Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationships:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2023-04-12
Updated:
2023-04-12
Words:
2,323
Chapters:
1/?
Comments:
1
Kudos:
1
Hits:
65

Wszechświat jest nieskończony (myślałem, że my też)

Summary:

Kuroken AU, gdzie ostatnie słowa, które usłyszysz od bratniej duszy pojawiają się na twojej skórze w dniu 16 urodzin i jak Kenma i Kuroo uczą się, co oznaczają w ich życiu.

„Cokolwiek powoduje noc w naszych duszach, może zostawić gwiazdy.” – Victor Hugo.

Notes:

  • A translation of [Restricted Work] by (Log in to access.)

Oryginalny tytuł: "the galaxy is endless (i thought we were, too)"
Autor: cosmogony

Tłumaczenie: Xenqi
Korekta: desolateApocalypse

Fanfic nie należy do mnie. Zapraszam do przeczytania i kudoskowania oryginału, który znajdziecie tutaj 👇😁:
https://archiveofourown.org/works/25651510

(See the end of the work for more notes.)

Chapter Text

Kozume Kenma uważał, że nie wierzy w bratnie dusze.

Myśl, że wszechświat może wybrać jedną, jedyną osobę, która będzie dla niego idealna, brzmiała tak nieprawdopodobnie. Czy ludzie nie powinni sami decydować o swoim losie? W grę wchodziło zbyt wiele zmiennych, jak na jego gust. A co, jeśli nie miał bratniej duszy? A co, jeśli by go nie polubiła? Nie chciał się rozwodzić nad tą myślą. Całe życie słyszał o cudzie posiadania bratniej duszy. Nawet widział to na własne oczy, choćby u swoich rodziców, ale nie potrafił stłumić obawy, że dla niego nie okaże się to tak piękną bajką.

Jednak, nie był to jedyny powód wątpliwości Kenmy. Największy problem znamion bratnich dusz leżał w ich sadystycznej naturze. Kenma nie chciał znać ostatnich słów, jakie jego bratnia dusza do niego wypowie. Nie chciał żyć z tym cieniem strachu, który za sobą przyniosą.

Te myśli krążyły mu po głowie, gdy przyglądał się sobie w łazienkowym lustrze, czekając aż znamię się pojawi. Spojrzał znów na telefon. 23:58. Jeszcze dwie minuty. Może i powiedział Kuroo, że po prostu zobaczy znamię, gdy rano się obudzi twierdząc, że to nic wielkiego, ale nie był w stanie nawet zmrużyć oka, bo cały czas zastanawiał się jakie słowa pokażą się na jego skórze.

Nerwowo stukał palcami o blat. Powinien był przeczytać więcej artykułów, jak radzić sobie ze stresem w takiej sytuacji. Nie mógł być jedyną osobą, która się tak czuła.

Albo, po prostu, powinien był zgodzić się nocować u Kuroo. Przynajmniej czułby się trochę pewniej w takim momencie w towarzystwie przyjaciela.

Ale nie – Kenma był na to zdecydowanie zbyt dumny. Gdy rok temu pojawiło się znamię Kuroo, w ogóle nie wydawał się zestresowany. Co więcej, tak się tym nie przejmował, że Kenma nadal nie wiedział, gdzie ono się znajduje ani co nim jest. Wciąż pamiętał uśmiech i wyluzowany charakter typowe dla jego najlepszego przyjaciela w przeddzień jego 16 urodzin. Jego jedynym komentarzem w tym temacie było: ‘Będzie, co ma być’.

To była mantra, którą Kenma próbował (i poległ) mamrotać do siebie, obserwując sekundy mijające do północy.

Spojrzał na siebie w lustrze i wziął głęboki oddech. „Będzie, co ma być.”

Chciał w to wierzyć.

Dreszcz przebiegł mu po plecach, gdy poczuł delikatne mrowienie w prawym obojczyku. Natychmiast spróbował spojrzeć w lustrze na znamię, ale było jeszcze zdecydowanie zbyt niewyraźne, żeby odróżnić słowa, a co dopiero charakter pisma. Kenma prychnął, lekko muskając obojczyk, jakby chciał przyspieszyć proces, próbując wygrzebać słowa wyryte pod skórą.

