Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationships:
Characters:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2023-07-13
Updated:
2023-07-13
Words:
1,859
Chapters:
2/22
Kudos:
1
Hits:
32

Nikt mi nie udowodni

Summary:

Luna Lovegood i Rolf Scamander od lat pracują z Harry'm i Ginny jako płatni mordercy. Czwórka dorosłych przyjaźniła się ze sobą od wielu lat. Niestety, gdy na światło dzienne wychodzi romans Rolfa z Cho Chang, Ginny postanawia namówić Harry'ego i Lunę na morderstwo niewiernego męża przyjaciółki.

W tym samym czasie okazuje się, że Ginny jest w ciąży, a mimo tego że Harry i Ginerwa mocno się kochają, nie mogą pozwolić sobie na wychowywanie dziecka wspólnie. Ich toksyczny styl życia uniemożliwia im utworzenie szczęśliwej i zdrowej rodziny.

Jednoczeście, z wielkim rozczarowaniem Luna odkrywa, że zabicie męża jest dla niej trudniejsze niż przypuszczała i nie może od tak pogrzebać go od razu.

Jak potoczą się losy bohaterów? Oczywiście, ich życie nigdy nie było łatwe ani kolorowe, a teraz stoją przed nimi niemałe wyzwania, lecz całe szczęście postacie mogą na sobie wzajemnie polegać.

Chociaż czy aby na pewno?

Chapter 1: Zwiędły bukiet

Chapter Text

— Wiesz co? Czasem wydaje mi się, że jest nas troje w tym małżeństwie — zwierzyła się Luna Ginny.

— Co masz na myśli?

— Sądzę, że Rolf ma kochankę — wyszeptała, jakby się bała, że mąż ją usłyszy.

Były same, w mieszkaniu Ginny, jak zwykle co czwartek spotykały się na lampkę wina, podczas gdy ich mężowie byli w pracy, to znaczy wykonywali płatne zlecenia.

— Wiem, że to zrobił, tylko nie mogę w żaden sposób tego udowodnić. — Nerwowo przeczesała ręką włosy. — Jestem sfrustrowana. To nie moja szminka na jego ustach, nie moje perfumy na jego kołnierzyku... — Westchnęła.

— Wiesz kim jest ten skunks? — Zapytała z obrzydzeniem Ginny.

— Nie, ale podejrzewam, że Cho... — rzekła niepewnie.

— CHANG?!

— Cii... — Uciszyła ją koleżanka na wypadek, gdyby ktoś je podsłuchiwał. — Tak, Chang, ale jak już mówiłam - nie mogę tego udowodnić.

Ginny zamilkła. Było jej bardzo szkoda Luny - wiernej, tak kochającej i oddanej mężowi, a ten ją dźgnął w plecy od tak... bo mógł...

Weasley już otwierała usta, aby złożyć koleżance propozycję, gdy ta ją uprzedziła:

— Nie! Nawet o tym nie myśl!

— Luna, nikt się nie dowie — zaczęła się tłumaczyć Ginny.

— I jak zamierzasz zrobić to sama? — Zaśmiała się. — Wiem, że jesteś profesjonalna i dobra w swoim fachu, ale, kochana, Rolf jest silny i gdy się domyśli to na pewno przeciągnie kolegów na swoją stronę. Będziesz jedna przeciwko nim kilku.

— A kto powiedział, że będę działać sama?

Luna prawie wypluła łyk wina, którym się delektowała. Spojrzała na Ginny spode łba, a gdy domyśliła się, o co może chodzić...

— Nie ma mowy! Nie wciągaj w to Harry'ego ani siebie, ani mnie! Wsadzą nas do więzienia, kobieto! Nie tak miała się skończyć nasza kariera! Miałyśmy wiząć ślub i po dziesięciu latach pracy przejść na emeryturę. A nie wziąć ślub i zamordować męża!

— Sprzątnęłam wystarczającą liczbę pokoi hotelowych, gdy byłam na studiach, że potrafię zamaskować każde miejsce zbrodni... Zresztą jak wspomniałam, nie będę działać sama! Harry na pewno się dołączy, jesteś dla niego jak siostra...

— Gdy się Rolf domyśli, to nas z pewnością wykosi... — wygłosiła swoje wątpliwości Luna.

— Gdy się domyśli, to już będzie za późno, dawno będzie leżał w grobie. — Machnęła nonszalncko ręką.

— Jesteś tak pewna siebie... Nie pozwól, aby zasłoniło ci to oczy... Pierwsza zasada to: "nie...

— "...lekceważ przeciwnika". Tak, tak wiem to! Dlatego będziemy ostrożne. Nie daj po sobie poznać, nie pozwól, aby te zdradzieckie oczy zwiodły cię znowu na manowce.

— To chcemy go otruć?

— Myślałam, że wolałabyś coś bardziej krwawego...

