Work Text:
Stanął przed ciężkimi, drewnianymi drzwiami. Napięcie nie schodziło z niego już od tygodni i teraz, bez wsparcia Christy, zaczynało objawiać się migrenami. Westchnął, wiedząc jak trudna rozmowa go czeka. Zapukał.
– Proszę – zawołała kobieta ze środka, na co Quiver wszedł do znajomego gabinetu. Aki siedziała za dużym biurkiem, zasypanym papierami. Na jego widok zmarszczyła z niepokojem brwi. – Quiver?
– Cześć, Aki – rzucił, bez zaproszenia siadając na krześle dla gości. – Słyszałem, że biznes się ostatnio średnio kręci?
– Jak w każdej branży polegającej na poczcie i transporcie – odpowiedziała beznamiętnie, po czym oparła się, składając przy tym dłonie. – Ale wątpię, że przyszedłeś wypytywać o moje finanse? Co się stało?
– Ta… – szepnął, zrzucając maskę zdystansowanej uprzejmości. Był zmęczony, a Aki już i tak widziała go w każdym możliwym stanie. – Nic z rozliczeniami, nie martw się. Wszystkie zlecenia dociągnęliśmy albo odrzuciliśmy, rachunki rozliczone i tak dalej. Jak widzisz, wycofaliśmy się z Doliny Potworów już jakiś czas temu. I... I no... Przychodzę z wielką prośbą.
– Och? Słucham w takim razie. – Przekręciła głowę z zainteresowaniem.
– Poczta nie funkcjonuje, ale wiem, że twoja gildia jako tako daje radę. Z opóźnieniami, ale się komunikujecie. Inaczej nie bylibyśmy rozliczeni – zaczął, opierając się o biurko.
– Owszem. Są trudności, ale między większymi punktami udaje nam się przekazywać zarówno listy, jak i towary. Potrzebujesz wysłać wiadomość? – zapytała, marszcząc brwi.
– Poniekąd. Um… – zawahał się – Muszę znaleźć Ophelię. Myślę, że też wpadnie na to, że twoja gildia to dobre miejsce do szukania pomocy, więc… gdyby w ważniejszych punktach było wiadomo, że chcę się z nią spotkać w jakimś większym mieście, zależy gdzie jest, to...
– Zgubiłeś ją czy uciekła? – zapytała złośliwie, prostując się na fotelu.
– Zgubiłem. Długa historia.
– Hm. Zróbmy tak. Ty mi opowiesz, a ja zobaczę, co da się zrobić – odpowiedziała, zdejmując okulary i przygryzając zausznik. – Jestem ciekawa czym ją przegoniłeś, skoro ze mną też ci się to zdarzyło.
– Nie o to poszło – odpowiedział, ignorując zgryźliwość kobiety. – I nie do końca przez kłótnię się zgubiła. Wpadła w portal.
– Portal...? – powtórzyła cicho, jakby mówiła do okularów, bawiąc się nimi delikatnie. – Teraz to musisz mi opowiedzieć całość.
– Niech ci będzie.
***
– No i teraz jestem tutaj, Christy wróciła do szpitala, a Nomi i Axis jadą do Archmouth i będą czekać na wieści – zakończył opowieść, po czym odetchnął głęboko i osunął się w krześle.
– Zaczekaj chwilę – powiedziała Aki, po czym wstała i wyszła z gabinetu. Nie było jej kilka minut. Gdy wróciła, usiadła od razu z powrotem za biurkiem. – Kazałam rozesłać wiadomość. Jeśli Ophelia zgłosi się gdzieś, gdzie list zdąży dojść, otrzyma wszelką potrzebną pomoc, nie tylko wskazówki jak się z tobą znaleźć. I nie przejmuj się pieniędzmi. Wszystko na koszt firmy.
– Dziękuję, Aki – powiedział cicho. Przetarł twarz dłonią i przeczesał włosy, po czym westchnął ciężko. – Naprawdę dziękuję.
– Jak się trzymasz? – zapytała po chwili ciszy. Quiver drgnął zaskoczony.
– Huh – zaśmiał się nerwowo – jesteś pierwszą osobą, która mnie o to zapytała. Średnio, szczerze mówiąc.
– Znowu się zjebało, co? – Spojrzała na niego smutno. – Ale wiesz, z tego co zdążyłam ją poznać... i z tego co mówiłeś... Nie sądzę, żeby trzymała do ciebie urazę.
– Nie tego się boję. – Uśmiechnął się słabo. – Mówisz, że się zjebało, ale prawda jest taka, że znowu to ja zjebałem. I dobrze wiesz, jak trudno przechodzi mi to przez gardło. No i myślę, że tym razem znowu zjebałem na tyle, żeby... było tak jak z nami.
– Miej w nią trochę wiary. Tyle już z tobą wytrzymała, to zniesie jeszcze trochę – odpowiedziała lekko, próbując rozładować atmosferę.
– Powiem ci Aki, że Ophelia – zawahał się chwilę – zasługuje lepiej. I oboje to wiemy. Więc przestań mnie pocieszać.
– Ty to powiedziałeś, Quiver – odpowiedziała cicho. – Ale przyznam, że myślałam, że będę mieć nieco więcej satysfakcji, widząc, jak choć raz to ty masz złamane serce.
– No i to brzmi bardziej jak ty. – Zaśmiał się. Przez chwilę wyglądał na mniej zmęczonego i jego pomarańczowe oczy błysnęły. – Mam tylko nadzieję, że wszystko u niej okej i nie wylądowała na zbyt wielkim odludziu, albo co gorsza na innym kontynencie.
– Jestem pewna, że da sobie radę.
– Ja też.
