Work Text:
Keith stał koło Miry przyglądając się z bezpiecznej odległości kłótni jaka rozgorzała jeszcze przed jego przyjściem do pomieszczenia pomiędzy Danem a Shunem.
Gdy wrócił z Mirą ze spaceru na pewno nie spodziewał się zobaczyć dwóch wojowników w samym środku gorącej kłótni podczas gdy wszyscy inni siedzący w pokoju wydawali się zajęci sobą, w ogóle nie zmartwieni awanturą, wręcz ją ignorując.
- Znowu? - Mira westchnęła mrużąc oczy podczas gdy na jej twarzy malował się zmęczenie.
- Oni tak już mają. - Julie wzruszyła bezradnie ramionami patrząc jak obrażony Dan wychodzi z pokoju ostentacyjnie trzaskając drzwiami.
- Uważałem was za niewzruszony zgadzający się we wszystkim monolit moralności. - Stwierdził sucho Keith patrząc jak ignorujący ich wszystkich Shun wychodzi chwilę po Danie. Lecz nie wiedział czy wojownik ventusa poszedł kolegi szukać, czy miał nadzieję go omijać szerokim łukiem. - Co za niespodzianka.
- A może chcesz powiedzieć że Vexosi jedli sobie z dzióbków? - Spytał prześmiewczo Ace przyglądając się ostro bratu Miry, która słysząc pytanie skrzywiła się.
Wiedziała że Ace ma wiele pretensji do Keitha oraz nadal mu nie ufa, ale oglądanie tego zachowania dzień w dzień było naprawdę męczące.
Wreszcie odzyskała brata, dlaczego Ace nie mógł się z tego cieszyć razem z nią? Keith uśmiechnął się sardonicznie w stronę wojownika Darkusa.
- A jak myślisz skoro mnie zdradzili? - Spytał retorycznie. - Gniazdo niewdzięcznych żmij.
Mira zmarszczyła brwi spoglądając uważnie na brata. Wiedziała już że nie przepadał za resztą Vexosów oraz im nie ufał, ale jeden z nich był względem jej brata całkowicie oddany. Przynajmniej tak jej się wydawało.
- A co... z Gusem?
Już w chwili gdy pytanie opuściło jej usta wiedziała że popełniła błąd.
Twarz Keitha stała się pustą maską podczas gdy w jego oczach pojawiła się zimna wściekłość. Jednak bardzo szybko ona zniknęła zastąpiona bólem jakiego Mira w oczach jej brata nie widział od bardzo dawna.
Miała wrażenie że ostatni raz tak nawiedzony wyraz bólu w oczach brata widziała po śmierci ich matki.
- Najprawdopodobniej nie żyję. - Przyznał pozbawionym jakichkolwiek uczuć głosem. Po chwili jednak dodał zupełnie innym tonem. - Za to... własnoręcznie skręcę Zenoheldowi kark.
Słysząc ten niepokojąco znajomy zimny głos jakim przemawiał niegdyś Spectra wszystkie osoby w pomieszczeniu spojrzały na siebie zmartwione.
Cokolwiek spotkało Gusa Grava, Keith nie zniósł tego dobrze.
***
Keith doskonale wiedział że popełnił wiele błędów w przeszłości, za większość z nich do teraz bardzo się wstydził. I bardzo wiele z nich najchętniej wymazałby gdyby tylko mógł. Cofnąłby czas aby się nie wydarzyły, aby nie splamiły jego jestestwa zamieniając go w pokręconą zaślepioną władzą wersję samego siebie. Spectre Phantoma.
Nie żałował jednak przystąpienia do Vexososów, z czego zapewne wiele osób byłoby wściekłych gdyby o tym wiedzieli. Dan, Mira, Ace... Nie żałował tej decyzji z jednego prostego powodu.
Będąc Vexosem poznał Gusa Grava. Swojego wiernego podwładnego, zastępcę, powiernika.
Niegdyś by tego nie przyznał, ale teraz śmiało mógł nazywać go przyjacielem. Mógłby gdyby Gus nadal żył.
Gus jako jedyny był przy jego boku nie ważne co by się nie działo. Wierzył w niego, był gotów walczyć w jego imieniu do upadłego, bronić go do samego końca.
Oddać za niego życie w ten bezsensowny głupio heroiczny sposób.
Pozostał przy nim gdy utracił Drago po walce z Danem i tym legendarnym bakuganem pyrusa. Nie tracąc ani trochę wiary w niego i jego plany.
