Actions

Work Header

This is just a nightmare...

Summary:

Uwaga: Spoilery dotyczące 8 odc.

Po obejrzeniu 8 odcinka i zrozumieniu, że 9 odc dzieje się kilka tygodni później wciąż nie mogłam przestać myśleć, że zostaliśmy okradzeni... Z traumy Ellie. O to efekt moich rozmyślań i mojej potrzeby, żeby ta dwójka częściej się przytulała.

English version: https://www.tumblr.com/lionlena/713232344018010112/this-is-just-a-nightmare-the-last-of-us-ff

Work Text:

IMAGE DESCRIPTION

To tylko koszmar...

Kiedy po raz pierwszy, po Silver Lake, Joel słyszy płacz Ellie to jest przygotowany na kolejną walkę. Wpada do zaniedbanego pokoju z bronią w gotowości i... Nieruchomieje.
Nie ma tam zagrożenia. Jest tylko Ellie skulona na prowizorycznym posłaniu. Potrzebuje chwili by zrozumieć całą sytuację. Jego mała dziewczynka płacze przez sen.
Wciąż jest trochę zardzewiały w ojcowskich reakcjach. Ostatni raz słyszał taki płacz ponad 20 lat temu. On pamięta Sarę skuloną na łóżku po tym jak jakiś mały dupek brutalnie złamał serce jego małej dziewczynce.
Ale płacz Ellie jest inny. Bardziej żałosny... Może nawet przestraszony.
Joel byłby ostatnią osobą na świecie, która chciałaby ją przestraszyć jeszcze bardziej. Więc ostrożnie opiera broń o ścianę i zbliża się do dziewczynki.
Przyklęka na jedno kolano i delikatnie ją głaszcze.
- Ellie... Obudź się...
Stara się by jego głos był miękki. Choć to trudne po tylu latach używania szorstkiego głosu dupka.
Ellie gwałtownie otwiera oczy. Jest gotowa zerwać się i rzucić do walki lub ucieczki.
Joel cofa się lekko i unosi dłonie.
- Spokojnie, to tylko ja. Jesteś bezpieczna.
Ona potrzebuje chwili. Rozgląda się nerwowo. Jej oddech jest szybki i płytki.
- Ja...
- Miałaś zły sen.
Ellie kiwa w zakłopotaniu głową.
- Przepraszam. Nie chciałam cię niepokoić.
- Nie, jest w porządku. Nic się nie stało. Po tym wszystkim... Po... - Jego głos się zawiesza, a dłoń nerwowo przeciera skroń. - Masz prawo mieć koszmary.

Zapada między nimi niezręczna cisza. Joel nie wie, co ma robić. Ellie nie powiedziała mu dokładnie tego, co chciał jej zrobić David. Ale on się domyśla.
Spędził w tym popieprzonym świecie ponad 56 lat. Jeszcze przed zarażonymi po świecie łazili ludzie, których Joel wykastrowałby za pomocą tępego noża.
Ludzie przez, których drżał myśląc o Sarze samej w nieodpowiedniej dzielnicy.
Lub o Sarze, która była sama w nocy w domu i zapomniała zamknąć cholerne drzwi.
Joel chce zapewnić Ellie, że on nigdy nie skrzywdziłby jej w taki sposób (w zasadzie w żaden sposób), ale w taki tym bardziej.
Wie jednak, że słowa nic nie zmienią i ma cichą nadzieję, że ona już o tym wie.
On też wie, że nie powinien inicjować żadnego dotyku, chyba że ona sama to zrobi.
Jednak desperacko chce zapewnić jej minimum komfortu.
- Idź spać, jest jeszcze wcześnie. Jeśli chcesz to usiądę przy tobie.
Jej kiwnięcie głową jest prawie niezauważalne, ale on tego nie przegapia.
Siada przy niej zostawiając między nimi przestrzeń kilku centymetrów. To Ellie się przysuwa. Opiera czoło o jego udo i zasypia.
Gdy jej oddech jest wystarczająco spokojny, Joel poprawia na niej koc i głaszcze ją po głowie. Patrząc na jej śpiącą twarz czuje jak jego serce boleśnie się rozrasta. Chciałby ją ukryć w tym sercu, żeby nic ani nikt nie mógł już jej dosięgnąć. Zamiast tego sam przed sobą składa cichą obietnicę, że nie pozwoli nikomu więcej zrobić jej krzywdę.

Następnego dnia wydaje się, że z Ellie jest lepiej. Kilka razy żartuje i zadaje mu pytania, na które nie ma pojęcia jak ma odpowiedzieć. Joel jednak zauważa w niej subtelne zmiany. Jak to, że ona trzyma się blisko niego. Tak, że jego ręka wciąż styka się z jej ramieniem.
Kilka miesięcy wcześniej czułby z tego powodu irytacje. Odsunął by się od niej, a może nawet i warknął na nią, żeby nie właziła mu pod nogi.
Ale wszystko się zmieniło, a on siłą powstrzymuje się by znów nie objąć ją ramieniem, tak jak wtedy, gdy znalazł ją na śniegu i zobaczył jej twarz pokrytą krwią.
Wie jednak, że to byłoby dla niej za dużo. Ona go potrzebuję, ona wciąż mu ufa i czuje się przy nim bezpieczna, ale to ona wyznacza granice.

Dlatego Joel rygorystycznie przestrzega tych granic. Za każdym razem, gdy Ellie ma koszmar, on stara się ją obudzić za pomocą głosu. Za każdym razem to on pyta ją, czy ma przy niej usiąść, albo położyć się obok. Ellie nigdy nie odmawia, ale on nigdy nie przestaje pytać.

Jednak kilka tygodni później, gdy akurat obozują w lesie, jej koszmar przybiera na sile. Ellie już nie tylko płacze, ale także krzyczy "zostaw mnie" i rzuca się po posłaniu.
Joel musi to przerwać. Nie tylko dlatego, że to łamie mu serce, ale też dlatego, że ktoś może ich usłyszeć.

Jednak sam jego głos nie działa. Joel w końcu przełamuje się i łapie ją za ręce.
- Ellie, obudź się... Jesteś bezpieczna. To ja Joel...
Gdy w końcu się budzi, w jej otwartych oczach widać przerażenie. To łamie jego serce.
Ellie patrzy na jego dłonie zaciśnięte na jej nadgarstkach, a Joel szybko się odsuwa.
- Przepraszam. Musiałem cię obudzić.

Spodziewa się najgorszego. Krzyku, popchnięcie, albo tego, że Ellie go znienawidzi.
Z jej ust jednak wydobywa się tylko jedno złamane słowo:
- Joel...
W tym jednym słowie jest zawarty cały jej ból, strach i prośba. Prośba o to by on to wszystko zabrał. Zabrał cały ten koszmar. Ale tego jednego Joel nie może zrobić. Nie ważne jak mocno by się starał.
Postanawia zaryzykować i zaufać swojemu ojcowskiemu instynktowi. Otwiera swoje ramiona w gotowości do uścisku i mówi:
- Tak mi przykro maleńka.
Ellie rzuca się w jego ramiona. Mocno zaciska dłonie wokół jego szyi i płacze. A Joel tuli ją i kołysze.
Wciąż są w lesie. Wciąż istnieje ryzyko, że ktoś ich usłyszy, ale jej płacz jest teraz tłumiony przez jego ramiona. A on nie zamierza jej puścić.
Będzie ją trzymał tak długo, jak długo ona będzie tego potrzebować.
Bo to jego córka.
Jego córeczka.