Work Text:
Był piękny dzień w Londynie, zero chmur na niebie zero jakich kolwiek oznaków że może padać jaki kolwiek deszcz. Świeciło słoneczko mocno jak na ten dzień, no cóż lato jest , w domu na Baker Street 221b lato wygląda ciekawie . Sherlock , co można o nim powiedzieć jak lato spędza? Ubrany jest w fioletową koszulę, czarne spodnie i mu jak on mówi "nie jest gorąco" , a John ? Próbuje na wiele sposobów by nie umrzeć z gorącą.
- Sherlock wytłumacz mi jak możesz nie umierać w takim gorącu ? - Zapytał John Sherla z nadzieją że ten powie tajny sekret
- Nie myślę że jest gorąco
- Czyli jeśli przestanę myśleć że jest gorąco to nie będzie mu gorąco?- zaśmiał się John próbując zrozumieć Sherla.
Sherlock nie odpowiedział tylko był pochłonięty pracą, a co takiego ważnego w pracy było? A no sprawa bardzo ciekawa którą bardzo zaintrygowała Sherlocka , masowe samobójstwa ludzi które są w ciekawy sposób nawet robione. Żadnych listów, żadnych śladów że które mógł to zrobić lub też żadnych dowodów że nawet to by mogło być samobójstwo . Tak wiele pytań a tak mało odpowiedzi jest , no ale do prawdy trzeba jednak samemu dojść niestety. Sherlock przeciągnął się gdzie czuł się mocno zmęczony, czy się dziwić mu można? Nie pracuję prawie nonstop z nadzieją że coś znajdzie.
W tym czasie John zrobił Sherlockowi kawę by go chociaż trochę rozbudziła, by tutaj oczywiście nie padł na ziemię i nie zasnął na niej.
- Proszę Sherlock napij się, polepszy ci się trochę - powiedział do niego z uśmiechem John podając mu kubek kawy.
- Dziękuję ci Johnie - podziękował z uśmiechem gdzie napił się kawy powracając dalej do pracy.
Mijały sekundy , minuty , godziny odkąd Sherlock siedział przy tej pracy musiał już John brać sprawę w swoje ręce, podszedł do Sherla zamykając laptop by nie robił pracy . Zmęczone oczy Sherla spojrzały na Johna , widać było że nie spodobało mu się że on to zrobił.
- Proszę zajmij się czymś innym niż pracą bo widać że zmęczony jesteś, położ się najlepiej.
Nic nie mówiąc Sherlock wstał gdzie zaczął strzykać kośćmi, potem podszedł do jednej szafki i zaczął czegoś szukać. John usiadł na kanapie biorąc gazetę i ją czytając gdzie było prawie wszędzie napisane na temat sprawy której Sherlock się zajmuje "Nie mają innych tematów do napisania?" Przewrócił oczasami gdzie od czasu do czasu spoglądał na Sherla. A nasz detektyw wyciągnął futenerał z skrzypcami jak dawno ich nie używał, pojawił się delikatny uśmiech na jego twarzy gdzie próbował właśnie je nastroić by móc zagrać coś bo dawno nie grał a szczerze mówiąc tęsknił za tym. Jak mu się udało nastroić wszystko zaczął powoli grać a instrukent płynę dźwięki melodii zaczął z siebie wydawać, szarowłosy mężczyzna odłożył gazetę gdzie patrzył na bruneta z podziwem jak gra na pięknym instrumencie, dźwięk melodii jest taki płynny i piękny że John nie umiał o niczym innym nie myśleć tylk o tym co teraz się dzieje . Sherlock grał dalej , czuł jak w sercu mu się szczęście narastało bo czuł dobrze z tym co teraz robi przy tym też wracały wspomnienia różne które były smutne jak i szczęśliwe.
Skończył grać po pół godzinach, czuł jak łzy mu się narastają ponieważ wspomnienia z dzieciństwa mu wróciły których nie chciał pamiętać, a co można powiedzieć? Miał trudne dzieciństwo, którego pamiętał że spędzał je z bratem, jego myślenie na temat dzieciństwa oraz smutek narastający w nim został przerwany bo usłyszał jak John klaszcze w dłonie z uśmiechem na twarzy.
- Jak ty to robisz że tak pięknie grasz?
-Lata nauki Johnie , lata nauki , ale szczerze mówiąc dawno tego nie robiłem i jestem szczęśliwy z tego powodu że zagrałem - powiedział gdzie ostrożnie chował instrument do futerału. Ale znowu wróciły do niego wspomnienia.
Podszedł do niego John kładąc dłoń na jego barku.
-Wszystko dobrze Sherlocku ? Nie wyglądasz za dobrze - zapytał zmartwiony o niego bardzo.