Uratował mu życie gdy Mylene postanowiła zrzucić na niego winę za utratę Nowej Vestroi. Powierzył mu swojego Vulcana aby uczynił go potężniejszy bez chwili wahania.
Kłócił się z nim gdy Mira przystąpiła do Vexosów, wtedy myślał że Guse przestaje mu ufać, ale teraz wiedział że jego podwładny się o niego martwił.
Teraz widział że nie zasłużył na kogoś tak zaciekle lojalnego i oddanego u swego boku. Ta lojalność zapewniła Gusowi tylko zgubę.
Ponosił odpowiedzialność na śmierć Gusa i wiedział że nigdy sobie tego nie wybaczy.
Obecnie będąc na swoim statku, chwytał wszystko co wpadło mu w ręce a następnie roztrzaskiwał o ziemię, rozbijał o ściany, łamał i rwał na kawałki. Niszczył cokolwiek tylko znalazł, bez względu na swoją wartość, użyteczność czy rzadkość. Nawet protesty Heliosa nie mogły go powstrzymać i wyrwać z niszczycielskiego szału w jaki wpadł.
Krwiożercza wściekłość buzująca w nim nie przypominała niczego co do tej pory czuł. Nawet gdy został zdradzony przez resztę Vexosów i pozostawiony na śmierć nie czuł wściekłości nawet trochę zbliżonej do tego co odczuwał obecnie.
- Spectra przestań! - Warknął Helios unosząc się koło jednego z uszu swojego mistrza. - Jesteś ranny!
Cisnął kolejnym przedmiotem o ziemię dysząc ciężko i słuchając z zadowoleniem jak ów przedmiot uderza o podłogę o łamię się.
Dopiero wtedy zdał sobie sprawę że jego ręce są całe pokaleczone od różnego rodzaju drzazg i odłamków. Chodź krew z jego dłoni nieustannie kapała, on sam ledwie ten ból rejestrował w swoim umyśle.
Jakie to miało znaczenie?
Stracił Gusa. W obliczu tego ogromnego cierpienia kilka skaleczeń nie miało żadnego znaczenia.
Nie wiedział nawet że w którymś momencie niszczenia wszystkiego wokół łzy zaczęły płynąć mu po zarumienionych od wysiłku policzkach. Nie ronił łez od bardzo wielu lat.
A na pewno nie od czasu gdy został Spectrą.
Czy to był dla niego samego ostateczny dowód że nie był już Spectrą?
Ale gdy jeszcze nim był Gus był dla niego bardzo ważny... Chodź nie na tyle by przystanął chodź na chwilę i zastanowił się co tak naprawdę do swojego podwładnego czuję. A teraz gdy miał odwagę o tym pomyśleć. Gdy zdał sobie z tego sprawę, nie miało to już żadnego znaczenia. Bo stracił Gusa bez powrotne.
Gdy po ostatecznej walce z Danem Kuso zdjął maskę i porzucił swoje dawne pokręcone „ja" stracił swój ostatni cel który przysłaniał mu stratę. Odkąd połączył się z Mirą i wojownikami pojawiła się w nim wielka ciemna dziura która z dnia na dzień rosła. Teraz nie był w stanie jej już ignorować, zaślepiony swoimi dążeniami i eksperymentami. Ta ziejąca pustka w jego sercu wypaczała sny zmieniając je w przerażające koszmary, odbierała mu apetyt, pochłaniała myśli.
Już nawet nowo odzyskana kojąca obecność siostry nie mogła mu pomóc. Nie mogła zniszczyć tęsknoty i samotności, nie mogła rozpędzić bólu i ciemności w których się pogrążał coraz bardziej i bardziej.
Zastanawiał się już tyle razy jak wiele rzeczy zrobił źle. Co mógł powiedzieć, aby powstrzymać Gusa przed tą potworną drogą na śmierć.
Ciemną nocą, gdy nie udawał przed wojownikami że wszystko jest w porządku odtwarzał w głowę każdą interakcję z Gusem. Ich pierwszą walkę, wspólne misję, szkolenia, rozmowy... wszystko co kiedykolwiek się między nimi wydarzyło.
Żałował że tak często był w stosunku do Gusa zbyt surowy, zbyt oschły, zbyt wymagający. Że był dla niego Spectrą, ale nigdy nie Keithem. I już nigdy nie będzie miał do tego okazji. Żałował że nigdy z jego sprytnych ust nie usłyszał swojego prawdziwego imienia. Że tak rzadko słyszał jego śmiech, ten prawdziwy, czuły, wolny od trosk i toksycznych uczuć.
