Actions

Work Header

Machine

Summary:

Mecha Sonic był pierwszym robotem-kopią Dr. Robotnika, ale został stworzony tylko do walki. Mimo tego, wierzył że może być czymś więcej niż tylko maszyną.

Notes:

Mała zmiana kanonu: 8-bit Sonic 2 jest nie kanoniczne, a Sonic 2 zostało zamienione miejscami z Sonic CD, przez co nie było jeszcze Metala i Mecha jest pierwszą kopią Sonica.

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

Pierwszą rzeczą którą zobaczył była wąsata twarz. To był jego twórca - Dr. Robotnik. Znajdował się w laboratorium.

 – Działa! – wykrzyknął doktor – Moja ostateczna kreacja! Mecha Sonic!

Czyli tak miał na imię. Mecha Sonic. Nie byłoby łatwiej gdyby nazywał się po prostu Sonic? “Mecha” brzmiało jak robot. Spojrzał niżej, na swoje ciało i zrozumiał.

On był robotem. Wyglądał jak maszyna - ledwo przypominał żywą istotę ze swoim srebrnym ciałem i śrubkami utrzymującymi metalową osłonę. Mimo że miał dwie nogi i ręce, były one połączone zawiasami.

Mecha wydał odgłos. Było to coś co powiedziałby typowy robot. Zawierało w sobie nutę niezrozumienia. W końcu nie wiedział wiele. Nie wiedział do końca kim jest, poza tym że został stworzony przez Robotnika, więc powinien mu służyć. Znowu nie zdawał sobie sprawy dlaczego. Tak po prostu miało być.

– Ajć! Zapomniałem ci wgrać chipu mowy… – Czyli dlatego nie umiał mówić, wiele to wytłumaczyło, ale jak doktor mógł zapomnieć czegoś tak ważnego? – Trudno, wstawię ci go jak pokonasz już tego niebieskiego szczura! W końcu zemszczę się na nim!

Doktor był wniebowzięty. Spędził wiele nocy nad wynalazkiem, który w końcu zaczął działać. Nie przejmował się takimi detalami jak umiejętność mowy robota. Przecież był on tylko maszyną zniszczenia, stworzoną by pokonać Sonica.

Brak mowy było pierwszym znakiem jego bezużytności poza walką. Mecha mimo tego myślał, że jest czymś więcej niż zwykłym robotem. Potrafił myśleć, kontrolował swoje ruchy, mógł robić co chce, ale wykonywał rozkazy Robotnika. Intuicja kazała mu słuchać się twórcy. Uważał, że robi to z własnej woli, nieświadomie będąc do tego zaprogramowanym. Według Eggmana, ta wiedza była mu nie potrzebna, a własna wola mogła przydać się w bitwie.

Niestety robot wpadł w pułapkę. Posiadał złudne wrażenie wolności. Był naiwny, ale ile mógłby wiedzieć ktoś kto był na tym świecie tylko chwilę?

Pierwszym znakiem tego była podróż na Death Egg. Eggman rozkazał mu czekać w jednym z pokoi. Więc Mecha czekał. Był posłyszny doktorowi i nawet nie ruszył się z miejsca. 

Tylko spoglądał na planetę na której powstał. Była piękna. Połowicznie niebieska i zielona, a połowicznie spowita ciemnością, z której wyróżniały się jasne światła. Mecha zastanawiał się, skąd one pochodzą. Tej wiedzy nie wgrał mu Robotnik. Może kiedyś go zapyta. Kiedy wróci.

Kiedy będzie mógł mówić.

Mecha mógł tylko podziwiać Ziemię i zastanawiać się, dlaczego różni się tak bardzo od innych. Nie był do końca maszyną, ale nie był też istotą ograniczną. 

Miał masę pytań oraz nadzieję, że kiedyś będzie mógł je zadać.

***

Tak minęło kilka miesięcy.

Dopóki nie usłyszał głosu doktora. 

On w końcu wrócił. 

Jednak go nie zostawił.

Mecha powinnien się cieszyć, ale nie posiadał emocji. Więc cieszyłby się, gdyby nie był robotem.

– Mecha Sonic! – powiedział Eggman wbiegając do sali – W końcu nadejdzie nasz moment chwały! W końcu wygram!

Robot mógł się tylko zastanawiać, o co doktorowi chodziło.

Ale i tak dość szybko się dowiedział. Chwilę potem do hali wbiegł niebieski jeż. Za nim pomarańczowy lis.

