Work Text:
- HOMERUN! - wrzask z drugiego pokoju sprawił, że Hayato podskoczył na swoim krześle upuszczając trzymany w dłoni długopis. Uri leżący obok niego na biurku, otworzył ślepia i spojrzał w górę na swojego właściciela jakby czekał na jakąkolwiek reakcję z jego strony. Szarowłosy westchnął cicho i podniósł się ze swojego miejsca z zamiarem upomnienia swojego współlokatora, chociaż wiedział, że na wiele się to nie zda. Od jakiegoś tygodnia trwały narodowe rozgrywki baseballu na najwyższym poziomie w kraju kwitnącej wiśni. Gokudera nie był w stanie zapamiętać nazw poszczególnych turniejów, lig a nawet drużyn, którym chłopak kibicował.
- Takeshi… - westchnął wchodząc do salonu gdzie z włączonego telewizora dobiegały podekscytowane głosy komentatorów, zachwycających się pałkarzem stojącym w wyznaczonym polu obok łapacza.
Musi to być ktoś z dużymi osiągnięciami. pomyślał Hayato widząc, że czarnowłosy chłopak wlepia swoje brązowe oczy w ekran. Yamamoto nawet nie zauważył jego obecności w pokoju. Westchnął cicho i założył ramiona na piersi podchodząc do niego.
Baseball nigdy go nie interesował a po przeprowadzce do Japonii nie mógł zrozumieć zachwytu i narodowej obsesji na punkcie tego sportu. We Włoszech ludzie szaleli za piłką nożną i Ferrari. W tym kulcie się wychował, chociaż nigdy nie angażował się emocjonalnie w oglądanie meczy i wyścigów.
W czasach licealnych był kilka razy na zawodach baseballowych, bo Taksehi błagał by on i Tsuna przyszli zobaczyć jak ich szkolna drużyna sobie radzi. Gdyby chodziło o niego samego, jego noga nigdy by nie stanęła na trybunach boiska - jednak Sawada nie potrafił powiedzieć nie a tam gdzie Juudaime, tam i on, prawa ręka i strażnik burzy.
Stał chwilę patrząc z obojętną miną na pałkarza wybijającego drugi rzut miotacza. Nadal nie rozumiał fenomenu biegania za małą, ciężką piłką i zdobywaniu tych białych worków nazwanych bazami. Sama ilość zasad na boisku przyprawiały go o ból głowy.
- czekaj! - Takeshi zaciskał dłonie w pięści nie odrywając wzroku od ekranu. Dwóch biegaczy będących przed wybiciem na pierwszej i drugiej bazie, próbowało się przesunąć na kolejne. - może będzie punkt! - zawołał. - piłka nadal jest w grze!
- nie będzie… wuoutuja go przed trzecią. - rzucił Gokudera od niechcenia przesuwając dłonią przez włosy. Sekundę później Yamamoto wydał z siebie ciche jęknięcie widząc dobre zagranie drużyny przeciwnej skutkujące podwójnym outem. - mówiłem. - mruknął wywracając oczami.
- Właściwie od kiedy znasz zasady baseballu? - zapytał Yamamoto ignorując jego uwagę i patrząc na niego z nieudawanym zaskoczeniem. Gokudera zerknął na chłopaka ale szybko odwrócił wzrok i wydął wargi. W oczach siedzącego obok niego maniaka baseballa można było zauważyć przeskakujące iskierki.
- Ciężko nie znać wszystkich zasad mieszkając z tobą pod jednym dachem. - odburknął przysuwając do twarzy dłoń by ukryć ciemny rumieniec pojawiający się na jego policzkach. Modlił się w duchu żeby Takeshi nie drążył dalej tego tematu, nie miał ochoty się przyznawać do faktu, że zna wszystkie zasady baseballa i to nie dlatego, że chłopak zanudzał go nimi rano, we dnie, wieczór, w nocy, przy śniadaniach, obiadach czy kolacjach. Kilka miesięcy temu, jak Yamamoto był na misji, wypożyczył z biblioteki całą stertę książek dotyczących baseballa by dowiedzieć się więcej o tym sporcie i spróbować zrozumieć co tak bardzo fascynującego w nim jest.
Na co dzień wydawał się oschły i niezainteresowany tym co kocha Yamamoto ale w głębi serca uwielbiał patrzeć na jego podekscytowaną i roześmianą twarz. I to nie tak, że Takeshi po tych wszystkich latach przestał się uśmiechać. Nadal był tak samo roześmiany jak za czasów liceum jednak baseball wywoływał w nim ten jeden konkretny typ uśmiechu. Przypominał nim Gokuderze o niewinnych, dobrych czasach gdy nie musieli się aż tak przejmować sprawami mafijnego świata i byli dziećmi, które poznawały świat. W takich chwilach miał wrażenie, że zakochuje się w nim na nowo.
- Hayatooo! - zawołał nagle Yamamoto rzucając się na siwowłosego. Objął go ramionami w pasie przytulając się do jego piersi i przymykając oczy. Mecz lecący w telewizji zszedł na dalszy plan. Gokudera czuł, że jego ciało całe zesztywniało w jednym momencie. Nadal nie był nieprzyzwyczajony do bliskości i kontaktu fizycznego. Dopiero po chwili podniósł rękę do góry i położył ją na głowie chłopaka wsuwając palce w jego czarne włosy. Takeshi czując to wtulił się w niego mocniej uśmiechając lekko.
