Chapter Text
Korytarz, na którym mieli swoje pokoje, rozświetlony był jedynie światłem księżyca. Czuła się dziwnie. Ostatnio gdy znaleźli się w takiej sytuacji Hisagi miał poważne załamanie nerwowe przez zdradę kapitana Tousena. Tym razem jednak wyglądał na o wiele bardziej pogodnego.
- Będę uciekać do siebie - powiedziała pokazując kciukiem za siebie w stronę gdzie mieścił się jej pokój. Zawstydzona chciała ukryć przed nim ten głupi uśmiech znajdujący się na jej twarzy ale nie potrafiła się zmusić do utrzymania poważnego wyrazu twarzy. - Dziękuje za dziś.
- Tak - wydusił z siebie obserwując ją uważnie z góry. Po raz kolejny tego wieczoru spędzonego razem na festiwalu fajerwerków w Karakurze pojawiło się to uczucie. Oparł się ramieniem o futrynę i nachylił do niej ostrożnie bojąc się, że ją przestraszy.
- Shuhei? - zapytała cicho zaskoczona gdy ich usta dzieliły jedynie milimetry.
- Ja… - zaczął ale nie wiedział jak ma dokończyć myśl. W tym momencie jego głowa nie potrafiła się skupić na niczym.
- Ekhem - Hisagi wyprostował się jak struna w jednej chwili. (name) przestraszona spojrzała przez swoje ramię na wysokiego i postawnego mężczyznę z białymi włosami. Wyjątkowo były roztrzepane a ubrany był w czarną koszulkę i szare spodnie dresowe, rzadki widok jak na kapitana. Ręce założone na piersi i jedna brew uniesiona do góry pokazywały, że wcale nie jest w dobrym nastroju.
- Gdzie się włóczycie o tej porze? - zapytał.
- Oh bo… my… - zaczął Hisagi drapiąc się po głowie zawstydzony. Nie musiał patrzeć w lustro by wiedzieć, że jego twarz była czerwieńsza od buraka. W najgorszych koszmarach nie wyobrażał sobie nakrycia przez ich własnego kapitana w tak dwuznacznej sytuacji.
- Jeśli jutro usłyszę chociaż jedno słowo narzekania na treningu to oboje dostaniecie dodatkową robotę. - pogroził im palcem Kensei. Młodzi Shinigami pokiwali tylko głowami w milczeniu modląc się by nikt więcej nie został obudzony odgłosami z korytarza. Plotka o ich relacji obiegająca całe Gotei 13 to ostatnia rzecz jakiej potrzebowali do szczęścia. Dodatkowo wiedzieli, że z Mugurumą nie ma się co kłócić. Na pewno nie w środku nocy gdy został wyrwany ze snu.
- Zgred. - mruknął cicho nachylony do niej Hisagi, gdy białowłosy odwrócił się i zaczął znikać w ciemnym korytarzu. (name) zaśmiała się cicho.
- Słyszałem! - zawołał Kensei patrząc na niego przez ramię na co Hisagi zrobił przerażoną minę. (name) roześmiała się na dobre zakrywając usta dłońmi. Starała się stłumić śmiech by nie obudzić przez przypadek całego piętra.
Shuhei obserwował ją chwilę najpierw zaskoczony, potem uśmiechnięty. W jakimś stopniu był z siebie dumny. Przez ostatnie kilka miesięcy miał wrażenie, że jedynie przez niego płakała. Zobaczyć ją szczerze roześmianą to było coś nowego.
- Co? - spojrzała na niego w górę ocierając dłonią łzy, które pojawiły się jej w oczach. Oczy chłopaka przez chwilę wydawały jej się były inne niż zawsze. Może to tylko światło księżyca sprawiło, że coś w nich iskrzyło.
- Nic. - rzucił nachylając się szybko i składając na jej ustać delikatnego, szybkiego całusa. - Dobranoc - uśmiechnął się szeroko wchodząc do swojego pokoju zostawiając oszołomioną dziewczynę na korytarzu.
*
Usiadła mu okrakiem na kolanach opierając się łokciem o jego ramię. Wsunęła palce w swoje włosy patrząc na niego uważnie z góry. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie.