Zastanawiał się czy gdyby Gus go teraz zobaczył czy byłby zaskoczony. Zaskoczony tym że już nie jest Spectrą któremu przysiągł lojalność. Czy byłby zawiedziony że porzucił tę drogę?
Ilekroć przypominał sobie jak często odpychał Gusa będąc Spectrą czuł że jego serce jest rozrywane przez agonię.
***.
Helios obserwował w szoku jak jego nieustępliwy i twardy mistrz oparty o ścianę statku powoli się po niej osuwa aż w końcu siada na ziemi pośrodku wytworzonego przez siebie przerażającego bałaganu.
Widział jego mokre puste oczy, które do tej pory świeciły przebiegłą inteligencją. Jego mocne tak pewnie rzucające go w bitwę dłonie mokrę od krwi spoczywały bezwładnie po bokach jego ciała.
Helios nigdy do tej pory nie czuł się tak bezradny jak teraz.
Chciał nienawidzić Gusa Grava za to co zrobił z jego panem, ale wiedział doskonalę że Spectra nigdy by mu tego nie wybaczył.
***
Mira spojrzała w stronę otwierających się drzwi laboratorium Marucho.
- Och Keith, jesteś! Nie mogłam cie wczoraj nigdzie... - Mira zamilkła przerażona gdy dostrzegła zmęczoną twarz brata, a następnie jego zabandażowane ręce.
Wszyscy inni wojownicy będący w pomieszczeniu przyjrzeli mu się z różnym stopniem niepokojenia wypisanym na twarzach.
- Co się stało?! - Spytała Mira wstrząśnięta podchodząc do brata. - Twoje ręce...!
Keith zamrugał powoli wzdychając zmęczony.
- Nie martw się... Robiłem wczoraj drobne porządki na statku. - Mówiąc to w jego oczach pojawił się dziwny ironiczny błysk a szczęka zacisnęła się na krótką chwilę.
Nikt w pomieszczeniu ani trochę mu nie uwierzył, inna sprawa że sam Keith nie specjalnie wysilał się by jego wyjaśnienie brzmiało na prawdziwe.
- Przecież widzę że coś się dzieję! - Warknęła Mira chwytając twarz brata w dłonie i przyglądając mu się uważnie.
Wojownicy patrzyli zaskoczeni jak człowiek niegdyś będący Spectrą pozwala jej na to z zaskakująco cierpliwością.
- Powinniśmy zająć się zestawem bojowym dla Draco. - Keith delikatnie wyrwał się z rąk Miry i obszedł ją podchodząc do Marucho.
- Nie ignoruj mnie Keith! Co się stało?! - Mira odwróciła się do niego zdenerwowana.
Ten zignorował ją i zaczął nadpisywać holograficzny prototyp zestawu bojowego.
Dan natomiast widząc rosnącą wściekłość i zmartwienie Miry podszedł do niej i położył jej dłoń na ramieniu kręcąc głową. Domyślał się że próba naciskania Keitha nic dobrego nie przyniesie.
- Odpuść na razie. - Poprosił Dan. Mira przez chwilę wyglądała jakby miała zacząć się z nim kłócić, lecz spojrzała jeszcze raz na brata odwróconego w tej chwili do niej plecami, po czym westchnęła ciężko i na razie porzuciła temat. Wiedziała jak bardzo Keith potrafi być uparty i zapalczywy, a nie chciała też żeby jej przyjaciele musieli oglądać kłótnię która zapewne by między nimi wybuchła.
***
- Co się dzieję z moim bratem. - Spytała Mira gdy Marucho z porozumiewawczym spojrzeniem wyszedł z pomieszczenia razem z Keithem dyskutując o jakiś planach mogących polepszyć przepływ mocy w zestawie bojowym.
Helios który znajdował się na jej dłoni poruszył się niespokojnie mrucząc coś nieszczęśliwe.
- Nie zakładasz chyba że od tak będę rozpowiadał o tym co go trapi. Nie mogę. - Burknął w końcu, ponuro bakugan zeskakując na stolik do kawy.
- Z moim bratem jest coś nie tak, a ja nie zamierzam stać i się przyglądać jak coś go zżera od środka. - Warknął zirytowana Mira tupiąc zniecierpliwiona stopą.
