Work Text:
Nie mogę. Nie mogę przestać.
Nie mogę przestać nawet kiedy słyszę głosy, wyśmiewające nas głosy, że podążam za Tobą jak zagubione kaczątko. Jak pies za swoim panem.
Ale oni nie rozumieją, nigdy nie zrozumieją.
Ja nie zrozumiem.
To ty sprawiasz, że lgnę do Ciebie, przyciągasz mnie. Pochłaniasz. I nawet kiedy wiem, że Twój dotyk nie ma znaczenia, że to drżenie w głosie to tylko ironia, a urwany oddech to tylko powstrzymywany śmiech.
Ja nie mogę przestać.
Zawsze zastanawiałeś się, jak moja różdżka działa. A ja zawsze odpowiadam prosto o świetle i cieniu. O mętnych obrysach. O karykaturze tego jak świat może wyglądać. Ale nie mówię wszystkiego. Wiesz o tym. Czuję, że wiesz, ale nie pytasz. Czemu nie?
Większość ludzi to tylko zabrudzony kontur, majaczący w grze brzasku. Ale ty…
Zastanawia mnie czemu mimo tego wszystkiego tak za Tobą pędzę. Czemu moje serce, gdy się oddalasz, łomocze w piersi bezlitośnie? Czemu to czuję, kiedy moja różdżka oddaje w pełni Twoją naturę? Chciałem wierzyć, że to strach. Zmartwienie. Ale nie mogę, kiedy wabisz mnie jak żadna siła na tym świecie.
Siła potężniejsza niż światło. To możliwe?
Zawsze wyglądasz w mojej percepcji tak samo. Jakby coś wyrwało Cię z pełnego obrazu. Jak ciemna postać tylko osnuta przez splot światła, bez szkicu i pełnego kształtu. Jakbyś pożerał każdą łunę, promień i żar.
Mój żar, mój płomień. Kiedy dokonasz tego konsumpcji?