Nie był pewien, czy to najlepsze miejsce na znamię. O ile mógłby je ukryć pod większością koszul, to jednak, nadal byłoby na wpół widoczne. Jego jedyną nadzieją było, że te słowa będą czymś zrozumiałym, czymś, o co ludzie nigdy nie będą go pytać; żeby nikt nie zadawał pytań. Nie chciał mieć do czynienia z tego rodzaju uwagą.

Wszystkie te myśli natychmiast zniknęły, gdy tylko słowa na jego skórze stały się czytelne.

Na jego obojczyku wypisane były dwa proste słowa, które miały tylko skomplikować jego przewidywalną przyszłość.

‘Kocham Cię.’

Kenma poczuł, że oczy zaczynają go szczypać od napływających łez, gdy przesuwał palcami po słowach, zapamiętując kształt każdej litery.

Ale to nie wyłącznie słowa miały na niego taki wpływ, a raczej fakt, że znał to pismo. Każda pętla i zaokrąglenie – tak znajome jak jego własne. Spędził godziny czytając je, obserwując, jak były pisane, uczył się z notatek, które wyszły spod tej ręki.

Kuroo.

Kuroo był jego bratnią duszą.

Bez wahania, Kenma wypadł z łazienki i pomknął schodami w dół, żeby jak najszybciej dotrzeć do domu Kuroo. Na pewno jeszcze nie spał – miał skłonności do uczenia się do 1 w nocy, a Kenma miał tysiące pytań.

Nie zapukał do drzwi świadom, że ojciec Kuroo najprawdopodobniej śpi. Zamiast tego otworzył drewniane drzwi frontowe zapasowym kluczem, który, jak wiedział, zawsze był pod wycieraczką. Wkradł się po schodach i lekko pchnął drzwi Kuroo, uważając, by przypadkowo go nie przestraszyć.

Gdy wszedł do pokoju był w pełni świadomy wzroku Kuroo na sobie, jak gdyby oczekiwał, że właśnie w tym momencie pojawi się w drzwiach.

Co, z perspektywy czasu, miało sens. Kuroo znał Kenmę lepiej niż sam Kenma. Dokładnie tak, jak Kenma znał Kuroo; wiedział, że nie śpi.

Uśmiech pojawił się na twarzy Kuroo, gdy Kenma zamknął za sobą drzwi. „Miło, że wpadłeś z wizytą o takiej godzinie.”

Kenma przeszedł przez pokój i usadowił się na krześle przy biurku Kuroo naprzeciwko niego. Jego pokój zawsze był kojąco znajomy. Delikatne światło lampki nocnej skąpało pomieszczenie w ciepłym blasku. Kenma spędził w tym pokoju tyle czasu, co w swoim własnym.

Jakby się nad tym zastanowić, to prawdopodobnie mógłby się domyślić, że Kuroo jest jego bratnią duszą bez znamienia, które by to potwierdzało. Zawsze byli dwiema połówkami tej samej całości.

Kenma uparcie wpatrywał się w niego, czekając aż pęknie. Musi wiedzieć, prawda?

„Wszystkiego najlepszego?” dodał Kuroo, wzruszając ramionami.

„Kuroo.”

„Tak?” wnioskując po głupim uśmiechu na jego twarzy, dokładnie wiedział, co robi. Kenma złapał poduszkę przypadkowo rzuconą na podłogę i lekko rzucił nią w Kuroo w kiepskiej próbie pokazania frustracji.

„Czemu mi nie powiedziałeś, że jesteśmy bratnimi duszami?”

„Czy to ważne? Wiemy teraz.”

„Mogłem wiedzieć prawie cały rok temu. Czemu nie powiedziałeś?” To nie to, że Kenma naprawdę był obrażony, to nie tak. Bardziej, chciał to poruszyć, z czystej ciekawości. Kuroo bardzo rzadko ukrywał coś przed nim i chciał wiedzieć, czemu miałby zatrzymać dla siebie coś tak istotnego.