- I tak nie możesz mu pomóc. - Prychnął Helios.
- Skąd możesz to wiedzieć? - Spytał Baron spoglądając prosząco na Heliosa a następnie kucając przy niskim stoliku i zaczynając szturchać bakugana palcem wskazującym. - Powiedz nam!
- Nie szturchaj mnie! - Warknął bakugan odskakując nieco o natarczywego palca.
- Czy chodzi o Gusa? - Spytał w końcu Dan po kilku minutach podczas których Helios kłócił się i odskakiwał od palca Barona podczas gdy ten cały czas go nagabywał.
Słysząc pytanie Dana Helios zamarł dzięki czemu Baronowi udało się szturchnąć go prosto w małą głowę przez co bakugan przewrócił się na plecy i nie mógł wstać. Zaczął więc krzyczeć i machać nogami oraz skrzydłami bezradnie.
- A więc to śmierć przyjaciela tak nim wstrząsnęła? - Spytała zmartwiona Runo poprawiając Heliosa by ponownie stał podczas gdy Mira chwyciła Barona za kołnierz i postawiła go na nogi by ten przestał męczyć nieznośnego bakugana jej brata.
- No chyba że byli kimś więcej niż przyjaciółmi. - Odezwała się Julia podczas gdy jej oczy zabłyszczały konspiracyjnie. Słysząc jej słowa wszyscy jednocześnie spojrzeli na nią w szoku jakby wyrosła jej trzecia głowa niczym Hydranoidowi Alice.
- Spectra i uczucia?! - Spytał prześmiewczo Ace. - Już to widzę.
Prawda była taka że większość osób w pomieszczeniu miała podobne myśli. Chodź Keith nie był już Spectrą, to nadal kojarzyli go w mniejszym lub większym stopniu z zimnym, aroganckim, wyrachowanym rządnym władzy zamaskowanym przywódcą Vexosów. Kimś kogo nie interesuje miłość czy przyjaźń a sojusze i intrygi. Zresztą w ich oczach Gus Grave był wiernym lojalnym podwładnym Spectry, nikim więcej.
Słysząc kpinę przyjaciela wymierzoną w stronę jej brata Mira uderzyła Ace w tył głowy zezłoszczona.
- Mój brat nie jest już Spectrą, Ace! Zresztą to oczywiste że ma uczucia, zawsze je miał! Zresztą... wiedziałam że mój brat woli facetów, ale... wydawał mi się zawszę taki surowy i niewzruszony w stosunku do Gusa. Nie przyszłoby mi do głowy że może coś do niego czuć.
Wszyscy znów spojrzeli na Heliosa jakby czekając na coś więcej co im zdradzi. Bakugan widząc ich wyczekujące spojrzenia zamknął się z kliknięciem oświadczając twardo.
- Nic wam więcej nie powiem!
Następnie szybko od turlał się od nich zeskakując ze stolika.
Wszyscy pozwolili mu odejść domyślając się że uparty ponury bakugan nie powie im zapewne nic więcej.
- Spectra zakochany. Chyba zaraz mnie zemdli. - Prychnął Ace, tym razem jednak to Julia uderzyła go w tył głowy z surową miną.
- Nie bądź dupkiem. - Poradziła mu ostro.
- Ja? To brat Miry jest dupkiem. - Syknął obrażony chwytają się za chwilę wcześniej uderzone miejsce.
Dziewczyna nie chcąc tego dłużej słuchać wyszła z pokoju poszukać brata.
A więc to o to chodziło? Keith cierpiał z powodu złamanego serca? Jeśli tak to Helios miał rację, ona chyba nie będzie w stanie mu pomóc.
Najlepszą pomocą byłby powrót Gusa, ale jej brat wydawał się przygnębiająco pewny co do jego smutnego losu.
***
Gdy wojownicy przybyli już do pałacu Zenohalda okazało się że Helios właśnie jest w trakcie walki z samym byłym królem. A jego broń jest przerażająco potężna i ogromna.
Lecz nie tylko to zwróciło ich uwagę.
- Czekajcie czy to nie... Vulcan?! - Spytał Marucho z niedowierzaniem wskazując na drugiego bakugana unikającego latających zewsząd laserów.
- Niemożliwe. - Stwierdził baron mrużąc oczy. - Ale to faktycznie on...
- Keith założył że Gus nie żyje, nie miał pewności. - Zauważyła Runo.
- Musimy pomóc chłopakom walce.
