Actions

Work Header

Ani dobry człowiek

Summary:

...ani kompletny złoczyńca.

Zbiorek genshinowy, relacja Wriothesley x Neuvillette.

Chapter 1: I znów deszcz pada ponad pięknym Fontaine

Chapter Text

Opera Epiclese jest monumentalna, ale dzięki jej doskonałej akustyce nic nie umknie uszom Sędzi; żaden współczujący szept matrony na widowni, żadna zażarta dyskusja na temat tego, czy zbrodnię w afekcie można karać tak, jak zbrodnię z zimną krwią, żadne teatralne, znudzone westchnienie Furiny.

Stąd, ze swojego tronu, Neuvillette słyszy i widzi wszystko; ludzi pochylających się do siebie, wiercącego się w kącie dziennikarza podekscytowanego procesem, jakąś młodziutką dziewczynę, która zakrywa usta dłońmi i wpatruje się w przerażeniu tam, gdzie stoi – a raczej ciężko opiera się rękoma o balustradę, jakby miał za moment omdleć – oskarżony.

Jego szeroko otwarte, niebieskie oczy są skamieniałe i puste.

Neuvillette widział wielu morderców, którzy krzyczeli, pomstowali i próbowali przekonać sąd, że są niewinni albo z dumą opowiadali o tym, co zrobili.

Jedni żądali pojedynku; inni łkali w głos, żałując za grzechy, kolejni błagali o krótki wyrok lub uniewinnienie; wydawało mu się, że ludzie walczyć będą wszelkimi sposobami o odbieraną im wolność, o to, by nie zostać wygnanym w wilgotne, zawsze ciemne korytarze Twierdzy Meropide, głęboko na morskie dno.

Ten oskarżony jest spokojny i szczerze odpowiada na zadane pytania; jakby pogodził się już z myślą, że pozostanie tam na wiele, wiele lat i cały ten proces był tylko formalnością. Zrezygnował nie tylko z wolności, myśli Neuvillette, ale i z życia.

Widzi zaognioną bliznę na szyi i jasne krawędzie bandaży na nadgarstkach.

Takie było prawo Fontaine; i chociaż nic już nie jest w stanie cofnąć tego, co powie, tego, co wyda z siebie Oratrice Mecanique d'Analyse Cardinale, Neuvillette myśli nagle, że być może niektóre prawa należałoby zmienić.

Jest taki młody…

– Podsumujmy – Nie musi podnosić głosu; Opera cichnie natychmiast. – Monsieur Wriothesley, czy przyznaje się pan do zarzucanych czynów?

– Przyznaję się.

Furina prycha i wachluje się dłonią.

– Nuuuuudy! – Zeskakuje ze skrzynki, na której siedzi, by lepiej widzieć zza wysokiej balustrady i obróciwszy się na pięcie, odchodzi, lekceważąco poprawiając włosy; sprawa brutalnego zabójstwa adopcyjnych rodziców okazała się dużo mniej interesująca, niż myślała.

Neuvillette odprowadza ją wzrokiem; potem krzyżuje go ze spojrzeniem oskarżonego.

Nie przeciągajmy tego, proszą te martwe oczy, gdy widownia rozmawia ze sobą ożywiona; nieczęsto zdarzało się, by bogini opuszczała sądowe spektakle. Po prostu mnie skaż.

Iudex może spełnić tę cichą prośbę.

– Wszystkie dowody wskazują na oskarżonego, który dodatkowo przyznał się do winy – oznajmia formalnie, stukając laską w podłogę. – Monsieur Wriothesley, kierując się ogromnymi emocjami, związanymi z jego rodziną i sposobem, w jaki ona go traktowała – Akta leżą tuż przed Neuvilette’m. Taki młody, a już tak złamany, już doprowadzony do ostateczności, myśli. – Odebrał im życie, a następnie próbował odebrać je również sobie. Ponieważ zbrodnia przykuła uwagę sąsiadów, dzięki ich reakcji udało się uratować oskarżonego. Od tamtego momentu aż do dzisiejszego procesu oskarżony przebywał w szpitalu. Od początku nie zaprzeczał swojej winie. Czy tak było?

Skinienie głowy.

– Czy obrońca chciałby dodać coś jeszcze?

Mężczyzna jedynie kręci głową; wszystko zostało powiedziane.

– Nie widzę potrzeby dalszych przesłuchiwań świadków. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że monsieur Wriothesley jest winny.

Oratrice Mecanique d'Analyse Cardinale jaśnieje błękitnym blaskiem, zalewając gmach Opery światłem; Iudex domyśla się, jaki będzie wyrok. Zawsze byli zgodni.

Ze spokojem i przedziwnym uczuciem żalu w piersi, którego nie potrafi zrozumieć, odczytuje tekst zapisany na kartce, którą trzyma w dłoni.

– Winny.

Jeszcze chwila, kilkanaście minut i Opera Epiclese pustoszeje, światła gasną, Oratrice Mecanique d'Analyse Cardinale popada w uśpienie znamienne dla wszystkich maszyn; tylko Iudex Neuvillette siedzi długo w milczeniu, wpatrując się w puste miejsce oskarżonego, zmierzającego już w kordonie żandarmów do Twierdzy, która od teraz stanie się jego domem.

Nad Fontaine zaczyna padać deszcz i nie przestaje przez wiele, wiele godzin.