Kuroo wzruszył ramionami, spuszczając wzrok. „Nie to, że nie chciałem ci powiedzieć-„

„Nie chcesz, żebym był twoją bratnią duszą?” wyszeptał Kenma, przerywając Kuroo. Zamierzał powiedzieć to żartobliwie, ale strach przed potencjalną prawdą zaczął ściskać mu serce w momencie, gdy słowa opuściły jego usta. Chociaż było to mało prawdopodobne, czuł, że ciąży mu to na piersi.

Kuroo natychmiast zerwał się na równe nogi, podchodząc do Kenmy, po czym padł na kolana obok krzesła z oczami szeroko otwartymi w panice. „Nie, nie, Kenma, nie-” Ujął w dłonie twarz Kenmy, odwracając ją, by mogli spojrzeć sobie w oczy. „Kenma, nie chciałbym, żeby ktokolwiek inny był moją bratnią duszą. Prawie zwariowałem, czekając aż ci powiem, bo... Boże, Kenma, dla mnie to ty. To zawsze byłeś ty. Ale znam cię i wiem, że nie lubisz być przytłoczony ani mieć narzuconych oczekiwań, i wiem, że lubisz samodzielnie dochodzić do pewnych spraw, ja tylko-”

Kenma pociągnął nosem, coś pomiędzy szlochem, a śmiechem, przerywając paplanie Kuroo. „Jesteśmy tacy głupi.” Kuroo za bardzo starał się chronić jego uczucia i Kenma wiedział, że będzie mu za to wdzięczny do końca życia.

„No” powiedział Kuroo. Jego ramiona opadły z ulgą. „Ale jesteśmy głupi razem.”

Kenma podniósł rękę, aby przeczesać dłonią włosy Kuroo odgarniając je z twarzy. To się działo naprawdę. Potrzebował chwili, żeby zrozumieć, że to nie jest sen i że, jakimś sposobem, Kenma w wieku 16 lat był w stanie powiedzieć, że jest, prawdopodobnie, największym szczęściarzem na świecie.

„Czy mogę teraz wyznać swoje uczucia, jak należy?” wyszeptał Kuroo, jakby bał się, że zniszczy ten moment pomiędzy nimi.

Kenma skinął głową. Kuroo notorycznie bywał ckliwy. Oczywiście, że pozwoli mu mieć swoje 5 minut.

To była jedyna zachęta, jakiej potrzebował. Kuroo wstał i ściskając dłonie Kenmy, pociągając go za sobą. Stali tak blisko, że mógł poczuć, jak ciepły oddech Kuroo łaskocze jego skórę.

Kuroo nie puścił dłoni Kenmy, gdy zaczął mówić. „Kozume Kenma. Odkąd miałem osiem lat, myślę, że zawsze wiedziałem, że jesteśmy sobie przeznaczeni.”

Kenma nie mógł powstrzymać małego uśmiechu na twarzy, gdy słuchał Kuroo. Wewnętrznie skarcił się za to, że wcześniej był tym tak zdenerwowany; powinien był się domyślić.

Nieświadomy wewnętrznej walki Kenmy, Kuroo kontynuował. Kenma nie mógł przestać się zastanawiać, czy Kuroo ćwiczył wcześniej to wyznanie, czy, po prostu, naturalnie był taki uczuciowy. „Jestem takim szczęściarzem, że mam w tym życiu przywilej bycia twoją bratnią duszą. Nie potrzebowałem znamienia, żeby wiedzieć, że nią byłeś. Coś we mnie, po prostu, wiedziało. Ponieważ, po wszystkim, co razem przeszliśmy, każdej chwili, którą dzieliliśmy, jak to możliwe, żeby był nią ktokolwiek inny?” Przerwał, by lekko ścisnąć dłonie Kenmy.
„Kenma, koch-”

Na te słowa Kenma natychmiast wyciągnął ręce z uścisku Kuroo i zakrył jego usta. „Nie mów tego.”, syknął. Jego nastrój wydawał się odwrócić o 180 stopni. „Nie możesz tego powiedzieć.”

Kuroo uniósł brew z troską wypisaną na twarzy. Kenma niepewnie opuścił ręce, żeby Kuroo znów mógł mówić. „Zbyt wcześnie?”