***
Gus rozejrzał się zmieszany i zaniepokojony gdy wokół nich pojawili się wojownicy, pomagając im odbił kolejny atak broni Zenohelda. Spojrzał na mistrza Spectrę który nie wyglądał na zaskoczonego widząc ich. Wydawał się... pełen ulgi?
- Mistrzu Spectra co to tu się... - Zaczął zaniepokojony Gus.
- Wyjaśnię ci później. - Obiecał mu Keith. - Najważniejsze co musisz teraz wiedzieć to, że jesteśmy po tej samej stronie.
Gus nie wahając się ani chwili kiwnął głową.
- Skoro tak mówisz. - Zgodził się spokojnie zerkając na niego.
Słysząc to Keith poczuł ciepło w sercu że Gus jak zawsze mu ufa. Nie ważne co się wydarzyło.
Pomimo otaczającego ich niebezpieczeństwa miał wrażenie że pustka będąca w jego sercu nagle zniknęła. Wiedział że nie ważne co się teraz stanie, nie da sobie ponownie odebrać Gusa. Choćby miał zginąć.
***
- To... zestaw bojowy. - Stwierdził z niedowierzaniem Gus gdy zobaczył jak Dragonoid używa swojego własnego zestawu bojowego ostrzeliwując wielką machinę.
- Niezły co? - Spytał zadowolony z siebie Marucho. - Keith i ja długo nad nim pracowaliśmy.
Słysząc to Gus zamarł. Keith? Czyli mistrz całkowicie przeszedł na stronę wojowników? Dlaczego...? Nigdy nie zakładał że dojdzie do tego że będzie walczył ramię w ramię z wojownikami przeciwko Zenoheldowi. Ale jeśli mistrz Spectra im ufa...
- Chyba im się to nie spodobało. - Zauważył Vulcan gdy klony Farbrosa zaczęły do nich strzelać z jeszcze większą zaciekłością niż do tej pory.
- No to niech złożą reklamację. - Poradził im Nemus stawiając przed sobą i Vulcamen tarczę.
Widząc coraz więcej maszyn zmierzających w ich stronę Gus odwrócił się patrząc ponuro na wojowników.
- Dan, zabierz ich stąd. - Gus wskazał głową na wielką dziurę która do wewnątrz dostali się zapewne Mira i mistrz Spectra.
- Keith nas za to zabije. - Mruknął Marucho.
- Co? - Spytał zmieszany Gus. - Za co? Zresztą nie ważne. Kupie wam trochę czasu. Idźcie.
- Dobra. - Zgodził się niechętnie Dan. - Zwiewamy!
***
- Gus, wszyscy weszli do środka? - Spytał Vulcan dysząc ciężko.
- Tak. Wszystko dzięki tobie przyjacielu. - Gus poklepał pancerz Vulcana. Prawdę mówiąc był tak zmęczony że gdyby nie opierał się o swojego bakugana już by padł. Ale teraz to nie miało żadnego znaczenia.
- Dobrze bo zaczynam opadać z sił.
- Będziemy walczyć do upadłego.
***
Gdy kurz bitewny już opadł, wszyscy zmęczeni i mniej lub bardziej pobijani wrócili na statek Keitha.
- Myśleliśmy że nie żyjesz. - Przyznała Mira widząc na statku stojącego jak gdyby nigdy nic Gusa, który zresztą wcześniej pomagał im walczyć.
- Tak, cóż... Zaskakująco dużo osób założyło że jestem martwy. - Stwierdził przekornie wojownik unosząc brwi. - Zostałem pojmany i wrzucony do celi. Chodź do tej pory jestem zaskoczony że mnie nie zabito. Gdy zaczął się atak postanowiłem to wykorzystać i się stamtąd wymeldować. Naprawdę zbrzydło mi tamto miejsce.
Mira rozejrzała się za swoim bratem jednak nie było go nigdzie w polu widzenia. Uznała to za dziwne. Gus żyje więc czy nie powinien być w jego boku.
Po tamtym dniu w którym Helios powiedział im co było przyczyną załamania Keitha, czy raczej oni sami to wywnioskowali z niechętną pomocą bakugana jej brat coraz bardziej zamykał się w sobie. Aż w końcu nocą wyruszył do pałacu Zenohelda. Mira naprawdę bała się że Keith zrobi coś głupiego chcąc pomścić... kogokolwiek kim Gus dla niego był.
- Gdzie jest Keith? - Spytała zmartwiona Mira nadal nie widząc brata.