-Jest dobrze tylko pójdę się położyć - Tak jak powiedział to tak zrobił, poszedł i się przebrał kładąc się na łóżku starając się zasnąć.
John zaczął się martwić o Sherla że ta praca może powodować u niego smutek że nie udaje mu się tego zrobić, ale bądźmy dobrej nadzieji że to jednak nie od tego . Siwowłosy spojrzał na laptop Sherla gdzie usiadł przy nim i starał się jakoś pomóc Sherlockowi w pracy , chciał mu bardzo pomóc chociaż czasami nie może z niektórych powodów dlateho potajemnie to robi czasami ale i tak jako dobry przyjaciel i partner w pracy chce mu pomóc bardzo. Zaczął analizować to wszystko rozpisywać jakoś, powoli mu się udało tak jak też powoli czasami coś się psuło. Siedział przy tym do późna bo była już 1 w nocy , położył głowę na biurku zasypiając z wymęczeniac.
Był ranek piękny ranek w Londynie gdzie w tak piękne lato padał deszcz , czyż nie cudny dzień? Była 9 rano John dalej spał na biurku a Sherlock musiał pilnie wyjść bo go proszono bo coś znaleźli w sprawie a jako iż Sherlock jest dobrym przyjacielem Johna , nie obudził go tylko dlatego by on mógł sobie odpocząć oraz pospać. John się jednak obudził gdzie zauważył że późno było, no cóż co można poradzić? Przeciągnął się gdzie starał się jakoś ogarnąć fizycznie jak i psychicznie by móc się zająć wieloma rzeczami. Pomóc pani Hudson , pójść do pracy no i zająć się domem no czyli tradycja chociaż Sherlock też pomaga dużo ale bardziej też John.
Nastawała godzina 21 Sherla nie było dalej a John się martwił bardzo o niego, nie dawał znaku życia oraz nic podobnego co mogło by chociaż dać znak że żyje. Siwowłosy chodził w tą i we w tą po całym domu rozmyślając co mogło się stać, jednak długo nie musiał myśleć bo wrócił Sherlock poplamiony krwią oraz z ranami a na jego twarzy malował się uśmiech.
-BOŻE SHERLOCK!- Podszedł do niego John sprawdzając czy nie ma poważnych ran.
Sherlock się śmiał z tego powodu, ale Johnowi nie było na ten temat do śmiechu, czy można mu się dziwić? Oczywiście że nie ! Zaprowadził Sherla by usiadł na kanapie poczym poszedł do łazienki biorąc apteczkę gdzie chciał jakoś trochę "naprawić" Sherla , oczywiście dużo ran ciętych oraz kłutych było na jego ciele a Sherlock zaczął mu opowiadać co się stało na tym pięknym spotkaniu z Moriartym.
- Mogłeś mi dać znać chociaż jakoś że żyjesz a nie nic nie mówiłeś - Powiedział John z lekkim oburzeniem.
- Oj no przepraszam przepraszam, ale nie miałem jak tak na prawdę!
-Mam ci wierzyć czy chcesz mi kicior teraz wcisnąć tutaj?
- No proszę John uwierz mi - Sherlock złapał Johna za rękę który odchodził z apteczka.
Sherlocka wzrok był błagając bo chciał by John na prawdę mu uwierzył że nie mógł oraz że to była poważna akcja , nie ta co zawsze, tylko inna która była bardziej trudniejsza niż inne . John wzdechnął gdzie kiwnął tylko głową że wierzy Sherlockowi , jednak Sherlock nie chciał go puścić. Pociągnął Johna za rękę by twarz była jego bliżej niego , przez Johna przeszło ciepło oraz rumieniec rozlewał mu się po twarzy . Nie wiedział co się działo, co mogło się dziać teraz! Chciał zapytać lecz przerwał mu w tym Sherlock składając pocałunek mu , ciepłe usta Sherlocka całowały usta Johna. Nie mogli od siebie oderwać, jednak John przerwał pocałunek nie wiedział co teraz powiedzieć ani nic z tych rzeczy .
- Ja prze- nie dokończył Sherlock ponieważ poczuł pocałunek na jego ustach. Ciepłe uste Jkhna które go całowały smakowały słodko. Sherlock przyciągnął bardziej do siebie Johna przy tym go obejmując, a pocałunek pogłębił. Nie mógł Sherlock uwierzyć że to teraz się dzieje, to myślał że to jest tylko sen że tego nie ma tak na prawdę! Ale się mylił ponieważ to nie jest sen! John się odsunął od Sherlocka.
- Teraz wierzysz mi że to była poważna akcja Johny? - Zaśmiał się lekko.
- Teraz ci mogę uwierzyć Sherl - zaśmiał się gdzie usiadł na kolana Sherlocka tuląc się do niego mocno.
