Actions

Work Header

Odkrycia

Summary:

Jeden miot, troje szczeniąt, dokonujące większych i mniejszych odkryć.

Work Text:

Przyglądając się powierzchni wody w kałuży Gwiazdka dostrzegła coś nadzwyczajnego. Jej ucho nie wytrzymało podekscytowania i drgnęło, a ona sama aż szczeknęła z radości, gdy to coś z kałuży zrobiło dokładnie to samo! Znała to coś. Było w wielu miejscach: w rzece, w rosie, w oczach mamy i taty. Nazywało się to „szczenię” i za każdym razem zadziwiało Gwiazdkę swoją obecnością.
Waderka wyciągnęła szczenięcą łapę, by na chwile zawiesić ją w powietrzu. Obserwowała, jak szczenię robi dokładnie to samo. Obie łapki zbliżyły się i wspólnie stuknęły powierzchnię wody, która odpowiedziała, machając wieloma małymi falami. Gwiazdka zamachała ogonem. Lubiła rozmawiać z wodą. Lubiła też stukać się łapką ze szczenięciem.
Powierzchnia wody uspokoiła się, ale nadal nie przestawała zaskakiwać Gwiazdki. Oto zauważyła teraz już nie jednego, ale dwa szczeniaki. Jeden z nich był jej dobrze znany - to ten, którego codziennie widywała. Drugi jednak ukazał się jej ślepiów pierwszy raz. Przekręciła łepek zadziwiona. Szczenię było biało-czarne, ale nie było Narcyzem. Gwiazdka przyjrzała mu się uważnie, dopiero teraz dostrzegając, że dwie fioletowe kropki to nie żadne rybki czy kamienie, ale oczy. Zdumiała się. Fioletowe oczy? Nigdy takich nie widziała.
- Kto? - zapytała, chcąc dowiedzieć się kim jest.
Szczenię jednak spojrzało na nią pytająco.
- Kto ty? - powtórzyła niecierpliwie.
Szczenię zrobiło jeszcze bardziej zdziwiona minę.
- Rozumiesz mnie? - zapytało. Gwiazdka zdziwiła się, ale nic nie odpowiedziała. Pokiwała głową. Jej szczenię z kałuży odetchnęło. Po chwili pokazało na siebie. - Anatael. A Ty?
Wadera czuła, jak serce jej przyspieszyło. Nigdy jeszcze nie rozmawiała z tymi szczeniętami z wody. Bardzo jej się to podobało.
- Gwiazdka - odpowiedziała, na co wilk uśmiechnął się.
- Lakańa, ładnie!
Coś ją tknęło. A gdyby tak… Czy jeśli podniesie ślepia, to jej nowy znajomy zniknie czy też nie? Obawiała się, że już nigdy z nim nie porozmawia. Zacisnęła zęby, musiała spróbować. Powoli podniosła głowę…

Tęcza czuła, że tym razem wygra. Zapasy były jednym z jej ulubionych zajęć, gdy chciała pokazać Narcyzowi, gdzie było jego miejsce w ich miocie. On jednak często zasłaniał się skrzydłami, które stanowiły niesprawiedliwą przewagę. Co innego Zorza. Jego maślane spojrzenie wlepione w Tęczę dawało jej do zrozumienia, że w tym momencie mogła wykorzystać przewagę, jaką miała nad wilkiem. Z impetem skoczyła do przodu, lądując na miękkiej klacie samca. Szczeknęła triumfalnie, machając przy tym zamaszyście ogonem na boki.
- Wygrałam! - oznajmiła zadowolona.
Zorza odwzajemnił uśmiech.
- Tylko dlatego, że ci na to pozwoliłem - powiedział bardzo pewnym siebie tonem, po czym roześmiał się.
Tęcza lekko stuknęła wilka łapą w pysk. Ot, by sobie nie myślał, że mu uwierzyła. Łapa jednak choc wypuszczona tylko na chwilę w kierunku wilka, nie chciała się od niego oderwać. Powoli zjechała ona w dół, w kierunku polika. Spojrzenia wilków spotkały się. Nim wilczyca zdążyła się zorientować, poczuła na swoim pysku delikatne liźnięcie. Po chwili kolejne. Spojrzała pytająco w dół, na Zorzę, który leżał pod nią. Uśmiechnęła się i nachyliła, odwzajemniając pocałunek.
Było jej tak dobrze.

- Że JA tam nie wskoczę? - Narcyz zacietrzewił się słysząc takie brednie.
Nie było rzeczy, której by nie mógł zrobić i każdy w klanie Natury o tym wiedział. Tutaj jednak miał do czynienia z dwoma niedowiarkami z klanu jego dziadka. Narcyz musiał więc im wszystko od nowa udowodnić. Jak szczeniakom.
Rham i Jalví stukali się bokami porozumiewawczo, wyraźnie czerpiąc satysfakcję z oburzenia, jakie wywołali w Narcyzie.
- Oczywiście, że nie - odparł bardziej kremowy w kolorze z braci. - Patrz, jakie masz krótkie nogi - powiedział, wykrzywiając przy tym teatralnie pysk.
- Przynajmniej nie odgryzł mi ich niedźwiedź! - wypalił Narcyz i zaraz pożałował tego argumentu. Bracia natychmiast zwietrzyli wpadkę.
- My przynajmniej z nim walczyliśmy, a ty gdzie byłeś? Za skrzydłem mamusi? - zawtórował Jalvíemu Rham.
Cała ta dyskusja nie miała sensu i choć to nie przeszkadzałoby nigdy Narcyzowi w ciągnięciu takich przekomarzań, brak argumentów stanowił już dużą przeszkodę. Postanowił więc dłużej nie tracić czasu na czcze gadanie z księżycowym duetem i zamiast tego udowodnić mu na czym polega prawdziwa potęga klanu Natury. Przyparł brzuchem do ziemi, zamachał zadem kilka razy przymierzając się, złożył skrzydła i… skoczył.
- Jest głupszy niż myślałem - zaśmiał się Jalví, po czym zasalutował w kierunku wilka z klanu Natury, który po wybiciu się w stronę krzywo rosnącego drzewa, by wskoczyć na jedną z gałęzi bez użycia skrzydeł, zwyczajnie utknął.
Rham pokręcił pyskiem z dezaprobatą, jak gdyby to był bardzo smutny i żenujący widok..
- Chodź, mamy ciekawsze rzeczy do roboty, niż niańczenie go. Widziałeś ten nowy teleskop na wieży astro…
Narcyz więcej nie słyszał, gdy bracia zniknęli z zasięgu wzroku i co najważniejsze - słuchu. Wilk zawarczał i spróbował się uwolnić poprzez szamotanie, ale to na niewiele się zdało. Nie znosił przemądrzałków z klanu Księżyca. Zawsze uważali, że pozjadali wszystkie rozumy. Zabił skrzydłami w drzewo, próbując się uwolnić. Na nic się to jednak nie zdało.
Narcyz jęknął i pozwolił całemu ciężarowi ciała przewiesić się przez gałąź. Pozostawało mi jedynie czekać, aż rośliny lub jakieś inne ptaki doniosą rodzicom o jego obecnym położeniu.
- Przynajmniej mam stąd dobry widok - powiedział do siebie pocieszająco.