- Mistrz powiedział że musi coś sprawdzić. - Gus wzruszył ramionami nie wyglądając na zaniepokojonego nieobecnością Keitha.
Chodź Mira miała wrażenie że jego wyraz twarzy jest nieco... tęskny. Potem dostrzegła że Gus delikatnie pociera swoje żebra po prawej stronie. Następnie uderzył w nią fakt że przecież był przetrzymywany w więzieniu nie wiadomo w jakim stanie a potem stoczył wraz z nimi bardzo ciężką walkę.
- Idziemy do stacji medycznej. - Zadecydowała Mira. Rozglądając się po swoich przyjaciołach. Byli nieco poobijani ale wydawali się być w miarę w porządku. Potem spojrzała ponownie na Gusa dużo bardziej już krytycznym wzrokiem. - A ty idziesz jako pierwszy.
- Co? Dlaczego? - Spytał zmieszany Gus unosząc ręce do góry.
- Zacznijmy od pojmania i zamknięcia w więzieniu. - Mira podeszła do Gus pośpiesznie i dźgnęła go w miejsce które jeszcze chwilę temu masował. Syknął przez zęby zginając się i chwytając za żebra. - A skończmy na wszystkim innym. Idziemy.
- No to chodźmy. - Zgodziła się Runo. - Tylko... gdzie to jest?
***
Mira patrzyła z niedowierzaniem na wyniki badań Gusa. Inni jej przyjaciele siedzieli na reszcie łóżek głównie przyglądając się zmieszanemu byłemu Vexosowi. Na jego piersi, tułowi i ramionach widać było liczne wielokolorowe niepokojąco duże siniaki, różnorakie rozcięcia i mniejsze rany, a nawet ślady po oparzeniach.
- Gdzie u diabła jest Keith? - Spytała samą siebie pod nosem Mira. Mężczyzna którego najwyraźniej darzy silnym uczuciem wrócił, a a jej brat postanowił dla odmiany się odmeldować diabli wiedzą gdzie! Co za człowiek...
- Przez „nic mi nie jest" rozumiesz poważnie stłuczone żebra, zwichnięty lewy łokieć, uszkodzony lewy nadgarstek z krwiakiem wielkim jak piłka i opuchlizną jak... nie wiem jak co ale masz nadgarstek wielkości bicepsa! To jest według ciebie „nic mi nie jest"?! - Spytała karcąco Mira.
Gus widząc jej spojrzenie skrzywił się wzdychając.
- To wszystko już się goi. - Zauważył Gus próbując się bronić.
- Goić? - Spytała z niedowierzaniem dziewczyna. - Procesy gojenia w żadnym z tych przypadków nie przebiegają prawidłowo! Na plecach masz krwiaka w kolorze czarno fioletowym dokładnie tam gdzie znajdują się łopatki i ciągnie się przez całe plecy. O wszystkich innych nic nie mówię bo za długo by to zajęło! Na łóżko już!
- Ale... - Zaczął Gus, zamilkł jednak widząc wściekły wzrok Miry.
- Świetnie pasujesz do mojego brata. Jesteś równie uparty. Powiedziałam kładź się.
Wzdychając Gus spojrzał błagalnie na resztę wojowników. Udając że nie usłyszał tego dziwnego początku zdania.
Widząc jego wzrok Dan wzruszył ramionami bezradnie.
- Jeśli nie chcesz jej wkurzyć jeszcze bardziej, a wierz mi, nie chcesz, to lepiej rób co mówi.
***
- Gdzie ty się szwendasz?! - Spytała z pretensją Mira widząc swojego brata w kokpicie gdy wszyscy prócz Gusa opuścili stację medyczną.
- Co za telenowela. - Mruknął marudnie Ace przewracając oczami.
- Stary, nie złość jej bardziej. - Poradził mu Dan przyciszonym głosem zerkając ostrożnie na Mirę.
- Coś się stało Miro? Byłem zajęty. - Stwierdził spokojnie Keith. Brzmiał jakby mówił prawdę i gdyby Mira go nie znała tak dobrze nawet by mu uwierzyła.
- Do stacji medycznej, ale już. - Następnie zwróciła się do przyjaciół. - Dołączę do was za chwilę.
Następnie pociągnęła brata za rękę w stronę stacji medycznej.
***
Keith spojrzał na drzwi prowadzące do stacji medycznej. Do tej pory miał jakieś śmieszne obawy że to wszystko okaże się snem, lub halucynacją. Tak bardzo nie mógł uwierzyć w to że Gus żyje. Że do niego wrócił.