— Nie, nie teraz... wciąż go kocham, choć jestem zraniona. Mogłabyn go wyśledzić i przyłapać na gorącym uczynku, ale po pierwsze - zobaczenie prawdy na własne oczy byłoby dotkliwie bolesne, a po drugie - Rolf potrawi się maskować. I to znakomicie.

— Przed nami się nie ukryje — zapewniła blondynkę. — Dzwonię do Harry'ego, załóż ładne obcasy, pomaluj się. Nie zapuszczaj się tylko dlatego, że mężczyzna jest łajdakiem!

I z tymi słowami Ginny poszła do drugiego pokoju, aby wykonać telefon do swojego chłopaka.

- - - -

— Chcesz zrobić CO?! — Wykrzyknął Harry po drugiej stronie słuchawki.

— Poszedł do łóżka z Cho Chang, Potter — odparła mu dziewczyna. — Trzeba coś z tym zrobić.

— Na bank się domyśli — odrzekł jej — i co wtedy? Jesteśmy za młodzi, by umierać, Ginny pomyśl o naszej przyszłości! Co się z nami stanie?

— Nie umrzemy, to jest jak każde inne morderstwo - zabijamy i żyjemy dalej.

Po słuchawce Harry'ego zapadła cisza.

— No nie wiem... — powiedział w końcu.

— Zrobimy to dla Lovegood.

— Rolf był naszym przyjacielem...

— Tak jak Luna!

To wydawało się ostatecznie przekonać Harry'ego.

— Dobra, jaki jest plan?

Ginny przegryzła wargę, aby ukryć uśmiech.

— Otrujemy go. Wsypiemy coś do drinka lub tiramisu. Lepiej bądźmy tam wszyscy, nie będzie to wtedy wyglądać podejrzanie.

— ...dobrze. Arszenik?

— Tak.

Ginny rozłączyła się i wróciła do salonu, gdzie siedziała zapłakana Luna. Weasley pobiegła do niej i objęła ją.

— Cii. Wszystko będzie dobrze... — Pocałowała przyjaciółkę w czoło. — Jeszcze pożałuje tego, zobaczysz...

— Wiem...

- - - -

— Kochanie, czy mógłbyś mi podać rękawiczki?

Harry wyjął swoje rękawiczki z kieszeni I podał je dziewczynie.

— Dziękuję — odparła mu.

Stali przed domem państwa Scamander, które małżeństwo dostało po ślubie po jego rodzicach.

Luna już tam nie mieszkała i nie spała w jednym łóżku z mężem, zaś wyprowadziła się do własnej matki.

Ginny założyła białe rękawiczki, to samo kazała zrobić Harry'emu, a potem dyskretnie podeszła do okna i wejrzała do środka.

Luny nie było w domu od czwartku. Od sąsiadów słyszała, że pewna azjatka wprowadziła się wczoraj, więc Ginny przyszła zbadać sprawę osobiście.

— Gin, patrz. — Harry potrząsnął jej ramieniem i wskazał na samochód Rolfa.

Miał nowe opony.

— Myślisz, że Luna je przebiła? — Zapytała retorycznie Ginny.

Harry tylko przytaknął.

Podeszli do drzwi i zadzwonili dzwonkiem.

Ginny spojrzała w okno. Ktoś ze środka ich obserwował i nagle zasłonił firankę.

— Hej! — Podeszła do okna. — Wiemy, że jesteście w środku!

Cisza.

Harry walnął pięścią w drewniane drzwi.

— Nie masz wstydu, stary! — Zawołał Harry.

Żeby po trzech dniach po opuszczeniu domu przez Lunę, wprowadziła się kochanka DO ICH WSPÓLNEGO DOMU? Kto to widział?

— Otwieraj! — Zawołała Ginny.

Nikt nie otworzył. Harry rozważał rzucenie kamieniem w okno, ale się powstrzymał. Nie potrzebował mieć policji na ogonie.

— Może przyjdziemy innym razem? — Zaproponował kobiecie. — Przygotujemy się lepiej... — Posłał Ginny sugestywne spojrzenie.

— Dobrze — odparła rozumiejąc, o co mu chodziło.

Wrócili do domu Ginny, a gdy wieczorem się żegnali, Ginny zaproponowała:

— A może go utopimy?

Harry zatrzymał się w ruchu. Podrapał się po brodzie zastanawiając się nad słowami ukochanej.

— Ale tylko jeśli Luna by tego chciała — zgodził się.

Wiedział, że Luna także była zamieszana w całą tę sprawę, ale nie było wątpliwości, że bardzo to przeżywała. W końcu tak go kochała... To odkrycie musiało być dla niej niewiarygodnie trudne.

— Ty byś mnie nigdy nie zdradził, prawda? — Zapytała nagle.

— Nigdy — odparł bez wahania. — Jesteś dla mnie wszystkim! — Pocałował ją z czułością.