Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandoms:
Relationship:
Characters:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2023-12-18
Words:
1,018
Chapters:
1/1
Comments:
11
Kudos:
182
Bookmarks:
5
Hits:
1,164

listy z daleka

Summary:

listy od rozalii pachniały fiolkami i niespełnioną miłością

Notes:

natchiona postanowiłam coś napisać. nie mam pojęcia, co mi wyszło, bo pisałam to na lekcjach, będąc ledwo żywą, ale mam nadzieję, że komuś to się spodoba

Work Text:

Zofia miała dość pierdolenia Jana Pawła.

Naprawdę, czy każdy Polak miał taką obsesję na punkcie swojego sąsiada? Andrzej to, Andrzej tamto… Zofia powoli kiwnęła głową, przenosząc na papier kolejne słowa.

— Czy ty mnie w ogóle słuchasz?

Skrzypienie pióra o nagle ustało. Zofia spojrzała na Jana Pawła, stojącego kilka kroków dalej. Ręce miał oparte na biodrach, a na jego głowie znajdowała się jego nieodłączna czapka.

— Tak, tak, słucham — Zofia ponownie kiwnęła głową. Nie miała pojęcia, o czym mówił, ale znając Jana Pawła, był to zapewnie Andrzej. Męska obsesja.

— To o czym mówiłem?

— Nie, nie słuchałam Cię — Zofia wróciła do pisania listu.

— Ahh! — zawołał Jan Paweł, wychodząc z izby.

Zofia uśmiechnęła się pod nosem, kaligrafująć czule słowa do Rozalii. Oh, Boże Przenajświętszy, ktoż by to wiedział, że drugą osobę można tak kochać? Odkąd tylko Zofia zobaczyła Rozalię, odkąd tylko poczuła na sobie jej dłonie, zapragnęła, by ta bogini nigdy nie odeszła.

Spojrzała na skończony list. Poczekała, aż inkaust wyschnie, schowała papier do koperty i ją zapieczętowała. Zofia pocałowała list, wyobrażając sobie, że to usta Rozalii.

***

Droga Zofio

Wszystkie twoje listy chowam głęboko w szufladzie, a wszystkie te słowa głęboko w sercu. Modlę się Boga o moment, kiedy ponownie się spotkamy i kiedy znów poczuję na sobie twą dłoń.

Czesław niczego nie podejrzewa. Nie powiedział nic o naszej korespondencji, choć widział, że przychodzi do mnie więcej listów niż zazwyczaj. Jest bardziej przejęty sprawami zawodowymi, a także humorem Jadwini. Gorąco modlę się o powrót Stanisława.

Twoja najukochańsza

Rozalia

Każdy list od Rozalii pachniał fiołkami. Zofia pragnęła, by tylko te kwiaty rosły na świętej ziemi, by obrosły cały jej dom, przypominając jej o kobiecie, którą kochała.

***

Droga Rozalio

Co wieczór proszę Boga o ponowny moment naszego spotkania. Co wieczór zasypiam z myślą o twoich oczach, pragnąc opleść twoje ciało moimi ramionami. Moje serce w całości należy do tobie i tylko ty możesz mną rządzić.

Mój Aniele, któryś jest powodem mojego żywotu na ziemi. Doprawdy, pojęcia nie mam, jak mogłam wcześniej istnieć bez Twojego czułego spojrzenia. Oddalona od ciebie, czuje pustkę jaką przed powstaniem świata. Moja miłość, dola i szczęście. Niech Bóg nie potępi nas obu za tą zdradę, lecz przynajmniej wtedy obie będziemy cierpieć.

Twoja i tylko twoja

Zofia

***

Kochana Zofio

Zofio, kwiecie i miłości Ty moja. Moją pierwszą myślą jesteś Ty. Imię Czesław jest dla mnie całkowicie obce, nic dla mojego serca już nie znaczy. Kimże jest Bóg, wobec miłości, która nas obie łączy?

Potępienie Boga jest najmniejszą rzeczą, o jaką teraz się martwię. Pragnę spędzić kolejną noc w twoich ramionach. Tak bardzo chciałabym Cię zobaczę, ponownie złapałać Cię…

— Mamo? Mamo!

Zofia ocknęła się, gwałtownie ofłożyła list, kładąc go tekstem do dołu. Spojrzała na córkę, która pojawiła się w izbie. Aniela oparła się o framugę, założyła ręce na piersi.

— Z kim tak popisujesz? — zapytała dociekliwie.

— Z nikim. Uważaj, ciekawość to pierwszy stopień do piekła — ostrzegła ją Zofia.