Kenma pokręcił głową. Nie – Kuroo był idealny pod każdym możliwym względem, ale Kenma wiedział, że nigdy nie będzie w stanie usłyszeć od niego tych słów i nie czuć przy tym żadnych obaw. A więc, chwycił kołnierz swojej koszuli i odciągnął ją na bok, aby odsłonić słowa na obojczyku.

Kuroo powoli przejechał palcami po słowach, delikatnym dotykiem wywołując dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa Kenmy. „Już rozumiesz, czemu nie możesz tego powiedzieć?”

„Kenma, przestań. To nic nie znaczy. Nie padnę nagle trupem tylko dlatego, że to powiem, tak?” Podniósł dłoń, by założyć mu kosmyk włosów za ucho. „Może to się stanie gdy będę miał już 90 lat, będę stary i pomarszczony, i będziemy jedną z tych ckliwych par.”

Kenma prychnął. „Nie warto ryzykować.”

Nie musiał podnosić wzroku, żeby wiedzieć, że Kuroo jest zaniepokojony. Zamiast tego, poczuł to, zarówno gdy ten położył dłoń na jego policzku, jak i w tonie jego głosu, gdy się odezwał. „Jeśli tak bardzo cię to martwi, to tego nie powiem, obiecuję.”

Kenma energicznie skinął głową. Kuroo go rozumiał. Tak jak zawsze.

„Po prostu będę musiał to inaczej okazywać.” Dało się wyczuć uśmiech w głosie Kuroo. Kenma podniósł wzrok i ich oczy się spotkały. „Mogę cię pocałować?”

Wzrok Kenmy natychmiast powędrował do jego ust. Chciał, żeby Kuroo go pocałował, absolutnie. Kenma rozchyli lekko usta, dając mu do zrozumienia, że nie ma nic przeciwko.

Kuroo musnął kciukiem jego policzek zanim pochylił się, by ich usta spotkały się w delikatnym pocałunku, który, według Kenmy, trwał zdecydowanie za krótko.

W tamtym momencie Kenma zdał sobie sprawę z tego, że, być może, kochał Kuroo przez cały ten czas i nawet tego nie zauważył. A może nie pozwolił sobie tego zauważyć, obawiając się, że to nie ich dusze są ze sobą złączone.

Ale, Boże, jaki był teraz szczęśliwy.

Gdy Kuroo powoli się odsunął, Kenma wspiął się na palce, żeby pocałować go raz jeszcze. Mógł poczuć na własnych ustach, jak kąciki ust chłopaka podnoszą się w uśmiechu.

Tym razem to Kenma się odsunął, nie spuszczając oczu z Kuroo, choć był całkowicie świadomy rumieńca, który właśnie pojawiał się na jego policzkach i był pewien, że Kuroo natychmiast go zauważy.

Ale, szczerze mówiąc, zauważył też szkarłat pokrywający policzki Kuroo. Nawet jeśli wydawał się być bardziej opanowany niż Kenma się czuł.

„Czyli...” zaczął Kuroo wciąż uśmiechając się tak szeroko, jak zawsze „...teraz ze sobą chodzimy?”

Kenma wydął wargi. „No, chyba.”

„Chyba?” powiedział Kuroo z udawaną urazą, podnosząc rękę do piersi. „Dzielimy namiętną sesję pocałunków, a ty nawet nie wiesz, czy ze sobą chodzimy? Czuję się uprzedmiotowiony i wykorzystany, Kenma.” Udało mu się dotrwać do końca zdania z kamienną twarzą, by zaraz potem wybuchnąć tym swoim donośnym śmiechem, który w tym momencie był muzyką dla Kenmy.

Kenma potrząsnął głową robiąc krok do przodu by szturchnąć Kuroo w boki „Nie była taka namiętna. Nawet nie poziom zakonnicy.”

„Jesteś dla mnie taki wredny.” jęknął Kuroo, ze śmiechem próbując odeprzeć zwinne palce Kenmy atakujące jego boki.

„Okropny ze mnie chłopak.” odpowiedział Kenma, wreszcie odsuwając się od Kuroo, żeby usiąść na łóżku.