– Czyli to jest twoja najnowsza zabawka… – Jeż był niezwykle pewny siebie, jakby robił to od zawsze. – Jak na moją kopię, to muszę przyznać że nawet mnie nie przypomina!

Czyli tym naprawdę był Mecha? Kopią Sonica? Gdy przyjrzał się bohaterowi, to zauważył, że przypomina go. Ma kolce, podobny wzrost i kształt, ale różni go jedno - on był robotem. W dodatku nazywał się “Mecha Sonic”. 

Mecha. Sonic.

Czyli był tylko marną kopią. Nikim.

Eggman go stworzył jako kopię. Nie dał mu nawet tożsamości.

Czyli był przez cały czas wykorzystywany przez doktora? Mecha zaczął zdawać sobie sprawę że tak. W końcu Robotnik przez wiele miesięcy nawet go nie odwiedził. Miał tylko pokonać jeża.

Maszyna. Robot. Bezduszne narzędzie. Nic innego.

Był stworzony do siania zniszczenia. Nie miał prawa istnieć na tym świecie.

– Nie bądź taki pewny siebie Sonic! – Doktor odwarknął. – Mecha, pokaż mu na co cię stać!

Jeżeli miał to zrobić, trudno. Zrobi to. Instykntownie rzucił się na jeża. Czyli pokonanie go będzie oznaczało że to on jest prawdziwym Sonicem, nie zaledwie kopią? Może to pokaże wszystkim że on też ma prawo bytu?

Zaczęła się walka. Sonic omijał wszystkie ataki robota. Posiadał niesamowitą prędkość, której Mecha nie mógł dorównać. Próbował każdego ataku przychodzącego mu do głowy. Nadaremnie szarżował na niego, skakał albo uderzał, a i tak jeż ich unikał.

Wtedy przyszła pora na ofensywę Sonica. Jeż zwinął się w kulkę i poleciał na Mechę. Tego się nie spodziewał - nie zdołał całkowicie uniknąć ataku. Popatrzył na lewą stronę swojego ciała. Nie miał ręki, a z ramienia wystawały kable. Nie płyneła w nim krew ani nie czuł bólu.

– I to miało mnie pokonać? — Jeż wydawał się być szczęśliwy, w końcu wygrywał, czemu miałby się nie cieszyć? – Następnym razem bardziej się postaraj, Eggman!

– Jeszcze nie ujrzałeś jego pełnej mocy! Mecha, pokaż na co cię stać!

Co gdyby… Mecha spróbował naśladować Sonica. Jeżeli jest kopią, to powinien być wstanie to wykonać. Przykucnął i zwinął się w kulkę tak jak zrobił to wcześniej jeż. Zaatakował go dokładnie tak samo. Udało mu się trafić.

Nie spodziewał się tego co wydarzy się dalej. Atak byłby w stanie zabić każdego. A z jeża… wyleciało kilka pierścieni. Potem wstał jakby nie odniósł żadnych obraźeń.

Czy on był nieśmiertelny? Robot zaczął analizować sytuację.

Mecha dość szybko zrozumiał - nie był w stanie go pokonać, nie ważne jak silny będzie, nie ważne jak będzie próbował.

Popatrzył na doktora. Na jego twarzy nie malował się smutek ani złość. Było tylko… rozczarowanie. Robotnik myślał, że Mecha może wygrać. Miał być jego ostateczną kreacją, a okazał się zaledwie rozczarowaniem. Eggman mógł go nie tworzyć i historia potoczyłaby się tak samo.

Był bezużyteczny.

Sonic powrócił do ataku. Robot za to… poddał się. W końcu jako kopia nie przewyższy oryginału.

To była tylko kwestia kilku uderzeń. Mecha rozpadł się. Nie miał ostatnich słów, a w swoich ostatnich chwilach zastanawiał sie, co gdyby nie był kopią bez przymusu walki. 

Niestety tego nigdy się nie dowiedział.

Jego resztki pozostały na Death Egg. Gdy zostało zniszczone, spłonęły spadając na Ziemię.

Mecha nie został zapamiętany. Doktor Robotnik od razu zaczął planować lepsze wersje robota i kolejne plany pokonania jeża, a Sonic nie miał po co wspominać pierwszej swojej kopii.

Notes:

Dziękuję bardzo za przeczytanie :D Miłego dnia/wieczoru!