hayato wypuszczając kolejny dym z ust. Stał chwilę ignorując fakt że yamamoto obserwował go uważnie z lekkim uśmiechem. Srebrnowłosy potarł nos palcem po czym mruknął cicho marszcząc czoło. Nic jednak nie powiedział. Wyciągnął papierosa z ust, obrócił go w palcach i wsunął go w usta Yamamoto, który nie odsunął się tylko przyjął go nadal uśmiechając się lekko. 

-Aaa! Ekstremalny pośredni pocałunek! - rozległ się nagle wrzask na pół dzielnicy. Oboje podskoczyli i spojrzeli w dół na chłopaka ubranego w ciemne spodnie dresowe i bluzę. Naciągnięty kaptur na jego głowę opadł na plecy ukazując krótkie białe włosy. Sasagawa Ryohei, który nie mogąc spać wyszedł pobiegać, stał pod balkonem przyjaciół. Pokazywał na nich palcem z drugą ręka zaciśniętą w pięść. W świetle latarni nawet z daleka można było zobaczyć, że oczy się mu świeciły.

- oj zamknij się! - rzucił speszony Gokudera czując, że twarz go piecze. Spuścił głowę i już miał uciec do środka gdy Yamamoto zaśmiał się głośno. Chwycił go za koszulkę zatrzymując na balkonie by złączyć ich usta w krótkim ale słodkim pocałunku.