Actions

Work Header

Tytuł roboczy

Summary:

Misja Dreama zostaje przerwana przez pewną osobę...

Notes:

Hej

Jeśli ktoś się tutaj napatoczył to przepraszam za to co napotkają wasze oczy XD. Jeśli chcecie przeczytać to co jest efektem mojej głupawki to prosze bardzo, za jakość jednak nie ręczę

Dla karo: Oto super one shot ktory napisalam dla ciebie <3 I'm not sorry

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

Był ciepły, czerwcowy dzień.

Letnie niebo zaczęło przybierać, wynurzającą się znad budynków, fioletową barwę. Miasto, zwykle ruchliwe, powoli się wyciszało, zapadając w typowy dla niego, nocny sen. Lub przynajmniej tak się mogło większości jego mieszkańcom wydawać. Dla niektórych, dopiero wtedy dzień się zaczynał.

Mały kotek właśnie mknął przez roziskrzone miasto. Sus za susem, jego miękkie łapki rytmicznie odbijały sie od chodnika, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu, jak na miękkie łapki przystało. Zgodnie z kocią zwinnością, zręcznie unikał jakichkolwiek przechodniów, którzy mozolnie przewijali się na jego drodze.

Miał ważną misję do wykonania. Przedsięwzięcie, które nie mogło czekać ani moment dłużej. W takich momentach jak ten, zwykle posiadał wsparcie w postaci jego dwóch najlepszych przyjaciół, George i Sapnapa. Teraz jednak musiał działać sam, gdyż przed wyjściem jego oby dwaj partnerzy w zbrodni stanowczo zadeklarowali, że nie mogą z nim pójść, bo im się nie chce.

- Chuje... - mruknął Dream pod nosem.

No cóż, wygląda na to, że tę misję będzie musiał wypełnić sam.

Musiał działać i to szybko. W obawie, że nie zdąży, postanowił wdrożyć w działanie plan B. Mknący kot zrezygnował z używania istniejących ścieżek i postanowił obrać jego własną, o wiele bardziej efektywną drogę. A tak się akurat złożyło, że ta droga prowadziła prosto przez ryczącą ulicę.

Z jego tyłu najpierw rozległ się straszny pisk auta, a potem dzwoniące w uszach uderzenie. Wygląda na to, że właśnie spowodował wypadek drogowy. Ups! Są jednak rzeczy ważne, i ważniejsze, więc wiatr w kociej postaci zadecydował, że będzie się o to martwić później.

Właśnie był w trakcie wymyślania kolejnego, zdaniem zwykłego mieszkańca, szalonego planu, gdy... Jest! Charakterystyczny, w barwach Polskiej flagi, budynek KFC ukazał się w polu jego wzroku. Pomknął z pośpiechem w jego stronę.

Tak się ucieszył z przybycia na czas, że prawie zapomniał o przemienieniu swojej formy z powrotem... To dopiero by była wtopa. Nawet nie musiał sobie wyobrażać jak dziwna sytuacja powstałaby, gdyby kot od tak sobie wszedł do KFC (gdyż już kiedyś ją zaliczył). Tuż po wykonaniu Potężnego Susa za krzak na najbliższym skrawku zieleni i się przemienił z powrotem.

Właśnie miał wypełnić misję i wejść do budynku. Zanim jednak to zrobił, znajoma sylwetka właśnie ukazała się tuż przed nim.

Syrena!

Wrogi bohater zawiesił na nim oczy i przybrał taką pozycję, jakby zaraz miała się rozpętać walka. Złoczyńca odpowiedział tym samym. 

Zaczął oceniać swoje szanse w potyczce, dochodząc do wniosku że jego wróg nie użyje swojego popisowego numeru, eksplozji, gdyż znajdują się właśnie przed budynkiem KFC, który tego by nie wytrzymał. Zresztą, była to obraza dla barw, którymi otoczone były ściany restauracji, a Dream wiedział, że takiego czynu Syrena nie śmiałby popełnić. Na jego twarzy zaistniał próżny uśmiech. Podobały mu się te szanse.

Złoczyńca właśnie przymierzał się do ataku, jednak tuż zanim wyskoczył, nego nadzieje się momentalnie roztrzaskały.

- Ty debilu! Szczurze śmierdzący jeden! - warknął zielony wyraźnie urażonym tonem. - To wszystko przez ciebie!

- Co się stało? Znowu zruinowałem twoje nikczemne plany? - bohater z gniazdem na głowie odpowiedział drwiącym tonem.