— Od jakiegoś czasu jesteś rozkojarzona — Aniela uśmiechnęła się lekko.

— Dziecko ty moje, gdy będziesz w moim wieku, to będziesz się modliła o taką chwilę wytchnienia.

Aniela otworzyła usta, gotowa do odpowiedzi, jednak szybko je zamknęła. Uśmiechnęła się szerzej, kiwnęła głową i odeszła, zamykając za sobą drzwi. Zofia poczekała, aż jej kroki ucichną i powróciła do listu.

…tak bardzo chciałabym Cię zobaczyć, ponownie złapałać Cię za dłoń i poczuć twoje usta na mej skórze. Kocham Cię i boję się dnia, w którym zobaczę Cię po raz ostatni.

Twoja najmilsza

Rozalia

W kopercie znajdowało się kilka ususzonych fiołków. Zofia wzięła jednego z nich do ręki, a blady płatek opadł na blat. Kiedy zginie, niech jej dusza uleci do Pana Stwórcy, a ciało obrośnie fiołkami, kwiatami jej miłości.

***

Moja miła Rozalio

Pragnę poczuć twoją dłoń na mojej skórze, twój oddech, od którego będę płonąć jeszcze bardziej. Pragnę Cię, pragnę Cię całą. Nic nie może równać się z twoimi oczami i twoim sercem. Napełniasz mnie nadzieją, że świat ten jest jeszcze wart zbawienia. Żyję dla twej miłości, pragnąc Cię całą.

Twoja ukochana

Zofia

Zofia nie miała pojęcia, skąd wzięła się w niej ta wulgarność. Będzie musiała się z tego wyspowiadać. U jedynego księdza we wsi. Swojego syna.

Cóż, najwyżej sama zada sobie pokutę.

***

Droga Zofio

Pragnę Cię całą. Twe słowa są jedynie dodatkowym cierpieniem. Każdy dzień bez Ciebie napełnia mnie pustką.

Moja przyjaciółko. Mój kwiecie i mój aniele. Moja miłości, którą wielbę bardziej od samego chleba Pańskiego. Moja Zofio, o którą myślę codziennie przed snem.

Twoja

Rozalia

***

Zofia nie umiała dalej czekać. Spojrzała ma zapieczętowaną kopertę, ciągle nie wiedząc, czy to właściwy pomysł. Zagryzła wnętrze policzka, dotykając palcem wosku.

Spojrzała na okno, przez które przebijało się słońce. Promienie tworzyły na podłodze zawiłe wzory. Zofia westchnęła, wstająć od biurka. Jeśli miała zostać potępiona, przeżywając katusze przez resztę wieczności, przynajmniej poczuje na sobie usta Rozalii.

Raz się żyje. Pieprzyć to, pomyślała Zofia, podając służącej list do nadania.

***

Dom samotniej matki znajdował się niedaleko Adamczycha. Zofia wzięła ze sobą trochę jedzenia i innych drobiazgów, których mogłyby się im przydać. Pzykladna matka i żona, wzorowa chrześcijańka.

Poprawiła czepiec, mając nadzieję, że jej suknia spodoba się Rozalii.

Powozem trzęsło, a przez okienko przebijało się światło, które raziło Zofię w oczy. W końcu się zatrzymali, drzwi się otworzyły, a Zofia wyszła na niewielki plac. Spojrzała na budynek z jasnego kamienia, wokół którego bawiła się gromada dzieci. Zofia poprawiła suknię, spojrzała za służącym, który niósł kufer z darami i ruszyła do wnętrza budynku.

Nie musiała długo czekać. Jej oczy szybko odnalazła Rozalię, a na jej ustach pojawił się uśmiech. Rozalia ruszyła do Zofii, mocno złapała ją za dłoń.

— Zofia — szepnęła Rozalia.

— Rozalia — odpowiedziała równie cicho Zofia. Cały świat zniknął, a liczyła się tylko jedna kobieta, która trzymała jej dłoń i całe serce.

Gdy drzwi izby się zamknęły, Rozalia szybko zdjęła czepiec z głowy Zofii, odsłaniają jej włosy. Jej palce sprawnie złapały za materiał sukni, a ta szybko opadła na ziemię. Z uśmiechem na ustach i płomieniem w sercu ruszyły do łóżka. Zofia nigdy się tak nie czuła, nigdy nie czuła takiego spełnienia i gorąca.

Rozalia rozpaliła ją na nowo, wnieciła płomień, który już nigdy nie miał zgasnąć. Zofia wbiła palce w pościel, bluźniąć Bogu i śpiewając hymny do kobiety, która jako jedyna posiadała nad nią władzę.