Zdążył jednak zauważyć, że Kuroo otworzył szeroko oczy, jak gdyby Kenma właśnie podarował mu klucz do całego wszechświata. „Czy ty powiedziałeś >>chłopak<”

„Jestem nim, prawda?” Kuroo usiadł na łóżku obok niego wciąż z szeroko otwartymi oczami. Kenma nie wiedział, czy wytrzyma więcej tej ckliwości, dlatego zdecydował popchnąć nieco rozmowę w innym kierunku. „W każdym razie, pokaż mi swoje znamię. Gdzie jest, że go nie widziałem?”

Kuroo uniósł brew. „Naprawdę chcesz wiedzieć?”

„Oczywiście.”

„Kenma, emm...”

„Jest w jakimś wstydliwym miejscu?” zapytał Kenma głosem tak spokojnym, że wiedział, że Kuroo będzie się zastanawiał, czy się droczy, czy nie.

Kuroo potrząsnął głową. „Jest na plecach. Wiesz, jaką męczarnią było ukryć to przed tobą, gdy przebieraliśmy się na treningi?”

To prawda. Kenma nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widział plecy Kuroo w ciągu ostatniego roku. Zawsze albo był odwrócony w jego stronę podczas rozmowy, albo przebierał się wcześniej lub później niż Kenma. A on z jakiegoś powodu tego nie zauważył.

Kenma wpatrywał się w Kuroo, dając do zrozumienia, że ma kontynuować. Kuroo tylko przewrócił oczami. „Jaki Ty jesteś dzisiaj nachalny.”

„Nie jestem” Kenma skrzyżował ręce na piersi

„Jesteś”

„Nie jes- możesz mi po prostu pokazać to znamię?”

Kuroo parsknął śmiechem. „Właśnie udowodniłeś, że jesteś, ale niech będzie.” To powiedziawszy, chwycił rąbek swojej koszuli, ściągnął ją przez głowę i odwrócił się plecami do Kenmy.

‘Proszę, nie zostawiaj mnie.’

Kenma patrzył na nie przez kilka minut bezskutecznie próbując zrozumieć, co mogą oznaczać. Zdecydowanie nie wyglądało to na szczęśliwe zakończenie, to na pewno. Podniósł rękę. Jego palce przesunęły się po skórze Kuroo w miejscu, gdzie znajdowało się znamię. „Dlatego mi nie powiedziałeś, tak?”

Kuroo odwrócił głowę w bok, żeby spojrzeć na niego przez ramię. „Nie chciałem cię denerwować.”

„Nie denerwuję się.” Oczywiste kłamstwo, które Kuroo od razu rozpozna. Umysł Kenmy buzował od potencjalnych wydarzeń, które uzasadniałyby wypowiedzenie przez nich właśnie takich ostatnich słów.

‘Proszę, nie zostawiaj mnie.’

‘Kocham cię.’

Kenma nie mógł nawet przypomnieć sobie sytuacji, w której Kuroo kiedykolwiek go zostawił. W przeszłości rzadko zostawiał Kenmę samego. Posunął się nawet do obozowania w jego pokoju noc przed egzaminami i odprowadzenia go do budynku Nekomy.

Kuroo zawsze tam był. To było niepodważalne. Więc co oznaczały ich znamiona, sprzeciwiające się temu, co Kenma zawsze uznawał za fakt?

Chyba, że... wypadek? Stłuczka? To było wystarczająco wiarygodne. Ale coś było nie tak. Jakby jego serce mówiło mu, że nie była to odpowiedź, której szukał.

„Kenma”, powiedział Kuroo odwracając się w jego stronę. „Dosłownie czuję, że za dużo o tym myślisz.” Wyciągnął ręce, żeby znów uścisnąć dłonie Kenmy. „Zrób to dla mnie i spróbuj żyć tu i teraz, bo przynajmniej to jest w naszym zasięgu. Będzie, co ma być.”

Kenma przytaknął, desperacko próbując wziąć sobie do serca jego słowa, ale nie był w stanie całkowicie wyjść ze swojej głowy.

Ale spróbuje. Ponieważ Kuroo go o to poprosił.

„Będzie, co ma być.”

Notes:

Chętnie przyjmuję konstruktywną krytykę dotyczącą tłumaczenia 😉
Kolejny rozdział już wkrótce. Stay tuned 😎