Nie, Gus nie mógł być halucynacją ani snem. Sam ten koncept brzmiał śmiesznie niedorzecznie. Jego przyjaciel żył, chodź sam Keith tak długo go opłakiwał, podczas gdy powinien go szukać zamiast tracić czas na mazanie się jak dzieciak. Powinien rozerwać ten przeklęty statek Zenohelda, rozszarpać drzwi do celi w której więziony był Gus. Powinien zrobić cokolwiek! Jak mógł tak łatwo zrezygnować z Gusa i uwierzyć że nie żyje? Ktoś tak sprytny, silny i zaradny nie dałby się tak łatwo zabić.
Gdyby ich rolę się odwróciły wiedział że Gus nigdy nie przestałby go szukać. Nie zrezygnowałby z niego.
Jak wielkim głupcem był?
- Co cię martwi? - Spytała stojąca koło niego Mira.
- Dlaczego zakładasz że coś mnie martwi? Zenoheld nie żyję, tak jak książę. Jesteśmy bezpieczni. Wszystko jest w porządku.
Mira pokiwała lekko głową.
- Unikasz Gusa. - Zauważyła trafnie dziewczyna. Słysząc to Keith znieruchomiał. Czy było to aż tak widoczne? Że bał się zobaczyć Gusa? Bał się że ten będzie miał mu za złe że go nie szukał.
Nie miał jednak serca skłamać w tej sprawię, nie kiedy jego siostra patrzyła na niego takim przeszywającym wzrokiem.
- Powinieneś z nim porozmawiać. Wyglądał jakby mu cię brakowało.
Mira ścisnęła lekko jego ramię po czym ruszyła korytarzem rzucając mu ostatnie zmartwione spojrzenie.
***
- Jak się czujesz? - Spytał cicho Keith podchodząc do łóżka na którym leżał Gus.
- Lepiej niż wyglądam, naprawdę. - Stwierdził spokojnie wojownik. - Czy wszystko z tobą w porządku mistrzu Spectra?
Keith skinął głową bez słowa. Nagle poczuł się zdenerwowany, będąc sam na sam z tym mężczyzną. Po całym czasie tęsknoty za obecnością Gusa i wyobrażaniu sobie, co by mu powiedział, gdyby kiedykolwiek go jeszcze zobaczył, frustrująco brakowało mu słów.
- Mów mi Keith. - Poprosił po chwili walki z samym sobą.
- Oh? Dobrze... mistrzu Keith.
Keith zaśmiał się lekko kiwając głową.
- Tylko Keith.
Gus popatrzył na niego bardzo zdziwiony i zmieszany. Otworzył usta jakby chcąc coś powiedzieć, lecz po chwili znów je zamknął. Chyba nie tylko Keithowi brakował słów.
- Wiem że to nie moja sprawa, ale wydajesz się odmieniony. Weselszy.
Na twarzy Gusa widać było melancholie, ale i dziwnego rodzaju tęsknotę gdy wypowiadał te słowa. Jego oczy mówiły to czego usta nie były w stanie. „Weselszy beze mnie."
Nie było to ani trochę prawdą, co od razu Keith chciał mu powiedzieć. Gdyby tylko Gus wiedział ile nocy nie przespał, ile razy na w pierwszych dniach jego zniknięcia odwracał się spodziewając się że zobaczy Gusa za swoimi plecami. Ile razy chciał mu coś powiedzieć, a dopiero po chwili zdawał sobie sprawę że go tam nie ma. I nigdy już nie będzie.
- Wiele rzeczy wokół się dla mnie zmieniło. - Przyznał ostrożnie Keith. - Ale nie byłem w stanie być naprawdę szczęśliwy. Nie, od momentu gdy zniknąłeś. Myślałem że nie żyjesz i użalałem się nad sobą zamiast cię szukać. Jaki za mnie głupiec.