- W czym mogę pomóc? - zapytał odkładając długopis na biurko. Dokumenty dla Kenseia mogły poczekać. Zerknął jeszcze ponad ramieniem dziewczyny na drzwi. Były zamknięte ale nie na klucz.
- Kim ty jesteś, że myślisz że możesz całować dziewczynę w środku nocy na korytarzu i zostawić ją tak z głupim dobranoc?- rzuciła na co chłopak przełknął ślinęzdenerwowany. Nie potrafił odgadnąć jej wyrazu twarzy. Poprzedniego wieczora przez kilka godzin nie mógł zasnąć rozpamiętując to co zrobił w głupim przypływie emocji. Do tego bał się konfrontacji. Całe rano unikał (name) żeby przypadkiem nie zadała mu niewygodnego pytania. Ale niestety - dopadła go w biurze.
- Um… porucznikiem 9 oddziału… nie wiem. - mruknął czując jak jego twarz zaczyna zmieniać kolor. Uśmiechnęła się nagle wzdychając tylko. - Było aż tak źle? - spojrzał na nią z dołu niewinnie na co wywróciła oczami.
- Nie było. - powiedziała tak cicho, że ledwo dosłyszał. Uśmiechnął się triumfalnie opierając wygodnie o oparcie swojego krzesła. - Co nie znaczy że znowu ci na to pozwolę.
- Mhm. - jego dłonie przesunęły się delikatnie po udach dziewczyny i zatrzymały się na jej biodrach. W jednej chwili w jej brzuchu zamieszkało stado motyli. Jej oczy zatrzymały się na chwilę na jego ustach. Mimo że przed chwilą się odgrażała to dobrze wiedziała że jeśli by pocałował ją znowu, nie pozwoliłaby mu tym razem uciec.
- Jeszcze jakieś zażalenia do porucznika 9 oddziału? - zapytał. Jego cichy głos był niższy niż zazwyczaj na co wstrzymała oddech. Pokręciła głową dając mu znać, że nic więcej od niego nie chce. Podobało mu się jak na niego reagowała. Było to coś innego. Nowego. Rangiku zawsze go odrzucała, zbywała krótkimi słówkami, czasami miał wrażenie, że przed nim ucieka. (name) była inna. Od czasów Akademii zawsze szukała z nim kontaktu. Nie wiedział dlaczego ale w tej chwili czuł przyjemność z tej bliskości. Modlił się w duchu by ta chwila trwała wiecznie.
Potarł delikatnie kciukami jej biodra.
- Nie rób tak. - warknęła cicho gdy chłopak przyciągnął ją do siebie tak że teraz wiedziała z ramionami zarzuconym mu na szyje. Jego twarz schowała się w zgięciu tej należącej do niej. Przesunął po jej skórze delikatnie nosem na co po plecach dziewczyny przeszły ciarki.
- Jak? - zapytał cicho nie zmieniając pozycji. Ciepły oddech połaskotał ją lekko.
Byli za blisko. Wiedziała o tym. Do tego siedzieli u niego w biurze. Gdyby ktoś teraz wszedł plotki po 9 oddziale rozeszłyby się szybciej niż bułki w ulubionej piekarni ich kapitana. Do tego gdyby to był Kensei, mieliby kolejny tydzień zawalony robotą tak by nie mieli czasu na siebie nawet spojrzeć. Strach przed reakcją przełożonego uleciała w jednej chwili gdy poczuła ciepłe usta Shuheia na swojej szyi zostawiające na niej delikatne pocałunki.
Blisko. Stanowczo za blisko… ale nie chciała się odsunąć.
- Shuhei…
- Przypominam, że to ty się mi wpakowałaś na kolana. - zaśmiał się lekko przerywając to co robił. Zabrał dłonie z jej bioder i podniósł je do góry w geście poddania się.
- i cały nastrój… - mruknęła niezadowolona marszcząc czoło. Podniosła się z jego kolan i poprawiła na sobie czarny materiał munduru. Obserwował ją uważnie opierając głowę na ręku.
- Czekaj! - poderwał się nagle z krzesła. Odwróciła głowę zaskoczona już trzymając rękę na klamce z zamiarem wyjścia. Odwrócił ją szybko ale ostrożnie i przycisnął do drzwi tym samym je blokując przed nieproszonymi gośćmi. – przepraszam. - szepnął i pocałował ją namiętnie.