- Nie! Przez ciebie nie zdążyłem zamówić kolacji w KFC. O patrz, właśnie zamykają. - fuknął z wyrzutem, wskazując ręką drzwi, a jego oczy posłały tęskne spojrzenie do pracowników znajdujących się za nimi. Nagle usłyszeli głośne kliknięcie zamka, i wiedzieli, że wszystko było już pozamiatane.

- Oh, ah! Bardzo cię przepraszam! - na zaskoczonej twarzy Wilbura ukazał się lekki rumieniec. Przez chwilę wydawał się zaniemówiony, jednak po czymś co wydawało się rozważaniem swoich opcji, odpowiedział - Może, w ramach rekompensaty, mógłbym… zabrać cię gdzieś indziej?

- A gdzie niby mielibyśmy pójść, do McDonalda? - Spytał sarkastycznie, z bardzo słyszalnym obrzydzeniem - Tam nawet ketchupu do frytek nie dają!

- Co? Nie! Do McDonalda nigdy w życiu! - Syrena zapewnił, urażony że Zmora w ogóle to rozważył - znam dobre miejsce z pizzą, myślałem że tam moglibyśmy coś zjeść.

Dream rozważył swoje opcje. Z jednej strony, kto by pomyślał? Wyjście na pizze ze swoim nemesis!? George i Sapnap w życiu nie dadzą mu o tym zapomnieć. Z drugiej strony, perspektywa zjedzenia dobrej pizzy wydawała się bardzo kusząca… Burczenie dobiegające z jego brzuch ułatwiło mu ten wybór.

- No dobra - zadecydował w końcu - Ale ty stawiasz

- Oczywiście - Syrena się rozpromienił - Chodź za mną.

Dream uznał, że to trochę sus, jednak zadecydował. Co jak co, byłby głupcem gdyby odmówił darmową pizze.

Dwójka maszerowała razem przez otulone już nocą miasto. Jedynym źródłem oddzielających ich od nieprzeniknionej ciemności pozostawały iskrzące lampy. Atmosfera między nimi była tak gęsta, że prawie można było ją dotknąć. Żaden z nich jednak nie odezwał się do drugiego ani słowem. 

Po kilku minutach wędrówki stanęli ku progu wyczekiwanej pizzerii. Dream stwierdził z grymasem, że już jest zamknięta. Syrena jednak zdawał się twierdzić inaczej, gdyż zaczął mocno walić w drzwi. Ku zaskoczeniu, po kilku chwilach zostały one otwarte przez różowowłosą dziewczynę.

- W- Syrena! - dziewczyna wrzasnęła z gniewem - Co ty tutaj robisz?!

- Chciałbym zamówić pizze - ten spokojnie odparł, niewzruszony.

- O tej porze? Żadnej pizzy! Przecież widzisz że zamknięte! - Stwierdziła z wyrzutem - Jak zaraz cię miotłą trzasnę to dopiero zobaczysz!

- Jesteś mi winna przysługę. Pamiętasz jak ostatnio uratowałem twoją knajpkę przed bandytami? - przypomniał, rozpromieniony

- …No dobra - dała za wygraną - Ale sprężajcie się. Nie będę na was czekać całą noc.

Dream przyglądał się zaistniałej sytuacji z wielką fascynacją. Kilka chwil później usłyszeli charakterystyczny odgłos otwieranego zamka i dwójka weszła do środka. 

Oby dwoje usiedli w klimatycznie oświetlonym kąciku. Kilka chwil później ich zamówienie przyszło, więc zaczeli posiłek przyglądając się sobie.

Może jednak Syrena nie jest taki zły..? Zielony najpierw skarcił się za się za tą myśl, jednak po chwili zdał sobie sprawę, że nie ma co ukrywać jego prawdziwych uczuć. Rzeczywiście, czas spędzony z Syreną minął mu bardzo przyjemnie. Zaczął żałować okoliczności, w których oby dwaj się znajdowali. Może jednak jeszcze jest szansa, że uda się naprawić ich relacje…

Nagle nastał ogromny huk, a cały świat obrócił się w biel.

***

Dwa koty stały na gruzach tego, co pozostało z najlepszej w mieście pizzerii.

- Agh! To nie tu! Miałaś wysadzić bank a nie pizzerię! - brązowy kot wyszedł z wyrzutem do swojego niebieskiego towarzysza.

- Przepraszam!

- Dobra, nieważne. Będzie też następny raz. Chodź, spadamy stąd.

I tak szybko jak się pojawiły, tak szybko rozpłynęły się w mroku śpiącego miasta.

Notes:

Napisałam ff do twojego ff zanim nawet go napisałaś Karo, musisz się wziąć za siebie L

Mam nadzieje że się podobało :D