Smutek został zastąpiony mieszanką zaskoczenia i co ważniejsze nadziei. Jakby miał nadzieje że Keith czuje do niego to samo. Oczywiście że Keith wiedział co Gus do niego czuł, musiałby być ślepy by tego nie zauważyć. Aby nie dostrzec lojalności zmieniającej się w uwielbienie, podziwu w szacunek, wierności w czułość. Ale Spectra nigdy nie pozwoliłby sobie na słabość taką jak ta. Nawet do Gusa. Gus był podwładnym, sojusznikiem, może... może przyjacielem. Ale nikim więcej. Ale Keith znajdował się tutaj w tym miejscu. Bez maski i wielkich planów. Wszystko dlatego że Spectra zawiódł. Dlatego że miał dość. Utrata Gus pokazała mu jak wielkim jest głupcem odpychając go. Jakiś czas temu zrozumiał że gdyby nie to że stracił Gusa nie zgodziłby się przejść na stronę Miry. Zdał sobie sprawę jak cenny jest człowiek którego stracił, więc cały jego świat zawalił się. Plany przestały mieć znaczenie, eksperymenty stały się niczym, potęga okazała się pustą frazą. Spectra przestał mieć sens, wszystko na czym był zbudowany ten wizerunek legło w gruzach. Ale... on był Specetrą. On zawiódł. On był głupcem. On odpychał Gusa. Spectra także kochał Gusa, nawet jeśli nigdy sobie na to nie pozwolił nawet w swojej własnej głowie.
- Keith... Niezależnie od tego jak chcesz być nazywany. Tak długo jak będziesz tego chciał, będę przy tobie.
Jego piękne zielone oczy ponownie mówiły to czego usta nie były w stanie.
„Jak długo mnie chcesz, jestem twój."
Gus wbił wzrok w pościel podczas gdy jego policzki zrobiły się czerwone.
- Chciałbym być przy tobie... już zawsze. O ile mogę - Przyznał cicho.
- Oczywiście że możesz. Chce tak wiele... ale, nie jeśli tego nie wybierzesz. - Przyznał Keith.
Gus podniósł wzrok spoglądając na Keitha przeszywającym pewnym wzrokiem.
- Z pewnością wiesz, że moje pragnienia są twoimi pragnieniami.
Keith uklęknął przy niskim łóżku patrząc z lekkim uśmiechem czułości na Gusa którego twarz zrobiła się cała czerwona widząc to.
- A jeśli pragnę by od dziś, wszystko się zmieniło? - Keitha nie miał pojęcia skąd wzięło się u niego tyle odwagi. - Jeśli chcę, żebyś bardziej myślał o sobie, aby taki koszmar nigdy więcej się nie powtórzył? Jeśli nie chcę już być sługą i panem, czymś więcej? Nie tylko równymi sobie, ale partnerami?
Oczy Gusa zrobiły się wielki a jego usta lekko rozchyliły się w szoku.
- Partnerami? - Szepnął. - Partnerami... ale...? Jak w...?
Wstając powoli Keith jedną dłonią chwycił twarz Gusa drugą wplótł w jego włosy.
- Kocham cię. Przepraszam że uświadomiłem sobie to dopiero jak zniknąłeś.
Zanim się zorientował poczuł na swoich ustach usta Gusa. Ciepłe i miękkie chodź nieco spierzchnięte i niepewne.
Gdy się rozdzielili, Keith oparł swoje czoło o czoło Gusa uśmiechając się szeroko jak szaleniec. No cóż, może nim był. Ale przy okazji czuł że teraz jest też najszczęśliwszym mężczyzną na świecie .
- Też cię kocham. I bardzo chętnie zaakceptuję twoje warunki.
Keith chciał mu powiedzieć że nie miał na myśli żadnych warunków, ale Gus znów go pocałował i Keith uznał że może mu o tym wszystkim powiedzieć później. Jak na razie chciał tylko czuć te wąskie cudowne usta.
- Jak ja żałuję że nie mogę stąd wyjść. - Marudził Helios. Stojący z Vulcanem na szafce nocnej przy łóżku Gusa. - Ci ludzie... Vulcan jesteś świadomy że oni będą teraz potwornie nieznośni?
- Jakoś to wytrzymam. - Przyznał bakugan zaskakująco zadowolony.
Keith oderwał się niechętnie od ust Gus nadal patrząc z uwielbieniem na jego zarumienioną twarz jednocześnie zwracając się do swojego bakugana.
- Helios, zamknij się.
Teraz nareszcie wszystko będzie dobrze. Odzyskał Gusa, odzyskał Mirę, porzucił Spectrę. Nie był już tym samym Keithem co kiedyś, a raczej mieszanką swojej dawnej osoby i naleciałości Spectry, ale to w porządku.
Wiedział że Gus go zaakceptuję nie ważne kim teraz jest. Keithem czy Spectrą. A może już kimś zupełnie innym.
